Zaloguj się do konta

Duży karaś-łowiska,sprzęt,przynęty.


Jedni mówią „karaś to chwast”, inni „to nie ryba”, jednak spotkanie z większą sztuką zmienia często postrzeganie tej ostatniej. Masz ochotę na karasia? Na dużego karasia? To nie zawsze jest takie proste, ale możliwe. Mój artykulik dotyczy wędkowania w miejscach odległych od naszego miejsca zamieszkania. Takich, które odwiedzamy np. raz na tydzień, tym samym nie możemy czynić w miarę systematycznego nęcenia, regularnego dbania o miejscówkę. Niektóre uwagi dotyczą także pierwszego „rozpoznania” tejże. Spostrzeżenia swoje dzielę na dwie części, ze względu na rodzaj wody:
1. „stojąca”:
 stawy
 starorzecza
 glinianki
 duże (w tym leśne) oczka wodne
 żwirownie
 itp;
2. woda z „nurtem”:
 rzeki.



Część I) Karaś w stawie.



Wędkowanie na nowej „wodzie stojącej”, bez względu na typ zbiornika, staram się rozpocząć od w miarę dobrego „rozpoznania terenu”, które będzie miało istotne znaczenie dla wyboru mojej „miejscówki”, m.in.:
 poszukuję śladów po miejscowych wędkarzach
 staram się ustalić jego kształt „podwodny”, głębokość poszczególnych jego części
 poszukuję mini rynien, dołków, łagodnych „stoków”
 na małych stawikach i niezbyt szerokich starorzeczach, dokładnie sprawdzam ukształtowanie także przeciwległego brzegu
 oceniam stan, rodzaj i skład miejscowego litoralu i zasięg poszczególnych jego partii, szacuję stopień udziału kolejnych jego faz i gatunków
 rozpoznaję budowę i rodzaj dna, np. : żwirowe, piaskowe, muliste, torfowe, mieszane, itd.
 nie lekceważę gatunków nadbrzeżnych drzew(rodzaj liści, igieł) i krzewów, zasięgu ich konarów i łodyg na lustro wody.
 oceniam budowę, kolor i skład strefy opryskowej (supralitoral) i właściwej strefy brzegowej (eulitoral), tej, która „lubi być zalewana” ( np. starorzecza) przy podniesionym stanie wody w pobliskim cieku głównym lub po intensywnych, miejscowych opadach (np. stawy, duże „oczka” leśne, itp.); to tu często „pracują” larwy muchówek, ślimaki, pijawki, a nawet skorupiaki…; tu mogę, prawie pewnie, określić rodzaj dna i jego przybliżony kolor (gdy „przezroczystość” wody w zbiorniku to uniemożliwia)…
 Zasadnicze znaczenie (dla mnie) ma fakt występowania lub nie (skład, budowa) litoralu.
 Na podstawie analizy tego „materiału” można wysnuć bardzo wiele przydatnych dla nas wniosków (choćby trafnie dobrać rodzaj skutecznej, naturalnej przynęty i skład, podstawową barwę zanęty).

W oczekiwaniu na dużego karasia.

Założenie: zbiornik o zróżnicowanym rybostanie.
Po wrzuceniu zanęty (o jej składzie niżej) w strefę naszych wędkarskich poczynań, musimy –najczęściej – uzbroić się w sporą dozę cierpliwości. Przyczyną tego stanu rzeczy będzie „nie”(!) całkowity brak zainteresowania ichtiofauny naszą przynętą, lecz najczęściej jej wielkość. Z reguły pierwsze „uderzenia” czyni wszelkiego rodzaju drobnica, która prawie natychmiast rusza do ataku, skubiąc, unoszące się, najdrobniejsze pyłki zanęty, a przy okazji zmęczy także naszą przynętę, szczególnie, jeśli to będzie czerwony robak lub kilka białych. Doskonale, Koledzy, wiecie co potrafi mała rybka. Za chwilę, w pogoni za młodzieżą, pojawi się drobny okoń. Też potrafi porządnie dokuczyć. Następnie, po chwili przerwy - mniejsze karasie i to jest sygnał, że – być może – przywędrują za nimi, oczekiwane, duże karpiowate. Oczywiście, możemy pominąć tę „żmudną drogę”, stosując od razu „dużą” przynętę (np. dwa ziarka kukurydzy), ale wtedy niekoniecznie przekonamy się, czy warto poświęcić więcej czasu temu łowisku. Osobiście jestem zwolennikiem stopniowania trudności w pobieraniu przynęty, ale o tym w innym miejscu…Wyjątek stanowią zbiorniki „przerybione” drobnym karasiem, ale tych po prostu unikam.
Równie „złośliwy” jestem w stosunku do „luster wody”, gdzie „wrednym przyjacielem” naszego bohatera jest sumik karłowaty – szczególnie ten „palcowatych” wymiarów.





1) Woda z litoralem…





# Woda o bogatych strefach roślinności wynurzonej i pływającej; z dnem „twardym” lub wczesnym torfowym, pozbawionym roślinności zanurzonej (lub z jej śladową ilością), z cienką warstwą mułu typu opadowego.

Takie „wyposażenie” wodnego matecznika sprzyja nie tylko rozrodowi, ale także jest siedliskiem bogatego menu. Karta dań jest bardzo urozmaicona. Zawiera larwy, bezkręgowce, małe skorupiaki i jeszcze to i owo. To tu gromadzi się też mały skorupiak - racicznica. Stworzonka zasiedlają łodygi i liście roślinności nawodnej i podwodnej, a także cienką warstwę mułu, który jest wyjątkowo zasobnym, odnawialnym magazynem z pokarmem. Strefa roślin pływających (np. grążel żółty, grzybień biały, grzybieńczyk wodny, kotewka orzech wodny, czy rdest ziemnowodny)
służy dodatkowo, jako miejsce schronienia i zacienienia, choć duże karasie trzymają się raczej jej strefy brzegowej (granica porostu niskiego – linia czerwona) i tam należy ich szukać.
Poranek…
Szczególnie lubią się tu stołować od świtu do wczesnych godzin przedpołudniowych. Nęcimy zanętą smużącą od dołu. Idealnym miejscem lokowania przynęty są załamania, wgłębienia na styku roślinności i otwartej wody (punkty B i C). Tu bardzo lubią zaglądać nasze „okazy”. Punkt A to styk granicy zasięgu roślinności pływającej z pojedynczą kępą roślinności wynurzonej (kępa porostu wysokiego). Miejsce równie znakomite, z lekką dozą niespodzianki. Możemy tu być mile zaskoczeni wizytą okazałego lina, a na czerwonego robaka – pięknie wybarwionego, dorosłego „garbuska”. Istotnym minusem takiego miejsca jest fakt, że w chwili holu naszej rybki mamy dodatkowy kłopot – konieczność „przetransportowania” jej przez dość gęsty dywan roślinności pływającej, ale na ten problem mamy już przecież swoje sposoby (dobrej jakości żyłki, cieniutkie plecionki, „coś” na wzór delikatnego wagglera, itp., itd.. Po kilku ćwiczeniach będziemy już mieć swój kanał…
Czasem miejscowi wędkarze wysypują takie miejsca piachem
i oczyszczają „kanał transportowy” od otwartej wody do brzegu, ale wtedy wędkowanie w takim miejscu traci na atrakcyjności, choć efekty (oczywiście) bywają znakomite. Wolę niespodzianki i „czystą” naturę.

































Stosujemy delikatne spławiki, o smukłej sylwetce i wadze od 1,5 do 3 gram (oczywiście mogą być „przelotowe” wagglery, acz ja wolę „stałe” z cienką antenką ); żyłka główna 0,18 – 0,14 (jeśli 14- tka to bardzo dobrej mocy), przypon 0,12 lub cieniutka plecionka (przy sporej głębokości – im bliżej dna tym ciemniej). Haczyk 12 – 8, z długą nóżką (trzonkiem). Bardzo ważną jest jego ostrość. Jedno, dwa spięcia ryby i możemy „iść do domu”. Gdy strefa roślin pływających sięga dość daleko, używam lekkich, długich bolonek (7 – 9m). Tak długi „kij” pozwala mi dokładnie umiejscowić przynętę, bez nadmiernego „rozrabiania” po wodzie i znacznie skuteczniej „sterować” rybą podczas jej holowania (czasem stosunkowo długiego i kłopotliwego, ale w tym cała jego uroda). Należy również pamiętać o właściwym wyregulowaniu hamulca kołowrotka. Gorzej, gdy nad głową wiszą gałęzie…wtedy pozostaje dobry, markowy match.








































Zestaw budujemy jak na schemacie powyżej, pamiętając o tym, by żyłka główna była zawsze napięta. Obciążenie główne winno dotykać dna, a na przyponie nie stosuję wtedy dodatkowego dociążenia. Takie rozwiązanie gwarantuje, że gdy nasza rybka podniesie przynętę do góry, spławik zasygnalizuje ten fakt zmianą położenia (podskoczy, gwałtownie zmieni kąt ustawienia atenki na ostry, przesunie się po powierzchni), które umożliwi nam trafne zacięcie. Jeżeli głębokość zbiornika na granicy litoralu jest większa niż 1,5m, to czasem stosuję delikatne dociążenie pośrednie na żyłce głównej, w odległości kilkunastu centymetrów od spławika, ale musi być ono, naprawdę, niewielkie. Jeśli w zbiorniku jest dużo drobnicy, warto zastosować dość dużą i ciężką przynętę, taką by opadając, szybko minęła pierwszą strefę czystej wody, gdzie „pracują” drobne rybki. Ich działania potrafią wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej przychylnie usposobionego wędkarza.































Wieczór…
Im bliżej godzin wieczornych, tym częściej nasze karasie szukają pożywienia w pobliżu strefy roślinności wynurzonej, gdzie organizmy osiadłe (peryfiton) jest bardzo widoczny przy kątowym prześwietleniu lustra wody (larwy muchówek, pijawki, ślimaki, pająki, drobne skorupiaki, nicienie, itp.). Tam należy szukać także naszych karasi. Brania będą dość intensywne. Czasami trzeba ich szukać na nieco mniejszym gruncie niż głębokość zbiornika, a czasem wręcz na kilkudziesięciu centymetrach, dokonując nawet korekty przyponu, który bywa za długi.































Heliofity mają swoją urodę…
Bywa, że całe dno pokryte jest (n. p.) moczarką. To, dla naszych „wyjadaczy” wspaniały obrus z kompletną zastawą, pełną smakołyków. Tylko jak im wśród tylu atrakcji podać trafnie jeszcze naszą przynętę. Musimy ją zawiesić tuż nad górną powierzchnią porostów. Tu najlepiej sprawdzają się przynęty naturalne, zaś zanęta smużąca – zdecydowanie - od góry i dwukrotnie przetarta, doskonale rozdrobniona. Ma tworzyć czytelną smugę nad „łodyżkami” moczarki.



Typowy układ dna w zbiornikach będących pozostałością cieków wodnych:




Z reguły woda tu czysta i prawie „przezroczysta”. Wędkowanie w takim dołku to czysta przyjemność. Bywa jednak, że duża ryba lubi się przenieść (na chwilę) na wypłycenie. Nic nie szkodzi. „Kładziemy” tam przynętę na dnie, na prawie „leżącym spławiku” i cierpliwie czekamy. Odjazd będzie spokojny, ale pewny. W okresie mocno podniesionej wody ciek odzyskuje swe pierwotne walory.

# Stawy młode, o równym, twardym (często gliniastym) dnie.

Szczególne miejsce w połowie dużego karasia odgrywają także zbiorniki stosunkowo „czyste”, o znikomej ilości litoralu, a nawet czasami często prawie go pozbawione. Są to najczęściej młode stawy, glinianki i żwirownie o „twardym” dnie, baseny pokopalniane i stare cieki – starorzecza, np. przywiślane, czyszczone dość regularnie przez nurt „dużej wody”.
Te pierwsze cechuje najczęściej dość równe dno i stosunkowo niewielki poziom wody, od kilkudziesięciu do około1,8m głębokości. Na tego typu zbiornikach duże karasie wędkuję najczęściej przy pomocy lajtowych fedderów (o bardzo delikatnej szczytówce), lokując przynętę jak najbliżej przeciwległego – w stosunku do mojej miejscówki – brzegu.
Nasz „kolega” w tego typu zbiornikach bywa stosunkowo ostrożny i płochliwy. Począwszy od świtu, ucina regularne spacerki, wzdłuż lekko pochylonych brzegów, w poszukiwaniu żywego śniadania. Ma doskonały przegląd sytuacji i znakomicie z niego korzysta, dlatego tak daleko podsuwam im moją „kanapkę”.





W tego typu wodzie ładny karaś lubi popisywać się swoją sprawnością także nocą, ale żeruje wtedy raczej w strefie środkowej zbiornika. Przykładem dobrego, intensywnego nocnego żerowania tej ryby są stawy pokopalniane w okolicach Tarnobrzega, przekonałem się o tym kilkanaście razy – w dzień drobnica karasia, wzdręgi i płotki; nocą piękne okazy japońca, karasia polskiego (bliżej trzcin), płoci. Równie pięknie pisze się w mej pamięci kilka nocek na żwirowni koło Piaseczna i na leśnych stawach w okolicach Janowa Lubelskiego. Nocą często przepraszam bolonkę lub matcha z dodatkiem świetlika.

# Ciek przywiślany, starorzecze, strefa zalewowa.

Drugie mają najczęściej kształt nieckowaty, a nawet z elementami rynny i to nie zawsze w strefie środkowej zbiorniczka. Tu cechą charakterystyczną jest – z reguły – dość muliste dno i dość łagodne jego „opadanie” ku strefie środkowej zbiornika lub cieku, a także stosunkowo „ciemna” woda. Te cechy staną się zaletami z naszego punktu widzenia. Wędkowanie rozpoczynam najczęściej późnym wieczorem lub już w nocy. Nęcę kulami bez kleju, blisko swego brzegu. Po „ciemku” bawię się metodą spławikową (ze świetlikiem) z leszczami, czasem sporymi karpiami, na niektórych ciekach z dużymi sumikami karłowatymi (choć nie przepadam za nimi z wiadomych powodów – mimo, że duże i prawdopodobnie smaczne, cóż mi z tego, ryb nie zabieram znad wody, a ile trzeba uwagi by się nie pokaleczyć przy bladym świetle punktowym i jeszcze niezbyt ostro „pracują” po zacięciu…;). Za to bladym świtem, tuż nad ranem…, mam to, na co czekałem i jeszcze czasem uda mi się uniknąć efektu rozdrażnionej drobnicy (jeżeli nie sypnę zanętą z rozpędu lub przez zapomnienie, albo z niecierpliwości – bo przecież już coś się dziać powinno, a tu jeszcze cisza). Przyłowem bywa często także piękny lin (czasem kilka sztuk), wspomniany wcześniej karp, wzdręga i płoć.
Wraz z upływem czasu ryby oddalają się od brzegu. „Schodzą” w dół po łagodnym stoku, w kierunku głębszej części zbiornika. Podążam tam za nimi, ze swoimi śniadaniowymi „kanapkami”. W godzinach przedpołudniowych szukam ich, przy pomocy lekkiego feedera, już aż pod przeciwległym brzegiem (podobnie jak na „równym” stawie), na płytkim stoku. Jest to moja reguła sprawdzona wielokrotnie, chyba że.. hi, hi, …„figa bierze”, a tak czasem też się, przecież, zdarza. W tych godzinach nasze super karasie rozpoczynają swój regularny, szybki „obchód” swojego „rewiru”. Ku godzinom wieczornym pojawią się znów pod naszym brzegiem. W ciepłe dni żerują nawet do północy. Warto pamiętać również o tym, że duże „japońce” lubią „szperać” po dnie na „otwartej” wodzie, acz „zdarzyło mi się”, że „grasowały” w połowie głębokości zbiornika i tu intensywnie atakowały moją przynętę, choć to na dnie leżały moje „super frykasy” i już dawno przestały smużyć ku górze. Karaś bywa rybą chimeryczną (!). Jego kaprysy bywają nie do przewidzenia.




Przy tym kształcie dna dociążenie na przyponie jest konieczne. Karaś odciąga przynętę w kierunku obniżającego się podłoża, tym samym właśnie taka konstrukcja zestawu gwarantuje szybki sygnał o pochwyceniu „kanapki”.
# Głęboki stawik o zróżnicowanym dnie i zakrzewionych brzegach.

Łowisko tego typu ma, z reguły, kilka ciekawych wędkarsko stref. Należy je tylko dokładnie „poznać”. Tu warto skorzystać z „propozycji” przygotowanych przez miejscowych wędkarzy. Najczęściej wydeptane miejsca (niestety, czasem także śmieci) wskażą nam najlepsze miejscówki, tuż za granicami występowania głęboko zatopionej moczarki, czy też tak ważnej dla ryby spokojnego żeru (i nie tylko) rdestnicy kędzierzawej.


Miejscowi lekceważą tylko zwisające gałązki, łodygi nadbrzeżnych krzewów i drzew. Umiejscowienie tam przynęty (szczególnie żywej) na niewielkim gruncie, przyniesie nam nad wyraz ciekawe efekty. Pamiętajmy, że częstym gościem będzie tu również okazały okoń. Przyczyna tego zjawiska tkwi w nagromadzeniu różnego typu żyjątek, wędrujących po naszych „gałęziach” i często łapiących nieprzewidywalny „poślizg”, zakończony kąpielą w naszej wodzie, a tam już czekają nasze karasie…





W głębokim zbiorniku, szczególnie letnią porą, duży karaś potrafi atakować przynętę bardzo energicznie, bardzo szybko oddalając się z miejsca poboru tejże. Spławik gwałtownie, błyskawicznie „odjeżdża” po powierzchni wody. Problem polega, jednak, na tym, że atakując „kanapkę”, nie połyka jej, lecz lekko zaciska w pysku. Gdy wyczuje jakikolwiek, nawet drobny, opór natychmiast ją wypluje. Zacinać należy na pierwszych dwóch metrach ślizgu spławika. Spóźniona reakcja – gwarantowana klapa. W takiej sytuacji wędka musi spoczywać „pod łokciem”, a nie na podpórkach.




Część II) Karaś w dużej rzece….

Punktem odniesienia dla moich spostrzeżeń jest królowa naszych rzek – Wisła.
Wędkując „tu” przez wiele lat, zadawałem sobie często pytanie:
- Dlaczego taką rzadkością, wśród innych złowionych ryb, jest karaś. Wszak tak go dużo w pobliskich starorzeczach, przywiślanych ciekach i okolicznych bajorkach. A jeszcze przybywa go tam po każdej dużej wodzie. Wniosek - musi być go sporo także w samym „wielkim” nurcie… I to tego dużego…
Szukałem go stosując doświadczenia z wody „stojącej” – szczególnie wtedy, gdy inna „biała” ryba nie kwapiła się do współpracy z moją skromną osobą (zgodnie z zasadą – „na bezrybiu i rak ryba”). Efekty, najczęściej, były znikome. Zaprezentowane niżej „uwagi” to efekt początkowo przypadkowych zdarzeń, potwierdzonych – później – wielokrotną „praktyką”.





Okazało się, że w tej dużej wodzie dorodne krasie mają nieco inne zwyczaje. W okresie późnej wiosny i całego lata wolą żerować w strefie wygasającego warkocza, powstającego na skutek zawirowań ostrego nurtu, powstrzymywanego przez główkę ( 1 ), w rynnie prądu zwrotnego ( 2 ) i w strefie napływy na główkę ( 3 ). W okresie jesiennym w spokojnym zagłębieniu, przy brzegu główki i koryta ( 4, rys. poniżej).
W strefie pierwszej wędkuję, gdy stan wody spada poniżej średniego (!), przy pomocy zestawu: „drgająca szczytówka” typu lajt; żyłka główna 0,14 (tonąca, dobrej „mocy”); koszyczek 15 – 20, z demontowanym denkiem (na długiej rurce), napełniony zanętą o „grubszym granulacie”; przypon 0,12 (z „wysokiej półki”) - bez dodatkowego obciążenia – długości 60 – 70cm; haczyk (bardzo ostry) nr 12 – 8. Przynętę (3-4 białe, 2 średnie czerwone, kukurydza lub kanapka) lokuję na wewnętrznej stronie nawrotu warkocza, na lekkim podwodnym, piaszczystym (ważne) lub bardzo lekko „namulonym stoku”, o głębokości około 60 – 120cm, w spokojnym już uciągu. Acha, swoją miejscówkę stanowię w połowie główki (w pobliżu strefy nr 3), tak by kąt napiętej żyłki w stosunku do wędziska był lekko ostry, w „okolicach” 70 – 80 stopni. Feedera ustawiam prawie poziomo, równolegle do główki. Zacinam lekko, zazwyczaj podczas drugiego „uderzenia”. Musimy pamiętać, że przyłowem może być również okazały leszcz, ładna płoć, niczego sobie jaź, a nawet godnych rozmiarów kleń. Z reguły „stołują” się one w innej części warkocza, ale czasem zdarza im się wycieczka w jego końcowy region, tam gdzie przy niższym stanie wody nurt-kelner podaje naturalne „smakołyki” tuż przy dnie, nie wymagając od stołowników energicznego pościgu za wirującą „karmą”. Szczególnie korzystnie wypadają poranne godziny wędkowania, a nawet wręcz te tuż po świcie. Nocą bywa dużo gorzej.
Strefa druga, to rynna długości od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów, szerokości kilku i głębokości od 1,5 do 3, 4m, oddalona od brzegu koryta na kilka (czasem kilkanaście) metrów, szczególnie atrakcyjna wędkarsko przy lekko podniesionym (ważne) stanie wody. To tu wtedy nurt się naturalnie wycisza, „ciągnąc” lekko po powierzchni, a prawie „gasnąc” bliżej dna. Przy takim stanie wody „stołówka” dla ryb spokojnego żeru (w tym dla naszych karasi) przenosi się właśnie w ten rejon. Bywa naprawdę ciekawie. Tu stosuję zamiennie dwie metody. Bolonkę lub matcha i wyżej opisaną drgającą szczytówkę. Przy „spławiku” 3,5 – 5g nęcę zwartymi kulami, z dodatkiem kleju. Przypon 0,12, długości ponad 50cm, leciutko dociążony w 1/3 długości, układam po gruncie, dbając o to by cały zestaw był równie lekko „napięty i przegruntowany”. Takie rozwiązanie ułatwia mi miejscówka ulokowana na brzegu, na wysokości początkowej części rynny. Brania bywają dość energiczne i pewne. Feedery ustawiam prawie prostopadle do koryta rzeki, w płaszczyźnie niemal poziomej (koszyk 10 – max.15). Tu, oprócz ryb wcześniej wymienianych, niespodziewanym gościem może okazać się także karp, o zupełnie niezłej wadze.
Najsłabszym „karasiowo” miejscem jest strefa nr 3, zwana umownie „napływem na główkę”. Tu wędkuję tylko długą bolonką, z przyponem bez dociążenia, który tylko pewną częścią „snuje się” po dnie koryta rzeki, w odległości około 2m od krawędzi główki. Brania – jeśli są – to intensywne, dość szybkie – bez „cackania się”, acz – nie ukrywam – zdarza się to rzadziej, niż w poprzednich strefach.
Jesień to pora większej „ospałości” wśród „białego rybostanu”. Wtedy zaczyna gromadzić się w większe stada, a dla nas przydatną staje się strefa 4-ta (dół – pozostałość nurtu zagłówkowego „pracującego” podczas wysokiego stanu wody).




To tu, w głębokim dołku (2-4m) możemy spotkać nasze karasie. Warunek – zestaw delikatny, spławik 1,5-2g; niewielka przynęta (2-3 pinki, mały czerwony robak, czasem mała kukurydza) zawieszona tuż nad dnem, na długim, cienkim przyponie (leciutko dociążonym na 1/3 długości, licząc od obciążenia głównego). Woda „stoi w miejscu”. Widać każde drgnięcie spławika. Tylko ono czasem sygnalizuje „branie”. Nęcę znacznie ubożej i to metodą opadową – smużę (ważne) „od góry do dołu”. Pamiętam o tym, że temperatura wody o tej porze roku znacznie spada i wyrównuje się na całej głębokości wody, tym samym cyrkulacja wewnętrzna jest bardzo prosta – po elipsie, od góry (powierzchni) do dołu (do dna) i znów do góry, a moje rybki stają się leniwe – nie „biegają” za pokarmem, lecz czekają na niego.

Zanęta smuży od dołu…

To moja dewiza od lat, dotycząca wody „stojącej” i stanowiska nr 4 na dużej rzece…, lecz nie zawsze (o tym już było).
Oto niektóre bazy i dodatki…



Bazę (1,5-2 kg) wzbogacam:
 ok. 0,5 kg grubo zmielonych płatków owsianych
 ok. 0.3 kg bułki mielonej
 ok. 0,2 kg otręb
 ok. 0,3 kg Traper Giant lub podobnej
 ½ opakowania kaszki kukurydzianej
 garść miękkiej, słodkiej kukurydzy
 garść „parzonej” pszenicy lub pęczaku (częściowo rozdrobnione)
 porcja kolorowej pinki (mogą być pocięte czerwone)
 czasem 1/3 kg czerwonego trapera/federa
 czasem biszkopty (zmielone)
 zamiennie dodatki zapachowe: waniliowe, czosnkowe, miód naturalny lub (czasem) nawet truskawkowe
 zalewa z puszki z kukurydzą.
„Smak” uzależniam od pory roku i rodzaju zbiornika. „Kolor” bazy od barwy wody i (przede wszystkim) tonacji dna. Zanętę zwilżam wodą ze stawu, w którym będę jej używał. Jedyny wyjątek czynię wtedy, gdy jako dodatku zapachowego używam naturalnego miodu, a to dlatego, że mieszam go z wodą na kilka godzin przed wędkarską eskapadą, w proporcji:
* jedna szklanka wody
* dwie, trzy łyżki stołowe miodu.
Przelewam w szczelny pojemnik lub butelkę i dolewam do zanęty już nad wodą. „Resztę” zawilgocenia mojej mieszanki czynię przy pomocy wody ze zbiornika lub rzeki
Jeżeli zanęta ma smużyć od góry do dołu, wykluczam składniki „grube i twardawe”; resztę dwukrotnie, dokładnie przecieram i bardzo ostrożnie nawilżam…
Gdy moją przynętą jest ciasto „własnej produkcji” dbam, by „zapach” zanęty był zgodny lub przynajmniej zbliżony do zapachu mojej „kulki”;
a kulki czynię dość duże – karp by się nie obraził; czasem faktycznie „się nie obraża”! Powodzenia…



Opinie (25)

DelTor0

Bardzo fajny, z duza iloscia wiadomosci, artykul :) Casami tez lubie posiedziec i polowic karasie szczegolnie w takich malych bagienkach :) Szkoda tylko ze u mnie tylko japonce wystepuja, a chetnie jakiegos polskiego zlocistego bym zlowil :) [2012-11-27 22:54]

Iras1975

Karaś jest "chwastem" głównie w stawach służących do hodowli karpia itp... Nie zauważyłem, żeby jego obecność w innych zbiornikach źle wpływała na pozostałe gatunki ryb, tak samo zresztą jak karp który jest nazywany szkodnikiem. Nie rozumiem na czym niby te szkody mają polegać? [2012-11-27 23:40]

halski021

Twój opis połowu karasia SUPER.To wyższa szkoła,mało jest ludzi,którym się chce poświęcić tyle czasu na rozpoznanie,większość by chciała łowić okazy od razu,nawet jak nie mają zielonego pojęcia o wędkowaniu.Dotyczy to wszystkich gatunków ryb.A potem płacze,że nie ma ryb.Za artykuł ***** [2012-11-28 11:16]

Wonski79

Niespotykanie obszerny i wyczerpujący opis.***** [2012-11-28 13:54]

okonek1235

Super artykuł, dużo przydatnych porad, piąteczka. [2012-11-28 18:27]

kaban

Bogato opisane. Pozdrawiam. [2012-11-28 20:27]

użytkownik

Więcej takich opisów, brawo :)) [2012-11-29 14:42]

ryukon1975

Zacznijmy od tego że rozróżniamy dwa gatunki karasia.Nie mi o tym decydować czy jeden z nich to szkodnik ale RAPR w moim Okręgu mówi wyraźnie że karasia srebrzystego nie wolno mi wypuścić do wody,mam go zabić.Znam zbiorniki mniejsze i większe które zostały całkowicie opanowane przez głodową formę japońca osobiście uważam że nie jest to ta rzecz którą tygrysy lubią najbardziej.Japoniec jak japoniec przetrwa wszystko miesięczny brak wody,półroczny brak pokarmu ale to co zostaje z niego po takich przejściach nawet nie przypomina ryby a oczko wodne czy staw opanowany przez populacje takich "głowo/ogonów" to woda stracona dla wszelkich innych gatunków i wędkarzy. [2012-11-29 16:12]

feroza

Znam "przypadek" (w okolicach między Pacanowem, a Szczucinem) niewielkiego stawu wśród pól "nasyconego" złotym karasiem, okazałym linem, dużym okoniem i szczupakiem. Zupełnie naturalny układ. Zdarzały się również okazy japońca i duże płocie i wzdręgi. Staw o podłożu początkowego torfu i namule osadowym zgodnym z glebą okolicznych pól. Brzeg bagienny. W latach suchych zbiornik całkowicie wysechł. Można było spokojnie po nim chodzić. Ziemna skorupa. Po dwóch latach moi koledzy, z przekąsem "odmeldowali" mi, że na tzw. "drugie złote" znów jeżdżą. Niestety, z rozmów wywnioskowałem - przetrwał tylko japoniec. Ot i cała umiejętność walki o byt tego gorszego z dwóch jegomości o podobnej (popularnie) nazwie. Karaś polski nie dostał od natury takiego podarku. Serdeczne dzięki za miłe komentarze. [2012-11-29 17:21]

marek-debicki

Piękna analiza metod i mieszanek zanętowych, jednocześnie kawał solidnej roboty z materiałem poglądowym. Gratuluję, pozdrawiam i *****pozostawiam.. [2012-11-29 18:17]

michu1

Gratuluję wykonania kawałka bardzo porządnej roboty. Pozdrawiam. [2012-11-30 13:29]

troc

Ano, właśnie- tego "naszego" złotego jak na lekarstwo, jak nie lubię takich obszernych artykułów, tak ten przeczytałem do końca. Pozdrawiam i nic innego jak ***** , bo 6 nie ma. [2012-11-30 13:52]

Kowal73

:)***** [2012-11-30 18:57]

ganjavir

Artykuł rewelacyjny. Gdzieniegdzie mam inne zdanie ale to metody i techniki każdy ma swoje. Tutaj jest sporo informacji dla początkujących i o to chodzi. A w kwestii tytułu... żadnej ryby nie powinniśmy uważać za chwast! No chyba że jazgarz... Ale też traktujmy ją z szacunkiem. Wielokrotnie widziałem rybki rzucane w krzaki i okrzykiem pod nosem "A bo mi haczyk wpier...ił". To się ci..lu naucz łowić i zauważysz branie wcześniej:/ W naszych wodach poza tym pojedynczym gatunkiem występują naprawdę szlachetne i waleczne gatunki ryb. Poczytajcie koledzy i koleżanki jakie cuda wyprawiają się na łowiskach w Ameryce Północnej. Tam jest plaga gatunków inwazyjnych takich jak tołpyga czy wężogłów. Brak równowagi już dawno nastąpił i w niektórych akwenach pozostał tylko jeden, niechciany gatunek. Szanujmy więc ryby wszystkie bo skończymy na tym że wybierając się na ryby będziemy szukać gdzie co można złowić. [2012-12-03 08:12]

kamil11269

Bardzo dobry opis [2012-12-08 15:32]

JEZIORO

Super sprawa porządna robota gratuluję pozdrawiam [2012-12-10 16:50]

użytkownik

Oczywiście zostawiam ***** [2012-12-14 19:58]

pstrag222

ekstra artykuł [2012-12-28 16:40]

Tomekoo

Bogato i fanie opisane , sam kiedyś jeździłem i łowiłem te rybki do póki kolejarze nie ogołocili stawów prądem;/ ***** za wpis Pozdrawiam [2012-12-30 12:54]

janglazik1947

Dzięki za tak bogatą wiedzę. Lubię łowić karasie, mam na swym koncie kilkanaście takich powyżej 1,20kg, a wiadomości które tu przekazałeś przydadzą mi się w udoskonaleniu moich dotychczasowych poczynań w tej dziedzinie. [2013-02-05 11:59]

onlyryby

Rewelacja, dużo porad które wykorzystam! Polecam [2013-02-10 12:16]

camelot

Mistrzu Feroza ! - Ten kto ocenił Twój karasiowy artykuł wstawiając Jedynkę , zrobił to chyba z zazdrości przed Twoją ponadprzeciętną wiedzą i doświadczeniem ? - Lub po prostu inteligencja tego osobnika, nie kwalifikuje się nawet do oceny , którą sam wystawił ! - A może, my wszyscy oceniający maksymalnie, - jesteśmy wg. niego tępymi głupkami ? ..................Ale co w końcu z tymi karasiami, bo ja już się zaczynam w tym gubić ? W komentarzach piszecie że są dwa gatunki i że ten srebrzysty to przybysz z Azji zwany popularnie ,,japońcem" , a ten złoty to nasz rodzimy. Przepraszam, że się wtrącam, bo być może się mylę ? Nie posiadam wiedzy ichtiologa ! - Napomknę, że chyba jest tu jakieś nieporozumienie ? - Zmieszajcie mnie z błotem jeśli się mylę ! - Myślę, że nieporozumienie wynika chyba z faktu, że w naszych wodach występują rzeczywiście dwa gatunki karasia, o ile złocistego i srebrzystego traktujemy jako jeden ? ...............( Dlaczego jako jeden ? - Ponieważ istnieją opinie, że karaś srebrzysty jest zmutowaną wersją karasia złocistego. W rzeczywistości, pochodzenie obydwu gatunków, stanowi ciągle nierozwiązany definitywnie problem ) ................ Natomiast, jeśli złotą odmianę karasia (zwanego czasem ,,złotą rybką") potraktujemy jako gatunek odrębny, - to wtedy będziemy mieli do czynienia z trzema gatunkami. Zarówno karaś srebrzysty (carassius gibelio) jak i złocisty (carassius auratus) nie są gatunkami autochtonicznymi ! Jedynym rodzimym gatunkiem jest ten trzeci, o którym nikt tu nic nie mówi, ,,karaś pospolity" (carassius carassius) który jest wpisany do czerwonej księgi gatunków zagrożonych ! .... Jeśli coś tu pomyliłem , proszę mnie poprawić ! ............................................P.S - Ciekawe dlaczego nasi eksperci PZW tworzący (chyba po pijanemu ?) RAPR nie uwzględniają ochrony dla naszego karasia, dla którego nie istnieje okres ochrony , ani wymiar ? A jest niewątpliwie uznany jako gatunek bliski wymarcia na równi z piskorzem , wilkiem , rysiem i niedźwiedziem ! No cóż ? Dla naszych władz, karaś to tylko karaś ! - Chwast ! I tyle ! Zresztą nie dziwota ! - Wystarczy zobaczyć sobie nawet tu na wędkuje.pl ,,Atlas ryb polskich" Zobaczycie tam, na pierwszym miejscu wybitnie polską rybę pt, - ,,KARP" ale miętusa to już tam nie znajdziecie ! Najwidoczniej wg. autora tego atlasu miętus nie jest polską rybą ? Zaś karp zdecydowanie polski ! Pozdrawiam serdecznie ! [2013-02-18 02:18]

hanss914

Doskonały wpis,świetne wprowadzenie dla mało doświadczonych .! Oceniam na 5. Praktycznie zawsze stosuje się do tego co opisałeś i efekty są często genialne. [2013-03-22 10:52]

BlueFisherman

Super artykuł. Pozostawiam 5 [2013-05-08 20:28]

Julian

Karaś i lin to moje ulubione ryby. Głównie chodzi o tą atmosferę porannych lub wieczornych zasiadek. i ten spokój panujący w tych moich mazurskich .. ostępach "  leśnych  lub narwiańskich , burzańskich starorzeczach. Boże kiedy ta wiosna . Świetnie napisane. Pozdrawiam  [2018-01-28 18:42]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

25 maja 2018 roku wchodzi w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies



Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wedkuje.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Hoblo Sp z o.o.,Warszawa 02-761, ul. Cypryjska 2G

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w „Polityce prywatności”

Ustawienia