Do Taty - odcinek 6. Wspomnienia wędkarskie.


Zapomniany sposób.


A pamiętasz….? Jak w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku łowiliśmy szczupaki. Sposób był dość prosty, ale jakże wydajny. Dziś wędkarz przyjeżdża nad wodę samochodem , taszczy ze sobą tonę sprzętu. Rozstawia się na łowisku i czeka. Jest to dość uzasadnione przy połowie gruntowym, czy w połowach karpi. Jednak dla łowców drapieżników ten sposób jest o wiele mniej skuteczny. Bo przecież zarzucony żywiec nie koniecznie musiał krążyć wokół kryjówki ryby.
W tamtych latach gdy wędkarze byli mniej leniwi, a ktoś powie mniej „nowocześni” łowiło się szczupaki, okonie lub sandacze na „macanego”. Pamiętam , że na jeziorze koło Sępolna Wielkiego przez miejscowych zwanym „Trokowym” można było w trzech mieć do 20 brań pięknych szczupaków. Jest to jezioro wymarzone do tej metody. Nie tylko dlatego, że szczupaków jest tam w bród, ale również dlatego iż na brzegach jest tam mnóstwo zatopionych gałęzi, konarów i innych przeszkód wodnych. A w nich siedzą duże i małe szczupaki.
Na początek trzeba się zaopatrzyć w odpowiednią ilość żywców . Najczęściej były to nasze rodzime karasie złowione na podrywkę zaraz nieopodal „Trokowego”. Czasem wystarczyły małe płotki, okonie lub ukleje prosto z łowiska. Jednak czasem rybki te są nie do złowienia i to jest najlepszy dzień na drapieżnika. Wtedy widać że żeruje bo żywce ukrywają
się przed nimi. Kiedy pływają po całym akwenie to nie ma co liczyć na wiele brań.
Latem najlepsze są karasie ze względu na ich wytrzymałość . Inne rybki dość szybko nam zdechną, a podstawą łowienia na macanego jest naturalny ruch więc rybki muszą być żywe. Do łowienia na macanego wystarczyło mieć po 5 do 10 karasi czy innych rybek.
Ciekawy był też nasz sprzęt. Za wędzisko służył rosyjski teleskop 4,20 bez przelotek. Zawsze łowiliśmy bez kołowrotka, hol musiał być dość szybki wręcz siłowy bo szczupak po braniu szybko uciekał w zawady i było po wszystkim. Jako żyłki używaliśmy nieśmiertelnej gorzowskiej 0,35 lub nawet 0,40. Spławik dość duży typu bombka, na końcu pojedynczy
hak 1 lub 2 (na kotwicę było znacznie mniej brań). Zdarzało się nawet, że nie mieliśmy przyponu stalowego, choć czasem też był. Po zarzuceniu wędki w ciekawe miejsce czekamy na rybę do 5 minut, jeśli nic nie ma idziemy dalej wkoło jeziora. Możemy czasem lekko podciągnąć zestaw i czekać na branie. Brania zależnie od wielkości ryby są mniej lub bardziej zdecydowane. Wadą tej metody jest częste spinanie się szczupaków które wzięły zbyt płytko.
Hol jest emocjonujący i widowiskowy, a brań przy dobrym dniu dość dużo. Pamiętam opowieść Taty gdy na ciągniętego w ten sposób szczupaka ok. 1,5 kg. uderzył znacznie większy, może 10 kg niestety nie zahaczył się i wyciągnął szczupaka który od połowy ciała był cały zdarty zębami tego większego. Bywało , że robiliśmy zawody kto złowi więcej szczupaków. Czasem było to na pięć osób nawet 20 sztuk. Oczywiście większość z nich trafiała z powrotem do wody. Dziś stwierdzam, że niektóre stare metody były bardzo dobre wymagają tylko więcej inwencji i wyobraźni, dość lenistwa pędźmy nad wodę.

 


5
Oceń
(4 głosów)

 

Do Taty - odcinek 6. Wspomnienia wędkarskie. - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł