Bo w życiu liczy się to by mieć pasję.

/ 4 komentarzy / 8 zdjęć



Bo w życiu liczy się to by mieć jakąś pasję , robić coś co tak naprawdę się kocha i poświęcać temu każdą wolną chwilę . Wędkarstwo moja pasja , mój lek na to całe dzisiejsze zło to coś co sprawia że gdy jestem nad rzeką to czuję się po prostu jak ta przysłowiowa  ryba w wodzie , na pewno wielu z nas wędkarzy ma tak samo.

Jak zaczęła się moja pasja do wędkarstwa i do całej tej otoczki wędkarskiej , jeden powie po co ty chodzisz na te ryby i tak nic nie złowisz , trzeba bardzo rano wstać  , ale komary pogryzą  , nie idę bo są duże krzaki i mnóstwo innych wymówek , to fakt trzeba rano wstać na ryby ale to nie jest problem dla człowieka który ma pasję i tym żyję ,czeka na wyjazdy wędkarskie i tylko myśli kiedy by tu wyskoczyć nad rzekę . A moja pasja do wędkarstwa zaczęła się od mojego taty który sam jest wędkarzem i również łowi , to On zaszczepił we mnie to wędkarstwo i fascynację otaczającą nas przyrodą , już jako mały chłopak jeździłem z moim tatą na ryby na początku to nie miałem za dużego pojęcia o wędkowaniu bo jakie można mieć pojęcie o wędkarstwie w wieku 8 lat , nie za duże po prostu zabierał mnie ze sobą dostałem wędkę na spławik i jej wtedy pilnowałem , a że od zawsze nie lubiłem siedzieć  to na początku nudziło mi się to siedzenie w jednym miejscu i pilnowanie jakiegoś kija 
Wiadomo że z biegiem upływu lat jak jeździłem z tatą na ryby , to ja się przemieszczałem  wtedy jeszcze z wędką bambusową na spławik , ale ta metoda to nie dla mnie stwierdziłem , nudziło mi się to wędkarstwo spławikowe plątały mi się wtedy zestawy  oj i to bardzo i zaraz pojawiały się nerwy i nie chęć do łowienia na spławik . Niechęć nie chęcią ale na każde rybki już za dzieciaka chodziłem , wciągało mnie to strasznie , później lekki gruncik i pierwsze zestawy  na tą metodę ale też był jeden minus trzeba było siedzieć w miejscu a to dla mnie było ciężkie no chyba że wędkarstwo nocne no to już ciekawiej ciekawiej  i w ogóle wędkarstwo nocne to całkowicie inna bajka .
Ale wróćmy do tematu wędkarstwa i mojej pasji do tego hobby , a mianowicie do wędkarstwa spinningowego które z biegiem czasu wciągnęło mnie bardzo głęboko ale wszystko po kolei . Pierwsze próby  ze spinningiem miałem  gdy mój tata zabierał mnie ze sobą na ryby i przerabiał mój wtedy zestawik spławikowy na spinning  zakładał blaszki i pokazywał co robić jak rzucać dużo mi opowiadał o tej odmianie wędkarstwa i to mi się spodobało od razu , nie trzeba było tam siedzieć przy wędce w jednym miejscu tylko aktywne wędkowanie fajnie . Sama nauka troszkę sprzętu pochłonęła nie powiem że nie , wtedy jeszcze jako młody chłopak zaczynający spinningowanie na nie łatwej technicznie rzece Bzura nie mający zielonego pojęcia o rzutach bardzo dużo blaszek , woblerów po prostu zostawało albo to w wodzie na podwodnych zaczepach albo ozdabiały drzewa rosnące po drugiej stronie rzeki z czasem wszystko zacząłem łapać  a po kilku latach nauczyłem czytać się wodę a to naprawdę pomaga co do wędkowania .
Kolejne etapy wędkarskiego życia że tak powiem zaczęły się pod koniec szkoły podstawowej gdy spotkałem kolegę tak samo zapalonego na wędkowanie jak ja , wtedy interesował nas sport i wędkowanie wiadomo gdy jest się dzieciakiem chłonie się wszystko co cie zaciekawi nie koniecznie naukę w szkole haha , gdy zbliżał się okres  maja praktycznie potrafiliśmy ganiać po rzece co drugi trzeci dzień zaraz po szkole i nie przeszkadzało nam to że są duże krzaki czy pająki i pajęczyny lub że zbiera się na ulewę , wracało się do domu zostawiało plecak przepakowywało zabierałeś wędkę pudełeczko lub dwa z przynętami a nie jak teraz mnóstwo pudełek ze sprzętem a łowimy na 4 -5 przynęt i szło się na rybki zadowolonym ze mamy tą możliwość łowienia i rozwijania naszej młodzieńczej pasji , pasji obcowania z naturą bycia sam na sam z przyrodą i z tym co nas tam otacza .
  Okresy wakacyjne to były jedne wielkie wędrówki po rzecznych kniejach pamiętam jak dziś , jak z kolegami w kilka osób potrafiliśmy spędzać całe dnie nad rzeką lub 2 razy dziennie w poszukiwaniu naszych rzecznych zdobyczy , ile razy to któryś z nas się skąpał wpadając w dołek gdy brodziliśmy w rzece i nie potrzebowaliśmy do tego jak teraz nie wiadomo jakiego sprzętu wystarczyły nam zwykłe trampki i krótkie spodenki  zabierało się plecak z pudełkami trochę jedzenia i w wodę  nie raz odpoczynek spędzaliśmy przy ognisku i czekaliśmy na nasze ziemniaki z ogniska z podpiekanym chlebkiem aż chciało by się cofnąć troszkę do tyłu do tamtych czasów . Bywało tak że ranne wyprawy spędzaliśmy przy łowieniu ryb spokojnego żeru lekki gruncik , lub spławik ale taki spławik na lekko beż żadnych ciężarków spławik zrobiony z piórka gęsi a na haczyku konik polny którego wcześniej trzeba było złapać w krótkich spodenkach po tych krzakach i nie patrzyliśmy na żadne przeciwności a ile było radochy gdy udało nam się złowić na taki zestawik jakiegoś klenika lub jazia i ta rywalizacja między kumplami coś nie do opisania . Popołudnia zazwyczaj były pod znakiem spinningu i wspomnianego wcześniej brodzenia po wodzie , do dziś mam pamiątkę  na pięcie po swoim pierwszym brodzeniu bez butów ponieważ nie zabrałem wtedy  trampek i brodziłem na boso po czym nadziałem się stopą na jakieś szkło i niestety awaria stopy haha potem już nauczyłem się zabierać obuwie , wyjścia spinningowe w kilka osób to była jedna wielka rywalizacja kto złowi więcej no i zostało tak już do dziś .
Pierwszy mój wymiarowy szczupak na spinning miał całe 52 cm więc nie za duży , pamiętam cieszyłem się wtedy z niego jak złowił bym co najmniej metrówkę ale jak to mówią każda ryba cieszy wiadome , złowiłem go wtedy brodząc  na jakąś obrotóweczkę firmy grizzly  którą mam do dziś w pudełeczku a moja wędka do spinningowania wtedy była to stara jak świat Germina która od czasu do czasu jeszcze mi służy po odnowieniu , wiadomo że gdy  zaczynaliśmy przygodę z wędkarstwem łowiliśmy na to do czego mieliśmy dostęp . Bywały dni gdzie próbowaliśmy łowić z jakiegoś turystycznego pontonu 2 osobowego 2 młodych chłopaków wtedy ponton na plecy nasze kije plecaki i nad rzekę , po tych krzakach z tym wszystkim oj bywało śmiesznie nie raz , wtedy to nic nas nie przerażało aby tylko się nałowić i złowić naszą wymarzoną rybę.
Moje starty na zawodach to również namowy moich znajomych ponieważ ja za bardzo nie chciałem startować na zawodach , jakoś nie widziałem potrzeby startowania w zawodach spinningowych do czasu kiedy nie wystartowałem  pierwszy raz w mistrzostwach koła z tych zawodów też mam dobre i pechowe wspomnienia mimo tego że moja ryb niestety została w wodzie . Tą rybą był fajny wymiarowy szczupak , niestety z mojego wtedy małego doświadczenia ryba poszła z zestawem powód za cienka żyłka która strzeliła w czasie holu , ale fajne  wspomnienia z pierwszych zawodów zostały i o to chodzi w naszej pasji aby tych wspomnień było jak najwięcej . Moje wędzisko wtedy to jakiś najprostszy kijek Larusa a kołowrotek stary Jaxon przełożony z feedera taka duża betoniarka w ogóle nie pasująca do kija  , i kto mi dziś powie że bez sprzętu jakiegoś drogiego nie da rady łowić , właśnie ze się da przede wszystkim to trzeba chęci i zapału do działania a wszystko będzie przychodzić z czasem , tak samo jak zdobywane doświadczenie którego nie złapiemy od razu bo całe życie uczymy się na błędach i mimo tego że już swoje trochę łowię to nie czuję czegoś takiego że robię to świetnie bo cały czas zdobywam wiedzę i uczę się na swoich błędach a wędkarstwo sprawia mi wielką frajdę i jest lekarstwem na ten dzisiejszy wyścig szczurów .
Pamiętam również pierwsze zasiadki  nocne z moim tatą nad Wisłą parę naście lat do tyłu , żeby dostać się nad naszą królową rzek szliśmy z całym tym majdanem wtedy na dworzec PKS, którym dojeżdżaliśmy na miejsce , ale dla mnie jako młodego chłopaka taka wyprawa zaczynała się dużo wcześniej  już w głowie wyobrażałem sobie nocne zasiadki nad Wisłą  i całe te przygotowania które napędzały mnie do działań wędkarskich , wieczorne szukanie rosówek , czy kopanie robaków kompletowanie sprzętu to wszystko napędzało moją pasję wędkarską która jest do dziś i raczej już z niej nie wyrosnę bo wędkarstwo jest jak choroba ktoś mądry kiedyś powiedział .
Wędkarstwo zimową porą gdy płynęła woda nie zamarzała to szukaliśmy z kolegami spokojnych zatoczek , gdy udało nam się taką namierzyć zabieraliśmy wędki na spławiczek malutki haczyk a tam albo pasta z ochotki lub żywa ochotka która zawsze mnie denerwowała , co do zakładania tego na tak mały haczyk ile czasem nerw było przy takim zakładaniu ochotki , ojj te ochotki zniechęcały nie raz no ale płotki które łowiliśmy wynagradzały te nerwy  i to dość często . Z drugiej strony gdy moje lokalne rzeki zamarzały i nie dało się na nich łowić , bo jakoś nigdy nie bawiło mnie łowienie pod lodem choć nie raz byłem namawiany to nigdy się nie dałem namówić i do tej pory tak jest , to zostawało mi czytanie wędkarskich magazynów takich jak wiadomość wędkarskie , wędkarski świat czy nie istniejący już wędkarz polski  i nakręcanie się na wiosenne wyprawy w sumie  tak jest do dziś .
A jak wygląda moje dzisiejsze wędkarstwo , w sumie to wygląda prawię tak samo lecz nie co inaczej wyprawy nad rzekę zaczynają się u mnie tak jak kiedyś czyli w głowie , to tam rodzą się pomysły na nowe miejsca , życiówki i tak dalej .Samo łowienie z tym już jest inaczej jak kiedyś wiadomo trzeba się też troszkę rozwijać i iść do przodu , i właśnie takie o to kroki czynię z roku na rok łapię większą wiedzę i z roku na rok przybywa tego sprzętu i akcesorii wędkarskich czy to jest dobre ciężko powiedzieć  , na pewno nie koniecznie bo kiedyś starczało jedno pudełeczko a teraz … . Ale jak mówią idź z biegiem czasu i rozwijaj pasję i tak też robię że tak powiem co sezon jestem na innym levelu wędkarskim i to mnie cieszy najbardziej , bo po paru latach łowienia chłonę tą pasję jak gąbka wodę bo grunt pielęgnować swoje pasję .

 


4.8
Oceń
(12 głosów)

 

Bo w życiu liczy się to by mieć pasję. - opinie i komentarze

kabankaban
+2
Historia bardzo podobna do mojej co do rozwijania się wędkarsko. Na poczatku przejścia do łowiena wyłącznie na spinning to faktycznie - jedno pudełko i kilkanascie przynet. Później z biegiem czasu i startami w zawodach kilka pudeł i setki wabików. Teraz powrót do ograniczenia ilości przynęt. Pozdrawiam. (2018-12-31 07:49)
Jakub WośJakub Woś
+1
Ja do tej pory brodzę w trampkach i spodenkach. Przedzieram sie przez krzaczory, czasem górą czasem na czterech. (2018-12-31 09:52)
barrakuda81barrakuda81
+1
Jeden z moich gorszych koszmarów to myśl co by było gdybym musiał zrezygnować z wędkarstwa... Póki co na szczęście to abstrakcja ale różne myśli człowiekowi do łba przychodzą:-) Ale byłoby mi szkoda tych kamieni nad Wisłą, tego słońca...Tam się czuję "w domu" i tyle. Ważne żeby to w sobie pielęgnować i rozwijać się wędkarsko i mentalnie.Ta droga raczej nie ma końca i uczymy się całe życie ale mnie to wcale nie zniechęca bo to znaczy że najprawdopodobniej jeszcze wiele przede mną!:-)***** (2018-12-31 17:28)
kostekmarkostekmar
+1
Mieć pasję to fajna rzecz, a już dwie to kłopot. Muszę dzielić wędkarstwo z bieganiem, chociaż w tym pierwszym z kijem nad rzeką, a w tym drugim w spodenkach po ulicach :-) (2019-01-01 12:13)

skomentuj ten artykuł