A jednak się zdarza

/ 1 komentarzy / 35 zdjęć


Chciałem jechać do Górali na stawy i dlatego niecierpliwie wyczekiwałem na wyznaczony dzień 29.06.2014 r.. Słyszałem, że będzie baranek i ta informacja pobudzała mnie dodatkowo.Wszak u Górali już raz jadłem baranka, był rewelacyjny i będę o tym pamiętać do końca życia.U Górali złowiłem też "Karpia na skale", ale nic dwa razy się nie zdarza - powtarzałem sobie. Bez emocji, ale wstałem o 4.00, zabrałem kolegów o 5.00 i dotarłem na miejsce zbiórki o 7.00.Byli tu już wszyscy, Górale w większości i Krakowiacy w mniejszości. Zaczynała się kolejna edycja towarzyskich, spławikowych zawodów wędkarskich Koła nr 16 PZW Nowy Targ i Koła Garnizonowego PZW Kraków.Główni celebryci w osobach Prezesów kół - gospodarz Sebastian Mensfeld i gość Marek Wiktor, szybko uporali się z obowiązkami sędziów i rozprowadziliśmy się na wylosowane stanowiska. Trafiło mi się dobrze, gdyż nie było to na skale, jak dwa lata wstecz i nie w ślepym rogu, jak w ubiegłym roku.Miałem przed sobą szeroki pas wody głębokiej na trzy i więcej metrów oraz mały placyk do ustawienia kosza wędkarskiego. 

Co do taktyki łowienia, to zdecydowałem o niej już w Krakowie, że to musi być bolonka, bowiem przemawia za nią obecność dużego karpia w wodzie.Skuteczniej łowi się na wędki nasadowe, ale ich wadą jest brak kołowrotka i zapasu żyłki.Trener zapewne miałby inne zdanie. A ja lubię łowić duże ryby. Padł drugi sygnał i zaczęło się na białego robaka. Przez pierwszą godzinę żadnego brania. Z oddali słyszę, że ktoś złowił okonia. podchwyciłem tę myśl i założyłem czerwonego robaka. Sprawdziło się. W ciągu 30 minut złowiłem cztery okonie. Potem wszystko wróciło do normy z pierwszej godziny. W geście desperacji wygrzebałem z zanęty trochę pinek i to było celne, gdyż szybko złowiłem cieszącą oko płotkę. Ponadto na podstawie zachowania spławika oceniałem, że w moim łowisku są duże ryby. Tylko jak je skusić do współpracy? Pamiętałem rady kolegi trenera, że karaś lubi jak mu przynęta leży na dnie. Dlatego położyłem, ale natychmiast, targany emocjami, nie mogłem się oprzeć i podrywałem. W ten sposób złowiłem wiele ryb i tym razem także. Spławik umiarkowanie szybko zatopił się. zaciąłem, poczułem ciężar i usłyszałem wyciąganie żyłki z kołowrotka.Podniesiony w górę kij uginał się ze zmienną intensywnością. To coś wyciągnęło ponad 40 metrów żyłki i wcale nie chciało się pokazać. Popatrzyłem na zegarek. 

Do końca zawodów było ponad godzinę. Nie muszę się spieszyć z holem i ryzykować z podkręcaniem hamulca w kołowrotku. Mój zestaw nie jest mocny. Dlatego powoli holowałem i na przemian pozwalałem na odjazdy. Może to było nudne, ale nakazałem sobie cierpliwość. Po kilku minutach (wydawało mi się, że po kilkunastu) zobaczyłem rybę. Był to karp, który wykonał jeszcze kilka odjazdów i jeden najazd na roślinność przy brzegu. Jednak udało mi się odciągnąć karpia od brzegu i za chwilę, od strony wody wprowadzić go do podbieraka, a następnie przełożyć do siatki. Karp w moich oczach był bardzo duży i dlatego nie czułem potrzeby złowienia czegoś więcej. Mimo to złowiłem jeszcze jedną, cieszącą oko płotkę. Mój karp był największą rybą w zawodach - 3,6 kg i wywindował mnie na trzecie miejsce, z wynikiem 4,05kg.Zawody wygrał łowiący na wędkę nasadową kol. Przemysław Juszczynka. Drugi był znający wodę lepiej niż ja, kol. Marek Kolasa.Kolejne miejsca zajęli: czwarte kol. Piotr Łukaszczyk, piąte kol. Piotr Gruszka i szóste kol. Jan Moskowski. W kategorii najlepszy Góral i najlepszy Krakowiak zwyciężyli odpowiednio Przemysław Juszczynka i Roman Dryk. Smaczny baran wyrównał nastroje, nawet u tych, którzy wyzerowali. Dominował pogląd, że jak nie teraz, to następnym razem na pewno. Zawsze warto być u Górali, chociażby ze względu na niepowtarzalną atmosferę sympatii i smakowitego baranka. Na koniec Prezesi podziękowali uczestnikom za wędkarką kulturę i staranność oraz wymienili się zaproszeniami na kolejne wspólne imprezy.

 


5
Oceń
(11 głosów)

 

A jednak się zdarza - opinie i komentarze

rysiek38rysiek38
0
Czyli wszystko tak jak się należy ..dobra atmosfera ,zgrana ekipa,współzawodnictwo no i ryby które nie zawiodły a kto wygrał ?mniej ważne ,ważne że będzie co wspominać i czekać na ? za rok :-) P.S. zazdroszczę barana - nie miałem okazji he he ! (2014-07-19 14:26)

skomentuj ten artykuł