Zaloguj się do konta

4,27kg z nocki na otarcie łez

4,27kg z nocki na otarcie łez
Po niedzielnej walce w trzcinowisku, zaliczamy jeszcze w poniedziałek popołudniówkę. Wrażeń wędkarskich mamy niewiele, nie mówiąc o ogólnej spiekocie i komarach, na które nie można było znaleźć skutecznej recepty. Starając się złagodzić skutki upału ratujemy się zakładając pod czapki lniane ściereczki, co okazało się bardzo trafionym pomysłem.
Ryszard


Ja

Pot wchłaniany przez lniany materiał i chłód na karku dają nam odrobinę komfortu. Gdyby nie czapki a stosowne opaski na płótnie wyglądalibyśmy jak goście z półwyspu arabskiego. Spływamy bez brań krótko po dziesiątej. W piątek postanawiam wypłynąć na nockę.

Przeprowadzam konsultację ze znajomym ze sklepu wędkarskiego, zakupuję drugą karpiówkę, zmieniam na Vorteksie Gravella żyłkę na plecionkę i jednym słowem, zaraz po zacięciu postaram się nie dopuścić ryby w trzcinowisko.


Łowisko donęcam ostatnio zakupionymi i jak się okazuje bardzo ciekawymi kulkami Fantazy Baits – truskawka i pelletem truskawkowym Sangera, o wdzięcznej nazwie Anaconda i wygodnie lokuję się na stanowisku. Trzcina w rejonie łowiska powoli zaciera ślady ostatniej walki z amurem jednak wspomnienia pozostają nadal silne.


W parny wieczór, lekki kapuśniaczek, który spadł tuż przed nocą przynosi odrobinę ochłody. Jezioro jest nad wyraz spokojne a trzcinowisku nie widać żadnej oznaki życia. Nawet drobnica sporadycznie znaczy kółkami swoją obecność w zazwyczaj mocno ożywionej o tej porze wodzie. Dochodzi jedenasta wieczór a tu nic.
Przecieram oczy zmęczone ciągłym wpatrywaniem się w świetliki zawieszone do sygnalizatorów, kiedy lewy sygnalizator zadrgał, podskoczył lekko do góry i opadał pionowo w dół. Bez namysłu zamykam wolny bieg i po podniesieniu wędziska rozpoczyna się jazda. Mocniej dociągnięty hamulec kołowrotka nie pozwala rybie na ucieczkę w trzciny. Czuję jak odchodzi szybkimi zrywami do lewej. Każdą przerwę w ucieczce wykorzystuję na odzyskiwanie dystansu. W połowie odległości w rybę wstępują nowe siły i potężnym uderzeniem ucieka w prawo. Dobrze, tam przy brzegu są tylko kikuty trzcin. Udaje mi się wyhamować odjazdy i podprowadzam rybę bliżej pomostu. W świetle latarki widzę amura, pięknego amura, więc to tym razem. W momencie jak próbuję się schylić po podbierak, ryba jakby wyczuwając moje zamiary kolejnym zrywem, któremu towarzyszy jazgotliwy dźwięk wysnuwanej plecionki, ucieka po łuku w tył na prawo i dosłownie w sekundzie mam ją w trzcinach za plecami. Wskakuję na katamaran, wypływam w kierunku uciekiniera. W rzadkich kikutach trzcin widzę rybę uwięzioną w zwalonych gałęziach starej wierzby. Gdybym to przewidział dawno by tych gałęzi tu nie było, ale co teraz. Krzyknąłem da sąsiada wędkującego na pomoście po mojej lewej stronie z prośba, aby ściągnął do pomocy z łodzią Tadeusza lub Ryszarda. Sam nie jestem w stanie podłożyć pod rybę podbieraka, pomimo kilkukrotnych prób. Co za pech, a przecież już amur był na wyciągnięcie ręki. Po kilku minutach są przy mnie na łodzi Marek z Ryszardem, Kombinujemy wspólnie ja się dobrać do ryby. Podpowiadam Ryszardowi, aby spróbował złamać zaczep. Jak bym to wypowiedział w czarną godzinę. Jak tylko usłyszałem odgłos łamanej gałązki następuje jak się później okazało zerwanie przyponu tuż poniżej węzła. Plecionka w otulinie, aż mi się nie chce wierzyć jak to możliwe. Dziękuję Kolegom za ofiarną pomość. Półgodzinna walka została ponownie wygrana przez amura.
Kolejne pół godziny albo i więcej schodzi mi na odtworzeniu zestawów, ale nie rezygnuję. Ponownie donęcam lekko łowisko i czekam walcząc z komarami, które dokuczają z różnym natężeniem do drugiej nad ranem.

Krótko po drugiej następuje uderzenie na prawą kulkę. Ryba szarpie mocno, ale jej ucieczki daję się kontrolować znacznie łatwiej. Po kilku minutach udaje mi się rybę podciągnąć bliżej pomostu i kolejne podniesienie ukazuje mi pysk chyba trochę zaskoczonego karpia. Podbierak, bezszelestnie szybko do wody, płynne dociągnięcie wślizgiem i mały prosiaczek znajduje się w podbieraku. W końcu sukces aczkolwiek na takiej ryby oczekiwał. Podczas odczepiania haczyk na szczęście lekko rani środkowy palec. Trochę piecze, ale to nie ważne. Po długim oczekiwanie 4,27kg i okołom 60cm karpik na otarcie łez też może być.



Na platformie pozostaję jeszcze do 5.30 ale ranek nie wprowadza już zmiany w moim niekorzystnym bilansie kontaktów z amurami. Sprawdzimy pogodę
i wpadniemy po nie w środku tygodnia.

Opinie (14)

walwoz

Gratulacje:-). Fajny opis:-) [2013-07-28 10:47]

kamil11269

Fajny karpik Panie Marku. Gratuluję. [2013-07-28 10:50]

ChaszmanWTK

Gratulacje;) Szkoda amura z przyponem. Ale bardzo fajny opis oczekuję na więcej, pozdrawiam;) [2013-07-28 11:14]

użytkownik

U mnie dzisiaj na nocce tylko 4 karpiki w granicach 0,5 kg do 1 kg [2013-07-28 11:15]

dunster35

Ciekawy wpis :). Nic tylko pogratulować karpia . Bez wahania 5 !:) [2013-07-28 11:43]

jurek

Moje gratki Marku . [2013-07-28 12:49]

pstrag222

Gratuluje połowu ***** pzdr.pstrag222 [2013-07-28 18:00]

JKarp

Moja skromna rada - jak chcesz Marku łowić ryby w tak ekstremalnym miejscu to i zestawy, wędki, haczyki należy mieć też ekstremalnie mocne. A amury słyną z takich zachowań więc najlepiej nie czekać co się stanie tylko wsiadać do łodzi i płynąć po rybę. [2013-07-28 19:30]

marek-debicki

Mam nadzieję, że następnym razem będę sprytniejszy i w podziękowaniu za piękną walkę rybka wróci do wody. [2013-07-28 20:55]

JKarp

I tak trzymaj :-) [2013-07-28 21:08]

wiekla42

PIĘKNA RYBKA.GRATULUJĘ ***** [2013-07-28 23:59]

krycha0502

Gratulacje. 5 :D [2013-08-03 17:06]

gro1987

Przeczytałem chyba wszystkie Pana wpisy. Bardzo miło się je czyta, aż człowiek chce znaleźć podobne łowisko i zapuścić się na kilka dni ! [2013-08-12 11:40]

zbych51

Taki karpik to jeszcze nie karpisko i nie Pan KARP, ale już karp pełną gębą - gratuluję wytrwałości - pozdrawiam [2013-08-18 21:33]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej