Do Taty - odcinek 2. Wspomnienia wędkarskie.

/ 1 komentarzy

Płoć na „plecach”.

A pamiętasz….??? Było to na Jeziorze Rosnowskim w 1975 może 76’ roku. Miałem wtedy sześć może siedem lat. Przyjeżdżaliśmy tam po wielkie polodowe płocie tkz. polodówki. To znaczy wy łowiliście wielkie płociska, a ja nie łowiłem z reguły nic. Co może łowić sześcioletnie dziecko. Mimo słabych wyników bardzo wam zazdrościłem. Wam czyli: Tobie Tato, Andrzejowi i Markowi Wilczyńskim, mama jeszcze wtedy chyba nie łowiła z nami. Czasem „całe” Rosnowo przyglądało się jak łowicie. A było to bardzo proste. Trzeba było kilka dni wcześniej przyjechać do Rosnowa. Wrzucić obcięte gałęzie sosny do wody jako tak zwane zastawki na „kłódki” czyli chruściki. Po kilku dniach wystarczyło przyjechać, wyjąć parę gałęzi i cały słoiczek „kłódek” był nasz. Niestety ten sposób ma dwie wady. Jedna jest taka, że im starsze gałęzie tym mniej chruścików tam się osiedla, a druga polega na tym ,że zawsze jakiś „cymbał” weźmie i te gałęzie wyciągnie. Nie mam pretensji o samo wyzbieranie chruścików, ale o to że po wyzbieraniu zamiast wrzucić gałąź do wody zostawia ją na brzegu i wtedy już na pewno nic tam się nie osiedli.
Potem należy obserwując wodę szukać płoci, które wychodzą na polodowy żer. Są bardzo wygłodzone i mało ostrożne. Biorą dosłownie na pierwszym spadzie od brzegu. Może to być grunt 1 m do 1,5 m. Na haczyk zakładamy dwie a nawet trzy „kłódki”, wszak nie zależy nam na drobnicy. Proponuję żyłkę dobrej jakości 1.8 i haczyk ok. nr 6. Bardzo ważne jest jednopunktowe obciążenie i niewielki w stonowanych kolorach spławik. Wszystko to miałem tego dnia i wcześniej, ale jakoś nigdy nie miałem szczęścia, a może wytrwałości dlatego łowiłem same małe płoteczki. Tego pamiętnego dnia wszyscy gdzieś poszli, a ja zostałem sam nad wodą na tak zwanej „sralni” (kiedyś była tam drewniana ubikacja) zaraz naprzeciwko stacji słynnej kolejki wąskotorowej. Po paru minutach łowienia miałem już dość jak to dziecko gdy ryba nie bierze. Jednak spławik nagle poszedł pod wodę (duża płoć się z reguły nie bawi) i zaciąłem wielką rybę. Ryba walczy , a ja jestem sam nad wodą. Nikt mi nie może pomóc. O podbieraku nawet chyba jeszcze wtedy nie słyszałem więc zrobiłem coś co potem opowiedział mi patrzący na to z daleka Marek Gontarz. Wziąłem bambusówkę na ramię odwróciłem się w stronę lądu i zacząłem iść przed siebie. To cud, że wytrzymała wędka, żyłka, haczyk. Wyholowałem tą płoć daleko w głąb brzegu. Spojrzałem na nią była śliczna, złota (tak duże płocie z Rosnowa są złote) niektórzy mówią że to wzdręgi. Potem przybiegli inni dorośli. Gratulowano mi małemu chłopcu. Ktoś zważył rybę w pobliskim sklepie spożywczym miała 1,05 kg. Jaki ja byłem dumny Tato. Dziś łowię czasem duże płocie, ale tamta pozostaje wyjątkowa już chyba na zawsze.

 


4.7
Oceń
(9 głosów)

 

Do Taty - odcinek 2. Wspomnienia wędkarskie. - opinie i komentarze

amur tvamur tv
+1
Ach ten czar wspomnień (2020-09-07 20:52)

skomentuj ten artykuł