Czerwcowe karpiowanie

/ 8 komentarzy / 7 zdjęć


Dwudziestego siódmego maja 2014 przywitałem na świecie nowego członka mojej rodziny syna Wiktora, jak wiadomo przy dwójce małoletnich dzieci ciężko jest znaleźć odrobinę wolnego czasu na ryby lecz ja będąc ponad miesiąc w domu musiałem coś wykombinować aby próbować coś połowić.

Mój plan był prosty łowienie karpi błyskawiczne czyli tak do dwóch godzin samej zasiadki w godzinach od 8:00 do 10:00 dlaczego w takich godzinach ponieważ moją córeczkę odstawiam do przedszkola na godzinę 8:00 a przedszkole jest zlokalizowane w pobliżu glinianek tak że przy jednym paliwie zaliczam podwózkę dziecka do przedszkola i rybki.

Na zasiadki wybrałem z pozoru mało atrakcyjne miejsce dla innych wędkarzy skutecznie przez nich omijane no może poza zawodami gdzie ktoś je losuje ale szczęśliwy ten kto wie jak wykorzystać potencjał tej miejscówki.
Ja wiedziałem więc od tygodnia sypałem sobie zanętę w upatrzoną miejscówkę i z niecierpliwością czekałem na pierwsze łowienie.
Nęciłem kukurydzą gotowaną przez siebie z dodatkiem łyżeczki soli w końcowej fazie gotowania, zadacie sobie pytanie dlaczego soli a nie melasy wanilii albo miodu, już dawno zauważyłem że karpie przynajmniej w moich zbiornikach chętnie biorą i zjadają kukurydzę słoną a jak się coś sprawdza to stosuje i tyle. Poza tym na pewno wyróżnia to moją zanętę i zarazem przynętę wśród łowiących na kukurydzę z puszki innych wędkarzy, sól ma też właściwości konserwujące i mogę takie ziarno przechowywać nieco dłużej w chłodnym miejscu.

Nie będę rozpisywał się wiele na temat sprzętu bo żadnych zmian nie wprowadziłem a opisywałem już go wielokrotnie w innych wpisach powiem tylko że łowiłem klasycznie z zestawem włosowym na który zakładałem cztery ziarna kukurydzy i kulki którymi również nęciłem.

Wracając do pierwszego wypadu to wybrałem dzień 04.06.2014r. w którym pogoda zaczęła się stabilizować i z deszczowej stawała się przyjazna i słoneczna.

Umieściłem swoje zestawy jak najciszej w łowisku sypnąłem garść kukurydzy i kilka kulek i rozsiadłem się na moim stołku krzyżakowym który zabrałem po to aby ograniczyć wagę sprzętu do minimum.



Pierwsze wypięte branie miałem już po około 30 minutach oczekiwania nie zrażony przerzuciłem zestawy i czekałem ponad godzinę na pierwsze ruchy hangera i w końcu odezwał się dźwięk sygnalizatora i wolnego biegu skoncentrowany uniosłem wędzisko do góry i zatrzymałem rybę która stawiała niezwykle mały opór, walka trwała około piętnastu sekund i w podbieraku wylądowałem zielsko i karpia może w porywach mającego kilogram jednak strasznie poharatanego. Malucha błyskawicznie sfotografowałem i jego liczne skaleczenia i otarcia potraktowałem antyseptykiem, po czym z nadzieją że dojdzie do siebie wypuściłem biedaczka powrotem co przyjął z zadowoleniem.



Mam nadzieję że stanie się dużym weteranem i będę miał okazję spotkać się z nim jeszcze kiedyś, ale spojrzałem na zegarek i rzeczywistość dopadła mnie błyskawicznie i pakując się błyskawicznie wróciłem do najmłodszego członka rodziny i mojej wymęczonej i wyrozumiałej dla pasji męża małżonki.

Dzień drugi połowu karpi metodą błyskawiczną dziwnym trafem w mojej miejscówce spotkałem trzech starszych panów którzy czekali w kolejce na zwolnienie bo wczoraj ktoś tu karpia złowił. Mowa o mnie ale się nie przyznałem mam nadzieję że jutro będzie wolna moja dopieszczona miejscóweczka i uda się coś połapać. Jutro tj 06.06.2014 zabieram ponton i przygotuje kilka alternatyw, postawie ze dwa fałszywe markery to skutecznie zmyli wespół wędkujących.
Niestety wody są publiczne nie prywatne a regulamin mówi że ten pierwszy ma prawo do miejścóweczki kto ją pierwszy zajął i tyle.
Dzisiejsze dwie godziny spędziłem głównie na obserwacji wody i typowaniu nowych miejsc. Miałem jedno delikatne piknięcie na sygnalizatorze i jedno spięte branie może karp miał ze trzy kilo a może nie. Chyba zestawy będę wywoził pontonem tylko szkoda go moczyć na dwie godziny ale z drugiej strony bez pracy nie ma kołaczy.

Miejmy nadzieję że nowa taktyka przyniesie efekty. Oczyszczę kilka placyków i oznaczę je w delikatny sposób może za jakiś tydzień połapię. Bardzo lubię zarośnięte zbiorniki dają mi wiele satysfakcji. Jeszcze kilka tygodni i żadnego dziadka nie uświadczę na gliniance będzie prawie cała moja i w ciszy i spokoju oddam się pasji.

Z codziennego wędkowania nici obowiązki rodzicielskie nie pozwalają się wyrwać jeżdżę tylko i nęcę co drugi dzień moje place głównie z procy kulkami żeby utrudnić wykrycie miejsc.

14.06 udało się o trzeciej w nocy uciec z domu i jechać do 7:00 na ryby, zaskoczył mnie natłok wędkarzy na łowisku, może było ich tylu z racji weekendu. Bojąc się kompromitacji miejscówek łowię na już skompromitowanej miałem dwa brania ale nie zacięte.



16.06 przyjechałem na łowisko o 3:40 wymościłem się i około 5 przychodzi starszy pan i mówi wkurzony że to jego miejsce, ja mu na to grzecznie odpowiadam pytaniem czy on je sobie wyczyścił, gościu mówi że nie ale on tu łapie. Więc mówię mu żeby poczytał regulamin i Spie….

 Zanim się zdenerwuje. Z pomocą przychodzi mu drugi dziadek i ta sama śpiewka że oni tu łapią.
Nie wytrzymałem mówię więc im że miejsce ja przygotowałem i podsypywałem tylko oni się bezczelnie wpier…….. na miejscówkę nic im nie mówiłem bo byli pierwsi ale takie zachowanie jakie oni przejawiają to jest irytujące mają cały staw niech idą łowić nawet z drugiej strony i dadzą mi spokojnie posiedzieć nad rybami.
Dalej dyskusja ciśnienie mam na 200 oczek, zmieniam postawę i mówię że jak zaraz sobie nie pójdą to ich do wody powrzucam i się im skończy przygoda.

Widzieli że żarty się skończyły i poszli dwa miejsca dalej głośno komentując.
Jak zaczęli używać słów obrażających mamusie to nie wytrzymałem podszedłem i powiedziałem grzecznie że jak nie przestaną tak się spinać to im żyłka w dupie pęknie. Zwróciłem delikatnie uwagę na niezasadność obrażania mojej mamy. Po tej przemowie wróciłem do wędkowania niestety bez skutku w karpiowych łowach. Plus taki że dziadkowie siedzieli grzecznie i cicho.

Zrażony klonującymi się dziadkami i podglądactwem postanowiłem się zrelaksować i połowić na bata dobrze mi to zrobiło. Kontakt z rybą mnie relaksuje i uspokaja.

17.06 Wytypowałem kilka nowych miejsc okazuje się że od początku czerwca jestem śledzony przez dziadka natręta. Unikam kompromitacji moich typów i wracam do domu nie zamoczywszy nawet kija.

18.06 Kolejna wyprawa na karpie wyruszyłem o 4 siedziałem do 10 niestety bez brań, mój obserwator obserwuje ma brzydką manierę chowania się w lesie i udawania ze go nie ma.
Znużony takim zachowaniem zmieniam pory nęcenia i dawkę do ¼ obecnie sypanej kukurydzy i kulek postanawiam przestawić się na bata i odległościówkę na jakiś czas. Jednak dziadek podglądacz jest cały dzień nad wodą. O tym poczytacie w kolejnych wpisach.





 


4.7
Oceń
(24 głosów)

 

Czerwcowe karpiowanie - opinie i komentarze

JKarpJKarp
0
Po prostu przestań nęcić a zacznij łowić z marszu. PVA a nim pellety, pokruszone kulki zalane jakąś dobrą zalewajką i też będą efekty. (2014-07-06 09:31)
pompipspompips
0
Dzięki za radę skorzystam. Teraz gliniankę mam rozpracowaną ponad miesiąc obserwacji dzisiaj wyruszam na karpika wieczorkiem może będą efekty. (2014-07-06 10:46)
pompipspompips
0
Dzięki za radę skorzystam. Teraz gliniankę mam rozpracowaną ponad miesiąc obserwacji dzisiaj wyruszam na karpika wieczorkiem może będą efekty. (2014-07-06 10:47)
barrakuda81barrakuda81
0
Typowo polskie dązenie do konfrontacji.Lepsze spokojne,kulturalne ale stanowcze wyjasnienie sytuacji ale nie Polak to od razu "...spier...,wyp...itd."Cóż kultury to niektórym brak i nic tego nie zmieni ale skoro ludzie wolą sobie wybijac zeby nawet nie umiejąc porządnie tego zrobic to ich wybór:-)Nad nerwami trzeba panowac choc to bywa trudne.Może próbuj w nocy kiedy partyzanci spią...:-) (2014-07-06 11:46)
pompipspompips
0
Kulturalnie i spokojnie wyjaśniać można osobą które również są kulturalne i spokojne. Czaszami trzeba się uciec do agresji słownej i nie tylko. Jak nie trafia podstawowy regulamin do głowy i argumenty nim poparte to nie pozostaje nic innego jak "Typowo polskie dążenie do konfrontacji". Moją reakcją na zajęcie miejsc przez dziadków przede mną było by dzień dobry i pytanie czy biorą, nie zaczynał bym śpiewki że ja tu łapię i to moje miejsce. (2014-07-06 13:07)
naruto1919naruto1919
0
Są dziadki i dziadki jak masz pecha to ani ryb ani spokoju życie powodzenia następnym razem. (2014-07-07 09:46)
rafal-feederrafal-feeder
0
Może na przynętę weź tego starego piernika co Cię sledzi...:-) I jak było wczoraj nad stawem? (2014-07-07 18:35)
rysiek38rysiek38
0
Uśmiałem się do łez ,znam to dobrze ,pokaż miejsce że są efekty ,chocby nikt nigdy tam nie siadał to na drugi dzień masz tam całą armię (2014-07-24 01:19)

skomentuj ten artykuł