Dzień Ojca z okoniami

/ 4 komentarzy / 7 zdjęć


23 czerwca postanowiłem wybrać się z moim ojcem na ryby. Celem miały być okonie na jeziorze Kromszewickim. Dzień nie zapowiadał się rewelacyjnie. Po ponad tygodniu upałów od rana padał obfity deszcz. Na godziny popołudniowe zapowiadano burze. Wyjazd ustaliliśmy na godzinę 14-tą, ponieważ od rana łódka była zarezerwowana przez naszego Prezesa Koła. Korzystaliśmy z łodzi z naszej wędkarskiej stanicy.
Tata potraktował ten wyjazd jako prezent na Dzień Ojca. Od zawsze jak chodziliśmy na ryby (czyli od mojego 6-go roku życia) towarzyszyła nam odrobina konkurencji. Przeważnie zaczynało się łapanie od tekstu „kto pierwszy rybę złapie” a potem ustalaliśmy, kto złapał największą i najwięcej. Tym razem było podobnie. Nastawiliśmy się na większe okonie, więc współzawodnictwo polegało na tym kto złapie największego okonia i najwięcej pasiastych powyżej 25cm.
Pierwszy rzut oddaliśmy o 15.30. Była ładna, słoneczna pogoda, aczkolwiek na horyzoncie pojawiały się podejrzane chmury. Z racji tego, że ustawialiśmy się na ładniejsze rybki, to zrezygnowaliśmy z bocznego troka. Łowiłem na główki jigowe 2-5g, zakładając twistery i kopyta w różnorakich kolorach, mój ojciec zakładał cięższe główki 5-8g i łowił głównie na zielone i czerwone twistery. Pierwsze rzuty dały mi od razu okonie, ale niestety same „osiemnastki”. Postanowiliśmy zmienić miejsce. Popłynęliśmy na jurtę. Dwa tygodnie wcześniej łowiliśmy tam ładne okonie tuż pod powierzchnią wody i zerwałem przypadkowo podhaczoną tołpygę. Niestety, teraz skubały tylko małe. Nagle zadzwonił telefon mojego ojca. Dzwoniła moja żona z życzeniami dla niego. Tata zdążył wyjąć przynętę z wody i na czas rozmowy opuścił ją machinalnie w dół pod łódkę obok trzcin. Ku zaskoczeniu coś zaczęło mu szarpać wędkę. Wyjął okonia. Po zmierzeniu, na moje szczęście, miał tylko 24,2cm. Nadal było 0:0. Nic w tym miejscu już się nie działo. Przenieśliśmy się na płytką zatoczkę. Wiedziałem, że tu czają się garbuski, tylko była kwestia trafienia w ich żerowanie. Była godzina 17.30 i świeciło słońce, więc nastawiłem się tylko na szybkie spenetrowanie miejsca i na powrót do niego tuż przed zachodem słońca. Zaczęliśmy je obławiać mniejszymi gumami. Skubały drobne. W pewnej chwili słońce zaszło za coraz ciemniejsze chmury i woda odżyła. Ryby jak oszalałe wyskakiwały ponad powierzchnię. Najpiękniejszy widok dla wędkarza oczekującego drapieżnika. Nałożyłem większe przynęty i się zaczęło eldorado. Niestety tylko przez 10 minut. Co rzut siedział okoń. Większość miała 22-24cm, więc szybko wracała do wody. W ciągu tego krótkiego czasu udało się nam wyłuskać po jednym okoniu powyżej 25 cm. Ojciec złapał 25,5cm, ja 26cm. Wynik 1:1 był jak najbardziej sprawiedliwy. Chmury coraz bardziej się rozrastały zapowiadając deszcz. Tafla jeziora zrobiła się niczym lustro bez żadnych odznak rybiego życia. Przez następną godzinę, w różnych miejscach jeziora, łapaliśmy jedynie małe kajtki. Mój plan na przedzachodnie garbusy wnet się rozmył. Po raz kolejny pogoda przypomniała mi o pokorze wobec niej. Oprócz ryb to kolejny nieobliczalny czynnik naszego hobby.

 


5
Oceń
(15 głosów)

 

Dzień Ojca z okoniami - opinie i komentarze

grisza-78grisza-78
0
Miło się czytało. Ja też uwielbiam łowić garbuski. To piękne, waleczne ryby. ***** i pozdro! (2013-06-28 11:09)
PatrykLin1997PatrykLin1997
0
Okoń to piękna ryba :) za wpis 5 :) (2013-06-28 14:47)
matexxmatexx
0
Ładne okonie 5***** (2013-06-28 15:19)
dunster35dunster35
0
Ładniutkie garbusy:) 5:) (2013-07-01 14:02)

skomentuj ten artykuł