Cudze chwalicie...

/ 14 komentarzy / 7 zdjęć


Cudze chwalicie…
Cudze chwalicie, swego nie znacie. Taka właśnie refleksja napadła mnie podczas jednego z październikowych spinningów, kiedy to nieuważnie wyjmując pudełko z przynętami spinningowymi wyśliznęło mi się ono z ręki, upadło na trawie i ukazało swoją zawartość. Wówczas to sobie obiecałem, że najwyższa pora powrócić do jakże pięknych, mających rewelacyjną pracę, niekiedy niepowtarzalnych rodzimych przynęt spinningowych. Nie ma chyba wędkarza, który nie byłby w stanie powiedzieć co to jest ripper, twister, jerk bait, a zapewne wielu podałoby i przeróżne odmiany, nazwy w zależności od producenta.
Jednak gdyby zapytać o polskie przynęty i ich wykorzystanie, wówczas niejeden z nas miałby zapewne kłopoty. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Zniknęli gdzieś pewni producenci, zachodnie rynki Uszą nas coraz to nowymi woblerami, miękkimi przynętami, często popartymi filmami poglądowymi na których ryby łap[ią się dosłownie same. Nie wspomnę już wyglądzie, kolorystyce i wielu innych niezaprzeczalnych walorach. Na pierwszą linię w moim wspomnieniach wysuwają się smukłe Morsy. Idealnie zarówno na rzekę jak i jezioro. W kolekcji pojawił się prawie idealnie oddający kształt Morsa, z wybitą z jednej strony rybią łuską model Jaxona, też uroczy. A ile piękna jest w kształcie niezastąpionej kiedyś na łowiskach srebrnej lub złotej Algi. Na jedyneczki biły takie piękne okonie, a i niezły szczupak także się pokusił. Znajdziemy też srebrnego i złotego dostojnego Gnoma. Pośród nich ten jeden drugi od lewej jakby nie z tej kolekcji. Cały czerwono złoty z czarodziejską imitacją łusek i czarnymi znakami. Tak to też Gnom otrzymany przed dwoma laty od syna.
W dalszej części znajdziemy rzadkiego Cefala i niezliczoną gamę bezimiennych o jakże zaskakujących kształtach. Ozdobą całości są przysadziste i jakże ciekawe odmiany Karlinek***. Niezastąpione przy połowach dużego szczupaka i suma.
W końcu widzimy jakieś srebrne i złote mocno wygięte dziwolągi, z wybitą rybią łuska i czerwonymi paskami przy białej kotwiczce. Tak to pamiątką wędkarska od Kolegi Rosjanina jeszcze z czasów Związku Radzieckiego. Jest więc tego sprzętu sporo i w tym sezonie zaczniemy go testować znacznie intensywniej jak dotychczas. A co.Niech polskie ryby wiedzą, że polskie przynęty też są O.K.

Oto namiary na stronę, na której znajdziemy wiele ciekawy, oryginalnych przynęt spinningowy, będących niekiedy prawie działami sztuki http://bit.ly/p7ox3X

*** Stefan Przychoćko od ponad pięćdziesięciu pięciu lat zamieszkuje w mieście nad Parsętą. Od roku 1992 w swoim warsztacie rzemieślniczym produkuje znane i łowne polskie karlinki - błystki wahadłowe i obrotowe, niezwykle skuteczne przynęty, szczególnie przydatne w połowach medalowych troci, łososi, pstrągów i szczupaków; z powodzeniem wykorzystywane również przez wędkarzy poławiających sandacze i okonie. Dzięki karlinkom i trzebiatówkom, które również wytwarza w swoim warsztacie Pan Stefan złowiono dziesiątki medalowych ryb.

 


4.6
Oceń
(41 głosów)

 

Cudze chwalicie... - opinie i komentarze

pstrag222pstrag222
0
Ah te wahadełka ileż razy wracając po kij do domu czujemy nie dosyt po nowiusieńkich świeżo wyciągniętych z opakowań sklepowych woblerów i silikonowych przynęt.
Zapominamy o starych sprawdzonych wahadłach, które są świetna przynętą, którą prowadzimy jak chcemy, opadem na głębokim i jerkowym szarpaniem na płyciznach.
Mamy do dyspozycji sklepowe półki ale bardziej bym zachęcał do klepania blaszek
Swoje przynęty są okryte magią wędkarstwa
za wpis *****
pzdr. pstrag222
(2011-10-24 21:39)
wiekla42wiekla42
0
Jak to mówią stare ale jare. Myślę że będzie okazja niebawem je sprawdzić. Za artykuł wyjątkowo *****. Pozdrawiam.
(2011-10-24 22:24)
Adam01Adam01
0
To że polskie nie znaczy że słabe. Często rękodzieło wyglądające dość pokracznie jest lepsze od jakiegoś idealnego fabrycznego klasyka. Mam nadzieje że niedługo na polskim rynku będzie więcej polskiego towaru ręcznie robionego. A niech kosztuje i 15zł za sztuke, zapłace za to cudo. ***** i pozdrawiam! (2011-10-25 09:28)
użytkownik66015użytkownik66015
0

Wiele prawdy jest w słowach, kóre napisałeś. Kuszeni dzisiejszymi cudeńkami, zapominamy o skarbach, leżących w "piwnicznych lub garażowych" pudełkach. Ja ostatnio odkrywam na nowo, obrotówki drawa i rega. Kupione 35! lat temu jeszcze przez mojego ojca. Mimo, że nie meppsy, pięknie pracują.

Dzięki za przypomnienie ***** Pozdrawiam.

(2011-10-25 17:51)
kabankaban
0
Każda przynęta zrobiona pod konkretną wodę przez miłośnika twórczości "hand made" jest warta każdych pieniędzy o ile wiemy jak się nią posłużyć.Czasami są dla mnie zbyt cenne aby wrzucać je do nieznanej wody i wtedy właśnie na pierwszy rzut idzie masówka a po zbadaniu łowiska i ewentualnym braku brań takie właśnie cudeńka.
(2011-10-25 18:12)
blutublutu
0
Za wpis zostawiam pięć ładnie napisany. Od nowego sezonu postanowiłem chociaż raz w tygodniu porzucać spinningiem . Pozdrawiam.
(2011-10-26 07:34)
kostekmarkostekmar
0
Marek w zupełności zgadzam się z Tobą. Nie do końca wiemy co mamy w pudełkach. Posiadam również całą gamę wahadłówek, które używam i wszystkie są rodzimej produkcji i w większości "hand made". Jedynie na morskie trocie posiadam 2 szt. ABU GARCIA TOBY, a reszta również rodzima "hand made". (2011-10-27 14:35)
SlyderSlyder
0
Zostawiam 5***** gwiazdek za wpis. U mnie w pudełku oczywiście znajduje się niezawodna ALGA oraz MORS znanej wszystkim firmy POLSPING. Trzeba zawsze mieć coś sprawdzonego i krajowego. Zagraniczne nie zawsze znaczy dobre. (2011-10-27 14:43)
camelotcamelot
0
*****  No tak ! Wydajemy majątek na różne cuda i często zapominamy o naszych tradycyjnych blaszkach na które z powodzeniem można równie skutecznie łowić. Pamiętam swojego pierwszego szczupaka na spining - 76cm rzeka Warta Zapowiednia koł. miejscowości Pyzdry  Złota Alga 2.   Mój pierwszy metrowiec     102 cm  Rzeka Prosna koł. Rokutowa  Gnom 3 - Polsping.   I co tu więcej mówić ?                                                                                                        pozdrawiam serdecznie ! (2011-10-28 02:43)
AmitafAmitaf
0

Oj tak, łza się niekiedy w oku kręci, gdy przypomnę sobie te wszystkie wahadłówki i obrotówki nabywane w jedynych wówczas (lata 70-te XXw.) sklepach firmowych "Polspingu". Pamiętam jak na przełomie lat 70-tych i 80-tych pojawiły się w sprzedaży wahadłówki "DELTA", nieco podobne do "ALG" lecz (jak na moje wyniki) skuteczniejsza, a także super suteczne obrotówki "HRT". Sum, Szczupak oraz Sandacz atakowały ją z lubością - ku mojej uciesze. 5***** za całość.

Pozdrawiam

(2011-10-28 10:20)
mardock7mardock7
0

Wahadełka, wahadełka...

Sam na nie łowię, sam też z wiekszym lub mniejszym powodzeniem je "produkuję", mam też kilka sztuk z lat 60, 70, 80, 90, ale tych nie posyłam do wody, służą mi jedynie jako wzór dla moich "produktów". Nie da się ukryć, że kawałek wykrępowanej blachy migoczacy w wodzie ma w sobie coś magicznego. Pozdrawiam wszystkich miłośników i miłośniczki "BLACHY" (nie mam tu na myśli młodzych szmuli ubranych w króciutkie sukienki, lecących na auta dobrych marek ;))

P.S.

Zachęcam do wrzucania zdjęć "starych" modeli wahadeł- doceńmy to co wymyślili nasi przodkowie, bo autor w sentencji artykułu miał przecież racje Cudze chwalicie, swego nie znacie!!!

(2011-11-01 18:50)
mardock7mardock7
0

Ach, przepraszam (skleroza) za wpis 5+!!!

Pozdrawiam i połamania kija MIŁOSZ.

(2011-11-01 18:53)
sopeleksopelek
0
cudze chwalicie swego nie znacie ;p !!! (2011-11-06 00:30)
użytkownik32263użytkownik32263
0
Co prawda to prawda. Sam uwielbiam polskie hand mady i na nie łowię choć są to tylko woblerki. Wahadła... świetna przynęta lecz nie dla mnie. Skubane strasznie skręcają pleckę a szkoda mi linki za 150-200 zeta żeby wymieniać ze 2-3 razy do roku. Poza tym jestem zapalonym gumiarzem;) Ale i tu najwyżej cenię naszą rodzimą firmę-Dragona. Piąteczka
(2011-11-06 11:59)

skomentuj ten artykuł