Boksze podnosi poziom

/ 3 komentarzy / 20 zdjęć


Boksze - moja miłość, to nie był chwilowy zachwyt. Boksze oznacza pewność, że złowisz rybę, możesz dużo wypić, znakomicie zostaniesz nakarmiony, pooddychasz świeżym powietrzem, nigdy nie będziesz mieć kaca (jeżeli żyjesz bez grzechu) i zechcesz ponownie wrócić. Ja wróciłem już po raz siódmy. Odpowiada mi ta sama, pewna woda, to samo towarzystwo, ten sam domek, łóżko,  i łódka. Boksze to typowo szczupakowe łowisko, z każdym sezonem lepiej przygotowane dla wędkarzy. Nowością w tym sezonie jest podprowadzenie prądu do portu. Nie trzeba nosić akumulatorów do ładowania. Ale po kolei. Wyruszyliśmy dnia 29.05.2016 r. rano, przed godz. 8.00. Najkrótsza trasa z Krakowa liczy 602 km. Za Radomiem trzeba skręcić na Warkę i następnie w Górze Kalwarii dostać się na drogę nr 50, z której w Ostrowi Mazowieckiej zjeżdża się na Łomżę, a potem prosto przez Augustów na Ogrodniki, żeby nie przegapić skrętu na Sejny i dalej jechać na Szypliszki, ale za Smolanami skręcamy w lewo, w polną drogę do jeziora i kwatery Boksze Osada 10a. Wiadomości marketingowe są na stronie falko-ryby.eu
Szczęśliwy przyjazd na łowisko uczciliśmy z Wiesiem pełnym litrem wody zagazowanej na 40%, absolutnie czystej i dobrze strawnej. Kalendarz wędkarski zapowiadał na następny dzien bardzo słabe brania, ale mimo to do łowienia podchodziliśmy z dużą pewnością co do wyniku. Dlatego na łowy wypłynęliśmy po obiedzie. Łowimy wyłącznie na woblery, w tym na bezsterowce - slidery. Użyłem wszystkich sprawdzonych  i pewnych woblerów, i nic. Żadnego pobicia. U Wiesia podonie.Kompletna derrota. Kalendarz nie kłamał. Trzeba było zrobić coś nadzwyczajnego. Dlatego wyruszyliśmy do Sejn. Tam przy budynku starej poczty jest płaskorzeźba przynosząca szczęście potrzebującym. Pocelebrowaliśmy i powróciliśmy na Boksze z przekonaniemm, że sukces będzie.
Dzień drugi zaczynamy na wodzie już od godz. 8.30. Mamy piękną, słoneczną lampę. W takich momentach, jak dotychczas do godz. 13.00 sprawdzał mi się slider 12 cm długości i wadze 70 gram, w kolorze oznaczonym przez producenta firmę SALMO jako SNO. Założyłem tego jerka i już w drugim rzucie, gdy wobler zbliżył się do łódki i podszedł nieco w górę, woda się zatrzęsła, a mnie dopadły bryzgi. Jak się za chwilę okazało, hałas wywołał szczupak na 65 cm. Sprawnie ująłem go w podbierak, ale mniej sprawnie wyjmowałem go z podbieraka do siatki. Szczupak dość dokładnie wkręcił obie kotwice w siatkę. Dobrze , że mój podbierak jest żyłkowy, a nie kasyczny. Uporałem sie w ciągu 15 minut, a nie w ciągu godziny. Zauważam, że w takich momentach czas jest szczególnie cenny. Po uwolnieniu woblera ponownie rzuciłem, tym razem daleko, bo na co najmniej 25 m od łódki i najpierw zobaczyłem wielkie zawirowanie na wodzie, potem spokój i nagle poczułem na wędce, że mam, a następnie zobaczyłem, że jest i łącząc obraz z poczuciem szczupaczej siły zrozumiałem, że jest większy. Za chwilę zmierzyłem pełne 70 cm. Moja siatka była już prawie pełna. Nie chciałem więcej i zapewne dlatego nie miałem już brań. U mnie bez brań, ale u Wiesia, który sterował, zaczął się urodzaj. Zaczął się sprawdzać wobler - model PERCH, długość 12 cm, tonący, schodzący od 2 do 4 metrów firmy SALMO. Wiesio dwukrotnie krzyczał z radości. Reszta wrażeń w tym dniu miała miejsce przy stole. W środę zaliczyliśmy z obowiązku targ w Suwałkach i dlatego na wodę zeszliśmy po obiedzie. Na tę porę dnia mam sprawedzony slider - 10 cm długości, 36 gram wagi i kolor oznaczony przez producenta jako GS, oczywiście firmy SALMO. Wiesio nadal sprawdzał skuteczność swojego Percha.. Każdy z nas zaliczył satysfakcję na 56 cm, jakby z jednej klasy. W czwartek dnia 2.06.2016 r. także wypłynęliśmy po obiedzie, a to z powodu dopołudniowej wizyty koleżanki ze studiów, Jasi z Suwałk. Wiał bardzo silny wiatr. Używany przez Wiesia Perch dał dwa sukcesy na 52 i 57 cm, a mój popołudniowy slider uwiódł jednego zębacza na 59 cm.Skuteczny był rzut pomiędzy rośliny wynurzone. Następnego dnia w piątek także mieliśmy słoneczną pogodę i także używaliśmy tych samych przynęt, z tą drobną różnicą, że mój slider SNO mierzył 10 cm i ważył 36 gram. Złowiliśmy po jednej sztuce na 54 cm delikatnie biorących szczupaków oraz zaliczyłem na mojego "murzynka" dwa hole dużych sztuk. W obu przypadkach zębacze holowane z odległości co najmniej 30 metrów znalazły sposób, by przed łódką uśmiechnąć się do mnie i odpłynąć. Ma to także swoją dobrą stronę, bowiem zostawiliśmy sobie na Bokszach coś do złowienia następnym razem. W sobotę, mając już bardzo duży szacunek do zębaczy, chwyciliśmy spławikówki i udaliśmy się na kameralny, sprawdzony pomost. Ponieważ nie umawialiśmy się z linami i z leszczami, to łowiliśmy tylko dyżurne płotki i wzdręgi. Pobyt na Bokszach zakończyliśmy z poczuciem dobrze wypełnionej misji. Proporcje ilościowe sukcesów na zdjęciach wynikkają z faktu, że tylko jeden aparat był na łódce i tylko jeden wędkarz chętnie odkładał wędkę, żeby zrobic zdjęcie.

 


4.2
Oceń
(11 głosów)

 

Boksze podnosi poziom - opinie i komentarze

dendrobenadendrobena
0
Super opis.Gratuluję wspaniałej eskapady. Pozdrawiam. (2016-06-21 10:07)
SuperGroverSuperGrover
0
Patrząc na zdjęcia mam przeświadczenie, że wszystkie ryby urozmaiciły dietę panufff wędkarzy. (2016-06-23 18:23)
SebekKrySebekKry
0
Szkoda że tylko ryby które same spadły z haka zostały do złowienia następnym razem! Bo jak widać wszystko co w podbieraku ląduje na patelni. (2016-06-23 22:29)

skomentuj ten artykuł