Dobre łowisko jak żona

/ 2 komentarzy / 4 zdjęć


Z dobrym łowiskiem jest jak z młodą żoną. Fajna, ale czasami trzeba ponarzekać. W ramach zamiany dobrego na lepsze zdradziłem Boksze - moją miłość i wraz z kolegą Wiesławem - obecnie generałem drugiej rangi żeglugi wędkarskiej - udałem się we wrześniu 2013 r. nad jezioro Studzienice. Nadzieje mieliśmy wielkie, stosownie do naszego wyposażenia i doświadczenia wędkarskiego opartego na Bokszach. Ale już pierwszy aktywny opływ terenu łowieckiego nas ostudził. Woda czysta, ale jak w studni. Mieliśmy do czynienia z jeziorem rynnowym, o silnym spadku dna do głębokości 16 metrów, zanikiem roślinności zanurzonej i często stawianymi w jej miejsce długimi sieciami, jedynie w połowie oznaczonymi. Stało się jasne, że o szczupaka będzie trudniej niż o okonia. Potencjalne stanowiska szczupaka zlokalizowaliśmy na odcinku około 200 m, co przy długości jeziora około 6 km, daje wyraźny niedosyt. Pierwszego dnia łowiliśmy chaotycznie, ale drugiego i trzeciego dnia już metodycznie, centymetr po centymetrze. Czesałem dno, ciągle bezskutecznie, z nadzieją, ale z rosnącym zniechęceniem, aż czwartego dnia czesanie stało się tak nudne, że średnio za piątym, szóstym rzutem widziałem mroczki, wiewiórki, których nienawidzę i alutki, które lubię. To była kołomyja do tego stopnia, że zażądałem od kolegi Wiesława zezwolenia na połów ryb. Chciałem upewnić się na sto procent, kto odpowiada za moje fatalne samopoczucie. Już wydawało mi się, że pod topór pójdzie Gospodarstwo Jeziorowo-Stawowe, ale gdzie tam. Dobrze, że alutki mnie ostrzegły. Panowie z Gospodarstwa wcale nie piszą w zezwoleniu, jakie ryby można u nich złowić. W tym względzie odwołują się do Regulaminu połowu ryb PZW. I w tym momencie stało się jasne. Regulamin jest dokumentem abstrakcyjnym. Konkretnego łowiska dotyczą zezwolenia. Jeżeli w zezwoleniu jest odwołanie się do Regulaminu, to w konkretnym jeziorze może w ogóle nie być niektórych ryb wymienionych w Regulaminie amatorskiego połowu ryb. Genialne, bo mamy zezwolenie na połów ryb w wodzie, w której poszukiwanych ryb w ogóle może nie być i genialne dlatego, że prawnie wszystko jest poprawne. Brak jest pola do pretensji. Jest tylko niepotrzebnie zawarta umowa. Uświadomiwszy sobie pseudouroki nowego łowiska zapałałem ogromnym poczuciem grzechu, że mogłem zdradzić kochane Boksze i Szlamy. Natychmiast przy największym okoniu ponowiłem trwałe, mentalne śluby, że jeżeli na drapieżnika, to tylko Boksze lub Szlamy. Przypominaj mi generale Wiesławie, że dobre jest wrogiem lepszego i nie należy nic kombinować.

 


5
Oceń
(15 głosów)

 

Dobre łowisko jak żona - opinie i komentarze

użytkownik105460użytkownik105460
0
Ach, ta nasza pogoń za komplikwaniem prostych rzeczy... Też tak czasem miałem, że przeczucue podpowiadało mi, aby pójść nad inne jezioro, koniecznie bladym świtem, bo miejscówka "bankowa". Kończyło się najczęściej niewyspaniem i bezrybiem, ale jak to mówią, jak się samemu nie sparzysz, to się nie nauczysz... ***** za fajny artykuł! (2013-10-25 06:01)
rysiek38rysiek38
0
He he złaziłem połowę Śląska ze spinem i nic konkretnego a na naszym jedno-hektarowym zarośniętym " Brysiowym" zawsze coś ,co prawda nie były to u-boty ale jednak :-) (2013-10-25 21:05)

skomentuj ten artykuł