Brania dziś były dobre, ale niesmak pozostał

/ 21 komentarzy

Budzik zadzwonił jak grom z jasnego nieba godz. 5:30 rano, nie byłem w stanie podnieść się z łóżka, tradycyjnie po dzwonku drzemka 5 min.. Spojrzałem w okno - słońce, nie będzie połowów pomyślałem. Poranna kawa i nerwowe pakowanie przynęt z lodówki, w samochodzie jeszcze chwila zastanowienia czy niczego nie zapomniałem, nie nie zapomniałem, jadę! W czasie jazdy zastanawiałem się czy będzie dziś upał? Słońce już dość wysoko, zero chmur i zero wiatru, dziś będzie jednak piekarnik pomyślałem no ale cóż co będzie to będzie.



Nad wodą jestem ok 7 rano, przechodzę przez wysokie trawy do mojej ulubionej miejscówki na tym łowisku, jestem! Dziś mam do testowania nową zanętę więc przesiewam ją starannie przez sito, są grube frakcje i oczyma wyobraźni już widzę jakiś rekordowy okaz, uśmiecham się pod nosem... Na haczyk zakładam 2 ziarna kukurydzy, na tym łowisku jest to właściwie jedyna przynęta która może dać jakieś efekty. Mija godzina od zarzucenia zestawów, zerwał się lekki wiatr a mój spławik tonie przygniatany małymi falami, kątem oka widzę jak 3 wędkarzy rozkłada się ok 20 m ode mnie. Ciekaw która godzina, sięgam po telefon i gmeram chwilę po klawiszach, w tym momencie słyszę jak moja 'maczówka' z charakterystycznym dźwiękiem spada z podpórki, szczytówka wygięta w pałąk, widzę jak żyłka odjeżdża w stronę drugiego zestawu na grunt, w jednej chwili łapię wędzisko i odciągam w przeciwną stronę.



Co to jest? płoć gigant? - myślę. Nie spodziewałem się takiego uderzenia na ten zestaw, czuję na wędce, że nie jest to płotka i nie wiem czy się cieszyć czy płakać, żyłka 0,14, przypon 0,12, natychmiast odkręcam hamulec i słyszę świst wyciąganej żyłki.. trwa to dłuższą chwilę po czym kołowrotek cichnie może na sekundę lub dwie i znów słychać jazgot hamulca. Delikatnie przykręcam go i manewruje wędką, mam przecież drugi zestaw w wodzie kilka metrów od 'pola walki' czuję jak ryba robi zwrot i płynie w moją stronę, wykorzystuje ten fakt natychmiast i podnoszę wysoko wędzisko jednocześnie nawijając żyłkę najszybciej jak potrafię, blisko pod powierzchnią wody widzę już spławik a więc jestem blisko - myślę... Jeszcze kilka ładnych zwrotów na szczęście tuż pod brzegiem i mój przeciwnik ląduje w podbieraku. Jest to 2 kg karp który na tak delikatny zestaw wydawał się kilka razy cięższy podczas holu.



Podczas holowania nie zauważyłem nawet jak 3 wędkarzy ze stanowiska obok stoi tuż za moimi plecami. Staram się jak najszybciej zrobić fotkę aby prosiaczek popłynął dalej, kiedy wpuszczam go do wody słyszę - 'A co Pan wpuszcza? Ale by była wyżerka. Ja bym brał' - mówi jeden z nich. No cóż ja bym nie brał odpowiadam i spoglądam na trzech panów stojących już prawie w moim podbieraku. Roman bierze Ci, bierze słyszę.. Wszyscy trzej jak 'szwadron śmierci' zerwali się nagle do biegu. Widzę jak wyciągają niewielkiego lina. 'Ale wziął aż do samej du.. No i widzisz jednak będzie kolacja' - komentarze 'kolegów' ze stanowiska obok. Przyglądam się bliżej, lin ok 20cm trafia do siatki. Zwijam zestaw gruntowy i przeglądam przynętę, 'nabijam zanętą i wyrzucam ponownie'.



Zestaw spławikowy znów daje znać o sobie, spławik tonie zdecydowanie a ja zacinam... jest! nie jest to karp, zdecydowanie coś mniejszego ale czuję na wędce energiczne drgania, po chwili moim oczom ukazuje się król! Piękna i szlachetna ryba lin, mam tylko nadzieję że zahaczył się tylko o wargę, że nie połknął głęboko przynęty. Delikatnie podbieram i odhaczam, jeszcze tylko fotka i 'misiaczek' płynie dalej. U mnie chwila ciszy, za to u kolegów nie.. kilkadziesiąt kul zanętowych ląduje w toni.. hmm w sumie jest ich trzech myślę.. to chyba nie tak dużo, próbuję usprawiedliwić ich działania wierząc, że są normalni. Mijają kolejne minuty i słyszę znów komentarze z lewej strony 'Ale dziś bierze, dawaj podbierak, Roman ty to jo... Stara będzie miała skrobania, obiad będzie'. Do siatki znów ląduje tym razem leszcz a raczej leszczyk, wielkości dłoni.



Czuje, że zaczynam się stresować, a przecież to miał być wypoczynek, cały tydzień czekałem na tą sobotę. Wyluzuj myślę sobie, przecież nic się nie dzieje. Ledwo skończyłem myśl i słyszę z lewa 'Ja pier.... ale ryby biorą, najwyżej co się nie zje to się zamrozi' Spoglądam na siatkę do której trafia kolejna ryba i widzę 4 - 6 kg niewielkich w większości niewymiarowych ryb. Udaję przed samym sobą, że nic nie słyszałem, zakładam 2 ziarna kukurydzy i zestaw ponownie umieszczam w wodzie, mija chwila i kolejne branie, czuję na wędce spore obciążenie, hamulec podregulowany z wolna tyrkocze, daje mu odjechać.. ale walka jest zupełnie inna nie wyrywa się zbytnio, czyżbym ciągnął gumaka? Tuż pod brzegiem nagle zerwał się do walki, nie chce być moją zdobyczą... uśmiechnąłem się wszak ma szanse, przypon tylko 0,12!



Pod powierzchnią widzę błyskające łuski, jeszcze chwila i podbieram. Piękny leszcz, dość duży. Odhaczam i prezentuję do aparatu gdy słyszę z lewej strony 'Panie jak Pan ma zamiar wypuścić to my WEŹNIEMY' Weźniemy pomyślałem? spojżałem na 'Pana wędkarza' stojącego obok.. Ale ja ryby wypuszczam odparłem i zwodowałem leszczysława do domu. 'My byśmy wzieli' - usłyszałem. W jednej chwili krew zagotowała mi się w żyłach. Może Panowie są głodni to ja bułek kupie wam czy coś... odpowiedziałem już dość stanowczo i głośno. 'Panie nie ma sensu wypuszczać, jutro i tak ktoś przyjdzie na to miejsce i połapie - odpowiedział. Ryb i tak jest mało trzeba brać o niedługo tu nic nie będzie, to nie będzie co wziąć - dodał drugi'. W tym momencie już miałem po odpoczynku, już całe to dzisiejsze wędkowanie jak psu w du...



Zwinąłem zestawy, odchodzę jakieś 200 może 300m dalej, siadam i myślę, zadzwonić czy nie zadzwonić. Trudno taki los, wyciągam telefon i wybieram nr do straży... Mija 10, 15 sygnałów i nic..w słuchawce słyszę dzwięk rozładowania baterii. Rozłączam i wybieram ponownie, mijają kolejne sygnały i..tracę zasięg. Odchodzę od wody i wybieram ponownie...w telefonie głucha cisza, patrzę na wyświetlacz i widzę 'ciemną szybkę'. Niestety telefon chcąc uzyskać zasięg który gubił co chwilę rozładował w ciągu kilku godzin całą baterię.



Złowiłem jeszcze kilka niewielkich płotek w nowym miejscu a następnie zwinąłem sprzęt i poszedłem w stronę samochodu. 'Wędkarzy' z lewej strony już nie było, odruchowo zerknąłem czy nie zostawili sajgonu, na szczęście nie.. chociaż to dobre pomyślałem.

Brania dziś były dobre... ale niesmak pozostał.

 


4.6
Oceń
(93 głosów)

 

Brania dziś były dobre, ale niesmak pozostał - opinie i komentarze

ZAMOSCIANINZAMOSCIANIN
0
Brawo kolego widać, że jesteś z zamiłowania wędkarzem! Pozdrawiam serdecznie fajne opowiadanko 5. ( ja u siebie wypuszczam ryby skrycie, by nie narażać się wędkarzom kolegom na głupie docinki)  (2010-06-27 11:05)
Pit-82Pit-82
0
Opowiadanko całkiem całkiem, szkoda tylko, że skoro zrobiłeś tyle fotek, tylko jedną zamieściłeś ;( mógłbyś się pochwalić zapewne pięknymi zdjęciami ;)
(2010-06-27 11:15)
u?ytkownik10076u?ytkownik10076
0
Skąd ja to znam,nie tylko na twoim akwenie są takie numery ze biora co popadnie,jak wypuszczalem 6kg.karpia to bylo gadania.pzdr.
(2010-06-27 12:00)
Arci70Arci70
0
Super opowiadanko. Szkoda tylko, że nie udało Ci się dodzwonić do SR- u. (2010-06-27 12:40)
u?ytkownik7555u?ytkownik7555
0

Miec wlasne zasady, to jest to.

Pozdrawiam !

(2010-06-27 13:02)
luki82luki82
0
Spoko opowiadanko, szkoda tylko, ze nie udało sie powiadomić kogo trzeba... złośliwość rzeczy martwych.
(2010-06-27 13:21)
patryk12345patryk12345
0
Super artykuł , wczoraj podobnie na spławik i dwa ziarnka kukurydzy złowiłem karpia 2kg . Branie podobne jak u Pana tylko że mój był pełnołuski .Pozdrawiam patryk12345
(2010-06-27 13:25)
kasztelan15kasztelan15
0
Ostatnio co słyszłem to cytuje. Jeszcze z pól kilo ryb i mi się karta zwruci, a potem to się będzie mrozić . Myslałem że mie szlak trafi debile jeb...   Za opowidanko piątka.
(2010-06-27 13:37)
u?ytkownik8129u?ytkownik8129
0
Ostatnio poszedłem na swoja rzeczkę i prawie mnie szlag trafił Nie zabieram ryb ale nie potępiam tego jak ktoś ma ochote  zjeść rybę którą sam złowił oczywiście jak jest wymiarowa Ale to co zobaczyłem wołało o pomstę do Nieba Nic nie brało tylko małe bękarty i okonki przez około 3 godziny złowiłem ich chyba trzydzieści gość po drugiej stronie rzeki  tak samo łowił z tym że wszystko co złapał ładował do siatki nawet takie po 5cm chyba dla kota bo jedzenia z nich to raczej nie było A póżniej się dziwią wędkarze że nie ma ryb A kiedy te maleństwa mają urosnąć ? Jakby nie to że siedział po drugiej stronie rzeki to chyba bym mu w łeb dał
(2010-06-27 17:19)
aviavi
0

mial Pan szczescie ze ci pseudo wedkarze nie byli agresywni i chlali wódy!

na pohybel miesiarzom!!

oiecywalem sobie ze bede lowil tylko na komercyjnych ,

niestety dla mnie wedkarstwo ak mnie pochlonelo ze sie zrzeszylem:/

od tego czasu czesto ogladam leśnych dziadkow z PZW ,ktorzy zabieraja niewymiarowe ryby!!

jak ich pytam czemu zabieraja takie małe ryby to mówią : "BO ZAPŁACONE!!"

TAKI LESNY DZIADEK UBEK PIEPRZONY MYSLI ZE JAK ZAPLACI SKLADKE TO MOZE CODZIENNIE PELNA SIATKE RYB ZABIERAĆ!!!

(2010-06-27 19:25)
hubihubi
0
Witam opis i wyprawa fajna tak trzymać,a co do zabierania ryb to każdy powinien wiedzieć co gdzie i ile ja osobiście nie biorę ryby takim gościom z nad wody nie tłumaczę się co do wypuszczania złowionych ryb a jak słyszę takie docinki to po prostu kwituje powiedzeniem kartę płace i z rybą robie to co chce pozdrawiam za wpis oczywiście daję pięć gwiazdek i życzę wiekszych sukcesów. (2010-06-27 21:18)
u?ytkownik24522u?ytkownik24522
0

Teraz są takie czasy że nie wiadomo co się zrobi dobrze a co zle

napewno odemnie piateczka za opowiadanko *****

(2010-06-27 22:41)
muchozolalimuchozolali
0

karpia do 3 kilo to tak jeszcze sie zgodze

ale powyżej to juz niema co bo jest stary

unas w okolicy sa takie asy ze juz sumy ciagna

i to jeszcze na zabe

poz

 

(2010-06-27 22:43)
nanusnanus
0
Fajna wyprawa , daje piątala za opis. a co do tych pseudo wędkarzy których spotkałeś to współczuję ja też kilka razy spotkałem takie towarzystwo i jest mi przykro że ludzie ci nazywają się wędkarzami dlatego że takie postępowanie jakie to opisałeś obraża nas normalnych wędkarz,szkoda tylko że telefon odmówił posłuszeństwa, może panowie ze straży nauczyli by ich trochę rozumu choć sam nie wierzę że tacy ludzie potrafią się zmienić.Ale trzeba z takimi walczyć nie możemy stać biernie i czekać na cud weźmy sprawy w swoje ręce nikt za nas tego nie zrobi.Pozdrowienia i życzę dalszych sukcesów. (2010-06-28 06:49)
u?ytkownik31907u?ytkownik31907
0
super opowiadanko heh nie tylko ty masz takich sąsiadów w wedkowaniu haha 5
(2010-06-28 08:37)
u?ytkownik19278u?ytkownik19278
0
5***** (2010-06-28 09:04)
bonatbonat
0
Bardzo fajny opis. Szkoda, że tacy chamowaci ludzie zepsuli Ci przyjemność wędkowania. Chciałbym tylko przypomnieć niektórym komentującym, że wędkarz zabierający ryby z łowiska nie jest pseudo-wędkarzem. Na takie określenie zasługują jedynie ludzie, którzy zabierają ryby poniżej wymiaru, w zbyt dużej ilości, albo w okresie ochronnym. Mam wrażenie, że wielu uczestników tego serwisu o tym zapomina. Robicie niepotrzebną nagonkę i patrzycie spode łba na każdego, kto wkłada coś do siatki. Za chwilę dojdzie do absurdu, że jadąc na ryby, będziemy je wypuszczać, a po drodze do domu zakręcać do sklepu i tam kupować rybkę na obiad. A wiecie skąd się ryby biorą w sklepach? Szczególnie tych leżących w okolicach większych jezior i zalewów? Ja wiem! Dlatego zabieram złowione przez siebie ryby! Oczywiście przy zachowaniu opisanych wcześniej zasad - wymiar, ilość, okres. (2010-06-28 15:32)
pike2pike2
0
Hech, ale miałeś przygodę, szkoda że tylko Ci wypoczynek zepsuli, artykuł super i daje piątala, zukcesywnych wędkowań na przyszłość... (2010-06-28 19:36)
mermit87mermit87
0
Niestety taka jest rzeczywistość, u mnie niedaleko Szczytna na jeziorze Sasek Mały, można spotkać masę "mięsarzy" którzy przychodzą nie na ryby a po ryby i wielkość nie robi im różnicy byle by się nażreć tak właśnie zachowuje się ponad 90% osób tam łowiących, piszę osób bo na miano wędkarza nie zasłużyli, a najgorsze jest chyba patroszenie ryb od razu nad wodą i wrzucanie resztek do wody, takie zjawisko to już plaga na naszych wodach...ZGROZA
(2010-06-28 22:32)
Artur z KetrzynaArtur z Ketrzyna
0
Podsumuję to króciutko, to że wypuszczasz swoje zdobycze to i dobrze. Poprostu dbasz by jeszcze było coś w wodzie. Zaś tych amatorów rybiego mięsa można tylko pogardzić. Bo tacy co nie dadzą rybie dorosnąć i wydać potomstwa, tak samo przyczyniają się do wyjałowienia naszych łowisk jak sami kłusole.
Nie powiem bym sam nie zabierał ryb do zjedzenia, ale te nie wymiarowe to wypuszczam. Przecież rybki są zdrowe i smaczne, a taka świeżutka to poprostu niebo w buzi.
 Co do straży rybackiej to, na mazurach jej brak. Jak i samych zarybień, w moim łowisku po ostatnich odłowach przez rybaków, ryby jak na lekarstwo.
Poprostu PZW schodzi na psy.
(2010-06-28 22:36)
The Piterson12345The Piterson12345
0
witam bardzo fajny artykuł zostawiam ***** . ah ci miesiarze .. wszystko wpier... co tylko zawisnie na haczyku.. takie podejscie ich w koncu zgubi.. pozdrowienia i połamania                             (2010-06-28 23:17)

skomentuj ten artykuł