Czarne niespodzianki

/ 3 komentarzy / 2 zdjęć


 Kropkowy sezon nieubłaganie zbliża się ku końcowi więc niewybaczalnym byłoby
niewykorzystanie każdej okazji, by nie zawitać nad Białą , nawet w niedzielę jak
samopoczucie na to pozwala.
 Od mojej przygody z "latającym kropkiem" byłam tam tylko raz poznając rzeczkę wczesnym
świtem i to na nowym odcinku , rewelacji nie było bo na sześc godzin trzy sztuki 22-28 a za
to znaczne straty sprzętowe no ale coś za coś i jak tytuł wskazuje nie o tym miało być więc
wracam do niedzieli...
 Z domu wychodzę za kwadrans trzecia w planie oczywiście Biała , pierwszy raz z plećką i
zapasem kilku blaszek ,bus spóźnia się ale tragedii niema bo w końcu jedzie i wygląda na to
ze zdążę na przesiadkę ,wyskakuje z busa ,szybki marsz na kolejny bus i widzę znikający
mnie bus (Q-mać , trzy minuty przed czasem) na dodatek zaczyna padać ,wracam , nagle
olśnienie - jak już tu jestem to może coś pojedzie na Będzin , no i jechało , po odstaniu
swojego i pół godzinnej jeździe jestem na miejscu ,byle pod most bo nadal leje.
 To że tu jestem już było w sumie niespodzianką ale to co zobaczyłem pod mostem zaskoczyło
mnie jeszcze bardziej , spodziewałem się mętnej wody a tu czysto jak nigdy i na dodatek
piasek na dnie którego tam nigdy nie widziałem no i ten przepiękny jaziol grubo ponad 5
dyszek który ulotnił się natychmiast ,nie ma co się ujawniać więc przycupnąłem za filarem
obserwując wodę ,drobnica pojawiła się po chwili a troszkę później ,przy końcu mostu coś
wyraźnie żerowało.
 Już w drugim rzucie pobicie i jazik pod trzy dyszki a chwilę potem okoń też całkiem sobie
- jak by nie patrzeć największy mój na Czarnej ,całkiem nieźle jednak brania i oznaki
żerowania ustały ,postanowiłem odpuścić i dać wodzie z kwadransik odetchnąć ,ciągnęło mnie
pod drugi most ale wciąż padający deszcz skutecznie wyleczył mnie z tego pomysłu co okazało
się całkiem dobrym wyjściem bo po przerwie zaliczyłem szczupłego który skutecznie jednak
chyba przepłoszył całą "podmostową" ekipę , na szczęście przestało lać i udałem się pod
drugi most...
 Ten niestety węższy i znacznie bardziej "słoneczny" tak że wszędobylskie zielsko radziło
sobie tam całkiem dobrze , jedynie w środku nurtu wąski , czysty pas i parę oczek ,po
dokładnym obrzucaniu wszystkich dostępnych dołków  i zaliczeniu kolejnego pasiaka poszedłem
dalej.
 Ten most z kolei jest najszerszy a dokładnie są to dwa szerokie mosty oddalone od siebie o
jakieś 70 metrów z tym że tylko pod jeden da się wejść ,pod nimi bez większych zmian ,jak
zwykle na początku i końcu mostu dało sie sporadycznie zauważyć oznaki żerowania ryb z
powierzchni.
 W sumie nie było źle , do kolekcji dołączył jeden około wymiarowy szczupły i kilka
pasiaczków 20-25 natomiast jaziki wymiotło a zwykle tam brały najczęściej , do powrotu
została godzinka którą postanowiłem wykorzystać pod pierwszym mostem ,choćby tylko dla tego
co tam zobaczyłem było warto !
 Już z pewnej odległości ,skradając się cicho zauważyłem ponownie owego jazia (przypuszczam
że ten sam) ale też niestety ,jak za pierwszym podejściem ulotnił się natychmiast na
reszcie ryb moja obecność nie robiła już takiego wrażenia a wypatrzyłem ze trzy mniejsze
sztuki i dość sporo chyba jelcy ,usiadłem w połowie mostu i postanowiłem poeksperymentować
z wabikami.
 Na miniaturowego wobka (okonek) dały się skusić jazik i dwa pasiaki ,jelce okazało się
odporne na wszystko (chyba jelce) gdy nagle zauważyłem rybę ok 60+ płynącą z prądem by po
chwili skręcić pod przeciwegly brzeg ,niewiem co to było bo choć z kształtu mógł to być
jaź to kolor płetw i wymiar niezbyt pasował z kolei na leszcza było to zbyt smukłe ,
zresztą płynęła tuż przy dnie i nie widziałem jej zbyt wyraźnie ale to nie koniec
niespodzianek :-)
 Założyłem najmniejszą z wirówek (wirex) niestety mimo prób wszelakich i doginań nie dało
się z niej wydobyć nic co by przypominało ruch wirowy ,najbliższe to było chyba widokowi
jaki przedstawiałem w pierwszych chwilach nauki pływania (śmiech)...
 Do wody poszedł niezastąpiony F-zet no i kolejny pasiak ląduje na brzegu , do powrotu
kwadrans gdy nagle widzę coś długiego przy dnie niesione przez prąd (początkowo wziąłem to
za kolejny "warkocz" zielska), profilaktycznie więc poderwałem blachę by zejść przeszkodzie
z toru kolizyjnego i wtedy owy paproch zwinął się w ES ,zawrócił i zaparkował obok sporego
głazu około trzech metrów ode mnie - ale jaja ,wszystkiego bym się tam spodziewał ale nie
węgorza i to takiego.
 Rybce widocznie spodobało się to miejsce ,chwyciłem za telefon ,podsunąłęm się bliżej no i
niestety za blisko bo ryba majestatycznie odpłynęła zanim migawka zrobiła zdjęcie - jak by
nie to opóźnienie to kto wie ???
 Zwinąłem się i wracając rozmyślałem nad przygodami dnia - może tak miało być że zwiał mi
bus ? Czarnej od tej strony dotąd nie znałem - WARTO BYŁO !!!
 POZDRAWIAM ! 

 


5
Oceń
(13 głosów)

 

Czarne niespodzianki - opinie i komentarze

rysiek38rysiek38
0
Witam i przepraszam za format tekstu , niewiem czemu go tak dziwnie "rozciepało" , nareszcie mam kompa po dłuższej przerwie tak że pewnie Was pomęczę znów swoimi wpisami :-))) - ten na początek (2017-08-23 17:41)
patryk1113mwpatryk1113mw
+2
Witam. Poszła dobra ocena za artykuł. Tekst faktycznie troszkę rozrzuciło, na ale to nie Twoja wina z tego co piszesz. Wyprawa z tego co piszesz fajna. Spora różnorodność łowionych i widzianych rybek. Bardzo miło jak taka różnorodność występuje w łowisku. Pozdrawiam i czekam na kolejne relacje. :) (2017-08-24 14:27)
rysiek38rysiek38
0
Przez ten miesiąc nazbierało sie troszkę tego co mam zamiar opisać, tylko muszę się za to zabrać, a jakoś ostatnio niemam weny ale to nadrobie, tak że jeszcze Ci się znudzą moje wypociny - pozdrawiam ! (2017-08-25 09:23)

skomentuj ten artykuł