Zaloguj się do konta

Dunajcowa Majówka 2022


Już od 9 lat wędkarstwo muchowe jest dominującą sferą mojej aktywności rekreacyjnej. Podoba mi się brodzenie po wodzie i tropienie , typowanie miejsc, w których mogą przebywać łososiowate. Mamy w Kole kilku pasjonatów puszkarstwa, którym przewodzi Piotr, doskonały tropiciel pstrągów. Gdyby w Kole, podobnie jak na uczelni, nadawano tytuły, to Piotr jest już w naszej lokalnej społeczności profesorem muszkarstwa.
W dniach 4 do 6 maja 2022 r. miałem jak dotychczas jedyną, dłuższą przyjemność wędkować razem z Piotrem. Bazę wypadową upatrzyliśmy sobie przez Internet w pensjonacie PSTRĄG w Łopusznej. Był to bardzo trafny wybór. Zakwaterowanie przyjemne, restauracja z przystępnymi cenami na miejscu i do wody blisko, nie trzeba dojeżdżać. Ok. godz. 12.00 ruszyliśmy nad wodę, na początek po obu stronach mostu w Łopusznej. Dunajec toczył czystą, podniesioną wodę po wielkich kamieniach, gdzie brodzenie dla mnie – już dziadka, było uciążliwe. Ślizgałem się jak na lodzie. Ale Piotr też nie miał wyników. O ile ja jestem cierpliwy i liczę, że ryba przypłynie do mnie, to Piotr myśli inaczej. Piotr biega, brodzi i tropi. Piotr przeszedł na drugą stronę rzeki i stojąc na małej, trawiastej półce próbował szczęścia na kawałku spokojnej, głębokiej wody. Pstrągów tam nie było, ale łowiły się duże płotki. Dlatego Piotr mnie przywołał. Przeszedłem na drugą stronę rzeki, lecz miejsca dla mnie na Piotrowej półce nie widziałem. Dlatego powędrowałem w górę rzeki i następnie przez jej koryto na drugą stronę, bowiem dostrzegłem, że wyżej jest kamienista plaża, a za nią występuje duża płań, która dobrze rokuje. Piotr połowił kilka kleni, w tym jeden na 40 cm, ale nie czując satysfakcji przyszedł na moją plażę. Wtedy złowiłem pstrąga, który jednak nie był fotogeniczny. Piotr zajął stanowisko powyżej mojej pozycji i obławiał granicę wściekłej i spokojnej wody. Na pstrąga nie trafił, ale wyholował pięknie ubarwioną, wielką jak Fiat 500 świnkę, która w tym dniu była jedyną fotogeniczną rybą.
Nasz dzienny urobek nie był rewelacyjny, ale też nie zniechęcał. Wszak łowiliśmy przy zmieniającym się ciśnieniu i dwukrotnie padającym deszczu. Po 18.00 wróciliśmy do pensjonatu na obiad, który okazał się super obiadem. Będąc w koktajlowym nastroju liczyliśmy na pstrągowe atrakcje już następnego dnia.
Tym razem udaliśmy się do Ostrowska w znane nam miejsce, gdzie 3 lata temu Piotr osobiście uwolnił kilka pstrągów powyżej wymiaru ochronnego 50 cm. Łowiliśmy na wodzie płynącej po małych kamieniach i czasami po uciążliwych korzeniach. Nie pamiętam ile ryb złowił Piotr, bo szybko tropił je z mojej prawej i z mojej lewej, i Piotr też ilości nie pamięta, bowiem było ich więcej niż dużo, ale nie były to pstrągi. Jedyną na tym łowisku fotogeniczną rybą był złowiony przez Piotra kleń gruby jak worek cementu. Moje osiągnięcia to nie fotogeniczne pstrąg i trzy klenie. Generalnie wyniki były poniżej oczekiwań. Dlatego Piotr zaproponował przemieszczenie się do Waksmundu. Tu łowiliśmy na w miarę głębokiej płani, ze spokojną wodą, przewalającą się z prędkością peletonu kolarskiego przez rynienki ze średniej wielkości kamieniami. Miałem poczucie zmniejszonego ryzyka wywrotki. Wybrałem dobre miejsce, bowiem złowiłem 3 pstrągi i 3 lipienie, z których tylko jeden pstrąg był fotogeniczny. Jeden lipień też wart był portretu, ale nie zrezygnowałem ze względu na ochronę i szacunek dla lipienia.
Chcieliśmy łowić do wieczora, ale zaczęły się problemy. Moje spodniobuty przepuszczały, Piotrowy podbierak złamał się na dużym pstrągu, który na dodatek wypiął się i od strony gór wyszła czarna chmura, strasząc nas grzmotami i dużym deszczem. Dlatego już przed godz. 17.00 udaliśmy się na kierunek - obiad.
Przez noc jedynie trochę podsuszyłem mój strój do brodzenia i dlatego w perspektywie miałem zakładanie mokrego. Postanowiłem zrobić to nad samą wodą. Piotrek prowizorycznie zregenerował podbierak. Udaliśmy się w to samo miejsce do Waksmunda. Kropił drobny deszczyk, ale nie spodziewałem się przeszkód co do łowienia. W Waksmundzie przeżyliśmy szok. Ta wczorajsza czarna chmura dała w górach tyle deszczu, że poziom Dunajca podniósł się co najmniej 1 metr i woda stała się brązowa. Nie było możliwości wędkowania i nie musiałem zakładać mokrych spodni. Odetchnąłem z pewną ulgą. Na zegarku była godzina 9.00, a to za wcześnie, żeby wracać do domu. Została nam jeszcze rzeka Raba. Przyjechaliśmy na Specjal koło Grosika. Pogoda nam sprzyjała. Mniejszy napór wody dawał mniejsze przecieki w butach. Łowienie stało się przyjemne. Tropiciel Piotr włączył piąty bieg i po kilku minutach był już 100 metrów niżej, skąd zawołał mnie, bowiem trafił na „pstrągowisko”. Złowił cztery, jednak było to daleko od aparatu fotograficznego. Dołączyłem zajmując wskazane miejsce i „zaliczyłem” dwa pstrągi i jednego lipienia oraz holowałem ładnego pstrąga, który jednak mi się wypiął. Całe moje wędkarskie szczęście, to zasługa profesora Piotra.
Generalnie była to nasza udana spóźniona majówka. Po raz pierwszy w tym roku złowiliśmy pstrągi w Rabie. Poznaliśmy wodę w trzech miejscach Dunajca i odkryliśmy pensjonat PSTRĄG. Nasze drogi polecamy następcom, także pasjonatom muszkarstwa.

Opinie (3)

Rodryk

Wyjaśniam, że świnka ma okres ochronny do 15 maja i dlatego została wypuszczona. Kleń był tarłowy i dlatego popłynął. Lipienie mają okres ochronny do końca maja i między innymi dlatego popłynęły. Na Rabie obowiązuje zasada zół i wypuść i w pełni była respektowana. [2022-05-07 14:17]

budzior

Z tą ,,profesurą" to wielka przesada, ja dopiero się uczę. [2022-05-07 16:47]

wyprawy brzegiem

Fajny artykuł dobrze się to czyta , a i rybki piękne no i majóweczka zaliczona nie koniecznie pod znakiem szczupaka  . Pozdrawiam  [2022-05-08 18:08]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej