Zaloguj się do konta

Ania już mu nie odpuściła

Sierpień rozpieszcza promieniami słońca, dni długie i ciepłe dają wiele satysfakcji podczas odpoczynku. Urlop jak zwykle spędzam w domu z tego względu, że do jezior mam blisko dom stoi pod lasem, ewentualnie planujemy z rodziną jakiś krótki wypad do miasta by dzieciom zrobić frajdę i pokazać: a to tramwaj, a to ZOO we Wrocławiu czy też zrobić przejażdżkę pociągiem z lokomotywą na ostatniej takiej trasie w Europie z Wolsztyna do Poznania. Zawsze jest jakiś pomysł żeby dzieciaki miały uciechę. Zwykłe dni spędzam najczęściej rano na rybach a resztę dnia na drobnych remontach i naprawach w domu, wszak własny dom tego wymaga a praca zawodowa w pozostałej części roku absorbuje cały mój czas.
Moja 12 letnia córka jest moim uczniem wędkarskim, wpajam jej poszanowanie do przyrody i otaczającego nas świata. Fakt dziewczyna ma zacięcie i smykałkę do wędki, no jeszcze chęć kultywowania tego hobby.

Ileż to razy ktoś w środku nocy budził mnie słowami:

- tato, wstawaj kanapki mam przygotowane i kawę już do termosu nalałam.

Cóż zrobić, kiedy o godzinie drugiej lub trzeciej nad ranem dziecko wyciąga cię na ryby, chyba nie można sobie wymarzyć piękniejszej pobudki?

Tak było i tej pięknej sierpniowej nocy. Tuż po drugiej obudziła mnie moja Ania zapowiadając, że mam wybrać łowisko, na które pojedziemy, ubrałem się dość sprawnie ( przydaje się 6 letnia przygoda z wojskiem) i na paluszkach by nie zbudzić żony i synka wyszliśmy w rześką chłodną noc, taszcząc koszyk z termosami i kanapkami. Zwykle sprzęt ładujemy do auta kilka minut, bo wszystko znajduje się w garażu, zawsze też znajduje się tam mały zapas zanęt i robaków, bo nigdy nie wiadomo, kiedy będzie chwila by móc „wyskoczyć” na ryby.

Wyjechaliśmy tuż przed trzecią kierując się najpierw śródpolną drogą, a później leśnym duktem wśród jasnych punktów drogi mlecznej na zachód w kierunku może nie najbliższego, ale za to najbardziej cichego i spokojnego akwenu w okolicy. Jadąc nocą przez las można w światłach reflektorów samochodu oglądać ciekawe zjawiska takie jak opar mgiełki unoszącej się cieniutką warstwą na wysokości metra nad ziemią. Przez uchylone szyby wgryzał się do wnętrza zapach lasu, parującego runa i jakby w tle woń świeżo skoszonych zbóż. Droga nad jeziorko w Dronikach zajmuje nam około pół godziny jeszcze tylko zejście stromą piaszczystą skarpą i jesteśmy nad granatową równą taflą lustra, w którym odbijają się miriady odległych gwiazd. Cisza rozgwieżdżonego nieba, nieśmiałe kląskanie budzącego się ptactwa zmącone sporadycznym szczeknięciem psa lub chlupnięciem atakującego drapieżnika.

Znalezienie wolnej kładki to zazwyczaj formalność rzadko tu zapuszczają się wędkarze najczęściej wszystkie kładki są wolne, w blasku latarki rozkładamy sprzęt i przygotowujemy zanętę by skoro świt rozpocząć przygodę.

Moją wędką najczęściej jest delikatny Fedder lub ten sam kij uzbrojony w zestaw ze spławikiem, a w przypadku jeziora Steklno na moim Fedderze zawsze gości spławik, a to z tej przyczyny, że łowisko jest bardzo zarośnięte i próba połowu na grunt zawsze kończy się zerwaniem zestawu lub wyholowaniem wiązki moczarki kanadyjskiej.

Ania łowi zazwyczaj lekkim batem 5 m z bardzo delikatnym zestawem żyłka 0, 14 spławik 0, 7-1, 5 g hak 22 na przyponie 0,08. Jeszcze przed świtem zanęcamy swoje łowisko by później w ciągu dnia dorzucać niewielkie ilości w półgodzinnych odstępach czasu.

Łowimy na białego robaka lub kukurydzę na zestawach przegruntowanych o ok. 5-10 cm zabezpiecza to nas przed nieprzewidzianymi atakami drobnicy z toni. Ryb w tym jeziorze jest dużo, więc złowienie kilku leszczy czy też sporych karasi nie jest wyczynem. Ale bezapelacyjnymi królami tego łowiska są szczupaki, esoxy rosną tutaj do metra długości, widziałem kilka razy „spinerów”, którzy takie sztuki holowali kilka razy dziennie najtrudniejszym jednak mieszkańcem tej wody jest lin, który upodobał sobie kryjówki wśród grążeli i lilii wodnych, których piękne kwiaty majestatycznie poruszane są przez żerujące ryby gatunku Tinca tinca.

Tak przygotowani czekamy świtu, który wita nas delikatną północną bryzą czas, więc na łyk kawy z kubka, atermicznego który zawsze zabieram z sobą na łowisko, pierwszymi naszymi zdobyczami są dzisiaj płocie, znacie na pewno te gruntowe „potwory”, atak jest zazwyczaj niespodziewany i bardzo wyraźny ryba łapie przynętę i zmyka, co sił w płetwach, ale niewielkie ma szanse z wprawną ręką wędkarza. Po kilku takich odjazdach brania się kończą. Dziś szczęście mnie opuściło brak brań na mojej wędce rekompensuję sobie podziwianiem bobrów, które w odległości może 20 metrów od naszej kładki tarmoszą budulec do swojego żeremia, nie sądziłem, że te zwierzęta są takie duże i silne, osobnik, którego obserwowałem a może i on mnie, ciągnął z przeciwległego brzegu kłodę, którą był pień brzozy o średnicy ok. 30 cm i długości ok. 3-4 metrów zepchnął ją najpierw z brzegu do wody, a następnie trzymając w zębach gałązkę wyrastającą z boku tego odziomka przepłynął z nią 150 m przez całe jezioro i tuż obok naszej kładki nie zwracając na nas w ogóle uwagi. Z obserwacji tych „prac budowlanych” wyrwał mnie stanowczy szept córki:

-Tato, co mam zrobić?

Zawsze mówimy na łowisku szeptem i ograniczamy ruchy by nie spłoszyć przeciwnika. Zerknąłem na jej bata, który wskazywał, że ryba jest już zacięta i dzielnie walczy.

- delikatnie jej odpuść, bo urwie ci zestaw

-, ale mam mu zluzować żyłkę?

- nie wystarczy, że będziesz kijem utrzymywała napięcie.

Bacik węglowy daje taką możliwość, więc próbować zawsze warto.

-nie pozwól jej wpłynąć, między kapelony (grążele), bo już jej nie wyjmiesz, i staraj się trzymać ją w toni, ok.?

-ale ona się strasznie wyrywa.

W tym momencie ja już wiedziałem, z kim mamy przyjemność, jego wysokość Lin (Tinca tinca)
przyjął zaproszenie na kukurydziane śniadanie. A walkę, jaką toczyła moja córka mógł wygrać każdy z nich. Z jednej strony zielonkawo-oliwkowy specjalista od gwałtownych odjazdów i silnych zrywów a z drugiej 12 latka z dość dużym już doświadczeniem, ale z mniejszymi rybami. Ta miała być jej pierwszą dużą, z zaciekawieniem i sercem na ramieniu życzyłem jej zwycięstwa i wytrwałości. Zazwyczaj bardzo chłodno podchodzę do jej połowów, bo i też takiej okazji nie było.

- tato ona znowu ucieka!

- spokojnie, nie ciągnij za mocno daj jej popływać na napiętej żyłce, to się zmęczy.

-, ale mnie już ręce bolą.

Faktycznie już kilka chwil trwała ta jazda, i adrenalina udzieliła się i mnie. Przygotowałem podbierak i zanurzyłem go w wodzie.

- podciągaj go delikatnie do góry, tak by łyknął powietrza, wtedy będzie Twój. I wprowadź go do podbieraka.

- dobrze

Po kilku chwilach złoty jegomość faktycznie wypłynął i swoim pyszczkiem „zaciągnął” łyk świeżego powietrza, co spowodowało jeszcze jeden, lecz już delikatny odjazd ku głębinom, jak można było przypuszczać po chwili już bez większego problemu dał się wprowadzić do podbieraka, jeszcze na jego widok próbował się zerwać do ostatniego zrywu, lecz Ania już mu nie odpuściła.

Wyjąłem rybę z wody położyłem na pomoście by córka mogła obejrzeć sobie swojego przeciwnika, nie był to być może jakiś potwór z głębin, ale na pewno godny i waleczny rycerz 1, 70 kg i ok. 35 -40cm. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie i łowca ślimaków powrócił do swego królestwa.

Weseli i zadowoleni wracaliśmy do domu w szampańskich humorach, Ten lin dla mojej Ani był prawdziwym nauczycielem równej walki, którą zawsze można przegrać, tym razem to córka była górą, a ryba za jej wspaniałą walkę otrzymała nagrodę, by mógł ktoś z nią ponownie powalczyć.

Opinie (58)

użytkownik

Bardzo miło się czytało ciesze się że Ania tak zafascynowała się wędkarstwem. Dla Ani życzę taaaaakiej ryby :). Oczywiście daję ***** z miłą chęcią dałbym o jedną więcej gwazdeczkę. Pozdrawiam serdecznie. Aaaa byłbym zapomniał zazdroszczę Ci Grzesiu takiego wspaniałego wędkarza z którym spędzasz tak bardzo miło czas nad wodą. [2010-03-05 22:26]

kazik

Nieźle to opisałeś . Normalna wyprawa a jak barwnie opisana i ten sposób walki z rybą  to coś dla nowicjuszy . [2010-03-06 00:22]

loli_83

"Ileż to razy ktoś w środku nocy budził mnie słowami:- tato, wstawaj kanapki mam przygotowane i kawę już do termosu nalałam." Kurcze, ile ja bym dał żeby mieć taki "budzik" w domu ;). Kolego spokojny Twoje teksty zawsze czytam z przyjemnością. Moja ocena to oczywiście 5*. Pozdrawiam [2010-03-06 00:45]

hubi

Witam Grzegorz bardzo fajnie to opisałeś sam kiedyś miałem córkę jako kompana na rybach też podobnie jej szło najlepsze to to że wstawała o każdej porze żeby móc jechać na ryby,ale to już się skończyło dziewczyny wyszły za mąż i teraz tylko mamy fajne wspomnienia ale nie martwię się tym jak osiem lat temu urodził się Hubert to wiedziałem że to powraca i się wcale nie myliłem teraz to mam prawdziwego kolegę na wyprawy wędkarskie i to jest to,tak trzymać życzę wam dużych sukcesów za wpis oczywiście dajemy pięć gwiazdek i pozdrawiamy Piotrek z Hubkiem. [2010-03-06 05:13]

użytkownik

..świetnie opisana przygoda ,taki budzik to jest skarb, mnie takie szczęście w życiu nie spotkało .Gratuluję wspaniałej córki i zarazem towarzysza wypraw wędkarskich. Za artykuł pięć***** za urodę pięknej wędkarki ******************* pozdr.... [2010-03-06 08:29]

spines21

moje dzieci jakoś nie złapały wędkarskiego bakcyla,ale wnuczki rosną i tu jest nadzieja,że na starość będzie mnie miał kto nad wodę zawieść i pokazać gdzie zarzucić:)no fajnie Grzesiu opisałeś rodzinną wyprawę-w swoim stylu-poetycko tak trochę:)proszę pozdrowić córę od starszego kolegi wędkarza [2010-03-06 08:40]

Piciu

Brawa za fascynująca opowieść. Czytałem z zapartym tchem. Jeszcze większe brawa dla Ani. Tylko pozazdrościć takiej córeczki. Z czystym sumieniem daje 5. [2010-03-06 09:24]

Irkoni

No mój syn nie bardzo kwapi się na rybki więc zazdroszczę takiej córki.Artykuł czyta się świetnie oczywiście *****.Pozdrawiam [2010-03-06 12:03]

bacik65

Super opisany artykuł,no i gratuluję tobie takiej córki.Moje a mam dwie jak były młodsze,to wędkowały z zemną,ale nie wpoiły całkiem wiedzy i przestały,nie pociągało je wędkarstwo tak jak mnie,a za artykuł oczywiście 5***** Pozdrawiam. [2010-03-06 16:21]

Elmiszello

Artykuł świetny,bardzo ładnie wszystko opisane miło się go czyta czyli za to 5***** a co jeszcze mogę powiedzieć od siebie to chyba tylko tyle że pogratulować takiej Córeczki !!! Pozdrawiam [2010-03-06 17:06]

ayem

 Ile to radości daje wędkowanie , niejedną wyprawę mozna opisywać jak wielką przygodę. Oczywiście piąteczka. !!! [2010-03-06 17:11]

użytkownik

no to super Grzesiu, bardzo miło się to czytało i zachęcam do dalszych wypadów,

ja mam jeszcze jeden plus, moja pani łowi i córka łowi, więc wszystko razy trzy .................

no i ja ............

[2010-03-06 17:18]

Kristoph1

Świetnie opowiedziana historia, bardzo milo się czyta takie teksty, oby więcej takich. Ale z drugiej strony nasuwa się taka myśl czy przypadkowe jest powtarzanie, że lin to z łaciny Tinca Tinca czy też promocja strony pana Grzegorza Ł. 

[2010-03-06 17:31]

kowal42

 Świetne opowiadanie, daję pięć gwiazdek. Kilka lat temu ja również uczyłem swoją córkę wędkarskiego rzemiosła, dzisiaj będąc studętką filologii polskiej, nadal wędkuje, oczywiście w wolnym czasie. [2010-03-06 18:02]

mar83

No no no nic tylko zazdrościć piątal za pisanie a tak na marginesie na zdjęciu to mama czy córka zreszta nie czyni to różnicy która obie fajne bowiem według powiedzenia o drzewie i jabłku.Powodzenia w następnych wyprawach [2010-03-06 18:15]

kris60

Fajnie opisana przygoda córki i ojca tylko pozazdrościć takiej towarzyszki wypraw wędkarskich.Niestety ja niemiałem takiego szczęścia ale liczę na wnuki.Jeden z nich bardzo się rwie do wędkarstwa zobaczymy co z tego wyniknie.Życzę Wam jeszcze wielu tak wspaniałych i emocjonujących wypraw.Dla Ani taaakiej ryby.Daję *****

[2010-03-06 18:19]

rybak09090909a

Witam.Bardzo ładnie napisany artykuł daję 5 *****

[2010-03-06 18:23]

fenix0110

SUPER [2010-03-06 18:30]

użytkownik

Czytanie bylo zysta przyjemnoscia. Ciesze sie, ze cnoty cierpliwosci, ambicji i pokory zostaly nagrodzone przez Profesora.Za narobienie mi smaku opowiesciami o sierpniowych switach i linach wystawiam 0 ;) [2010-03-06 19:01]

2780plox

Pięknie.

Tylko pozazdrościć (towarzystwa na wyprawach oczywiście).

A opowiadanie pachnie mi "zawodowstwem".

Pozdrawiam i oczywiście wszystko co mogę dać.

[2010-03-06 19:28]

patryk12345

dobry artykuł spory linek na bata się trafił :) odemnie ***** , pozdrawiam patryk12345                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                        [2010-03-06 19:32]

kucyk

No super przygoda jest co wspominać w taką porę roku .Zazdrościć nie mogę bo dwie kompanki mam w domu ,które mają 16 lat i 8 .I mruczą kiedy na rybki pozdrawiam połamania kija [2010-03-06 19:47]

kucyk

Oczywiście za artykuł daje ***** i pozdrowienia dla córki od moich córek nara [2010-03-06 19:52]

niko

Ludzie coraz ciekawiej piszą a to znaczy że wszyscy czekają na wiosne i może się kiedyś doczekają ;) a gratuluje córki żeby na bacie  i przyponie 0,08 wyciągnąć takiego lina to naprawdę trzeba mieć coś :) [2010-03-06 20:16]

bodzioww

Fajne opisane........... A jaki budzik hola hola!!!!!!!!!!! Mój budzik ma dopiero 2 latka ale już rwie się do gumek spławików a jak wyjełem skrzynke i pudełeczka  o losie dziecko przepadło bawiąc się i przekładając przynęty;)  Pierwszą wędkę już dostała zobaczymy co z tego będzie puki co się ną bawi więc miejmy nadzieje że coś z tego będzie............................ [2010-03-06 20:24]

krecik1

pogratulować opisu przygody no i oczywiście córki ode mnie 5 [2010-03-06 21:22]

karoltsu1

Tylko pozazdrościć takiego zaangażowania Dzieci.Za artykuł 5*****.Tytuł przewrotny ale całkowicie adekwatny.Bardzo Mi się podobało a jestem surowy w swoich osądach.Brawo. [2010-03-06 22:42]

emilrx

DLA MNIE BOMBA 5 KA DAJE [2010-03-06 23:37]

wiechu1603

Panie Grzegorzu szczere wyrazy uznania za tak ciekawie opowiedzianą przygodę, i choć nie osobiście Pana dotyczy tutaj walka z linem ( moim zdaniem jedna z ryb bardzo trudna do złapania ) to kto jak nie ojciec najbardziej przeżywa sukcesy swoich dzieci. Poza tym także mam córkę w wieku 12 lat która w zeszłym roku dała się zainteresować wędkarstwem, narazie są to pierwsze kroki ale marzy mi się wspólny wyjazd z nią pospinningować. A jaszcze mam w planie wychować mojego świeżo narodzonego synka ( 16.02.2010. ) na prawdziwego wędkarza.

Gorąco pozdrawiam Pana i córkę.

Wiechu.

[2010-03-06 23:38]

Leny

Bardzo fajny artykuł. Życzę Ani jeszcze większych sukcesów. Sam szukam łowisk linowych i oczywiśćie czekam na tego największego. Poza tym piątka z plusem [2010-03-07 00:20]

Sebastian Kowalczyk

Grzegorzu, wygrałeś marzenie każdego ojca. Szczerze zazdroszczę.

 

[2010-03-07 04:24]

szczupi

i oby tak dalej !!! [2010-03-07 06:33]

andrzej49

Pięknie napisane nic dodać nic ująć,a za artykuł 5*****Pozdrawiam. [2010-03-07 07:32]

maksymilian 42

Pana "Profesora " i Jego Córkę Anię poznałem w realu u Pawła w Lesznie w czasie wręczania sprzętu wędkarskiego,który otrzymał Paweł od Społeczności Portalu www.wedkuje.pl.Tam dała się poznać wraz z Siostrą Pawła jak można w szybki sposób przygotować poczęstunek dla wielu gości,organizacja przyjęcia na medal, należą się wielkie podziękowania dla obu Dziewczyn, a było co obsługiwać,bo zaszczycili swoją obecnością : Spokojny, Kowson77, Rooster, Spines21, Klepa683, Adam, Mieczysław, Maksymilian42, Balcer00, no i sprawca tego całego zamieszania Norbiko1, pozdrowienia dla wszystkich uczestników spotkania u Pawła, a szczególne podziękowania dla Ani i Siostry Pawła.Jeżeli można obsłużyć taką imprezę to wędkowanie jest jak bułka z masłem. maksymilian 42     Grzesiu masz pięć [2010-03-07 10:34]

ponikwoda

Fajny artykół i gratuluje córki. Miło jest wczesnym rankiem gdy budzi nas kobietka i mało tego, powodem jest wyprawa na ryby. Tylko pozazdrościć. Dje oczywiście 5.

[2010-03-07 10:50]

jurek

Fajnie się czytało , człowiek już myśli , kiedy wreszcie skończy się ta zima ................ wtedy każdy z nas będzie się napawał tymi niezapominanymi chwilami nad wodą ................ pozdrawiam i 5 ***** . [2010-03-07 12:06]

ricardo

Witam!!!!!!!!!!! Fajnie opisana przygoda z linami,no i super kompan na wędkowanie.Mam podobnych kompanów tyle że synów i też tacy zapaleńcy.Życzę udanych łowów w nowym sezonie a Ani Taaaaaaaaaaaaakkkkkkkkkiiiiiiiiiiiiiiiieeeeeeeeeeeeeejjjjjjjjjjjjjjj RYBY!!!!!!!! Pozdrawiam. [2010-03-07 13:00]

użytkownik

Fajnie się chytalo Gratulacje dla Ani za TAAAKĄ RYBKĘĘĘĘĘĘ i za całokształt życzę połamania kija pod jeszcze większym Tinca tinca na kolejnej wyprawie i oczywiście ***** gwiazdek  ;-) [2010-03-07 13:58]

zegar

Moje gratulacje dla córki. Swoją drogą wykazała wiele cierpliwości i doświadczenia wędkarskiego, holując taką sztukę na tak delikatny sprzęt. Życzę wam więcej takich emocji. Pozdrawiam... [2010-03-07 15:17]

janush1987

Witaj.W Twoich opowiadaniach jest wszystko czego zwykły zjadacz chleba mógłby sobie życzyć. Każdorazowo swoimi artykułami wprowadzasz mnie w pewną hipnozę:) tak, że czuję jak bym tam był a to jest bardzo niezwykłe a jednocześnie Twoje teksty są poetycko humorystyczne do tego w tym opowiadaniu zawarłeś kolejny bardzo ważny aspekt jakim jest rodzina. Pozdrawiam serdecznie i jak zawsze czekam na kolejny seans tej jak ja to określam "hipnozy" literackiej. [2010-03-07 16:00]

gruby12345

fajne opowiadanie milo sie czytalo a czy tan lin byl az tak maly moim zdaniem byla to juz fajna sztuka a i tez piateczka za artykol i druga piateczka za wypuszczenie rybki i nauke mlodego pokolenia wedkarzy szacunku dla przyrody i rybek [2010-03-07 16:01]

lukasso

Ładny opis otaczajacej przyrody. Gratulacje   [2010-03-07 16:30]

zorro

Bardzo dobry artykuł, miło sie czyta. Każdy z nas w pszyszłości, będąc ojcem, chciał by zapewne być choć kilka razy zbudzony na ryby przez własną pocieche. Mi ogólnie sie podoba, jednak brakuje mi zdjecia tego lina, gdyż tak naprawde linki 35 - 40 cm. waża od 0.5 w porywach do kila:) Pozdrawiam Serdecznie

kamil

daje 5 oraz moja dziewczyna również, wiec razem...10:):)

[2010-03-07 16:42]

kostekmar

Kolego Spokojny cały czas zastanawiam się nad odejściem z tego portalu i zwlekałem ze swoją oceną. Czytało się świetnie i gratuluję takich przygód i opisów. Zostawiłem 5***** gwiazdeczek. Pozdrawiam. [2010-03-07 19:40]

M@rek

WitamJa już czekam kiedy moje pociechy podrosną, aby móc zabrać je nad wodę i nauczyć szacunku dla przyrody i oczywiście wędkarstwa.Świetna historia. [2010-03-08 09:52]

użytkownik

bardzo fajne opowiadanko moja pierwsza duża ryba miała 1,7 kg [2010-03-08 17:11]

Fleszu3

Bardzo fajnie że córka zaraziła się od tatusia  :) bardzo fajna przygoda i życzę nie jednej takie albo i lepszej :) pozdrawiam i daje ***** [2010-03-08 19:03]

klos

Mam nadzieję że za kilka lat "dorobie" sie dzieci, w których odnajdę smykałkę do wędkowania i również będe miał okazje przekazać cała swoja wiedzę moim pociechom:) Artykuł oceniam na 5. Pozdrawiam [2010-03-09 09:01]

tomasz123

witam, bardzo fajny artykuł , pozdrawiam i życzę córce wielu sukcesów w wędkarstwie, nie ma to jak piękny linek niespodziewanie na wędce, za artykuł daję 5, [2010-03-09 09:02]

kodi78

Witam. Gratuluje towarzysza wypraw wędkarskich. Mój towarzysz ma dopiero 7 miesięcy ale mam nadzieję że zaszczepię mu bakcyla wędkarskiego. Pozdrowienia [2010-03-09 14:27]

spokojny

Kochani.

Dziękuję za te Wasze miłe komentarze, moja córcia przyłącza się do mnie.

 

Rosną po prostu skrzydła.

 

Obiecuję że za jakiś czas znów coś opublikuję, a tym czasem zapraszam na mojego bloga wszystkich tych którzy nie znają moich starszych artykułów.

 

Myślę że wszystkim Wam podziękowałem jak zwykle osobiście, a jeśli kogoś pominąłem to proszę na priv postaram się to nadrobić :)

 

Dziękuję także za wysokie oceny jakie wystawiliście drogie koleżanki i koledzy, co jest wyrazem uznania z Waszej strony, a jednocześnie sygnałem dla mnie że nie mogę zaniżyć tego poziomu.

 

Chylę przed Wami czoła i pozdrawiam.

Grzegorz

[2010-03-10 20:54]

gruby12345

ja czytalem wszystkie artykoly i naprawde warto im poswiecic czas sa super napisane i bardzo milo sie je czyta polecam i to bardzo bo kolega spokojny ma talent do pisanai  jakich malo tutaj  [2010-03-11 18:09]

spokojny

Dziękuję [2010-03-11 21:42]

cisy10

Jak zwykle genialne opowiadanie a córce tylko pozazdrośić takiego pieknego złocistego lina pewnie wiele sie od ciebie nauczy na pewno dajesz jej dobry przyklad . pozdrawiam [2010-05-05 14:24]

użytkownik

fajne opowiadanko moj synek niestety niema zamilowania do wypraw wedkarskich oczywiscie pojedzie zemna ale po jednym dniu braku bran odpuszcza na miesiac wedkowanie ale poczekam na curke ma 4 lata to moze za jakis czas ona zemna polowi [2010-06-04 23:42]

zabol69

Swietnie opisana wyprawa na ryby. Az milo bylo czytac. Cieszy fakt ze wciagnoles corke  wedkarstwo. za aertykol oczywiscie 5 [2010-07-27 12:10]

użytkownik

wspaniale opowiadanie sper sprawa jak corka chce sie uczyc wedkarstwa i to z bardzo dobrymi wynikami pogratulowac cory musisz byc z niej bardzo dumny [2010-07-28 19:05]

BlueFisherman

5 [2013-05-19 19:44]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Maj z rodzicami.

Kiedy widzę małych chłopców nad naszymi wodami, zastanawiam się częst…

Złoty haczyk

Aby opowiedzieć tę historię muszę cofnąć się w czasie do połowy…