Burza nad morzem

/ 5 komentarzy / 22 zdjęć


Siedząc w domu na kanapie poddałem się nastrojowi chwili i postanowiłem napisać jakiś krótki felieton a co mi wyjdzie z tego to nie wiem nigdy nie pisałem na łamach żadnej gazety dopiero tu na stronie wędkuję.pl coś zacząłem pisać i z tego, co widzę idzie mi całkiem nieźle zresztą opinie pozostawiam tym, którzy czytają to, co spłodzę.

Wyjeżdżając we wrześniu na Hel nie spodziewałem się, że będzie to wyjazd, który przyniesie mi tyle atrakcji.

Pewnego dnia, gdy siedziałem na stopniach wagonu a koło mnie wierny przyjaciel człowieka pies mojej córki Fafik, spoglądałem w niebo i zastanawiałem się, co ze sobą zrobić. Spokój i cisza, która panowała na dworze nie pozostawiała większego wyboru, zresztą wyboru nie było zbyt dużego albo wezmę wędki i pójdę jak zwykle do portu albo wezmę psa i wybiorę i na grzyby. Jedno i drugie zajęcie było pociągające oba przynosiły korzyści nie tylko krajobrazowe, ale i poniekąd dochodowe gdyż zwiększała się moja wiedza o otaczającej mnie przyrodzie a i kolacja mogłaby być przednia.

Tego ranka postanowiłem wybrać się, więc na grzyby, a że pies spoglądał na mnie tęsknym wzrokiem i widziałem w jego ślepiach prośbę o spacer postanowiłem zrobić sobie i jemu przyjemność i najpierw wybrać się na grzyby. Nagle usłyszałem za moimi plecami cichy szmer odwróciłem się patrzę i nie wierzę to wstała moja córka niepodobne to było do niej ona nie wstaje tak wcześnie a była 6 rano chyba podświadomie wyczuła, że wybieram się na grzyby. Szybko zrobiła sobie śniadanie i wyszliśmy. Idąc wzdłuż nieczynnych torów, które swego czasu służyły wojsku, zapewne dostarczano nimi zaopatrzenie dla wojska, dotarliśmy do lasu. W zasadzie las jest dookoła nas, ale my chcieliśmy iść w konkretne miejsce to jest jak z rybami w jednym miejscu biorą w innym wcale albo słabo i nie inaczej jest z grzybami. Wchodząc w las spoglądnąłem w niebo było piękne niebieskie i takie spokojne obłoki leniwie płynęły a słońce swoimi promieniami głaskało łachy piasku nic nie wskazywało na to żeby pogoda miała się zmienić. Stałem chwilę nieruchomo wsłuchując się w odgłosy lasu. Wiatr cichutko szemrał wśród igliwia czasem dmuchnął trochę mocniej podnosząc drobiny piasku, nagle coś obtarło się o moje nogi wzdrygnąłem się lekko i popatrzyłem w dół no tak to był Fafik, który czekał na mnie a po chwili usłyszałem głos córki. No cóż trzeba się brać za szukanie grzybów.

W pewnym momencie, gdy wszedłem do małego zagajnika zobaczyłem jakiś ruch zainteresowany podszedłem w tą stronę i nachyliłem się nad kępą mchu, ale nic się nie działo odchyliłem kilka suchych gałązek leżących na kępie i zobaczyłem zwiniętego w kłębek zaskrońca, pewnie tuż przed moim wejściem do zagajnika wygrzewał się na słońcu a spłoszony moimi krokami schował się.

Chodząc tak od zagajnika do zagajnika uzbieraliśmy z córka po torbie grzybów było tez kilka prawdziwków. W pewnym momencie usłyszeliśmy szczekanie psa pobiegliśmy w tym kierunku i gdy zobaczyliśmy, dlaczego on tak szczeka to mało nie pokładliśmy się ze śmiechu przyczyna była prosta Fafik trzymając w pysku dość sporą gałąź nie mógł przejść między drzewami gdyż klinowała go gałąź i nie umiał sobie biedaczysko poradzić. Postanowiliśmy zakończyć grzybobranie i udać się do wagonu gdzie czekało nas obieranie i nawlekanie grzybów na nitkę do suszenia. Uporaliśmy się z tym szybko i zaraz postanowiliśmy wyruszyć na ryby do portu. Jak postanowione tak zrobione. Szybkie pakowanie plecaka ciepłe rzeczy kurtki przeciw deszczowe robaki czerwone wędki i hajda do portu. Droga zajęła nam 20 minut a pogoda nadal była piękna i było w miarę ciepło, gdy doszliśmy do portu chwila zastanowienia gdzie idziemy czy w lewo na port główny gdzie przybijają kutry czy w prawo na marinę jachtową padło na marinę gdyż tam woda była spokojniejsza i wiatr tak nie hulał. W lesie tak nie wiało. Szybkim krokiem doszliśmy na miejsce rozłożyliśmy wędki robaki na hak i do wody brania w zasadzie są natychmiastowe przynajmniej na spławik, więc córka miała trochę roboty, ale i zabawy, bo Babka Bycza zaczęła je wchodzić na hak ja łowiłem na dwa boczne troki z ciężarkiem 20 g podciągając, co kilka chwil zestaw i naprężając żyłkę żeby poczuć czy czasem nie ma brania.

Po jakimś czasie zrobiło się zimno na horyzoncie zaczęły pojawiać się ciemne chmury, ale raczej nie groził nam deszcz pomyślałem w końcu mamy wrzesień i godzina też zrobiła się późna, więc ma prawo zrobić się chłodniej i dalej zajęliśmy się połowem, ale robiło się coraz zimniej. Spoglądnąłem na niebo chmury gnały przed siebie niczym wystrzelone z procy a kolorystyka ich zmieniła się na ciemnogranatową nie wróżyło to nic dobrego, oj pomyślałem trzeba się zwijać i uciekać szybka wymiana zdań z córka i postanowione zwijamy się, choć brania były i to same okonie jedne mniejsze wypuszczane do morza drugie większe do siatki na kolację. Nagle dmuchnęło wiatr podniósł piach z plaży zrobiło się ciemno, wiedzieliśmy, że już nie zdążymy po niebie gnała granatowa chmura w kolorze atramentu, co chwile zmieniała swoją postać, morze przybrało złowrogi kolor fale się zwiększyły po chwili nastąpiła złowroga cisza jakby wszystko zamarło rozglądnąłem się i nagle usłyszałem szum jakby coś pędziło po wodzie obróciłem się i zastygłem na krótką chwilę już wiedziałem, co to jest to był grad, który pędził od strony morza.

Rzuciłem wędki pod falochron kazałem się obrócić córce plecami do nawałnicy schować głowę. Uderzyła w nas siekała nas po całym ciele, ale najbardziej po nogach gdzie mieliśmy tylko spodnie ja drelichowe córka dżinsowe. Nawałnica trwała krótko zaledwie 5 minut, ale zmoczyła nas doszczętnie nie pomogły kurtki przeciwdeszczowe. Nastąpiła cisza zdziwieni odwróciliśmy się oboje i wpadliśmy w osłupienie po niebie sunęły ciemne chmury, ale już porozrywane jakby uderzyła w nie jakaś niewidzialna siła a na horyzoncie nad masztami jachtów ukazała się tęcza to był wspaniały widok feeria kolorów w każdym zakątku nieba coś, co chyba można zobaczyć tylko nad morzem. I tu morze pokazało swoja potęgę. Pokazało jak w kilka chwil może się zmienić pogoda z pięknej słonecznej w bezlitosny żywioł, który gdyby trwał dłużej mógłby zniszczyć wszystko na swojej drodze. Połamałby maszty porwał żagle wywrócił jachty była by tragedia. Dobrze, że trwało to wszystko tak krótko, ale dało do myślenia jak groźne jest morze i jakie jest nieobliczalne

 


4.6
Oceń
(24 głosów)

 

Burza nad morzem - opinie i komentarze

kostekmarkostekmar
0
Interesujący wpis i wiem jak to jest. Mieszkając 11 lat w Helu przeżyłem wiele nawałnic i sztormów. Grzybów nazbierałem i ryb nałowiłem. Trzeba było spróbować za falochronem z kamieni. Zostawiam 5***** i pozdrawiam. (2010-12-08 10:40)
an2212an2212
0
Piękna opowieść, ale do gazety raczej nie mógłbyś pisać, bo takich wspaniałych felietonów gazety nie drukują. Zbierz więcej opowieści i napisz książkę.We wrześniu też byłem nad morzem w Krynicy Morskiej i było super. Już sobie przyrzekłem, że jak jechać nad morze to tylko po letnim sezonie. Ma to całkiem inny urok. Życzę pięknych świąt i niezapomnianych ( opisanych ) przygód na rybach i grzybach w Nowym Roku.
(2010-12-08 11:21)
bercik1965bercik1965
0
dziekuję wszystkim za wpisy wszystkie czytam i staram się wyciągać z nich słuszne wnioski a czasem też czerpię z nich wenę twórczą mam tylko nadzieję że nadal będzie mi się chciało pisać hiihihihi połamania
(2010-12-08 15:22)
Jabba84Jabba84
0

Witam. Fajny opis. Ja zawsze jesienią mam dylemat: czy z rana skoczyć na grzybki a popołudniu na rybki, czy też może już od samego rana wyskoczyć na rybki? Jako że jesienią głównie zajmuje się spiningiem dlatego mogę sobie pozwolić na poranny spacer po lesie w poszukiwaniu grzybów, a poźnym popołudniem śmigam na rybki;) Kompromis musi być :)

Pozdrawiam i 5 oczywiście :)

(2010-12-09 10:26)
użytkownik70140użytkownik70140
0
5 (2013-05-12 16:19)

skomentuj ten artykuł