Boczny trok, mój pierwszy raz

/ 5 komentarzy / 3 zdjęć


Podsumowując tegoroczny sezon wędkarski musze powiedzieć, że nie byl on zbytnio obfity dla mnie.
Ile wiosennych poranków spędziłem na polowaniu za boleniem, który czesto atakował ukleje pod moimi nogami niejednokrotnie pzyprawiając mnie o zawał serca, i wynik to jeden jedyny boleń w tym roku ok65cm wyciągnięty letnim porankiem, nie wspomne o zerwanych woblerach i połamanych sterach o kamienie. Były też zasiadki za kleniem kończące sie wyjętymi kilkoma sztukami nie przekraczającymi 30cm, jedynym zadowalającym efektem wiosennych połowów byl Jaź 43cm.

Myśle sobie że to jakaś zła passa trzyma mnie w tym roku... Ale nie do dziś!!!

Zacznę moją opowieść od naczytania sie i nasłuchania od znajomych wędkarzy o jesiennych połowach sandaczy, jak wiadomo jesień to najlepsza pora. Zatem uzbroiwszy sie w ciężkie gumy 15-20g zacząłem przygodę samotnie nad krakowską jesinną, Wisłą .
Jezdzilem w znane mi wczesniej miejscówki młucąc wode kijem do 40g i plecionką 0,19 bez najmniejszych efektów... Po niedlugim czasie przyszła mi refleksja, że skoro łowieie na cieżko nie przynosi efektów, może warto choc w tym roku zadowolić sie okoniami i zalożyć delikatniejszy zestaw żyłka 0.18mm i twistery z 5g głowami. Tak tez uczyniłem i przy najbliższym dniu wolnym wybrałem sie rankiem nad Wisłe gdzie nie opodal mieszkam. Przyjezdzajac na miejsce po latach nieobecnosci w tym miejscu spotkałem mało rozmownego wędkarza, który na moje, jak oryginalne pytanie "dzieje sie coś" odpowiedział z przekąsem "to co zawsze okonie i małe sandacze" ucieszyła mnie ta wiadomość jak i widok wyciągniętego przez towarzysza okonia.
Zatem zabrałem sie za łowienie, które po godzinie machania stało sie irytujące. Dalej zero brań.
Podpatrzywszy jakimi meodami łowił ten człowiek, a były to jasne kopyta z główkami ok 12-15g obiecałem sobie że znów wróce tu przy najbliższej okazji uzbrojony podobnie jak on.

Nie minęło kilka dni a ja nie dając za wygraną, przyjechałem na wybadaną wczesniej miejscówke uzbrojony jak sobie obiecywałem. Miejsce było już zajęte, ale wcisnąłem sie nieopodal i zacząłem łowić. Moją uwaga przykuł wędkarz który nie wyglądał jak amator, bowiem wiedział gdzie rzucać a efektami były pięknie ubarwione i niebywale okonie które wyjmował raz za razem. Zszokowany tym widokiem pomyślałem zapowiada sie niezły dzien ryba żeruje. Pierwszy rzut następny i następny pozwoliłem gumie swobodnie opaść i jest ZACZEP ehhhh nie ucieszyło mnie to i po kilku minutach prób ratowania przynęty niestety musiałem ją urwać. Tego dnia straciłem 4kopyta z główkami 15-20g troche irytujące ale mniejwiecej wiedziałem gdzie można spodziewać sie zaczepów.
Przypatrując sie z zadrością na wędkarza stojącego obok mnie, bawiącego sie okoniami i niewielkimi sandaczami zwróciłem uwagę że łowił on na małe paprochy twisteru metodą bocznego troku. Podpytując go nieśmiało jakich gramatur oliwek używa i grubości żyłki odpuściłem dalsze rwanie gum i udałem sie do domu studiując strony internetowe na których były wskazówki jak zawiązać zesta do bocznego troku. Jeszcze w ten sam dzien udałem sie do sklepu wędkarskiego i dokonałem zakupów oliwek 7-10g i haków muchowych i małych paproszków. Wieczorej w ramach treningu zawiązałem mój pierwszy zestaw i z tą wiedzą wyruszyłem na zajutrz w wybadane przezemnie wcześnij miejsce.

Pierwsze kilka rzutów na białego paprocha przyniosło w efekcie jednego okonia, usmiechnęła mi sie minka i dalej rzucam moim zestawem, po kilkunastu razach doszedlem do wniosku ze ciezarek wraz z przynętą musi opaść na dno i w ten sposób lekko go podrywając moje wyniki wzrosły często do jednego wyciagnietego okonia na pięc rzutów. Ogarnęła mnie euforia!!
Przebywając juz ok 2h i złowieniu przeszło 20 okoni przyjechał wędkarz od którego odpatrzyłem technike połowu okoni w tym miejscu.
Przyłączył sie do mnie i udzielił mi kilku cennych dla mnie rad i wskazaniu mi miejsc w które najlepiej posyłać przynęte. Jego rady były bezcenne i na tyle skuteczne ze wyciągałem okonie nawet trzykrotnie po rząd. Dzień zakończyłem efektem ok 35okoni w przedziale 20-30cm i kilku niemiarowych sandaczy. Zabawa była wspaniała a moje morale i pewność siebiewzrosły wraz nauką łowienia metodą bocznego troku.

Lekcje które wyniosłem z tych ostatnich kilku wypadów to przedewszystkim nie zniechęcać się bowiem nauka i wytrwałość jest kluczem do sukcesu.

Pozdrawiam wszystkich czytających moje wpisy kolegów z forum.

 


4.9
Oceń
(20 głosów)

 

Boczny trok, mój pierwszy raz - opinie i komentarze

bartosz0907bartosz0907
0
Fajna historia ***** (2012-11-28 13:38)
Wonski79Wonski79
0
Ciekawy wpis ***** ;) W tym roku też po raz pierwszy spróbowałem bocznego. Człowiek uczy się przez całe życie. (2012-11-28 13:48)
MateuszR86MateuszR86
0
Bardzo ładne zdjęcia ***** (2012-12-02 16:44)
wedka35wedka35
0
fajny opis oczywjscie 5 tez lubie ta metode (2012-12-02 19:20)
użytkownik102837użytkownik102837
0
Jestem wielkim fanem i zwolennikiem tej metody i mogę śmiało stwierdzić że tekst jest na;pisany dobrze bez fajerwerków ale i tak wielkie gratulacje. Pozdrawiam Boczny Trok (2014-07-16 18:00)

skomentuj ten artykuł