Bartoszów - w tym roku odpada

/ 3 komentarzy / 11 zdjęć


W sobotę (12 kwietnia) się nie udało. Pogoda zapowiadana kilka dni wcześniej była komfortowa do wyjazdu na wiosenne karpie. Ale niestety... wszystko co dobre szybko się kończy. Jeszcze dzień przed sobotą zapowiadana pogoda uległa zmianie. I jak się okazało na następny dzień sprawdziło się! Mocny i chłodny wiatr, co jakiś czas deszcz i ledwo 10 stopni poniżej zera dały się odczuć. W sobotę rano, gdy zauważyłem tylko co dzieje się za oknem włączyłem telewizor i prognozę pogody - pierwszą lepszą. Na niedzielę zapowiadają dobrą pogodę... tylko czy w niedzielę opłaca się jechać na ryby? Chwila zastanowienia i doszedłem do wniosku, że jak pójdę na 7:00 do kościoła i zaraz po nim wyjadę jest szansa na zajęcie sobie dobrego stanowiska. W planach miałem jechać na Bartoszów. A jaka była pogoda? Wyśmienita - jak dla mnie. Przed wyjazdem nie było czuć wiatru (potem lekko wiało), 9 stopni na plusie (o godzinie 8:30 - potem gdy słońce wyszło zza chmur było dużo cieplej) i bez deszczu. Warunki na zasiadkę znakomite! Tylko pakować wszystko do bagażnika i poprosić kogoś o odwiezienie mnie na staw.

Około godziny 9:30 byłem już nad Bartoszowem. Oczywiście pierwsze co zrobiłem to sprawdziłem tablicę informacyjną. Okazało się, że niedawno było zarybiane pstrągiem tęczowym, karasiem i karpiem. Ale czy było zarybiane czy może "zarybiane"? Chciałem to sprawdzić. Postanowiłem, że w tym roku na wiosnę będę sprawdzał, które z okolicznych łowisk są najlepiej przygotowane do wędkowania (nie tylko komercyjne), a w czasie wakacji będę jeździł tylko nad te, które obdarzają rybami. Na razie najlepiej wypadły: staw "U Waldka", rz. Jasiołka w m. Równe i oczywiście Wisłok (gdzie by się nie było coś się udało złowić!).

Miejsce jakie wybrałem na wędkowanie nie było niespodzianką nawet dla mojej mamy - wybrałem "swoją miejscówkę", która była wolna. Kawałek dalej wędkował jakiś pan. Wędkarzy na łowisku było dość dużo. Ale z tego co widać nic nie brało.

Oczywiście rozłożyłem sprzęt tam gdzie zawsze. Po mojej lewej ręce były trzciny - jeszcze brązowe, nie zdążyły jeszcze zzielenieć. Zostały poobcinane i - moim zdaniem - brzydko, bo nienaturalnie wyglądały. Trzciny powinny rosnąć po swojemu, a nie powinno się ich przycinać jak drzewek w ogrodzie. Po mojej prawej ręce była wolna przestrzeń - dalej tylko wędkarz. Woda była spokojna, rzadko zdarzały się jakieś fale. Na jej powierzchni było widać co jakiś czas spławiającą się drobnicę. Od razu wpadło mi do głowy, że być może od razu będzie trzeba nęcić tylko i wyłącznie za pomocą nici rozpuszczalnej i kukurydzą. Ale postanowiłem nęcić sypką zanętą karpiową podawaną w 20 gramowym koszyczku. Na haczyk założyłem kukurydzę. Nie było jednak widać efektów brania karpi w mojej okolicy... i u innych wędkarzy...

A wokół mnie przyroda budzi się do życia! Od razu widać, że idzie wiosna. Podczas mojej pierwszej w tym roku karpiowej zasiadki (tj. 1 marca na łowisku "U Waldka") nie było widać, aż tyle najróżniejszych zwierząt i   nawet roślin co teraz. W wodzie można było dostrzec pływające kaczki. Były to głownie krzyżówki, a najczęściej pływały parami - samiec i samiczka. W trzcinach co jakiś czas słychać było jakiś szmer. Gdy stanąłem niedaleko nich zaczęło się bombardowanie - żaby zaczęły wskakiwać prosto z brzegu do wody! I nie pojedynczo, tylko jakby na sygnał jednej z nich wszystkie razem. A za moimi plecami rozciągał się pas drzew, pod którymi raz dała się dostrzec piękna kuropatwa. A na drzewach: sroki, sójki i inne mniejsze ptaki latające po całym obszarze wokół stawu. A... i jeszcze jedno. Bartoszów tego dnia odwiedził pewien gość, który również stosował się do regulaminu. Był to pan bocian, który po drugiej stronie trzcin złapał dwie rybki, które zjadł nad wodą i trzecią, którą postanowił zabrać do domu. Wszędzie zaczyna robić się zielono. Drzewa powolutku wypuszczają pierwsze liście. Tylko jeszcze pogoda. Są dni chłodne jak i bardzo ciepłe. Ale co zrobić? W końcu: "Kwiecień plecień, bo przeplata, trochę zimy trochę lata".

Ryby tego dnia zdawało się, że były jakby przymulone. Brania "na grunt" były bardzo lekkie. Ledwo zauważalne. Czy to na haczyku była kukurydza, czy biały robak, czy haczyk był numeru 5, czy 14. Brania lekkie i nie dało się tego zmienić. Albo taki dzień, albo po prostu nie ma karpi w tej wodzie w tym roku. Jest jeszcze jedna możliwość. Ciśnienie spadło z dnia na dzień z bodajże 1025 hPa na 1008 hPa. Wprawdzie niedużo, ale ryby mogły to odczuć.

Po południu nastąpiły dwa "lepsze" brania. Pierwsze na kukurydzę. Wyglądało to mniej więcej tak: bombka poszła gwałtownie do góry i równie szybko opadła. W myślach pomyślałem, że przepływająca ryba zaczepiła o żyłkę znajdującą się w wodzie - ale to raczej nie było możliwe. Drugie branie nastąpiło na jednego białego robaka na haczyku 14. Bombka bardzo powoli szła w górę. Zaciąłem i wylądowałem małego (na oko 15 cm) karasia. Ryba szybko podebrana ręką wróciła do wody. A... i jeszcze jedno branie miało miejsce około 12, gdy postanowiłem zjeść swój obiad. Coś wzięło na kukurydzę, ale niestety weszło zaczep, którym były (jak to powiedział mój sąsiad, który bywał przy pracach na tym akwenie)... pale wbite w dno. A podobno (tutaj cytuję
 regulamin i opis stawu napisany przez Koło PZW Rymanów): "Staw jest regularnie czyszczony. Nie ma możliwości zaczepienia zestawu w wodzie".

Według wcześniej wspomnianego pana wędkującego obok mnie rybę, prawdopodobnie jedynego karpia jaki dzisiaj wziął na całym stawie straciłem na wbitych w dno drewnianych palach. Po co one były? Nawet sąsiad nie wiedział. Po prostu ludzie z koła wbili je sobie i zostawili. Śmialiśmy się przez chwilę, że są po to wbite, żeby przy jesiennym sprzątaniu Bartoszowa zarząd koła mógł się wzbogacić o kilka wędkarskich zestawów. Na szczęście ryba, która wzięła w tym nieszczęsnym miejscu połknęła haczyk bez zadzioru, więc istnieje szansa, że szybko się go pozbyła. Ale po co te pale?!

Nic nie brało "na grunt". Nic wartego uwagi, bo z karasiami można pobawić się na lekkim zestawie spławikowym. Tak zrobiła większość wędkarzy, żeby nie marnować dnia i pieniędzy jakie zapłacili za wędkowanie. Zanęciłem czterema kulami zanęty około 2 metry obok trzcin i po 10 minutach zarzuciłem tam swój spławikowy zestaw. Na małym haczyku bardzo często gościły wzdręgi. Nie były zazwyczaj dużych rozmiarów. Od czasu do czasu udało się złowić płoć i uklejkę. Jedna z tych ostatnich mierzyła 3 cm! I tak jak reszta skusiła się na jednego białego robaka! To chyba moja najmniejsza ryba jaką złowiłem na wędkę - pomyślałem.

Kiedyś po przygotowywaniu przez mamę pierogów na obiad zostało jej z nich trochę ciasta. Postanowiła mi je zamrozić. Dziś przyszedł na nie czas. Ciasto w wędkarstwie odeszło trochę do lamusa, ale postanowiłem poświęcić tego dnia dla niego trochę czasu. Na łowisku polałem je "wodą" z kukurydzy z puszki i posypałem atraktorem waniliowym. Po wymieszaniu pięknie pachniało. A po założeniu na haczyk kusiło płocie, ukleje i złowioną również przy trzcinach... świnkę.

PODSUMOWANIE:

Wędkowanie "na grunt":
Brania były bardzo słabe. Udało się złowić tylko karasia.

Wędkowanie "na spławik":

Tutaj brania były bardziej widoczne. Czasami spławik ledwo się zanurzał, a czasami energicznie i szybko tonął pod wodą. Udało się złowić dużo płoci i wzdręg oraz świnkę i ukleje.

Podsumowanie dnia:

Ogólnie pogoda była przyjemna. Słoneczko przygrzewało, czasami powiał lekki wietrzyk. Pogoda na odpoczynek nad wodą wyśmienita, chociaż jakby była gorsza to i tak pojechałbym tego dnia na ryby. Jednemu wędkarzowi udało się złowić "coś ładniejszego". Był to amur, dość ładny amur. Jego łowca przyznał się, że nie spodziewał się takiej ryby i nie myślał, że w ogóle uda się dziś coś złowić...

Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt - Kamil

 


4.9
Oceń
(17 głosów)

 

Bartoszów - w tym roku odpada - opinie i komentarze

PawelordPawelord
0
Nie jestem pewny ale slyszalem ze pale wbija się aby klusownikom utrudnić wyciąganie ryb siecia. (2014-04-20 14:29)
PawelordPawelord
0
Nie jestem pewny ale slyszalem ze pale wbija się aby klusownikom utrudnić wyciąganie ryb siecia. (2014-04-20 14:29)
marek-debickimarek-debicki
0
Prawie każda podwodna zawada, czy to pale, czy gałęzie to miejsca, gdzie osadza się wszędobylska racicznica. jak racicznica to i na pewno inne ryby, które na niej żerują. Ponadto zawsze takie miejsce daje pewne schronienie rybom i dlatego chętnie tam one przebywają. Nie warto więc obchodzić, a szukać ładnych rybek. (2014-04-21 10:34)

skomentuj ten artykuł