Brania widmo

/ 2 zdjęć


Opowiadanie na fakcie autentycznym to zdarzyło się naprawdę.
Zapowiada się piękny letni weekend,pogoda wymarzona na ryby a szczególnie na ryby karpiowate-toteż w piątkowy poranek wraz z moim zięciem Piotrem oraz jego rodzinką wybieramy się odpocząc nad wodę.Celem naszym jest wyrobisko pożwirowe LINOWY okolice Kędzierzyna-Kożla.Woda znana z połowów dużych karpi i amurów trafiają się również okazałe węgorze.Po przybyciu na miejsce na tak zwaną patelnię jest to piękne miejsce do biwakowania otoczone drzewami które szczególnie upodobały sobie licznie występujące tutaj bobry tną swoimi siekaczami osiki licznie tutaj występujące.Stawiamy nasze dwie przyczepy cempingowe obok siebie rozkładamy fotele stoły –wszystko musi być na swoim miejscu aby w nocy w razie brania nie narobic sobie bałaganu.Trzeba zdążyc przed nocą jeszcze zakarmic pozażucac zestawy a zajmuje to wszystko trochę czasu.No ale jakoś poszło nakarmiliśmy kukurydzą oraz kulkami proteinowymi wszystko to załatwiliśmy za pomocą procy.Zestawy już w wodzie no i wielkie oczekiwanie na odjazd wielkiej ryby-moje wedki z prawej strony koło małej wysepki zaś Piotrka z lewej koło wysepki dużej. Jest godzina 21 pora rozpalic grila no i ochłodzic się jakimś piwkiem pocałym upalnym dniu.Spożywając grylowe kiełbaski no i chłodząc się na wędce zięcia pierwszy odjazd-sygnalizator gra jak szalony Piotrek podbiega zacina a tu nic pusto.Trwa montaz nowego zestawu to jest zakładanie kukurydzy na włos dipowanie cały rytuał karpiowania no i wspólne medytowanie jaki był popełniony błąd. Po chwili zestaw znów laduje w wodzie no i znów błogie oczekiwanie.Robi się powoli ciemno słoneczko chowa się za drzewami wyspy jakby wyczerpane świecąc przez cały dzień no i nareście trochę chłodniej można w spokoju pomażyc o wielkiej rybie.Wmiedzy czasie na mojej wędce zacina się mały kilogramowy karpik który po odhaczeniu dostaje wolność.Woddali słychac rechot i kumkanie żab a nad głowa czasami przeleci sowa udając się na nocne łowy.Bardzo lubie tę nocną atmosferę jest w tym cos co przyciąga cisza spokój –no i ta przyroda.Rodzinka zięcia po kolacji poszła już spac a my z Piotrem czuwamy. Po godzinie pierwszej znowu na wędce Piotra branie i ta sama historia się powtarza-wspaniały odjazd zacięcie i znowu pusto.Piotr zmienia koncowy odcinek zestawu nowy hak nowy przypon i tak dalej mówiąc teraz musi siedziec.Zestaw poszedł do wody i znów oczekiwanie. Od czasu do czasu słychac jak spławiaja się karpie przewalając się na boki. Piotr twierdzi że będą dobre brania gdzieś od wioski dochodza nas odgłosy szczekających psów które przerywaja tą nocną cisze.Powoli zawiewa lekki wiaterek który na tym akwenie jest lepszy od tafli.Wszystko sprzyja dobrym żerowaniem ryb.Po chwili na zestawie Piotra znów sytuacja sie powtarza po zacieciu znów pusto.Te same ruchy no i zestaw znów aktywny to jest niemożliwe twierdzi zięciu powoli zaczyna świtac robię herbatkę aby było weselej a tu znów dzwięk sygnalizatora zaciecie jest słyszę od Piotra ale żyłka napięta idzie w kierunku wyspy i stop.Mówie zaczekajmy aż się całkiem rozwidni to się zobaczy na pewno się zaplątał w trzcinie aby do rana.Rano gdy słoneczko wita nowy dzien biore podbierak i sobie znaną scieżką wodną udaje się wyciągnac to coś co jest na drugim koncu wedki.Będąc już blisko wyspy trzymając napięta żyłkę w ręce widzę że wychodzi ona na ląd podciągam a tu nora i jakieś piski w niej napinając żyłke z nory wyciągam piżmaka –w tym momencie żyłka pęka a piżmak znika w pobliskich zaroślach. Ze śmiechem wracam do obozowiska wszystko się już roztrzygneło brania widmo robił piżmak tak długo aż się zacioł i żarty się skończyły.Następna noc Piotr zmienił miejsce wędkowania i brania ustały a my na różnych imprezach wspominamy jakie to przeżywaliśmy odjazdy.

 


2.8
Oceń
(25 głosów)

 

Brania widmo - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł