Brzana z rynny

/ 15 komentarzy / 5 zdjęć


Przy podwyższonych stanach wody w Rabie, po opadach, gdy woda jest lekko „złamana” pojawia się pod mostem w Proszówkach prawdziwy Specjalista od połowu brzan. Wędzisko, kołowrotek czy odzież nie jest jak to często bywa na pokaz, nie widać u niego markowego sprzętu, On łowi ryby doświadczeniem, na to, co czuje, że płynie teraz w wodzie, jako pokarm dla ryb, wybiera miejsca gdzie ktoś inny najwyżej spodziewałby się zawadów. Na hak powolnym dopracowanym ruchem zakłada sznurówkę. Tak dosłownie sznurówkę, czyli rosówkę wyciągniętą z płóciennego woreczka zawieszonego na szyi. Nie są to typowe rosówki sprzedawane w sklepach wędkarskich tylko giganty długości dochodzącej do 35cm. Wijące się niczym żmije, czerwone i lśniące a grube prawie na palec są rarytasem dla brzan. Trzeba odpowiednio założyć i wyeksponować tego frykasa na haku i tylko / tylko!!!/ podać rybie. Czuje nasz Wędkarz tą wodę, zna każdy głaz, kamień, pal czy dołek w wodzie, bo całymi popołudniami i wieczorami po pracy widać go stojącego na moście z dłońmi osłaniającymi oczy, czasami w deszczu chodzącego od końca do końca mostu i obserwującego ryby przy brzegach. Gdy już łowi to każdy zauważa w nim Wędkarza a nie moczykija, precyzja jego zarzutów, oszczędność ruchów, poruszanie się przy brodzeniu po pierś w wodzie ze znajomością dna niczym prowadzony przez najlepszą nawigację satelitarną. Lekkie zacięcie, minimalny ruch ręki i wędzisko wygięte w pałąk. Zaczyna się walka, ryby o wolność a łowiącego ją o radość i nowe doświadczenia. Sporadycznie widziałem, aby brał On złowioną rybę, jako trofeum, z pietyzmem i czułością odpina je z haka, delikatnie puszcza w wodę i uśmiechając się zakłada kolejną sznurówkę.
Tak mijają lata, ja go tam spotykam, od co najmniej kilkunastu, a On niezłomnie z tą samą wędką i woreczkiem zanęty na szyi, ze swoistym uśmieszkiem i błyskiem oka, od początku sezonu po ostatnie jesienne deszcze wędkuje.

Tutaj, na tym łowisku poniosłem sromotną porażkę, ujmę dla mojej dumy, pychy i zarozumialstwa. Pewnego lipcowego poranka kilka lat temu, po kilkudniowym wędkowaniu na tej miejscówce gdzie normą było łowienie wymiarowych brzan, zostałem powalony na kolana i upokorzony w obecności innego wędkarza /wiem tylko, że jest/był to mieszkaniec Krakowa, pracownik Krakowskiego MPWIK – pozdrawiam przy okazji i zapraszam na tą miejscówkę/.
Po raz kolejny, nie pamiętam teraz już, który, zaciąłem rybę. Po sposobie „przymurowania” do dna przypuszczałem, że to kolejna brzana, jak poprzednie myślałem, 45 – 50 cm, więc będzie symboliczna buźka i spływaj po dziadka. Wspomniany kolega z Krakowa stojący powyżej mnie ze śmiechem skomentował jakoś tak „tobie, jako miejscowemu to Raba darzy rybą a ja uzbrajam pale hakami”. W tej chwili mój 4m Shakespeare dziwnie zawibrował mi w dłoniach, szczytówka z napiętą żyłką gwałtownie ugięła się ku wodzie, a hamulec Coopera 520 zagrał niczym karabin maszynowy broniący reduty. Odjazd ryby tak nagły i silny zaskoczył mnie, wystraszył, bo uzmysłowiłem sobie, że na kołowrotku była żyłka Siglon 0.16, a przypon zrobiony z żyłki Siglon 0.12, haczyk cieniutki nr 16 Mustada z krótkim trzonkiem i pewnie już przytępiony. Odruchowo przyciąłem ukośnie tuż nad wodą, co znowu zabrało kilka metrów żyłki po odjeździe ryby w dół rzeki. Krakus /w pozytywnym słowa znaczeniu oczywiście/ szybko zwinął swoje wędzisko, przeszedł bliżej przyglądnąć się czy przypadkiem jak to powiedział Moby Dicka nie zapiąłem, i mnie ma zamiar ubezpieczać trzymając za portki /ważyłem wtedy tyle, co dobra gęś przed ubojem a cień, jaki rzucałem na wodę równał się cieniowi wędziska/. Dobrze wyregulowany hamulec /przednia regulacja czyni cuda/ i wspaniały kij pomogły mi utrzymać rybę na żyłce mimo jej zrywów, odjazdów, murowania przy dnie i gwałtownego płynięcia pod prąd. Każda sekunda poluzowania żyłki wykorzystywana była na skracanie dystansu, schodziłem za rybą coraz głębiej i dalej z nurtem ciesząc się, że mam pale poza sobą. Radość moja znikła, gdy zobaczyłem jak ryba przy przymurowaniu do dna trze tarką /na płetwie grzbietowej pierwsza ostra koścista narośl/ po żyłce. Teraz miałem dopiero „pietra”, bo uzmysłowiłem sobie, że faktycznie któryś z wcześniejszych „mikrusów” poskarżył się jakiemuś dziadkowi – weteranowi licznych potyczek, i ten przypłyną mi złoić skórę. Dawał mi łupnia za każdym razem, gdy tylko poczuł drobinkę luzu, gdy nogi ślizgały mi się po żwirze, gdy chciałem zmienić rękę na dolniku. Każda rada, jaka dawał mi starszy kolega stojący obok przynosiła efekty, ryba była na haku, walka nadal trwała. Gdy przymurowała ponownie i tkwiła tak dobrych kilka chwil to zdobyłem kolejną dobrą życiową radę – „puknij kilka razy w wędzisko palcem z obrączką tak, aby metal stukał w blank kija – drgania przeniesie wędzisko i żyłka a ryba się zbudzi”. Ledwo kilka razy zapukałem do ryby ta odpaliła jakby ktoś ją ostrogami ubódł. Była to jej jedna z ostatnich dzikich ucieczek ku wolności, bo jeszcze ze dwa, trzy razy wyskoczyła nad wodę, przymurowała a potem poczułem, że żyłka ma mniejszy naciąg, hamulec rzadziej terkotał a odległość mnie do ryby maleje. Ostrzeżenie kolegi, że brzana lubi ostatkiem sił tuż przy brzegu zawalczyć o wolność wydawało się nie spełniać, może do mnie nie docierało zbyt dokładnie w amoku tej walki. Nagle zobaczyłem przeciwnika w pełnej krasie – Lewiatan – w blasku zachodzącego słońca błyszczał złociście, miedziany poblask rozświetlał wodę wokół niego, wypłynął na powierzchnię wyłożył się bokiem tak, miałem wrażenie, że głęboko oddycha z wyczerpania. Te dotychczasowe moje brzany, teraz wydawały się drobnicą przy rybie, która powoli zbliżała się do moich stóp. Zacząłem powoli pochylać się ku wodzie zwijając wciąż żyłkę i utrzymując kontakt z rybą.
Radość, jaka mnie opanowała, duma i chęć zaimponowania nowo poznanemu koledze podpowiedziała mi abym pokazał!! jak JA!! podbieram ręką tego giganta. Kolega już się zbierał, aby podbiec po podbierak, który pozostał przy filarze /blisko 30 m powyżej!/ bo ja z rybą tyle zszedłem/. Próżność zwyciężyła – pod stopami zdobycz – ja z wyciągniętą ręką, aby podjąć ją spodem przy skrzelach, szczytówka w dół i w tym momencie niczym na zwolnionym filmie widzę jak haczyk się wypina z kącika górnej wargi a brzana mimo kolosalnego zmęczenia, ale wolna powoli zawraca z płycizny /około 20cm wody/ i po powierzchni, bo brak pewnie jej było siły odpływa w nurt.
Gorycz porażki, wstyd wobec nie posłuchania ostatniej porady, strata tego, o czym się marzyło od początku wędkarskiego mojego życia, bo znika w nurcie …
Krakus w ciszy zapalił papierosa, klepną mnie w plecy i w milczeniu poszedł w stronę mostu pozwalając mi przełknąć gorzką pigułkę porażki. Złość na siebie, łza w oku tyle pozostało z blisko 30 minutowego zmagania z moim pogromcą. Ze spuszczoną głową, słuchając docinków gapiów, którzy z mostu obserwowali zmagania, zwinąłem żyłkę i powoli poszedłem w kierunku mostu. Żarty, gwizdy i śmiechy nie bolały tak bardzo jak myśl, że ryba życia /mój ulubiony gatunek, który tak poznawałem, uczyłem się o nim, poświęcałem się w łowieniu tych ryb/ odpłynął pozostawiając mnie w niedosycie. Miarkowałem tą rybę na około 70cm, gdy była przy moich stopach, porównanie miałem dzięki odległości od kołowrotka do końca pierwszego segmentu wędki, a moja największa brzana do tamtej pory miała 62.
Pod filarem, gdy szybko żegnałem się z nowopoznanym kolegą padły słowa ”medal miałeś pod stopami, ale więcej warta nauka niż medal”. Do dzisiaj widzę tą brzanę, słyszę te słowa a bez podbieraka nie ruszam się i nie podejmuję większych ryb.
Wiem, że w Rabie ten Pradziadek, profesor wśród brzan, obserwuje mnie, czekam, bo wiem, że jeszcze go spotkam i z pewnością da mi szansę rewanżu, sprawdzi, czego mnie nauczył.

Pozdrawiam „pradziadka Profesora” oraz brać wędkarską

Zbibul/Nemo

 


4.9
Oceń
(41 głosów)

 

Brzana z rynny - opinie i komentarze

MareKsMareKs
0
Wielka szkoda, że nie ma zdjęć :( (2012-06-20 11:21)
niutek40niutek40
0
”medal miałeś pod stopami, ale więcej warta nauka niż medal”. Dokładnie tak, nie sposób się z tym nie zgodzić. Życzę udanego rewanżu z "Pradziadkiem Profesorem" Piąteczka się należy. (2012-06-20 11:23)
przemlukprzemluk
0
Bardzo fajna wciągająca opowieść. Pokory Panowie i Panie! Pokory uczy nas doświadczenie i przyroda. Powodzenia w rewanżu z taaakim rywalem:) (2012-06-20 12:28)
ZbiBulZbiBul
0
Dziękuję za wpisy i uwagi - a propos zdjęć - kilka wrzucę ale już w domu z kompa - to właśnie będzie to miejsce mojej nauki i porażki. (2012-06-20 13:16)
DelTor0DelTor0
0
Fajnie napisane. Miejscowka ze zdjec super :) (2012-06-21 10:35)
Zander51Zander51
0
Skąd ja znam ten tekst... Już wiem skąd :) Dobrze, że się pojawił, bo piękna przygoda i jakże przyjemnie się ją czyta. Mistrzostwo za umiejętności literacki Zibi. Ze mną też duża brzana wygrała. Mniejsze to wyciągało się z ręką w kieszeni... :)
(2012-06-21 21:03)
pawel75pawel75
0
Świetnie napisana opowieść, czyta się rewelacyjnie ! Cała prawda o wędkarstwie i to ta najprostsza, czyli doświadczenie i częste bycie nad wodą a nie super sprzęt, który i tak nic za nas nie złowi :) Pozdrawiam i piąteczkę zostawiam ! (2012-06-22 18:05)
edyta35edyta35
0
Witaj Zbyszku:)Pięknie opisana przygoda wędkarska, która uczy nas i przestrzega, że trzeba słuchać co starsi wędkarze nam mówią i oczywiście podbierak to podstawa bo ja też miałam taki przypadek, że nie miałam go pod ręka i piękny lin mi się wprost z rąk wypiął.Oczywiście***** (2012-06-22 22:21)
adleradler
0
Super , opisane ale zawsze mądrzy po szkodzie . To w tym jest piękne że ryba także ma swą szansę . To nie każdy potrafi docenić , ważne jest także umieć wyciągać wnioski . Słuchamy mistrzów i ich rady trzeba umieć przekazać następcom . Pozdrawiam i piąteczka ***** pełna . (2012-06-22 22:41)
CZzesioCZzesio
0
Super opowiadanie :) ***** (2012-06-23 10:14)
Arturr0Arturr0
0
Świetna przygoda i naprawdę dobrze opisana. Nawet roche wzruszająca ta historia. Takie rzeczy pamięta się do końca życia... (2012-06-26 19:11)
przemokrprzemokr
0
Łapie brzany ale na 0,12mm na przyponie to samobójstwo powyżej 55cm, to już loteria jak nowy przypon to się wyciągnie jak kilku godzinny w nurcie to już raczej kolczykowanie ryb. Ja osobiście zakładam plecionkę na przypon 0,006 Nano Fill albo coś z tej rodziny aby uniknąć takich niespodzianek ale gratulacje za odwagę ale nie jestem za kolczykowaniem ryb, wole spiąc niż urwać z hakiem pozdro (2012-07-19 20:28)
eulrikeulrik
0
fajnie opisane :) powodzenia z pradziadkiem :) (2012-08-12 19:09)
BlueFishermanBlueFisherman
0
5 (2013-05-09 10:40)
rush111rush111
0
Siemka. Fajnie opisana przygoda i właśnie dla takich chwil jeździmy nad wodę . Natomiast zestaw 0,16 / 0,12 z hakiem nr 16 na brzany to trochę przesadzona finezja . Pozdrawiam . (2018-08-09 09:41)

skomentuj ten artykuł