Bezpieczne wypuszczanie złowionych ryb

/ 7 komentarzy / 10 zdjęć


Witam wszystkich po dłuższej przerwie. Do napisania tego posta skłoniło mnie parę artykułów w których temat „złów i wypuść” wraca jak woda podczas przypływu i odpływu w oceanie. Jednak nie chciałbym się rozpisywać o słuszności tej zasady, nie jest moim zamiarem wywołanie kolejnej burzy na portalu czy zagorzałych dyskusji. Chciałbym aby ci z Was, którzy darują swoim zdobyczom życie robili to ze szczególną uwagą i rozsądkiem.

Zacznijmy od samego momentu pojawienia się nad wodą, bo już w tym miejscu możemy popełnić pierwszy błąd, który później może się odbić na kondycji powracającej do wody rybki. Dużo się pisze o czasie jaki ryba może spędzić poza jej środowiskiem naturalnym i aby czas ten zminimalizować ważna jest organizacja stanowiska naszej zasiadki. Jeśli chcemy z naszej wyprawy przynieść trofeum w postaci zdjęcia z rybą to należy przygotować sobie miejsce w którym sfotografujemy się z naszą zdobyczą. Ja zawsze wykonuję parę „pustych” (bez ryby) zdjęć w celu określenia pozycji w jakiej będziemy się fotografować.

Następnie miejsce w którym będę pozował oznaczam np.: kawałkiem patyka lub innym obiektem niewidocznym na zdjęciu, aby uniknąć niepotrzebnego fotografowania metodą prób i błędów. Pamiętam jeden wypad na ryby, byłem sam, gdyż kolega Tony musiał pracować więc zacząłem i nie miałem dużo czasu na wędkowanie, gdyż obiecałem mojej małżonce wspólne popołudnie. Tak więc zabrałem się od razu do roboty, zmontowałem zestawy i … Pierwsze branie nastąpiło po … 3minutach a ja zupełnie w rozsypce (czułem się trochę jak zaskoczona kobieta podczas przygotowania na imprezę która, na 5 minut przed wyjściem stwierdziła że nie ma się w co ubrać) zacząłem dzień szczupłym 2,5kg.

Pomyślałem, że już mam tyle tych zdjęć z tej wielkości rybami, że nie będę wyjmował aparatu tylko od razu zarzucę zestaw w to samo miejsce. W momencie jak przynęta opadła na dno zająłem się zamontowaniem sygnalizatora na plecionce, jednak jak tylko otworzyłem kabłąk linka zaczęła uciekać ze szpulki. Nie, nie mogłem się mylić - to było branie więc od razu zaciąłem i na brzegu kolejny 2,5 kilowiec. Żeby było śmiesznie to nadal nie wyciągnąłem aparatu i statywu i to zemściło się na mnie w postaci niesfotografowanej ryby około3,5-4kg i 82cm długości, 15 minut później. Tak więc aparat i statyw to pierwszy krok jaki powinniśmy poczynić w celu skrócenia czasu spędzonego przez rybę poza wodą.

Kolejny etap to rozłożenie podbieraka, który lepiej dla ryb i dla nas aby miał odpowiednie rozmiary. Nie ma nic gorszego niż stwierdzenie podczas holu, że przyciągnięta do brzegu ryba „nie bardzo pasuje” do naszej siatki. Ja osobiście polecam podbieraki karpiowe o trójkątnym profilu i długości boku minimum 100cm (to nie jest przesadą). Jedyny minus to transport tej wielkości podbieraka. Przy połowie z łodzi preferuję profil okrągły lub kwadratowy ze sztywną obręczą i nie polecam stosowania chwytaków. Powodują pewnego rodzaju obrażenia w postaci wyłamanych szczupaczych zębów (są niektórzy z nas, którzy wolą je stosować ) lub ran ciętych podniebienia w okolicy żuchwy. Ale tę kwestię zostawiam do dyskusji, może jako temat kolejnego artykułu.

W następnej kolejności jest przygotowanie maty do odhaczania aby nasz Esox Lucius miał przynajmniej odrobinę komfortu w tej stresującej sytuacji jaką jest hol i lądowanie. Ja używam dwóch mat w zależności od tego jaki odcinek drogi mam do pokonania od zaparkowanego samochodu do łowiska. Jeśli łowię tuż obok auta to zabieram matę dużą, która po złożeniu wygląda jak wielka torebka damska z suwakami na jej obrzeżach, po zamknięciu której stosuję ją do ważenia ryb. Jeśli przede mną dłuższy marsz brzegiem wody to zabieram tylko „małą” 100x60cm składaną matę z Tandem Baitsa.

Jednak brytyjscy specjaliści od połowów szczupaków stosują maty specjalnie wyprofilowane i podszyte gąbką, aby z największą ostrożnością obchodzić się ze złowioną rybą, nierzadko wymiary tych mat to 150x150cm. Jeśli chcecie uniknąć straty czasu na poszukiwanie miary do zmierzenia naszej zdobyczy to proponuję nanieść podziałkę na matę np.: wodoodpornym markerem bezpośrednio na macie. Tuż przed lądowaniem esoxa na macie należy ją zmoczyć!!!
I w zasadzie w tym momencie możemy zarzucić nasze zestawy w upatrzone łowisko nie zapominając o pozostałych elementach całej tej układanki, którymi są szczypce, obcinacz do przyponów i ewentualnie miara i waga.

Jeżeli chodzi o szczypce to bezdyskusyjnie najlepsze są chirurgiczne zaciski, które po pierwsze charakteryzują się nierdzewnym materiałem z którego są wykonane i mają odpowiednia długość. Często zdarza się, że kotwiczka jest poza zasięgiem waszych „szczypczyków” (nie ubliżając nikomu, ja sam pamiętam moje początki i kompletowanie niezbędnych przyrządów), więc nie będzie tu przesadą zastosowanie szczypiec o długości 30cm lub dłuższych.

Co do obcinaczy to często zdarza się, że jedno z ramion kotwiczki ugrzęźnie w skrzelach ryby i próba wyszarpnięcia skończy się krwotokiem lub złamaniem „wachlarza” skrzelowego co dla ryby oznacza powolną śmierć z powodu niewystarczającego natlenienia krwi. W takich przypadkach jedynym rozwiązaniem jest obcięcie grotu kotwiczki i bezinwazyjne usunięcie haka. Czasem , gdy ryba połknie głęboko naszą przynętę jedynym rozwiązaniem jest usunąć jak najwięcej żelastwa z paszczy i liczyć, że wszystko będzie w porządku.

Jeśli już uporaliście się z odhaczeniem i sfotografowaniem waszej zdobyczy ostatnim elementem bezpiecznego wypuszczenia jest chyba najważniejszy z czynników jaki musi towarzyszyć każdej takiej operacji a mianowicie nie zapominajcie zmoczyć rąk przed kontaktem z rybą. Jest to bardzo ważne gdyż unikniemy w ten sposób po pierwsze usunięcia warstwy ochronnej naskórka ryby (potocznie śluz) i zapobiegniemy w ten sposób przeniesienia zarazek na wrażliwą skórę ryb.
Cóż, cały ten ekwipunek jest niezbędny jeśli chcemy mówić o metodzie „złów i wypuść” lub C&R (Catch and Release) jednak barierą czasami nie do pokonania jest cena jaką musimy za to wszystko zapłacić. Jest to wydatek rzędu kilkuset złotych (380-450 PLN, pomijając statyw i aparat); w moim przypadku sprzęt ten kompletowałem w ciągu jednego roku i generalnie nie odczułem tego aż tak strasznie w domowym budżecie.

Myślę, że są to pieniądze godne zainwestowania w możliwość spotkania się ponownie oko w oko z naszymi zdobyczami jeszcze raz.
Połamania!!! TomaszG

 


4.1
Oceń
(48 głosów)

 

Bezpieczne wypuszczanie złowionych ryb - opinie i komentarze

sm74sm74
0
Moze dzieki takim artykułom ludzie mówiacy o sobie wędkarze zaczną sie zachowywac jak wędkarze.
(2009-03-13 10:13)
StawarzStawarz
0
Witaj Tomku! u nas tak szybko szczupłych się nie łowi:)!Bardzo dokładnie to wszystko opisałeś i jeśli chodzi o zasiadkę to tak powinno wyglądać lądowanie ryby z zachowaniem pełnej ostrożności i szacunkiem dla niej!Ja jednak ukochałem spining i raczej ciężko byłoby mi rozkładać matę co parę metrów(rozumiesz).Jeśli jednak złowię rybę i nie zamierzam jej sfotografować to staram się odhaczyć ją nie wyciągając z wody.I tak jak napisałeś ważnym jest ażeby przed podebraniem ryby zmoczyć dłoń w wodzie,sucha dłoń potrafi niemalże przepalić ochronną warstwę łuski ryby!Jeśli chodzi o osprzęt do odhaczania ryb to bez tego nie da się łowić!A "KROPKI"poczekają!Serdecznie Pozdrawiam! (2009-03-13 17:18)
użytkownik2569użytkownik2569
0
Tak to powinno wyglądać, jak kolega powyżej, jestem spinningistą i staram się uwalniać ryby w wodzie oczywiście te których nie zabieram. Tomek gratuluje, bardzo dobry. (2009-03-13 17:48)
mapet77mapet77
0
Ja również podczas spiningowania ograniczam mój ekwipunek do minimum. Jednak taka mata składana jest zawsze w moim bagażu, tymbardziej że ją podwieszam do torby lub plecaka. A szczypce i obcinacz mam zawsze schowany w wewnętrznej kieszeni maty. (2009-03-13 17:51)
lin75lin75
0
twoj artykul jest bardzo bobry ale czy to ma sens?widziałem juz nie raz jak wedkarze zabieraja niewymiarowe ryby....pozdrawiam... (2009-03-18 19:34)
mapet77mapet77
0
Nadal będę robił swoje... (2009-03-19 00:09)
camelotcamelot
0
***** U mnie w klubie wszyscy wędkarze obowiązkowo posiadają maty do odhaczania ryb. Nie mam pewności, - ale chyba też większość stosuje haki bez-zadziorowe.                                             Pozdrawiam serdecznie ! (2011-11-11 22:13)

skomentuj ten artykuł