Zaloguj się do konta

Ciężkie jest życie wędkarza?

Witam, każdy z nas wędkarzy ma inną osobowość, charakter, i problemy, z jakimi się zmaga. Chcę opisać wam kilka przykładów, a co za tym idzie i ludzi, których znam lub znałem, wędkarzy, którzy swoją pasję doprowadzili do absurdu? Imiona kolegów ze zrozumiałych względów pominę, no to, co zaczynamy? Kolega-wędkarz, którego bardzo lubiłem, zaczął swoje życie podporządkowywać, swojej pasji łowienia, zakupy nowego, coraz lepszego sprzętu, samochodu, który nie był jemu i jego rodzinie potrzebny, potem wymiana auta na terenowe, i wszystko kosztem swojej rodziny. Brak zainteresowania, jako męża i ojca dla swoich bliskich, wszystko z doktryną „wędkarstwo ponad wszystko”. Skończyło się smutno, żona powiedziała dość i postawiła warunki by się opamiętał, on nie wierzył połowicy, że się odważy na taki krok. Odejście żony, rozwód, po roku kolega znienawidził wędkowanie, próbował odzyskać rodzinę, Niewinem, co zrobił żonie i dlaczego tak go znienawidziła, gdy ją spotkałem przypadkiem na ulicy, wyrażała się, o nim tylko z pogardą.

Inny przykład, początek lat 90-tych, jeżdżąc pociągiem na ryby poznałem wędkarza miał dwadzieścia kilka lat, kochał wędkowanie, pobyt nad wodą, był bardzo spokojnym zrównoważonym młodym człowiekiem. No i przyszedł czas na żonę, którą poznał Śląsku, był w niebo wzięty, potem zniknął mi z oczu, spotkaliśmy się cztery miesiące później, na peronie czekając na pociąg, zagadnąłem, i zapytałem, wprost, co się z nim działo, wpierw się miotał i kręcił. Jechaliśmy i łowiliśmy razem, cały dzień, nie wytrzymał i zwierzył mi się, jak księdzu na spowiedzi. Żona po ślubie okazała się despotyczna na punkcie wędkarstwa, twierdząc, że to jego zepsuje, jak jej ojca (teść też był wędkarzem) i zacznie popijać, (choć on był zagorzałym abstynentem) itd. Była to sprawka teściowej, a nasz wędkarz trzymał kije i resztę sprzętu u dalekich krewnych.

Jeździł na ryby ukradkiem, okłamując żonę (miał nienormowany czas pracy), że jedzie na delegacje, a to na szkolenie. Spytał, co bym ja zrobił na jego miejscu? Zaproponowałem mu szatański plan, w którym i ja również brałem udział. Podyktowałem mu list do teścia na pożyczonym papierze od pani kasjerki na dworcu, który przepisał na czysto w pracy, (wtedy telefon komórkowy był nie osiągalny), podając mój adres zwrotny oraz numer telefonu stacjonarnego do mnie (stałem się jego powiernikiem).Opisał swój problem teściowi, i wysyłając list, jako polecony, teściowa nawet nie podejrzewała, od kogo ten list, dwa dni później dzwoni do mnie jego teść, pytając, co się dzieje u jego zięcia? Dwa tygodnie później mój młody kolega wkracza na peron, dumny i pewny siebie, opowiadając mi jak się sprawa potoczyła. Teść zgodnie z moim oczekiwaniem, wziął teściową do pociągu, przyjeżdżając do młodych. Krótka rozmowa i wszystko już wiedział, że to niepracująca teściowa instruowała swoją córkę przez tel. stacjonarny” jak trzymać młodego męża krótko, by się nie popsuł”, jego teściu rozwiązał problem w trybie natychmiastowym, jak, lepiej nie pytajcie?

Ostatni przypadek, zasmucił mnie osobiście, bo dotyczył jednego z moich serdecznych kolegów, który zaczął traktować wędkarstwo, jako odskocznię od codziennych problemów, w złym, tym słowa znaczeniu. Lubił jeździć na wędkarskie -weekendy, wyjeżdżając w piątek po pracy, wracając w niedziele wieczorem. W pierwszą piątkową noc była to po prostu libacja alkoholowa, w sobotę tzw. „klin” w niedziele rano leczenie kaca, piwem. Na początku starał się nie przekraczać pewnych granic, później wpadł w rutynę i spirale alkoholową, która polegała na tym, że gdy dotarł na łowisko, pierwszą rzeczą było „no to po kielichu” potem wędkowanie. Byłem z nim nad wodą kilka razy, ale widząc, że prowadzi auto, na kacu i porannym niedzielnym piwie, zacząłem unikać jego zaproszeń na ryby. Zimą, gdy łowił na lodzie, jeździł pociągiem, a butelka wódki w plecaku była nieodzownym atrybutem.

Pierwsze ostrzeżenie dostał od drogówki, która zabrała mu prawo jazdy, niestety nic to nie pomogło jeździł dalej, 6 tygodni później, następna wpadka, sprawa w sądzie-wyrok w zawieszeniu. Ten chocholi taniec, przerwało czołowe zderzenie z tirem, efekt chyba wiecie, chwili wypadku miał 1,3 promila (o wszystkim dowiedziałem się dużo później), a on zawsze twierdził, że już zdążył wytrzeźwieć. Dziś idąc w niedziele rano na łowisko z pociągu, mijam stanowiska wędkarzy, po nocnym łowieniu, patrzę stoi samochód, jest trzech zmęczonych kolegów z przekrwionymi oczyma, puste butelki, puszki. Zastanawiam się, kto jest kierowcą i czy wie, ile spala się alkohol w organizmie człowieka (tabele czasu w przełożeniu na wypity alkohol znajdziecie na necie-polecam serdecznie) oraz czy będzie prowadził na podwójnym gazie. Nie jestem wrogiem alkoholu, też go lubię, choć staram się zachować pewien umiar, są granice dotyczące różnych spraw naszego życia, których nam przekraczać nie wolno.
Pozdrawiam Wiesław Rykalski.







Opinie (28)

użytkownik

Ode mnie piąteczka dobry i pouczajacy tekst. [2010-05-15 16:36]

jaazz7

To straszne jeżdżę na ryby i jestem przerażony widokiem kolegów którzy przed rozłożeniem wędek obalają 2,3 browary,zaczyna się wędkowanie kolejne browary.Wszystko się plącze,pomstowanie,wrzaski,kolejne browary.Zaczynają się wycieczki jak bierze?bełkot i namowy na kolejne browary,odmowa kończy się różnego rodzaju komentarzami,najdelikatniejsze to zarzut że uoada wszelka tradycja w narodzie.Smutne,ale dość częste.pozdrawiam [2010-05-15 21:31]

Stawarz

Na wesoło- Mam przyjaciela z którym od czasów szkolnych chodziliśmy na ryby,ale do momentu kiedy znalazł swoją drugą "połowę".Wiadomo jak to na rybach raz biorą raz nie,kiedy wracał bez ryby-było że nie był na rybach i ją zdradza,a jak rybka dopisała to wyszło że ryba kupiona w Tesco i tak ją zdradzał!Ja mam to wielkie szczęście że moja żona mnie rozumie,czasem nawet coś mi kupi:) choć wiele wody upłynęło zanim tak się stało!A teraz skrajność-Byłem kiedyś na wyprawie zorganizowanej przez znajomego,kiedy dojechaliśmy na miejsce-panowie poprostu wysypali się z auta tak byli napruci!Jedyną osobą trzezwą był kierowca czyli ....!Pozdrawiam!!! [2010-05-16 10:20]

kostekmar

Ode mnie również piąteczka. Tekst bardzo puczający i na czasie. Jest wiele rzeczy z których trzeba zdać sobie sprawę. Jeszcze raz słowa uznania i pozdrawiam. [2010-05-16 10:22]

hubi

Witam Wiesław dobrze poukładany tekst i to jest nasze prawdziwe życie ale wcale tak nie musi być trzeba nie kiedy iść na kompromis ale i trzeba również umieć się z drugą połową dogadać za wpis daję pięć gwiazdeczek pozdrawiam. [2010-05-16 10:30]

Kernit

no tekst dobry inny od wszystkich wrecz opowiada o patologi wedkowania:| nie wiedzialem ze cos takiego jest.... a w woli alkocholu ja tam lubie sobie z kolega na rybki wziasc cos mocniejszego ale nie jedziemy chlac tylko mile spedzic czas z weda tak ze wiec odbywa sie to z pelna kultura:)... pozdrawiam i niebadzcie wedkocholikami:) [2010-05-16 10:58]

MatrixxirtaM

Trzeba mieć pewien umiar i zdrowy rozsądek. Trzeba odróżnić wędkarstwo od pijaństwa. Świetny artykuł 5* [2010-05-16 11:03]

Przemek238

Jest na to jedna rada. Nie żeńcie się. Widzicie jak kobiety potrafią obrzydzić wędkarstwo. Jak jesteś sam to robisz co chcesz i nie musisz się niczym przejmować [2010-05-16 11:06]

użytkownik

A zauważyliście pewną sprawe, że to nie wędkarstwo było przyczyną nieporozumien nieszczęść  czy kłutni w małżęństwie tylko alkohol i osoby trzecie wpieprzające się w związki.

 

Podczas rozwodu wina leży zawsze po obu stronach PO STRONIE ŻONY I TEŚCIOWEJ.

 

 

[2010-05-16 13:03]

Specjal

Kolego opisałeś prawdę, niestety. Ja żeniąc się uprzedziłem moją wybrankę, że jestem wędkarzem, na początku było trochę tarć, zgrzytów, brak zrozumienia dla mojej pasji, ale po kilku latach wypracowałem pewien schemat, który pozwala mi na znajdowanie czasu dla rodziny i dla mojej pasji. Nieraz jest to trudne, czasem żona przymyka oko, nawet stała się bardziej wyrozumiała. Nie miałbym teraz przyjemności z wędkowania gdybym stracił rodzinę przez swoja pasję. Kiedy jadę na ryby i wiem, że żona żegna mnie z uśmiechem i prosi o rozwagę to wtedy jest podwójna frajda. Pozdrawiam kolegów wędkarzy. [2010-05-16 13:54]

arturartur

Dogadanie  się  z  drugą  Połówka  ułatwia  życie  Nam  wędkarzom  .  Nie  wolno  w  niczym  przesadzać  .   A  za  ciekawy  artykuł  5  . Pozdrawiam  . [2010-05-16 17:25]

angulia

 Moja żona chciała dodać komentarz do tego artykułu ale jej coś nie poszło. Napisała się biedaczka i po wciśnięciu publikuj wyskoczyło ponowne logowanie.Może za długo pisała i wyskoczyło ponowne logowanie? Miałem jutro jechać na ryby to już pojechałem.......Jest wściekła jak osa.Koledzy ratujcie!!!

[2010-05-16 17:36]

Swirussek

Bradzo dobry tekst oraz pouczający oczywiscie daje 5 i Pozdrawiam. Oby więcej takich tekstów. [2010-05-16 18:53]

witiakwicol1

Też miałem kolegów którzy przede wszystkim jechali nad wodę popić.Szybko zakończyłem takie znajomości bo to nie wędkarze tylko kretyni którzy na drugi dzień wsiadają do samochodu i twierdzą że mogą prowadzić.Ja wędkuję 30 lat i jakimś trafem nie udało mi się wypić więcej niż 1 piwo.Też prowadzę bowiem wędkuje ze mną kolega który jest niepełnosprawny.Wędkujemy przeważnie z łodzi więc nie ma mowy żeby sobie pozwolić na popijanie.Artykuł super i powinni go przeczytać ci którzy mają zamiar po takich libacjach wędkarskich prowadzić.Pozdrawiam. [2010-05-16 20:29]

maras88

Smutna prawda. Wielu zatraciło się w tym bez pamięci, sam wiele razy widziałem porobionych nad wodą, ilu potem wsiada do auta, tego nikt nie wie. [2010-05-16 23:19]

użytkownik

Dlam nie jakiś popaprany artukuł

stary takie sytuacjw w życiu się zdarzają nei tylko wędkarzą ale ogólnie ludziom zajmującym siękażdym hobby i facetom i kobietom

moim zdaniem tragiczne wędkarstwo to Twój problem i twoich kolegów, oby jak najmniej takich sytuacji... nie tylko i wędkarzy

pozdro

[2010-05-17 08:13]

FanAtyk

Mam znajomego który stracił prawo jazdy na rok chyba, mimo iż twierdził że jak wsiadał do samochodu to czuł się zupełnie trzeźwy (wyszło chyba 0.3 czy jakoś tak). Na szczęście coś go to nauczyło, bo teraz jak jest z nami na rybach to nie wypije jednego piwa, nawet gdy wie że czeka go jeszcze kilka godzin łowienia. Jeśli ktoś jest w miarę ogarniętym człowiekiem to taka sytuacja czegoś go nauczy. [2010-05-17 08:41]

użytkownik

uważam że dobry artykuł i jednak ciągle aktualny

popatrzmy wokół siebie, ilu naszych dobrych kolegów pozwala sobie właśnie na wypicie kilku piw czy wypiją sobie flaszekę we dwóch, ( no niektórzy więcej , ale nie o to chodzi ),

planują ten wypad nad wodę na kilka dni, więc taka dawka w ich mniemaniu nic im nie zrobi, a tu nagle zmienia się pogoda, trzeba się spakować i wracać do domu, albo koledze coś sie stało , trzeba zawieżć do lekarza i wówczas następuje problem, kto pojedzie, z reguły wiadomo że właściciel, tak straciłem dwóch kolegów, niestety w jednym przypadku była to cała rodzina , cztery osoby poniosły śmierć na miejscu, kolega wjechał pod tira maluchem,

w drugim przypadku zginęła jego żona i on, córka przeżyła,

dlatego mówię albo ryby, albo picie , jak chcę wypić nie jadę na ryby .................

[2010-05-17 09:34]

dlugitaxi

Swietny tekst ,również uważam że albo wędkarstwo albo picie łączenie tego jest bardzo nie wskazane gdyż nigdy nie wiadomo co może się zdażyć nad wodą.Pozdrawiam [2010-05-17 14:30]

globek

Po 1: PIŁEŚ, NIE JEDŹ!!! Po 2: opowiadanie bardzo fajne. 5+! [2010-05-17 20:32]

KRZYCHU501

ARTYKUŁ ŚWIETNY,SYTUACJE Z ŻYCIA WZIĘTE,WIELKI PLUS I WYRAZY SZACUNKU DLA AUTORA FELIETONU.Z WIELKĄ PRZYJEMNOŚCIĄ I UWAGĄ CZYTA SIĘ ARTYKUŁY PANA WIESŁAWA.GORĄCE POZDROWIENIA DLA AUTORA I WSZYSTKICH WĘDKARZY ODWIEDZAJĄCYCH PORTAL. [2010-05-23 13:21]

użytkownik

Bardzo ładny i pouczający artykuł. Oceniam bez wahania na 5+. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!! [2010-07-20 09:11]

Norbert Stolarczyk

Troszkę późno lecz jednak natrafiłem na ten artykuł, ogólnie widzę aprobatę za dokonanie takiego wpisu i również przyłączam się do zdania Kolegów, dobry i życiowy tekst.Chyba tylko alkoholikom i przy okazji kierowcą mordercą mógłby nie pasować.***** [2010-07-21 16:42]

michal0210

Są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze. Najważniejsza jest rodzina potem hobby. Dobry artykuł ***** ode mnie.  Pozdrawiam [2010-07-22 22:20]

780528

Bardzo mądry i pouczajacy tekst.Lecz to co opisał kolega zubero, są to fakty  i tak się dzieje gdy się przesadza w niektórych sprawach.Super tekst piątal [2010-07-23 16:13]

danielw

Wędkarstwo to sposób na życie - prawdziwy wędkarz nie pije nad wodą alkoholu a każdy wypad w wolnym czasie traktuje jak nagrodę za ciężką pracę i odskocznie od codzienności Artykuł świetny ale nie wszyscy mają takie podejście jak przedstawia to nam KolegaSwoją drogą kiedyś nienawidziłem wędkarstwa ale dorosłem i geny wygrały Nie wyobrażam sobie być z kimś kto nie zaakceptował by mojej pasji [2011-04-24 15:39]

turu

dobry tekst , znam takiego wedkarza ze bez alko nie wybiera sie nad wode ,kiedys na nocke wybralem sie ze znajomymi 5 osób nie jezdziłem z nimi wczesniej myslałem ze spoko ekipa bedzie na wypady ,po około 3 godz siedzenia poszedłem sprawdzic co u nich a oni przy ognisku jak sledzie ułozeni i komar az chuczało kaplica nawet nie było do kogo cała noc sie odezwac jeszcze ich pilnowac zeby sie nie potopili.... ://// [2013-01-19 17:49]

BlueFisherman

5 [2013-05-19 18:39]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Maj z rodzicami.

Kiedy widzę małych chłopców nad naszymi wodami, zastanawiam się częst…