Chrzest bata

/ 1 komentarzy / 7 zdjęć


Cześć. To mój pierwszy wpis więc z góry przepraszam za niektóre zwroty i słownictwo.
Miesiąc temu kupiłem swojemu 7 letniemu synkowi wędkę typu bat. Jest to 4 metrowy Konger patrol. Wędka przypadła mu do gustu i bardzo się spodobała. A w sobotę 30 kwietnia nadarzyła się okazja aby bata wypróbować.

W piątek po południu urwałem się na pół godzinki z pracy i wio- do sklepu wędkarskiego. W sklepie braci wędkarskiej co niemiara- trzeba się zaopatrzyć na długi weekend. Szybkie zakupy- 2 pudełka białych, średniej wielkości opakowanie pinki, wiaderko i 3 kg. uniwersalnej zanęty Trapera. Do tego jeszcze gotowy zestaw do bata i zakupy zrobione. Wieczorem jeszcze tylko dogranie z kumplem szczegółów wyjazdu i spakowanie sprzętu.
Rano mój syn zaskoczył mnie bo wstał szybciutko, grzecznie zjadł śniadanie i cierpliwie czekał na przyjazd mojego kumpla.

Wyjechaliśmy o 7 rano- naszym celem było komercyjne łowisko w Całowaniu koło Góry Kalwarii (mniej więcej w połowie drogi między Górą Kalwarią a Kołbielą). Po przyjeździe na łowisko okazało się że większość fajnych miejscówek obsadzili już karpiarze. Po uiszczeniu opłaty całodziennej (20 zł od osoby dorosłej, dzieci wstęp wolny) rozkładamy sprzęt.
Kolega Daniel przygotował zawczasu dwie zanęty- jedną do nęcenia pod spławik, drugą żółtą waniliowo-kukurydzianą do koszyczków na karpie i karasie.

Rozłożenie bata i zarzucenie to była kwestia minuty. Jeszcze nie zdążyłem rozpakować swojego feedera z pokrowca a już widzę ładne branie na bacie. Synek zaciął i pierwsza rybka tego dnia należała do niego. Była to mała 15 cm. Wzdręga. Te rybki, nawet jak są małe zawsze cieszą oko- krwistoczerwone płetwy i ładny odcień łusek. Zdjęcie zrobione, rybka wypuszczona, niech zaprosi na ucztę dziadka. Jakoś udało mi się rozłożyć feeder. Ledwo zarzuciłem a już spławik tańczy i płynie „pod wiatr”. Zacięcie i na haczyku melduje się płotka. Zdjęcie i do wody. Po zmianie robaków na wędce syna, zająłem się feederem. Zauważyłem, że wędka nie pracuje tak jak powinna. Okazało się, że jest założona najsztywniejsza szczytówka, przeznaczona na Wisłę. Jako że nie chciało mi się rozkładać całej wędki na części, po prostu wybrałem cięższy koszyczek 40 gramowy zamiast pierwotnej 20.

Rybki w miejscu zanęconym chwilowo się uspokoiły toteż mogłem spokojnie wycelować i zarzucić zestaw. Sekundę po tym jak mój zestaw wylądował w wodzie, u kolegi szczytówka zasygnalizowała branie- miarowe drgania zamiast ostrego walnięcia. Zacięcie i zaczyna się. Początkowo zakładaliśmy że to karaś, ale po podciągnięciu na odległość 6 metrów od brzegu okazało się że to karp. Podbierak był gotowy i hop- rybka na brzegu. Waga pokazała 1,20 kg. W tym samym czasie Antek (mój syn) zaczął narzekać że ryby przestały brać. Chwilę potem spławik znalazł się pod wodą, zacięcie i trzecia jego ryba tego dnia była już na brzegu. Ładna płotka jeszcze z wysypka tarłową- tu nastąpił mój wykład na temat dlaczego wypuszczamy ryby do wody- że są małe, że muszą podrosnąć a poza tym to ta ostatnia „ostra” akurat jest w trakcie tarła (to też musiałem wyjaśnić) itp.
Zajęty odczepianiem i wypuszczaniem płotki nie zauważyłem jak szczytówka w moim feederze ugina się i drży- ewidentnie coś dobrało się do kanapki kukurydziano-robalowej na haku. Krótkie zacięcie i jest. Po kilku metrach wiedziałem już że to karp bo ryba stawiała zdecydowany opór. Zaczęły się odjazdy na boki, co chwila kilka metrów żyłki wyjeżdżało ze szpuli, ale ja twardo holowałem zdobycz do brzegu w zasięg podbieraka. Tuż przy brzegu karpik ładnie się zaprezentował z profilu i tuz przed podebraniem zrobił ładny unik i zwiał w bok. Jak na złość kumpel nie mógł mi podebrać ryby bo sam też miał coś „na kiju”. W końcu zmęczyłem miśka i po podebraniu okazało się że będę musiał ciąć nożem nitki podbieraka gdyż zaczepiły się o płetwę grzbietowa. Ryba uwolniona, zdjęcie i do wody. Mój syn w tym czasie złapał dwie następne ryby (płoć i wzdręgę)- wszystkie złapane do tej pory przez niego miały od 15 do 21 cm długości. Stwierdziłem, że skoro rybki ładnie współpracują to rozłożę drugiego feedera- trochę lżejszego. Nie minęła chwila i zestaw w wodzie. Parę minut później oba feedery sygnalizują brania. Ja złapałem jedna wędkę, Antek drugą. Tym razem nie bawiłem się z karpiem długo i postawiłem na zdecydowanie siłowe holowanie. Walczył trochę mocniej od poprzednika- waga pokazała 1,50 kg. Mój syn w tym czasie walcząc z rybą zaczął powoli tracić siły, ale dzielnie podprowadził zdobycz do podbieraka. Niestety nie udało się zrobić zdjęcia z rybą bo nie mógł jej dobrze chwycić. Mój karp poszedł do wody, karp złowiony przez Antka został przeznaczony do konsumpcji.
Koniec końców wyprawę uznałem za udaną, bat spełnił oczekiwania, został „ochrzczony” była piękna pogoda, rybki brały jak trzeba, ale najważniejsza była radość mojego syna jak opowiadał w domu jak było na rybach i chwalił się zrobionymi zdjęciami. Mam nadzieję że już niedługo znowu wybierzemy się na wspólne wędkowanie.

 


4.7
Oceń
(16 głosów)

 

Chrzest bata - opinie i komentarze

pstrag222pstrag222
0
Świetnie:) wędka ochrzczona i ładne rybki złowione gratuluje . zostawiam ***** i pozdrawiam pstrag222
(2011-05-12 19:13)

skomentuj ten artykuł