Czerwcowy spinning z pontonu i niespodzianka

/ 8 komentarzy / 3 zdjęć


Pierwsze dni czerwca kojarzą się z wielkim sandaczowym BUM!
Każdy ma nadzieję na przynajmniej jedno łupnięcie w łokciu. Tego dnia my również postanowiliśmy wybrać się nad sandaczową wodę. W tym celu nawet udało nam się spotkać z kolegą, który dojechał do nas spod Warszawy. Było jeszcze ciemno gdy zameldował się pod domem. Chwila i już spakowani w auto pędziliśmy nad jezioro. Droga leśną szosą już nie szła tak gładko. Musieliśmy uważać na zwierzynę, która o tej porze doby jest szczególnie aktywna.

Pogoda
Gdy zajechaliśmy na miejsce odetchnęłam świeżym i rześkim powietrzem. W mieście tego nie odczuliśmy, ale gdy wysiedliśmy z aut omiótł nas zimny podmuch, który nie wróżył nic dobrego. Jeżeli o tej porze wieje to i za dnia nie będzie lepiej. Oby nie było gorzej. Rozwinęliśmy środki pływające (pontony) i skompletowaliśmy sprzęt. Rozwidniło się gdy płynęliśmy na miejscówkę. Niestety okazało się, że najlepsza jest już zajęta więc obserwując wodę obławialiśmy okolice. Po niecałej godzinie miałam pierwsze branie. Walnęło aż miło. Zdążyłam krzyknąć "MAM!" i gdy zwróciłam na siebie uwagę wszystkich łącznie z wędkarzem, którego tu zastaliśmy, ryba spadła z haka. Jakiż był mój zawód gdy dotarło do mnie, że nie zrobimy sobie razem zdjęcia... Niedługo później kolega miał branie, a dalej już tylko trzy okonki zameldowały się u Bodzia na okoniówce. Wiatr nas przechłostał, a fala całkowicie wybiła dalsze wędkowanie z głów.

Zmiana planów
Spłynęliśmy żeby odpocząć i wtedy w głowach narodził się pomysł aby resztę dnia spędzić wędkując z brzegu na mniejszym i bardziej zacisznym jeziorku. Najlepiej żeby było usytuowane gdzieś w dołku. Nie rozstrząsaliśmy tego pomysłu zanadto i wzięliśmy się za pakowanie sprzętu z powrotem do samochodów. Wsiedliśmy i bez namysłu pojechaliśmy przed siebie.
Minęło kilkanaście minut jazdy, gdy kolega zadzwonił z zapytaniem czy chce nam się tak daleko jechać. Właśnie byliśmy w okolicy fajnego ale również dużego jeziora, przezwyciężył jednak łatwy dostęp do wody - pokierowałam go gdzie ma się zatrzymać. Po wyjściu z samochodów stwierdziliśmy, że jesteśmy bardziej osłonięci od wiatru. Lekka depresja powodowała, że fala też była mniejsza niż na poprzednim łowisku.

Nowe nadzieje
Nie musieliśmy się zastanawiać. W tym jeziorze nie ma sandaczy ale w niczym nam to nie przeszkadzało. Chwilę trwało ponowne rozpakowanie mandżura i upchanie niezbędnego sprzętu do pontonów, a już po chwili silniczek pyrkał kierując nas na drugą stronę łowiska. Zakotwiczyliśmy w ciekawie prezentującej się, spokojnej zatoczce otoczonej wąskim pasem trzcin. Siedzący opodal na gałęzi kormoran jak śmierć wróżył zły koniec jakiejś nieostrożnej rybie, która odważy się podpłynąć zbyt blisko. Wybór miejscówki okazał się bardzo trafnym z naszej strony! Już pierwszy zarzut dał rybę. Miarowego szczupaczka. Później było już tylko lepiej. Z jednej miejscówki wyciągnęliśmy tego dnia kilkanaście szczupłych. Zawołaliśmy kolegę, który jako pierwszy wypłynął swoim pontonem w innym kierunku i gdy zjawił się obok nas wyciągnął jeszcze dwa nieduże zębacze.

Wszystko co dobre... pogoda potrafi pokrzyżować
Bawiliśmy się wyśmienicie ale niestety i tutaj dopadło nas zimne wietrzysko. Gdy woda zaczęła się piętrzyć do tego stopnia, że ciężko było wędkować a nad głowami zawisły złowieszcze ołowiane chmury już mieliśmy się zwijać do przystani, gdy za nami drapieżnik rozpoczął przypowierzchniowe harce. Nie dałam rady dorzucić pod wiatr lekką przynętą, na wędzisku do 7g, które w pogotowiu miałam przy boku, więc skupiłam się na dalszym obławianiu okolic główką 10g z przynętą 13cm.

Popisówka
Nagle tuż przed nami drobnica stworzyła istną fontannę a w tej bulgoczącej wodzie zauważyć się dał rybi garb, który szalał jak ferrari na autostradzie. Bodzio nie zdążył krzyknąć "pstrąg" a ja już zamieniłam wędzisko na lżejsze z woblerkiem na końcu zestawu, który posłałam w stronę gejzera. Bodzio też nie czekał lecz to mi dane było poczuć uderzenie, które odbiło się prądem po moim ciele, a przeobraziło się w adrenalinę, która puściła mnie dopiero gdy spływałam z miejscówki po udanym wypuszczeniu mojej zdobyczy. Udało mi się przechytrzyć żywe srebro. Dla tej ryby warto było wytrzymać kilkanaście godzin w przeszywającym zimnem wietrze. 

Podsumowanie 
Dzień był dla mnie wyjątkowo udany. Zmienna pogoda nie pokrzyżowała szyków. Kolega złowił poza pistoletami jednego sześćdziesiątaka i kilkanascie okoni. Wspólnie bardzo miło spędziliśmy dzień i na pewno jeszcze przez jakiś czas będziemy wracać do tego wydarzenia. A kto wie... może już niedługo napiszemy kolejny rozdział naszej życiowej książki, w dodatku o wiele ciekawszy? 

Niedłygo na moim kanale YT(Magdalena Szpula Szypulska)  ukaże się filmik z kilkoma ujęciami z opisanego powyżej wyjazdu i wypuszczania ryb. Dbajmy o przyrodę, a na pewno nam się odwdzięczy!

 


4.1
Oceń
(17 głosów)

 

Czerwcowy spinning z pontonu i niespodzianka - opinie i komentarze

ryukon1975ryukon1975
+2
Takie trochę przypadkowe i szczęśliwe ryby potrafią przywrócić wiarę w celowośc naszego działania nawet po długim okresie całkowitej posuchy. Znam to bo zdarzyło mi się to już kilka razy. 5 ***** (2017-06-06 16:12)
barrakuda81barrakuda81
+3
Wędkarstwo uczy nas wciąż czegoś nowego.Mnie ostatnio uczy bezprzykładnej i fanatycznej wręcz wiary że coś złowię i walki do końca bez względu na warunki.Schodzę z wody dopiero gdy ból pleców od tysięcy rzutów nie pozwala na nic poza wbiciem zębów w rękę żeby nie wyć...:-)Najlepsze jest to że ta wiara działa! Żeby złowić trzeba...łowić:-)*****. (2017-06-06 17:53)
SithSith
+2
Ode mnie *****. Cały czas zastanawiają mnie te obniżone oceny, bez uzasadnienia, bez ujawnienia się oceniającego. To muszą być "betony" albo sfrustrowani impotenci, którzy nie mają brania nie tylko u ryb... (2017-06-08 06:48)
Szpulka28Szpulka28
+2
Dzięki Panowie. Co do ocen już nawet na to nie patrzę. Czytam komentarze, z których wyciągam wnioski. Jeżeli Ktoś tylko klika gwiazdkę ale tego nie uzasadni to nie mogę w żaden sposób się ustosunkować więc nawet nie biorę takiej oceny pod uwagę. Pozostaje mi żałować osób, które nie potrafią sobie radzić z żalem więc przelewają go na innych... Tyle z mojej strony. Pozdrawiam i już szykuję się na kolejny dzień "aż do bólu pleców" spędzony na pływadle :) POŁAMANIA PANOWIE! (2017-06-08 09:35)
kabankaban
+2
Ja tylko czasu zazdroszczę bo u mnie z tym ostatnio ciężko :) Pozdrawiam z nutą zazdrości :) (2017-06-08 20:14)
Szpulka28Szpulka28
+2
Ojjj też bym chciała mieć więcej czasu na wędkowanie... ale na ten piękny sport ktoś musi zarabiać. Mimo to na rybki lecę w każdej wolnej chwili :) Bo jak tu żyć bez pasji? :) Pozdrawiam.  (2017-06-09 08:27)
BlitzBlitz
+1
Brawo, brawo, zazdroszczę dostępu do takiej miejscówki żeby w jednej okolicy mieć pod ręką sandacze, pstrągi, masę szczupaków, to wyjątkowa rzadkość. Nie obraził bym się chociaż orientacyjnie za region na priv :D  (2017-06-09 08:40)
Ardian92Ardian92
+1
Miloo sie czytaalo ! Tylko pozazdroscic ! :) Co do wytrwalosci.. Ostatnio przyszla burza wszyscy wedkarze pouciekali z lowiska a my ze znajomymi wytrwale czekalismy konca.. No i nadeszlo! Chmury sie rozeszly wyszlo bardzo gorace slonce i przynioslo 20 leszczy z czego 4 prawie po 3 kg ! :) Pozdrawiam wytrwalych ! :) (2017-08-04 07:48)

skomentuj ten artykuł