Co na haku rybę kusi?

/ 32 komentarzy

Świąteczny weekend za nami. O pogodzie rozpisywać się nie będę. Jaka jest, każdy widzi. Wedle prognoz przed nami jeszcze tydzień śnieżnej masakry i dopiero w okolicach połowy kwietnia rzeczywistość ma dogonić kalendarz. Zobaczymy.
Póki co piąty weekend nad wodą. Nie mam przy sobie swojego magicznego kajetu z zapiskami, ale z pamięci: 7 popołudniowo wieczornych wypadów + 2 przedpołudniowe, „na białą rybę”. Wynik oszałamiający – 0. Pojedyncze skubnięcie, robak objedzony, jedyna oznaka życia w wodzie na dobre 25 godzin łowienia. Nic nie cieszy jak krzywda sąsiada – prawda? Natomiast mam wytłumaczenie dotychczasowych, tegorocznych niepowodzeń, przynajmniej przed sobą. Niekoniecznie pogoda, chociaż pośrednio tak. Łowię w złym miejscu. Ale to jedyne w mojej okolicy, do którego dojadę samochodem. Zasypane śniegiem albo totalne błoto, teren dla dobrej terenówki. Niestety takowej (jeszcze) nie posiadam, a bez samochodu, po całym dniu roboty, wędkować przy sypiącym na śniegu, wiejącym wietrze i solidnym mrozie, przez kilka godzin – no jestem wariat, ale bez przesady. Muszę chociaż schować się w aucie.
W zeszłym roku pierwszym złapanym okazem był krąpik, jakieś 10 cm – 17 marca. Pogodnie, słonecznie, ciepło. Celowo nie napisałem: MÓJ pierwszy złapany okaz. Siedzimy z Kumplem na brzegu Wisły. On ma swój feeder wyrzucony na prawo, ja swój na lewo. Odrobina jakiejś przypadkowej zanęty w sprężynie, mały haczyk, dwa białe robaczki. Złocisty płyn z puszki, papierosek. Kto złapie tę pierwszą w roku? Mój kajet niecierpliwie czeka na wpis. Mija dobre pół godziny, przerzucamy wędki. Gaworzymy. Idę oddać naturze co wypiłem. Bierze! – słyszę. Czyja wędka?! Twoja! - odpowiada Kumpel i ze śmiechem kręci korbką. Możesz ją sobie wyhaczyć, dodaje. Potrzeba fizjologiczna pozbawiła mnie przyjemności wyciągnięcia pierwszej ryby w sezonie. Zaliczyliśmy ją jako wspólny połów. Mój sprzęt i wyrzut, jego reakcja w odpowiedniej chwili. Ja wypuszczam. Spoko. Podział sprawiedliwy. Póki nie dzielimy się żonami, jest ok.
Wróćmy, a w zasadzie przyjdźmy do meritum. Dziś mam ochotę uporządkować sobie sprawę przynęty. A żeby uporządkować, muszę spisać. Prochu tu nie wymyślę, Nobla nie otrzymam. Opiszę po prostu, co nadziewam na haczyk. W zasadzie wystarczyłyby tu dwa słowa. Rosówka i filet. Ale to za duże spłycenie tematu, a ja na głębszym wolę.

Rosówka / Dendrobena

Nie będę ukrywał, moim zdaniem nic lepszego nie znajdziemy. Dlatego od niej zacznę. Jest najbardziej uniwersalną przynętą jakiej możemy użyć nad Wisłą. Co prawda mawiają, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Mądre to. Ale nie w tym przypadku. Niezależnie na co chcę zapolować, zakładam czerwonego robaka, a rosówkę traktuję po prostu jako kolejny rozmiar tej przynęty. Dendrobena kończy się na 4, rosówka niech będzie rozmiarem 5-6. Zasada jest prosta, im mniejszą rybę chcę złapać, tym mniejszego, lub mniej robaków zakładam. I tak: zapragnąłem okonka – na haczyku ląduje jedna czwóreczka. Za duży okonek mi się złapał? No to pół czwóreczki, albo zostaje ten przeżuty. Babeczka? Proszę – sama dupka czwóreczki ląduje w wodzie. Płoć, krąp, świnka? Cała, pół, półtorej. Zależy jak leży, jakie ryby biorą, ile w pudełku robaków zostało, kiedy czas do domu itp. Brzana, leszcz, karp, jaź, boleń, szczupak, karaś, miętus, sandacz – wszystkie te ryby złapałem na czerwone robaki. Wszystkie na Wiśle. Rzecz jasna, biorą również na inne przynęty. Niektóre z nich nawet wolą coś innego, jednak tu mamy właśnie efekt tej uniwersalności.
Czas na suma i węgorza. Rosówek nie było w sklepie? W ogródku nie wykopałem? A może kupiłem, tylko ugotowały się na słońcu? Nie ma problemu, jeśli mamy czwóreczki. 4 – 5 sztuk na hak, powstanie piękny, smakowity pęczek wijącego się białka. Sam bym się skusił, to i ryba się nie powstrzyma. Nie ma nic lepszego? Jest! Pęczek rosówek, 3 sztukasy zmieszczę, a jeszcze jak trzeba to dendrobeną hak dopcham. Porcja jak się patrzy. Zasada rozmiaru działa dalej. Więcej mięsa na haku, więcej mięsa holujemy. Oczywiście teoretycznie. W rzeczywistości nie raz nasz wielki robak w pierwszej rundzie podbije oko płotce czy jazgarzowi, aby w drugiej zostać pożary przez niewiele większą od siebie rybkę. Niestety. Drobnica zeżre wszystko i jest zmorą każdego wędkarza. Jest na nią sposób, choć moim zdaniem to trochę kompromis.

Żywiec/trupek/filet

Taki śliski temat. I trochę tabu. Bo prawie wszyscy łowią lub łowili na filety, żywce i trupki. I przecież wszyscy wędkują zgodnie z przepisami i wypuszczają wszystkie niewymiarowe. I nikt nie łapie tych pod ochroną, czy w okresie ochronnym. Skąd więc biorą się te rybki na haczykach? Ze sklepu? Z domowego akwarium? Z zamrażalki? Skąd wiedza na temat skuteczności kiełbia czy okonka? A może znowu cud nad Wisłą? Zastanawiam się w takiej sytuacji, czy tylko ja jestem takim wędkarskim chuliganem, że łapię żywca? Bo tak robię. I nie mam wyrzutów sumienia. Regularnie sprzątam z wszelkiego rodzaju śmieci brzeg rzeki i to pokaźny odcinek. Z tego co zostawili po sobie dwunożni i z tego, co na brzeg wyrzuci Wisła. Czyli też naśmiecili dwunożni, tylko ileś kilometrów powyżej. Robię to nie dlatego, że mam film na ekologię. Robię to dla siebie. Bo lubię spędzać czas w czystych miejscach, bez śladów cywilizacji. To i poświęcę te pół godzinki. Czas jest. Jakiś totalnie zarobiony nie jestem jak łowię. Poza tym wypuszczam 99% złapanych ryb. Nie z dobroci serca, po prostu ich nie potrzebuję. Nie przynoszę trofeów do domu. Pojedyncze, większe sztuki, (tylko te ulubione, bez łusek, mało ości) zabieram do zjedzenia, kilka w roku, na setki złowionych. Generalnie nie szkodzę przyrodzie, rzece, rybom, a wręcz naprzeciwko. Więc jak potrzebuję założyć żywca na haczyk, to po prostu montuję odpowiedni zestaw i idę złowić. Jedną, dwie babki. Jak za duża, to wypuszczę, chcę małą. Tak samo okonek. Jeden na filety, lub dwa, trzy małe, na trupka. Wystarczy. Tyle o etyce. Może kogoś to zbulwersuje, ale nie zamierzam kleić głupa. Jak piszę o przynętach, to piszę jak jest. Albo poprawność polityczna, albo szczerość.
Ale po co mi te żywce, skoro uważam, że czerwone robale są najlepsze. Ano zdania nie zmieniam, rosówka rządzi i korzystam z jej usług najdłużej jak się da. Natomiast nie zawsze jest sens jej używać. Względy ekonomiczne. Jak drobnica żeruje, to ile byśmy nie założyli, to i tak objedzą. Wiadrami by żarły i zawołają o jeszcze. Nie zarobisz na robaki. Poza tym jaki ma sens co kilka minut, wśród zaczepów przerzucać ciężki zestaw? Po paru godzinach zakwasy, większa ryba przepłoszona, zestaw 10 razy zerwany, nerwy zamiast relaksu, nie ma czasu wypić piwa. I tu na ratunek przychodzi wyżej wspomniane mięso na haku. Tylko kiedy go użyć? Najpierw ogólnie: mniej więcej od połowy sierpnia, czasem trochę wcześniej. Dlaczego? Bo w Wiśle dla mnie największą zmorą obżerającą robaka jest jazgarz, który na nieszczęście lubi te same miejsca co moje potencjalne zdobycze. A w związku z tym diabłem zaobserwowałem od kilku lat pewną prawidłowość. I tu schodzimy do szczegółów. W godzinach popołudniowo wieczornych jazgarz robi się aktywny właśnie dopiero w drugiej części lata. Wcześniej nie mam z nim prawie styczności, zaznaczam, mówię o porach poobiednich. Rano złapiemy go przez cały ciepły okres. Tak więc polując na sumy i węgorze, do sierpnia nadziewam rosówki. Gdy tylko zaczynam wyciągać jazgarze (niektóre naprawdę ładne), przerzucam się na grubszą przynętę.
No właśnie. Grubsza przynęta. Wcześniej wspomniałem o stosunku masy białka na haku do holowanego okazu. Coś w tym jest. Więcej sztuk, dużo więcej, złapałem na robaki, ale znowu te największe z moich dotychczasowych osiągnięć zaczepiły się na trupka/fileta. Czyżby miał tu powstać dylemat: częściej czy większe? Ja póki co go nie mam. Być może przyjdzie to z czasem. Jeszcze mam zbyt dużą frajdę z holowania mniejszych sztuk, żeby zakładać tylko ciężką przynętę, na większe okazy. Zbyt rzadko miałbym okazję czuć burzę adrenaliny w organizmie. Znam gościa, który na kotwiczkę zakłada sporą glapę, tak tu chyba nazywają krąpia. Wielkości dłoni, trochę większą. Sprzęt pancerny, kołowrotek wielkości głowy, kij morski, grubaśny, plecionka. I czeka. I złapie 1-2 sztuki w roku. Nie wiem, na ile łowień, przez cały sezon. W zeszłym roku pokazał mi zdjęcie, on i sum 176 cm, 40 kg. Złowił go 4-5 km od mojego miejsca. Pewnie koło mnie też kiedyś przepływał.
Jakimś kompromisem może być założenie na jedną wędkę jednej przynęty, na drugą drugiej. Tylko teraz, którą gdzie rzucić?

Jaki filet, jaki trupek i dlaczego?

- kiełb białopłetwy – podobno bezkonkurencyjny jako żywiec czy trupek, jest pod ścisłą ochroną. Alternatywa – kiełb krótkowąsy, bez wymiaru i okresu ochronnego. Ma jakiś specyficzny zapach który uwielbiają drapieżniki. Sandacz, sum, węgorz, miętus. Osobiście miałem okazję trzykrotnie łowić na tę przynętę. Cóż. Za mało, żeby wyciągnąć wnioski, ale skuteczność 66,6%. Raz sum – 4,5 kg., drugim razem węgorz 1,6 kg., trzeci raz nic. Kiełbie znajdziemy na piaszczystym i żwirowym dnie, na płyciznach, przy brzegu, wieczorem, nie ucieka przed delikatnym światłem latarki, choć lepiej go nie straszyć. Delikatnie wkładamy do wody podbierak najdalej jak sięgniemy i dociskając do dna szybko przyciągamy do siebie. Ale nie ma ich wiele, przynajmniej tam, gdzie łowię. Podobno łatwiej o kiełbie na jeziorach. Poza tym samo złapanie łatwe jest tylko w opisie, a dochodzi jeszcze do tego odróżnienie białego od krótkowąsego i ewentualne konsekwencje pomyłki. Dlatego nie polecam, mniej kłopotliwe są kolejne przynęty.

- okoń – 15cm, czyli wymiar doskonale nada się na filet. Ma ogromną przewagę nad innymi rybkami – gruba, twarda skóra nie pozwoli spaść przynęcie z haka przy byle rzucie. Odcinam głowę i tnę nożem na dwie połówki, wzdłuż kręgosłupa. Głowa ląduje w wodzie, dla szczupaczków, niech bezkarnie jedzą i rosną. Staram się tak zakończyć cięcie, żeby na obu częściach został kawałek czerwonego ogonka. Następnie kroję to co powstało mniej więcej na pół, tym razem w poprzek. Mam cztery porcje fileta, każda z czerwonym akcentem. Drżyjcie ryby! Okoń jest również świetny jako żywiec, czy trupek. Pożądany przez szczupaki. Z kilku zaledwie szczupaków które złapałem jako przyłów, lub dzięki celowej zasiadce, chyba każdy miał w brzuchu okonia. Z suma, którego złapałem na kiełbia również wyjąłem garbusa i to naprawdę solidnego. Na miętusa tak samo, doskonała sprawa. Problem jest w tych odmrożonych, wyjętych z lodówki. Zawsze kilka porcji mam już przygotowanych jesienią. Niestety, po rozmrożeniu mięsko staje się kruche i łatwo spada z haka.

- babka biała, babka bycza – nie wiem która jest w Wiśle, pewnie obie, nie odróżniam. Na pewno jest również babka czarna, tej nie polecam. Zakładałem, nigdy nic nie złapałem. Poza tym jest wstrętna i przykleja się dolną płetwą/przyssawką do dłoni. Nie lubię… Natomiast na białą/byczą jak najbardziej. Węgorz, sum, miętus, sandacz, każdą z tych ryb złowiłem na babkę. Podobnie jak i na okonka czy filet. Babka jako przynęta na pewno jest mniej kontrowersyjna. 15 cm okoń w całości trochę duży, przynajmniej jak na moje możliwości, 10cm jest idealny, ale przepisy… Babka natomiast nie ma wymiaru ochronnego. Jest wręcz uważana za szkodnika, za niechcianego przybysza z obcych wód. W Wiśle jest ich mnóstwo. I są bardzo łatwe do złapania. Delikatny zestaw spławikowy i dosłownie skrawek czerwonego robaka, im mniej, tym lepiej. Albo cieniutki gnojaczek, nawet pół. Szukam powyżej i poniżej główki, blisko brzegu, lub stopy główki, na głębokości 1-2 m i taka sama odległość od brzegu. Jak już znajdę miejsce gdzie są, przez całe lato mam „spiżarnię”. Zawsze je tam dopadnę, do końca września na pewno. I jeszcze ważne – nie wrzucam spławika i nie czekam bezczynnie. Trzymam wędkę w ręku i co chwilę unoszę szczytówkę odrywając ochłap robaka od dna. Delikatnie, kęs ma się podnosić i opadać. W tym roku złapanie kilku sztuk nie zajmowało mi więcej niż kwadrans, razem ze zmontowaniem spławikówki. Zabieram te najmniejsze.

UWAGA!!! FRAGMENT TYLKO DLA PEŁNOLETNICH O MOCNYCH NERWACH

Jak zakładać żywca? No trochę ciężki temat, to postaram się szybko przez niego przemknąć. Ludzie mają różne zboczenia. O niektórych kręcą filmy, albo piszą doktoraty z psychologii, jednych próbują leczyć, innych zamykają w więzieniach...
… a są wędkarze którzy drucikiem gwałcą doustnie ryby tak, że im dupą wychodzi i o tym cisza… Ale może to lepiej.
Dobra, zarys techniki już był, teraz szybko szczegóły. Przypon z krętlikiem, bez haczyka. Żyłkę przewlekam przez malutkie oczko w 15 cm druciku lub dużej igle, wkładam oczkiem do przodu, w pysk, ma wyjść drugim końcem przewodu pokarmowego. Przeciągam rybkę do samego krętlika, wycieram żyłkę i dowiązuję hak. Rybka wraca na koniec przyponu – hak wystaje jej z dupy. Idealne rozwiązanie, jak już weźmie, to się zatnie.

KONIEC FRAGMENTU

Nie potrafię wskazać, która z tych przynęt jest skuteczniejsza, skłoniłbym się jednak do stwierdzenia, że: kiełbia ze smakiem pożre każdy drapieżnik, sandacze lubują babki, szczupaki kochają całe okonki, miętusy wolą z nich filety, węgorze preferują rosówki, a sum pochłania wszystko.

Białe robaki – nie samym drapieżnikiem człowiek żyje. Gdy robię sobie dwa, trzy dni nad wodą bez przerwy, siłą rzeczy łowię w godzinach, kiedy na „moje” ryby nie ma większych szans. Choć zdarzyło mi się łapać sumy w godzinach okołopołudniowych. Ba! Złapałem kiedyś takiego ponad kilogramowego ananasa, około 10-11 rano, na bolonkę, trzy białe robaczki, pod samym brzegiem, tam gdzie szukałem płotek. To oczywiście wyjątek od reguły, a w uproszczeniu brzmi ona: biały robak – biała ryba. I tak samo jak czerwony, który jest najbardziej uniwersalną przynętą na drapieżne, tak biały jest rarytasem dla ryb spokojnego żeru. Płoć, leszcz, karaś, certa, świnka, krąp, sapa – to wszystko chętnie pożre białasa. Feeder lub picker, poranne wędkowanie, koszyk zanętowy, pachnące ciasto w wiaderku i białe robaki – to po prostu komplet.

Kukurydza/groch – zaczyna się specjalizacja. Choć to dość popularne przynęty. Puszki po kukurydzy, są poza butelkami/puszkami po piwie, drugim z najczęściej zbieranych przeze mnie śmieci nad Wisłą. Wniosek prosty, wielu wędkarzy tego używa. Znaczy musi być skuteczna. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, nie będę wiele pisał. Co złapiemy? Płoć, karaś, karp, leszcz, kleń. Wszelkie rozmiary. Na jedną, dwie kulki kukurydzy złapiemy zarówno 10 cm płoteczkę, 2 kg klenia i 4 kg leszcza. Są łatwo dostępnymi, dość uniwersalnymi i skutecznymi przynętami na białą rybę. Można stosować zamiennie z białym robakiem, lub w „kanapkach”.

O leszczu i kleniu, ich powiązaniach z tą przyjętą i zanętach napiszę osobno, są tego warte. I to będzie ta wspomniana specjalizacja. Jeśli polujemy typowo na klenia i leszcza, to kukurydza i groch są strzałem w … jedenastkę nawet.
Jednocześnie świetny dodatek do suchej zanęty, włącznie z tą „wodą’ w której są w puszcze. Polecam, tylko nie zostawiajcie puszek na brzegu, bo złomiarz odwiedza wieś tylko raz w roku i piętrzą mi się na podwórku.

Inne – nie wypiszę, jakie są te „inne” przynęty. Pozwolę sobie zacytować zdanie Mistrza na ten temat, chyba dużo wyjaśnia:

Ryba je, co do jedzenia je. I co na dnie je i co z brzegu spadnie je. Ino jak głodna je to je.

 


4.9
Oceń
(90 głosów)

 

Co na haku rybę kusi? - opinie i komentarze

Zibi60Zibi60
0
Trochę mnie rozweseliłeś tym wpisem, artykuł przydatny przy tak dołującej pogodzie. 5* (2013-04-03 16:21)
sjungesjunge
0
Z tymi jazgarzami to w Odrze sytuacja jest podobna ...czasami się wydaje że innej ryby tam nie ma.Ja niestety rzadko łowię na żywca tudzież trupka i jedynym wyjściem jest zmiana miejsca połowu.Ale wpis zaciekawił mnie na tyle że następnym razem ... mięsko żywe/martwe pójdzie na haczyk :) Oczywiście 5 za wpis. (2013-04-03 16:55)
hosehose
0
to sposób zakładania ,,trupka", nie żywca. bo Cię animalsi chwycą :) (2013-04-03 17:23)
pawel75pawel75
0
Świetny artykuł ! Naprawdę miło się czytało :) Pozdrawiam i oczywiście ***** zostawiam ! (2013-04-03 17:36)
vandarkovandarko
0
Prawdziwa prawda *****:) (2013-04-03 17:47)
Lin1992Lin1992
0
Wpis po prostu na 10 gwiazdek :) (2013-04-03 18:13)
kubaxxxkubaxxx
0
bardzo pouczające, jazgarza jeszcze nigdy nie złowiłem, a za wpis oczywiście 5 (2013-04-03 18:30)
korczenskiskorczenskis
0
nic dodać nic ująć :) ***** (2013-04-03 18:31)
użytkownik131131użytkownik131131
0
Pouczające a ja już się szykuje na pierwszą wypraw na klenie (2013-04-03 19:24)
1998ad19981998ad1998
0
az by sie chciało uderzyć na rybki ale w tych warunkach pogodowych to trudno :D wpis bardzo ciekawy ***** (2013-04-03 19:34)
użytkownik146092użytkownik146092
0
Przeciągam rybkę do samego krętlika, wycieram żyłkę i dowiązuję hak. Rybka wraca na koniec przyponu – hak wystaje jej z dupy :D 5***** (2013-04-03 21:35)
Polacki1229Polacki1229
0
Bardzo dobry wpis :) Miło się czytało (2013-04-04 11:21)
szutomaszszutomasz
0
już szykuje na pierwszą wypraw na klenie 5***** (2013-04-04 12:05)
oxymoxym
0
Niezły wpis, warto poczytać! (2013-04-04 18:19)
maciek-laskiewimaciek-laskiewi
0
aż mnie przeraził twój sposub zbrojenia żywca bez obrazy ale to jest sposub na zbrojenie trupka, bardzo przydatny artykuł bo też planuje w tym roku zacząć przygode z wisłą tylko szkoda że narobiłeś mi takiej ochoty na rybki że poszedłbym najchętniej teraz ale chyba nie mam innego wyjścia niż poczekać do wiosny (2013-04-04 18:20)
lipa43lipa43
0
Gdy tylko zrobi się trochę ciepło ruszam na rybki morze na klenie lub płocie i leszcze w rzece. Za artykuł oczywiście ***** :D (2013-04-04 20:35)
madmanmadman
0
jestem poczatkujacy i ten jest jednym z ciekwaszych jakie czytalem i co najwazniejsze - czuje sie doedukowany :D 5 jak nic (2013-04-05 01:31)
model65model65
0
super wpis Przez moment czułem zapach wody i cały ten klimat Wielkie 5 (2013-04-05 19:35)
Adik1988Adik1988
0
Absolutne ***** ! W tym roku moje nocne wypady będę kojarzył tylko z drapieżnikami i takie techniczne szczegóły są dla mnie bezcenne. Dzięki. (2013-04-06 17:28)
arek1969arek1969
0
ty jesteś chorym człowiekiem albo typowym sadystą
(2013-04-06 20:57)
vae3vae3
0
Doskonały artykulik. Ja na Wisłę nie jeżdżę bo wymaga dopłaty do i tak drogiej karty. Zresztą mam tyle wody ,że nie muszę taki urok Żuław. A co do kolegi arka1969 to rozumiem ,że w swojej humanitarności łowi ryby na samą żyłkę bez haczyka. Daję piąteczkę bo więcej nie można:) (2013-04-07 10:57)
harnas1998harnas1998
0
Oczywiście 5***** (2013-04-07 20:39)
w-marcin-59w-marcin-59
0
No i dylemat co napisać. Sam artykuł moim skromnym zdaniem napisany dość fachowo i dokładnie i za to 5. Jednak kolego za stosowanie niektórych przynęt jest JEDYNKA. Nawet za stosowane przynęty grozi sąd nie tylko koleżeński a nawet coś poważniejszego. Na terenie naszego kraju cała populacja ryb z gatunku BABKA jest pod ścisłą ochroną (Do jednej z wielu grup chronionych prawem ryb w Polsce należą babki. Wędkując można się z tymi rybkami spotkać. Aby uniknąć kłopotów z regulaminem do którego wkradł się błąd postanowiłem podać linka do artykułu - http://www.wedkarstwotv.pl/artykuly/inne/502-ryby-chronione-babki). O sposobie zbrojenia żywca się nie wypowiem. (2013-04-08 20:02)
arek1969arek1969
0

Zakładasz żywca w tak bestialski sposób, a piszesz " tylko nie zostawiajcie puszek na brzegu"

i te chronione gatunki. Masakra!!!!!!!

(2013-04-09 15:13)
Grzegorz WedkujeGrzegorz Wedkuje
0
Ryby uważane za szkodniki w wodach Polskich - Babka łysa, Babka szczupła, Babka rzeczna, Babka bycza, Babka śniadogłowa. Kiełbie - wyraźnie napisałem który jest pod ochroną, a który nie. Sposób zakładania przynęty - mówiłem, że temat tabu. Ty na pewno używasz haków ze środkiem znieczulającym. Zamień sobie słowo żywiec na trupek i wszystko będzie grało. (2013-04-09 20:06)
CZzesioCZzesio
0
"Ryba je, co do jedzenia je. I co na dnie je i co z brzegu spadnie je. Ino jak głodna je to je...." Dobre to je :))) ***** (2013-04-13 13:48)
staruszekstaruszek
0
Artykuł świetny, napisany z humorem i znawstwem tematu. Wisła to jeszcze piękna rzeka... p.s. Arek, weź się chłopie przerzuć na zbieranie grzybów. przecież męczysz rybę pozwalając jej na przykład połknąć haczyk z rosówką i wyjmując jej to przy pomocy szczypiec chirurgicznych.... Straszny sadyzm !!! Nie wspomnę o rosówce którą też wcześniej wymęczyłeś nabijając na haczyk i naciągając żywcem (!!!) na przypon, a feee! (2013-04-17 17:21)
ZwyklyMichalZwyklyMichal
0
Sama zamiana slowa niewiele zmieni. Wyraznie piszesz o zywcu i probujesz bronic swojej racji (2013-04-27 23:41)
matexxmatexx
0
Bardzo fajny wpis (2013-05-05 19:59)
matexxmatexx
0
Bardzo fajny wpis (2013-05-05 19:59)
matexxmatexx
0
Bardzo fajny wpis (2013-05-05 20:00)
marcelmuzmarcelmuz
0
super wpisik pewnie większości znane zalety przynęt ale miło się czytało... (2013-05-07 01:17)

skomentuj ten artykuł