2 Spinningowy Puchar Sklepu Orata Za Nami

/ 5 zdjęć


2.06.19. Nadszedł czas dnia zawodów jedziemy w 3 osobowym składzie , na miejscu meldujemy się przed godziną 6 .Całe otwarcie zawodów i weryfikacja zawodników przewidziana jest właśnie na godzine 6 , więc mamy troszke czasu by na spokojnie napić się kawy pogadać chwilę i przyszykować zestawy , tak też właśnie zrobiliśmy a potem ruszamy na weryfikację i po karty startowe , w tle już widać coraz więcej zjezdzających zawodników a więc to znak że zawody nie długo rozpoczną się na dobre. 
Sytuacja u mnie jest taka jak podejrzewałem czyli po prostu startuję o kulach wszystko przez to kolano , no cóż jakoś trzeba sobie poradzić jak ja to mówię nad wodą nie ma rzeczy nie możliwych są trudne i bardzo trudne a to było zadanie z serii ekstremalnej , po prostu byłem skazany na jedno góra maks dwa miejsca ,siedzenie na krzesełku i skupiania sie w miejscu. Tak tez będe czynił , parę minut po godzinie 6 organizatorzy robią zbiórkę zawodników przedstawienie regulaminu , zabranie pakietu śniadaniowo startowego , i ruszamy wszyscy nad rzeczne brzegi w celu zwycięstwa ale łowić dopiero zaczynamy od godziny 7 .

Zaraz po przemowie organizatorów , większość zawodników zaczeła się albo rozchodzić do swoich pierwszych miejscówek ,albo dojeżdzać autem do miejsc bo takie udogodnienie również wprowadzili organizatorzy że można było dojechać autem do danej miejscówki no a potem już marsz brzegiem , moim zdaniem ciekawa opcja dla zmotoryzowanych , ja osobiście jednak wole przemieszczać się po rzece za pomocą własnych nóg i szukać ciekawych dzikich miejscówek . Niestety te zawody że tak powiem to moge spisać raczej na straty , a to dla czego ? a dla tego że startuje że tak powiem z problemami technicznymi , i poruszam się po tych rzecznych zarośniętych już kniejach o kulach niestety .Także taktyka jest taka znaleźć gdzieś nie daleko ciekawe miejsce i w tym miejscu sie rozbić i rzucać całe zawody w jednym miejscu zmieniając przynęty ,plan w miare fajny dla kogoś kto lubi siedzieć w jednym miejscu i nie lubi robić wielu kilometrów , niestety u mnie jest z tym na odwrót i to siedzenie tyle czasu w jednym miejscu będzie kolejnym wyzwaniem.

 
Dobra dotarłem do ciekawego miejsca chyba jako ostatni zawodnik zaczynam dopiero łowienie spoglądam na zegarek , no ciekawie ciekawie prawie godzina 8 a ja dopiero dotarłem i sie robijam w miejscu .Miałem łowić gdzieś nie daleko ale niestety nie było żadnego fajnego miejsca do zajęcia , a jak już znalazłem dość ciekawe miejsce to zajęte przez jakiegoś wędkarza łowiącego na spławik i żywca , i tak wyszło że troszkę mi się zeszło ze znalezieniem miejscówki , a marsz o kulach po tych krzakach i ze sprzętem to jest po prostu masakra której nie polecam . Fakt faktem jest taki że  zawody miały być rozgrywane w innym odcinku rzeki w którym miałem kilka fajnych miejsc , no ale akurat miał być to dolny odcinek rzeki która wpada do Wisły a jak wszyscy wiemy , przez Wisłę przechodziła fala powodziowa  i rzeka Bzura połączyła się z Wisłą tworząc jedno wielkie jezioro pod wały , takż tam można bylo zorganizować regaty a nie zawody wędkarskie. I tak zawody zostały przeniesione w inny odcinek rzeki a tam już trzeba było szukać miejsca jak i samych ryb. 

Miejscówka znaleziona taka jak chciałem , mianowicie główny nurt rzeki wpływa do dość małej zaciemnionej zatoczki w której leży zatopione drzewo przy brzegu .Pomyślałem to jest miejsce w którym zostaję i szukam jakiś rybek drapieżnych , rozbijam swoje niewielkie krzesełko bez którego było by kiepsko łowić w takim stanie , i rozkładam swój nie dawno nabyty kijaszek w którym mógł bym powiedzieć śmiało że się zakochałem , kijek ze stajni dragona , team dragon z 275 m do 18 g bardzo przyjemna wędeczka. Na zestaw końcowy zakładam małego paproszka w kolorze perłowym na przeciążonej główce czyli cel jako taki złowić jakiegoś okonka który da mi punkty , kule na bok pudełka z przynętami porozkładane tak bym mógł w miarę sprawnie zmieniać każdą z przynęt , a więc zaczynamy pierwsze rzuty lądują pod drugi brzeg tak by obłowic całą linie drugiego brzegu , wolno zwijam robiąc paprochem opad podbicie opad , kilkanaście takich powtórzeń i dalej to samo z tym że tym razem zaczynam oddawać rzuty w niewielką zatoczke pod to zatopione drzewo o którym wspominałem wcześniej i pod przybrzeżną trawę i powtarzam to samo opad podbicie , opad podbicie.

 
Pogoda istna patelnia , duchota totalna  ale jakoś trzeba sobie radzić , ja nie dawno zacząłem łowić a już co nie którzy docierają do mnie łowiąc , lecz większość ma taki sam wynik jak i ja czyli są na zero , możliwe że w dniu dziejszym zawody i wyniki wypaczy pogoda która po prostu  nie sprzyja , jedna wielka lampa na wodzie i coraz to większy upał zniechęca ale trzeba próbować. Po drugim brzegu docierają do mnie znajomi i tak jeden drugiego dopytuje jak nasze wyniki , ale nasze wyniki można podsumować tak mniej niż zero i łowić dalej , no to oddaje następne rzuty paprochem i łowie z podbiciem , opad podbicie , opad podbicie i dotarłem już prawie tak podbijająć przynęte do brzegu , pomału zbieram się by wyciągnąć twistera z wody i czuję branie zacinam coś siedzi chwila walki i okoń jest na brzegu , przez to kolano rozwalone mam mniej skordynowane ruchy , ale jakoś udało się podebrać i zmierzyć okonia , rybka punktowana ma 20,4 cm. Okoń do siatki , a siatka do wody i telefon do sędziego by wypełnić formalności karty startowej i wypuścić okonia do wody .  w tym czasie mogę porzucać jeszczę może uda się coś dołowić , zmieniam kolorek paprocha z perłowego na zieleń z brokatem i łowię dalej.

 
Patrząc w niebo widzę jak idą w naszą stronę ołowiane chmury , pomyślałem oj będzie ciekawie , pewnie pogrzmi i popada byle by mnie nie za bardzo zmoczyło , bo przede mną jeszcze powrót po tych krzakach a jak one będą mokre to będzie nie miły powrót no zobaczymy jak to sie potoczy.Niestety póki co nic nie bierze , nie fajnie wędke odłożyłem na chwilę obok i czas uzupełnić płyny przy takiej tęperaturze woda mineralna wypita , poprawiona kawką do tego przyszedł Pan sędzia zmierzyć okonia i dopełnić formalności , wszystko dobrze okonek miarowy ,punkty wpisane rybka wypuszczona , troche rozmowy z sędziom i już wiem że z rybkami jest krucho na razie .
Łowimy dalej  cały czas zielonkawy paproch na przeciążonej głowce , oddaję rzut w zatoczkę i wolniutko zwijam przy trawie robiąc opad podbicie ale bez brania na razie , przeciągam paprocha przy trawie i poczułem taki jak by opór pierwsze moje odczucie pewnie zaczep , ale po chwili ten zaczep skierował się w stronę krzaków poczułem rybkę która spadła z haczyka wyjmuję twistera z wody a na haku spora łóska , pewnie podchaczyłem jakiegoś klenika nie chcący .Dobra czas na zmianę przynęty zakładam longa rozmiar 1 , i zaczynam rzuty z nadzieją na jakąś rybkę niestety moje nadzieję na rybkę są szybko rozwiane , i nic a nic nie bierze po drugim brzegu widzę co i róż krzątających się zawodników jedni już wracają w górę rzeki z wynikami marnymi , a drudzy próbują szczęścia jeszcze w dole większość jest na zero lub połowiła jakieś maleństwa nie do miary.

 
Tym razem czas na niewielkiego woblerka od doradao , przynęta zmieniona oddaję rzuty pod drugi zaciemniony brzeg i zwijam wolno po wachlarzu , prowadze wobka tak by szedł po płyciźnie może wyjdzie i zaatakuje jakiś kleń , póki co ryba nie współpracuję no cóż .Po pewnym czasie i mnóstwie oddanych rzutów widze aktywność kleni na wodzie , widze jak zbierają z powierzchni wpadające do wody owady , a to znak by z mienic na smużaka i pobawić się w smużenie , fakt faktem nie lubię takiego łowienia ale popróbuję i może okaże się to skuteczne . Zestaw zmieniony pozbyłem się przyponu , nie zakładałem nawet agrafki po prostu przewiązałem samą żyłkę przez wobka , tak by te klenie jak najmniej się płoszyły bo wiadomo jak to jest z tymi kluchami , coś dostrzegom coś co wzbudzi ich nie pewność i odchodzą od przynęty . A więc zestawik zrobiony i żuk wyrób od kolegi po kiju ląduję w wodzie , lekko spuszczam wobka z prądem tak bym mógł nim zagrać w malutkim przelewiku pod gałęziami rosnącego drzewa tuż nad wodą , tam widziałem właśnie największą aktywność kleni , ale póki co nic nie podchodzi pod żuka którym smużę bardzo wolno i delikatnie.


Niestety łowienie na smużaki również nie przynosi mi żadnych wyników , niebo coraz bardziej granatowe i nawet wiaterek zaczyna się zrywać , w powietrzu czuć deszcz. Sprawdzam godzinę 10 :30 , pomyślałem to jeszcze z pół godzinki i czas się zbierać pomału bo przede mną jeszcze droga powrotna , zrezygnowany łowieniem na smużaki , zmieniam żuka na obrotówkę w kolorze złotym prawdopodobnie ostatnia przynęta w dniu dziejszym . Oddaję dalekie rzuty i wolniutko zwijam przynęte po wachlarzu , skoro smużaki nie pasowały kleniom to może któryś połakomi się na obrotówkę niestety było to zgubne myślenie i żadna rybka nie strzeliła w blaszkę no cóż , zaczynam zwijać swoje manele pomału i czas kończyc łowienie a pogoda robi się coraz bardziej że tak powiem mokra upał niemiłośierny z jakieś 30 stopni na plusie i do tego idzie burza no to może być ciekawie. Wszystko pozbierane kijek złożony to można ruszać zdać kartę , gdy wychodziłem z miejscówki spotkałem jeszcze kolege który łowił w miejscu obok , pytam go jak u niego wyniki no miał jedną fajną rybkę , szczupaka mówi taki ponad 60 cm ale gdy go podbierał niestety szczupły sam się wypioł i uciekł z podbieraka , nie fajnie ale nie raz i tak sie zdarza.

 
Gdy ruszyłem maszerować o swych 4 nogach zaczął padać deszcz dobrze że na razie nie jakiś duży ten deszcz  tylko taki stabilny , a  droga powrotna okazuje się bardziej cięższa niż droga na początku zawodów , ale maszeruje tymi krzakami by dotrzeć przed zbierającą się ulewą. Wracając widzę łowiących jeszcze kilku zawodników , ciekawe jak u nich pomyślałem , łowią w fajnych kleniowych miejscówkach to może i któryś coś tam przechytrzył no ale o tym to już się dowiem na zakończeniu i rozdaniu nagród. Dotarłem do miejsca głównego w którym będzie całe zakończenie , udało się nie zmoknąć nawet karta zdana i okazuję się że na razie jest to karta w której jest wpisana pierwsza ryba a to również cieszy , po chwili nadciągły ciemne chmury zerwał się silny wiatr i niestety pogode organizatorom zepsuło oberwanie chmury , jakoś udało mi się uniknąć zmoknięcia jak wracałem bo gdybym skończył łowienie później to pewnie bym wracał cały uflożony. 
Większość zawodników zdała już swoje karty i zeszła z łowiska , pogoda się poprawiła oberwanie chmury przeszło , wyszło słońce i na nowo zrobiło się to samo czyli duchota nie stety . Wraz z kolegami udaliśmy się na obiad który serwowali organizatorzy , smaczna treściwa grochówka  i kiełbasa z grilla zawsze to jakieś posilenie organizmu po kilkunastu godzinach łowienia a do tego wymiana zdań i doświadczeń z dzisiejszego dnia łowienia także miło i sympatycznie. 
Po ciepłym posiłku pora na to na co każdy z nas czekał od początku zawodów , otóż 70 zawodników bo tylu brało udział w zawodach przystąpiło do ogłoszenia wyników , i rozdania nagród najlepszej 10 zawodników, ale zaczym nagradzani byli zawodnicy z najlepszej 10 to każdy z uczestników otrzymał nagrodę za uczestnictwo . Zawodnicy zadowoleni teraz czas dla punktowanych miejsc i tu miła niespodzianka , ponieważ ostatnie 10 miejsce punktowane i nagradzane przypadło mojej osobie , może gdybym był w pełni sił to bym sie tak nie cieszył z 10 miejsca , ale dodam że to miejsce udało mi się zdobyć startując o kulach z rozwalonym , bolącym kolanem które pod wpływem tylu godzin coraz mocniej puchło , łowiąc całe zawody w jednym miejscu tym bardziej cieszy ten fakt , super udało się zrobić to co chciałem czyli po prostu zapunktować . Najdłuższą rybą zawodów okazał się kleń 43 cm także już nie taki mały , i w taki oto sposób 2 zawody spinningowe o puchar sklepu orata zostały zakończone a my czekamy do 3 edycji i widzimy się za rok nad Bzurą.

 


4.7
Oceń
(7 głosów)

 

2 Spinningowy Puchar Sklepu Orata Za Nami - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł