Bycze jaja

/ 16 komentarzy

- A szczupaki tu są? - Pytam naszego gospodarza Antoniego, który zaprosił nas na łowisko gdzie jak twierdził, złowić dużego okonia to i małe dziecko potrafi. - A są i to potężne, sielawowe. Takie 102 i 117cm mi się trafiły niedawno, a kiedyś na kiju miałem takiego ponad 20 kilogramów ale pod łódką się bydlę wypięło. - odparł Antoni. - No ale tu po płyciznach co będziemy pływać mało ich, łatwiej okonia pod dwa kilogramy trafić niż szczupaka - dodał po chwili. Za przykładem mojego kolegi Jacka, szczupakowy spinning zostawiłem w sieni i wziąłem ze sobą tylko okoniową lekką witkę i pudełko małych gumek. Na niewielkiej łodzi zbędna ilość klamotów tylko przeszkadza, po za tym jeśli są tu takie okonie to lepiej się nie rozpraszać.

Po chwili sunęliśmy po cichu łodzią napędzaną silnikiem elektrycznym. Za sterami nasz przewodnik Antoni, po środku Jacek. Mi przypadło miejsce na dziobie i zaszczyt operowania kotwicą. Jezioro było niesamowite. Kryształowo czysta woda pozwalała oglądać zawalone wielkimi, polodowcowymi głazami dno. Kamieniste brzegi zarośnięte sosnowym lasem, wyglądały jak żywcem wyjęte gdzieś z odludnego zakątka Skandynawii. Na horyzoncie bezmiaru wody, majaczyły upstrzone sosnowymi zagajnikami niewielkie wyspy. Nawet nie wiedziałem, że w Polsce mamy tak niesamowite miejsca!

Łódź zakotwiczyliśmy w pobliżu "Byczych jaj" - dwóch niewielkich wysepek połączonych ze sobą pasem porośniętym rzadkimi trzcinkami płycizny. Okonki zameldowały się na wędkach, w dosłownie pierwszych rzutach. Delikatne szczytówki sygnalizowały brania jeszcze zanim małe twisterki na trzy gramowych główkach dosięgały podstawy opadającego na dwa metry kamienistego stoku. Ich wielkość rzadko przekraczała 25cm ale zabawa była przednia. Tylko mina Antoniego była jakaś kwaśna i wyrażała niezadowolenie. - Dobra, koniec wygłupów, szkoda czasu na te knoty. Przestawiamy łódź na drugą stronę "Jajec" - Zarządził zdecydowanie Antoni.

Po drugiej stronie Byczych jaj, w pobliżu wysp, na wodzie spokojnie falował pas roślinności wodnej, z którego jakimś cudem wyrosły dwa niewielkie drzewka. Oddałem krótki rzut pod sam skraj wodnej zieleni i w pierwszym opadzie zaciąłem delikatne stuknięcie. Podciągnąłem rybkę do góry, gdy nagle poczułem ostre szarpnięcie i coś, co znajdowało się na końcu żyłki, zaczęło zdecydowanie płynąć w stronę łodzi. Delikatnie podciągnąłem to całe zamieszanie do góry i zobaczyłem szczupaka trzymającego w pół okonia zaciętego na moją gumę. Po krótkiej dyskusji wzrokowej z moją skromną osobą, szczupak szarpnął łbem pozostawiając niechcianą przekąskę smutno kołyszącą się w toni.

- Szczupaków tu nie ma?! Bardzo śmieszne Antoni... bardzo śmieszne. - Eee zaplątał się tu jeden, zdarza się czasem - usprawiedliwił drapieżnika nasz gospodarz. Jacek przeszedł na ilość i zaczął łowić metodą bocznego troka. Gdy już skuł cały okoniowy drobiazg będący w zasięgu rzutu, przestawiliśmy łajbę o kilkanaście metrów dalej . Po wyholowaniu kilku pasiaków, posłałem maciupeńką imitację rybki z drobno pracującym ogonkiem, pod pas otaczających wyspę trzcinek. Mikro rybka rozpoczęła opad trzęsąc zalotnie końcówką. Szczytówka drgnęła delikatnie, co sparowałem płynnym zacięciem. - Mam chyba większego okonia - oznajmiłem kolegom. Ryba błyskawicznie odbiła na jezioro, wyciągając z mojego kołowrotka kilkanaście metrów żyłki 0.16mm. - To aby na pewno okoń? - zaniepokoił się Jacek. Postanowiłem przytrzymać rybę w miejscu, dociskając szpulkę kołowrotka palcem. Nowiutka żyłka rozciągnęła się do granic możliwości ale wytrzymała kilka kolejnych zrywów ryby. Odjazd w prawo, odjazd w lewo i mój przeciwnik zaczął opadać z sił. Nie było jeszcze szansy aby skrócić dzielący nas dystans, jednak ryba powoli zaczęła odrywać się od dna. Po chwili na powierzchni wyłożył się piękny, ciemno zielony szczupak. Wyglądał jakby się poddał ale raptem przekręcił się przez bok, a ja poczułem luz na wędce. - O masz babo placek... - Skwitował Antoni.
- No, no pewnie koło metra miał. Szkoda go, pewnie przejechał zębiskami po żyłce w ostatnim momencie. - Podsumował Jacek. Jakoś odechciało mi się łowić, tym bardziej że po paru następnych rzutach, kolejny szczupak uciął mi gumę.

Następnego dnia o świcie wypłynąłem na jezioro sam. Antoni musiał iść do pracy, a Jacek pojechał załatwiać jakieś swoje sprawy do miasta. Uzbrojony po zęby na grubego zwierza, pełen zapału i nadziei na spotkanie z wielkimi szczupakami, obrałem kurs na "Bycze jaja". Cały dzień zajadle biczowałem okolice wysp, niestety bezskutecznie. Szczupaki gdzieś zniknęły, albo po prostu nie były zainteresowane podawanymi prze ze mnie dużymi przynętami lub nie było ich tak dużo jak mi się wydawało. Powierzchnia jeziora była jakby martwa, nawet drobnica nie oczkowała przy powierzchni. Sytuacja diametralnie zmieniła się dopiero wieczorem, gdy uspokoił się wiejący z zachodu wietrzyk. Wraz z wieczorną ciszą pojawiły się stada uklei. Za drobnicą nadpłynęły okonie. Ale nie te wczorajsze malaki, ledwo dochodzące do dwudziestu paru centymetrów. Wielkie garby cięły powierzchnię wody za uciekającymi w popłochu uklejami. Nerwowo zmieniałem przyduże gumy i obrotówki, co jakiś czas obserwując grube pasiaki, które odprowadzając pod łódkę moje wabik,i z ironią przyglądały się grubej plecionce. Co raz, ciszę przerywało donośne mlaskanie obżerających się ryb, a ja obserwowałem te dantejskie sceny, wizualizując sobie w myślach widok mojej okoniowej witki, która właśnie w tej chwili beztrosko spoczywała w sieni. Gdy wrócę tu ponownie, poważniej podejdę do słów doświadczonego przewodnika. Faktycznie, mając teraz w ręku odpowiedni sprzęt każdy by sobie połowił, nawet małe dziecko.



Tekst ukazał się w miesięczniku Wiadomości Wędkarskie

 


5
Oceń
(57 głosów)

 

Bycze jaja - opinie i komentarze

użytkownik146431użytkownik146431
0
Co to za jezioro?? (2014-03-27 06:46)
Lin1992Lin1992
0
Wpis jak zwykle na *****. Pozdrawiam. (2014-03-27 07:17)
ZionbelZionbel
0
Piątal z Gliwic :) ***** Pozdro (2014-03-27 07:54)
ZielanZielan
0
Jezioro Bobęcińskie Wielkie. Świetnie opisana relacja z ryb! (2014-03-27 07:54)
jokerjoker
0
Ech aż miło poczytać - i właśnie dlatego warto walczyć o stan naszych pięknych i jak się okazuje niepowtarzalnych miejsc, o których nawet nam się nie śniło lub będą nam się nie raz jeszcze śniły niosąc inspirację do opisywania niedosytu, emocji, wielkiej pasji i miłości do tego co piękne i nietuzinkowe. Oczywiście ***** za całokształt i troskę o podsycanie apetytu innym :-) tak trzymać - pozdrawiam (2014-03-27 08:31)
blutublutu
0
Bardzo ładnie opisana przygoda wędkarska. Oczywiście daję pięć i serdcznie pozdrawiam. (2014-03-27 11:51)
Szpulka28Szpulka28
0
Fajnie się czytało. Opis pierwsza klasa! Zostawiam piątkę i czekam na więcej... Pozdrawiam SzpulA (2014-03-27 13:03)
szymon-lukasiewiczszymon-lukasiewicz
0
świetnie opisane! bardzo miło się czyta :) czekam na kolejne. leci 5 (2014-03-27 13:26)
TomekooTomekoo
0
Świetny wpis , bycze jaja dobre ha ha :D Antoni też nie zły kwiatek :D ***** Być może szczupaki tam żerują na sieczce ? Pozdrawiam (2014-03-27 15:01)
pawel75pawel75
0
Jak zawsze rewelacyjnie napisane/opisane ! Pozdrawiam i oczywiście ***** zostawiam. No i czekamy na kolejne ! :) (2014-03-27 17:26)
Zibi60Zibi60
0
Tradycyjnie mistrzowski opis. Ciekawe ile takich miejsc jest w naszym kraju ? 5* (2014-03-28 05:10)
jurasek15jurasek15
0
Coś mi się zdaje, że już czytałem tą przygodę w jednym z numerów "Wiadomości wędkarskich". (2014-03-28 20:32)
Sebastian KowalczykSebastian Kowalczyk
0
Dziękuję za pozytywne komentarze. Jurasek ten tekst faktycznie ukazał się kiedyś w WW w zeszłym albo jeszcze poprzednim sezonie. (2014-03-28 23:57)
barrakuda81barrakuda81
0
Cudze chwalicie,swego nie znacie.Super tekst i nadzieja że polskie absolutnie nie znaczy gorsze.*****.Pozdrawiam (2014-03-30 01:35)
MaximoMaximo
0
jurasek15 masz racje też już to gdzieś czytałem ! (2014-03-30 03:38)
KlorensKlorens
0
Czytając taki tekst, aż rwie się człowiek nad wodę. Pozdrawiam (2014-03-30 10:48)

skomentuj ten artykuł