Deszczowe wędkowanie i podwójna porażka

/ 2 komentarzy / 3 zdjęć


Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, dziś jest ostatni dzień mojego urlopu. Co zrobić z takim dniem, oczywiście rybki. Już kilka dni temu postanowiliśmy połowić na Podzamczu. Wyjazd zaplanowany na 4:30 z nadzieją, że nie będzie to deszczowe wędkowanie. Wstałem, kawa, pakowanie i czekam na sąsiada. Tym razem on powozi, w moim przypadku lekka sahara po wczorajszym grillowaniu, ale lecznicze piwo zapakowane wiec powinno być dobrze. Sąsiad podjeżdża sam. Jak się okazało sam, młody nam się rozchorował. Po dotarciu na łowisko okazało się że jest już na miejscu trochę zapaleńców. Miejscówki które braliśmy pod uwagę niestety były już zajęte. Postanowiliśmy więc że siądziemy gdzieś blisko samochodu tak żeby nie urządzać sobie zbyt długiego spaceru ze sprzętem. Nie mogłem doczekać się wypróbowania mojego czarodziejskiego ciasta. Zanim sąsiad przygotował zanętę, mój spławik z ciastem na haczyku oczywiście, kołysał się już dostojnie na wodzie. Oczami wyobraźni widzę jak silny zapach czosnku zwabia na naszą miejscówkę wszystkie leszcze, branie za braniem, już nie wiemy sami co mamy robić z rybami, życiówki już kilkakrotnie poprawione. Mnie trafia się piękny amur, chwilę później sąsiad wyciąga półmetrowego lina. Naprawdę nie wiemy co się dzieje, zeszli się chyba wędkarze z całego łowiska i przecierając oczy ze zdumienia oglądają festiwal brań w naszym wykonaniu. Otoczenie zaczyna reagować na nasze sukcesy, najpierw rozlegają się pojedyncze brawa, po chwili jest to już burza braw. A my z sąsiadem dumni jak pawie przechadzamy się po brzegu, zbierając zewsząd gratulacje. Temat dnia,……. na co oni (znaczy my) łapią. Sekret związany ze składnikami mojego autorskiego (o ile to jeszcze możliwe) ciasta, oczywiście zdradzam, a co, nie jestem pazerny, niech inni też mają. Ja mogę być naprawdę dumny że sukces zawdzięczamy jedynie mojej autorskiej przynęcie. 

Z zadumy wyrywa mnie dzwonek na wędce sąsiada, kurde a było tak pięknie, co ta wyobraźnia robi z ludzi. Ruszam z podbierakiem na pomoc sąsiadowi. Wędka pięknie wygięta, czuć duży opór, zanurzam podbierak, a tu... klops, zestaw kończy się…………………… żyłką, i haczyk i rybę diabli wzięli. ,,Pierwsze koty za płoty’’ jak mawiali starożytni rzymianie, powinno być dobrze. Długo nie czekaliśmy na pierwsze branie. Niestety pogoda zaczyna się psuć, pojawiają się pierwsze krople deszczu. Szybka wędrówka do samochodu i już siedzimy pod parasolem. Niestety o naszym parasolu można powiedzieć dużo dobrych rzeczy, ale nie to że jest nieprzemakalny (o czym przekonaliśmy się niedługo po jego zakupie). Ale co tam, Polak przecież potrafi. Kupiliśmy folię malarską jako osprzęt do parasola i skoro już pierwsze krople wody lądują na naszych głowach czas na wypróbowanie naszej tajnej broni. Zakładamy folię na parasol i rozsiadamy się wygodnie. No tak to można posiedzieć zgodnie stwierdzamy. Niedługo potem zaczynamy jednak zmieniać zdanie. Ustawianie parasola, już w deszczu, zakładanie folii, oczywiście w deszczu, a jak dodamy do tego jeszcze kilkukrotne przerzucanie sprzętu to wyjdzie na to że mamy prawo być kompletnie mokrzy. Co z tego że pod parasolem wreszcie sucho, skoro nawet lekkie podmuchy zimnego wiatru powodują u nas szczękanie zębami. Aplikacja sąsiada pokazywała że padać będzie cały dzień. Wyczekaliśmy więc moment gdy deszcz osłabł i szybko się spakowaliśmy. Mokrzy, zziębnięci, ze świadomością podwójnej porażki wróciliśmy do domu. W tych warunkach oczywiście nie udało się przeprowadzić miarodajnych testów ciasta mojego pomysłu, ale na to przyjdzie jeszcze czas. Najfajniejsze jest jednak to że gdy tak siedzieliśmy pod zabezpieczonym parasolem, to było naprawdę fajnie pomimo deszczu i gdybyśmy wcześniej przypięli boki parasola to wiatr by nam tak nie dokuczył i moglibyśmy posiedzieć dłużej, a to czego nie wyciągnęliśmy tym razem, wyciągniemy następnym.

 


5
Oceń
(18 głosów)

 

Deszczowe wędkowanie i podwójna porażka - opinie i komentarze

kostekmarkostekmar
0
To właśnie są uroki tego przepięknego hobby zwanym wędkarstwem. Nie można do końca przewidzieć co się wydarzy, co znajdzie się na końcu zestawu itp. Uwielbiam to. Piątal i połamania!!! (2014-08-26 14:24)
barrakuda81barrakuda81
0
Lubię łowić jak jest pochmurno,nawet lekka mżawka ale kiedy ostro leje to już jest zbyt extremalnie jak dla mnie:-)...ale czasem się opłaca.Cóż ,jak to na rybach - raz na wozie raz pod wozem.Nikt nie mówił ,że będzie lekko:-)Fajny tekst .*****.Pozdr. (2014-08-28 09:29)

skomentuj ten artykuł