Co nieco o wzdrędze, czyli krasnopiórce

/ 9 komentarzy / 6 zdjęć


Żadna z ryb nie kojarzy mi się z wakacjami tak jak krasnopiórka, czyli wzdręga. Podobnie jak płotka, krąpik i okonek, to rybka wędkarskiej inicjacji. Jako że jest wszystkożerna i niepłochliwa, świetnie nadaje się na początek życiowej przygody z wędką. Przynęty bierze chętnie, nie grymasząc, a zacięta na wędce, broni się bardzo dzielnie. Moim zdaniem pod tym względem jest dużo bardziej emocjonująca od tej samej wielkości płoci, nie mówiąc już o leszczu lub krąpiu.

Wzdręga (Scardinius erythrophthalmus L.), albo po prostu krasnopióra, jest rybą z rodziny karpiowatych (Cyprinidae) i zdecydowanie jedną z najpiękniejszych naszych ryb. Rośnie wolno i żyje długo, osiągając maksymalną masę 1,5–2 kg i długość 40–45 cm. Według badaczy jej odżywianie jest dość zagadkowe. W młodym wieku żywi się planktonem, zaś po osiągnięciu 7 cm według jednych badaczy zjada rośliny naczyniowe, według innych zaś – faunę denną. Z powyższych stwierdzeń wynika, że zagadnienie pokarmu krasnopióry nie jest w pełni wyjaśnione. Tarło odbywa się w kwietniu i maju, czasem także, jeśli wiosną wody przybrzeżne nie osiągną odpowiedniej temperatury, w czerwcu. Wzdręgi, podobnie jak płocie i leszcze, składają lepką ikrę na roślinach wodnych, do których się ona łatwo przyczepia. Samice w tym okresie przybierają szatę godową, pokrywając się na głowie i grzbiecie wysypką tarłową. Samica składa do 100 000 czerwonych jaj średnicy 1,5 mm. Pojedyncze osobniki mogą prawdopodobnie dożywać 20 lat, dojrzałość płciową zaś osiągają między 2. a 4. rokiem życia. W podręcznikach ichtiologicznych, a raczej rybackich, można przeczytać, że „ze względu na bytowanie w płytkim litoralu, bywa w wielu jeziorach niedołowiona”. Co w tłumaczeniu na język wędkarski brzmi: w wielu jeziorach, mimo presji rybackiej, występują duże i bardzo duże wzdręgi.

Krasnopiórka jest świetną letnią wędkarską rybą, zwłaszcza wtedy, gdy z nieba leje się żar, a w jeziorze ani okonie, ani szczupaki nie chcą brać. Proponuję wziąć wtedy do ręki wędkę i nie grymasząc na pogodę, wybrać się na wzdręgi. Buszując przez 90 procent swego życia po płyciznach najróżniejszych zbiorników wodnych, przeszedłem przez wszystkie stopnie krasnopiórowych wtajemniczeń. Łowiłem te ryby na nieskończoną ilość przynęt, wszelkimi znanymi mi wędkarskimi sposobami. Od wędki spławikowej z obciążeniem i bez, poprzez kulę wodną i spirulino, po sztuczną muchę i spinning. Od ziaren kukurydzy, najróżniejszych ciast, zmumifikowanych larw owadów, przez wirówki, gumki, a nawet wahadłówki i woblery, po suche muchy, nimfy i streamery. Dzięki tym doświadczeniom doszedłem do kilku wniosków: 

1. Po pierwsze – wzdręga jest rybą ciekawską, łakomą, w dodatku naprawdę wszystkożerną.

2. Po drugie – żerujące krasnopióry atakują każdą przynętę, która pojawi się w rejonie ich przebywania. Biorą pewnie i często, toteż ich łowienie, bez względu na metodę, pozwala na zapoznanie się z wędkarskim rzemiosłem i polubienie go każdemu, nawet największemu laikowi.

3. Po trzecie – łowienie wzdręgi nie burzy życia rodzinnego, bo nie trzeba wcześnie wstawać, dzięki czemu można noce i świty poświęcać integracji z przyjaciółmi, grze w brydża i śpiewom przy ognisku.

4. Po czwarte – ponieważ mięso tych ryb jest paskudne i nie zabiera się ich do domu. Nie ma więc presji domowników: „przywiózł byś mi jakąś rybkę”. 

Większość z nas tę jedną z najpiękniejszych naszych ryb uważa za jarosza, wielbicielkę wszelkiego rodzaju ciast, ziaren kukurydzy. Niekiedy jednak nawet taki jarosz lubi przekąsić sobie coś konkretnego. Zajada wtedy owady i ich larwy, skąposzczety, ale nie pogardzi też wylęgiem różnych  ryb, a nawet ich narybkiem. Wzdręgi, czy jak kto woli, krasnopióry, zamieszkują wolne nizinne rzeki, starorzecza, niektóre glinianki, zbiorniki zaporowe, żyją też w prawie wszystkich jeziorach. Jednak ich prawdziwym królestwem jest bardzo płytki litoral, czyli bardzo płytkie, szybko nagrzewające się, porośnięte łanami podwodnej roślinności zatoki oraz rozległe płycizny trzcinowisk. Podczas dnia wzdręgi przebywają w gęstych trzcinowiskach, z których wypływają na dwie – trzy godziny późnym popołudniem przed zachodem słońca.

Podstawowym problemem w łowieniu krasnopiór jest… ich znalezienie, a przede wszystkim podejście. Do płytkich zatok, gdzie jest ich najwięcej, zawsze wpływam na silniku i jeśli jest choć lekki wiatr, daję się mu ponieść, ustawiając łódź tak, by dryfowała wzdłuż trzcinowisk. W tym czasie w okularach polaryzacyjnych wypatruję żerujących ryb. Jeśli widzę na powierzchni zatoki duże oczka – nie ma wątpliwości – ryby są zlokalizowane. Zatrzymuję łódkę w odległości rzutu od stada i łowię. Trochę gorzej, gdy nie widać żerowania powierzchniowego. Wtedy najlepiej płynąć jak najciszej łodzią w odległości rzutu wzdłuż ściany trzcin, poszukując charakterystycznie drgających źdźbeł. To nieomylny znak, że ryby są i coś obskubują z podwodnych pędów. Wielokrotnie też widziałem w plosie zatoki stadka dużych wzdręg lusterkujących nad zbitymi łanami rogatka czy osoki aleosowatej.

Gdy zauważę ryby, zatrzymuję łódkę w odległości kilkunastu metrów od nich, uważając jednak, by między mną a rybami nie było żadnych groźniejszych zaczepów. Zawsze wystarczy podać przynęty w bezpośrednią okolicę namierzonych ryb. Na pewno wzdręgi ich nie przeoczą, bo są ciekawskie i bardzo łakome. Trzeba tylko uważać, by nie trafić przynętą w trzciny, bo wtedy jest już po ptokach. Żerujących wzdręg nie przepędzi ani szum silnika, ani głośne podanie przynęty, ale na pewno spłoszy je głośne chlapanie wiosłami lub nierozważne stuknięcie czymkolwiek o dno łodzi. Dlatego też głównymi zasadami skutecznych krasnopiórowych łowów są: bardzo ciche zachowanie na łódce i dość długie, a przede wszystkim bardzo celne, rzuty. Z uwagi na to na wypadek niecelnego rzutu, splątania żyłki i tym podobnych nieszczęść, niezależnie od metody połowu, zawsze mam na łódce dwie takie same wędki. 

P. S. W kolejnym tekście zerwę nieco z tradycją i miast pisać o kolejnym gatunku zajmiemy się troszkę łowieniem. Lato bowiem ucieka a krasnopiórki czekają!

 


4.8
Oceń
(22 głosów)

 

Co nieco o wzdrędze, czyli krasnopiórce - opinie i komentarze

halski021halski021
0
Osobiście łowię wzdręgi tak jak opisuje autor przy roślinności na płytkiej wodzie , ale okazu nigdy nie złowiłem . Moi koledzy , którzy złowili okazy ponad jedno kilogramowe polowali na nie na głębokości 4 - 5 m . (2015-08-11 10:38)
rysiek38rysiek38
0
******Wszystko niby by się zgadzało i żeby nie było że się czepiam ale naszła mnie taka refleksja że co do pory dnia to bywa różnie i pewnie zależy wiele od łowiska ,ale ogólnie jak dla mnie upalne lato to z pod powierzchni i nocą . z kolei wczesna wiosna to południe i w pół wody - tam gdzie pojawią się niebawem pierwsze pędy trzcinki o to takie moje spostrzeżenia (2015-08-11 22:37)
janglazik1947janglazik1947
0
Największe wzdręgi łowiłem na kukurydzę bez spławika i obciążenia. Ustawiałem się z wiatrem i rzucałem , a brania były gwałtowne . To była frajda !!! (2015-08-16 12:47)
Piotr 100574Piotr 100574
+1
***** muszkarstwo to super sprawa,gratuluję Koledze rybek (2015-08-16 21:45)
janjanjanjan
0
dlaczgo z łodzi nie każdego na to stać inne wędkowanie z łodzi łatwiejsze z brzegu trudniejsze (2015-09-27 12:23)
SithSith
0
Najwięcej wzdręg złowiłem wiosną, od marca do maja. Wydaje mi się, że wówczas najintensywniej żerują po zimowym poście na pierwszych pojawiających się, jeszcze ospałych owadach. Spinning jak najlżejszy, żyłeczka 0,12 lub plecionka 0,06 i do tego owadopodobne smużaki 1-3g http://www.fishing-mart.com.pl/sklep/pl/mikro-jigi-a232-p2271-k14609.html. Trochę emocji, jeśli trafi się kleń, bo zestaw delikatny, ale emocje przednie. Za artykuł ***** (2016-01-14 14:43)
dawko92dawko92
0
Moją ulubioną przynętą na wzdręgę jest ciasto, zawsze się na nie połakomią a na te większe sztuki kukurydza jest dobra ewentualnie robaczek z dna ;d (2016-02-12 21:46)
Romuald55Romuald55
0
Parę lat temu na mistrzostwach okręgu w pierwszej turze weszły mi wzdręgi.Złowiłem ich może z pięćdziesiąt.Co z tego jak żadna nie miała wymiaru.Każdy wyjazd tyczką była rybka.Z opadu.W połowie tury wpadłem na pomysł żeby w bok rzucać troszkę zanęty.To je odciągało i mogłem spokojnie łowić z okolicy dna.Niestety,pół tury stracone.Tego nie da się odrobić.Gdyby były o centymetr dłuższe..... (2016-02-12 23:01)
SamotnikSamotnik
0
Właściwie  nic dodać. Piękna ryba. Wielu zawodników uratowała przed porażką. Pozdrawiam.   (2017-08-16 16:40)

skomentuj ten artykuł