Dzika Szwecja - relacja wędkarska

/ 5 komentarzy / 9 zdjęć


Szwecja. Jedno z marzeń większości polskich wędkarzy. Oczywiście jedno też z moich :) Piękne krajobrazy, setki filmów wrzucane na YouTube. Ogromne szczupaki, tłuste garbusy w niezliczonych ilościach. Tysiące malowniczych jezior, rzek z krystaliczną wodą.
Po obejżeniu tych filmów wędkarskich, chyba każdy sobie ten kraj tak wyobraża. W dwóch słowach pisząc "Wędkarskie Eldorado"
Tylko czy aby napewno jest tak pięknie i kolorowo w rzeczywistości? Czy ryb jest tak dużo i tak wielkich?
Miałem to szczęście aby sam się przekonać. Sam planowałem taki wyjazd w najbliższym czasie.
Ale zacznę od początku.
W kiwetniu zadzwonił kumpel z którym często jezdzimy na ryby. Pyta wprost! Jedziesz do Szwecji?
Po krótkiej kalkulacji w głowie, odpowiedziałem TAK. To jedziemy we 3-4 osoby, Samochodem pod namiot na północ szwecji.
No cóż teraz odwrotu już nie ma. Wyjazd pod koniec czerwca i do tego czasu trzeba się przygotować.
Z jednej strony fascynacja przyrodą i rybami, z drugiej zaś ryzyko. To miejsce gdzie nie rzadko pojawiają się misie.
Krótko mówiąc prawdziwa przygoda z wędką w ręku. 2 miesiące zleciały jak z bicza strzelił, i nadszedł czas wyjazdu.
Każdy z nas uzbrojony w sprzęt muchowy i spinningowy oraz niezbędny ekwipunek, (a troche tego było).
Droga długa, po 20h jazdy i 6godzinach na promie dotarliśmy w planowane miejsce.
Widok tych wszystkich lasów, gór i jezior zapierał dech w piersiach, każdy z nas chciał już biegnąć na ryby.
Jednak trzeba rozbić obozowisko i przespać się. Z rana wycieczka około 25km do campingu aby wykupić licencje. Koszty całego wyjazdu przedstawie na koniec.
Do dyspozycji mieliśmy własny samochód i 8 dni wędkowania. Każdy dzień był wykorzystany do ostatniej minuty nad wodą.
Jako że przypadło nam lato, to i dzień polarny :) Także można było łowić na okrągło, nocą jest tylko lekka szarówka.
Wędkowanie do 3 czy 4 rano było codziennością.
Nie będę tu opisywał każdego dnia, bo o tym można napisać książkę. Na każdy dzień mieliśmy inne plany.
Obozowisko mieliśmy przy jeziorze i jakieś 100m od rzeki.
Jeżeli chodzi o rzeki, to lipienia bardzo dużo, w rozmiarach do 50cm. Jednak te wielkie kardynały nie biorą tak na zamówienie. Trzeba się nie źle napocić aby takiego złowić. W dzień chodziła mokra mucha lub ciężka nimfa. Nimfy na główkach 4,0 to minimum, przy czym stan wody był bardzo niski.
Nocą zaś rójki owadów, i sucha mucha. Nie stety z powodu pogody na prawdziwe eldorado na suchą muszkę my nie trafili, ale każdy coś złowił.
Kolejną rybą występującą tam był pstrąg potokowy. Na muszkę podobnie, plus streamer na jeziorach.W spinningu królowały woblery nawet do 10cm. Pstrągów już tak dużo nie było. pokazywały się sztuki na oko 70cm ale po kilku sekundach spadały z haka.
Sieja, ryba zagadka dla mnie, ponieważ  nigdy na żywo jej nie widziałem. Jednak gdy znaleźliśmy ławice na muszke można było połowić sporo ryb do 40cm. Nimfa i sucha muszka wchodziła w gre.
Palia arktyczna. po szwedzku Roding. występuje w górskich glębokich jeziorach. Ryba przepiękna. 2 dni poświęciliśmy na jej szukanie. Na spining udało się złowić 2szt. moja 36cm i kolegi koło 50cm. prawdziwe cudo natury :)
Szczupak, glówny cel wypraw do szwecji. Każdy liczył na rybę 100+. Przez cały wyjazd padło 5 ryb powyżej 90cm (90,96,98,100 i 100,5) Mniejsze ryby też były. w zależności od łowiska było ich więcej lub mniej.
Okonie, Byliśmy tylko na jednym jeziorze gdzie ta ryba występuje. złowiliśmy sporo ryb do 40cm głównie na gumy i woblery.
Większosci łowiliśmy z brzegów i brodząc. Na jednym jeziorku wypożyczaliśmy łódki.
Przez ten czas spotkaliśmy dużo reniferów, łosie, sarny i bobry.Na szczęscie nie spotkaliśmy niedzwiedzia, choć na świeże ślady natrafiliśmy.
i tak po 8dniach wracaliśmy zmęczeni, wyczerpani ale szczęśliwi.
Tak krótko podsumowując wyjazd:
Jeśli chodzi o jedzenie, braliśmy swoje z polski. Ryby też jedliśmy. Woda prosto z jeziora. Prysznic w campingu około 25km. Reszta była na miejscu :)
Widoki, krajobrazy, przyroda zgadza się z opowieściami. Z rybami już tak łatwo nie jest. Fakt ryb jest dużo i dużych ale żeby znaleźć je potrzeba troche czasu. Tutaj naprawdę warto skorzystać z przewodników wędkarskich. Zaoszczędzi to sporo czasu i rozczarowań.
Bywały chwile że przez kilka godzin nie złowiłem ryby. ale bywały też takie że złowiłem około 30lipieni jeden po drugim do 43cm
Co do przynęnt. jeżeli chodzi o muchy, to trzeba mieć pełny ekwipunek w pudełku. Nie łatwo jest dopasować tym dużym sztukom odpowiednie imitacje.
Jeśli zaś chodzi o spining to najlepiej sprawdzały się stare wahadła i obrotówki. Dodatkowo skuteczne były gumy berkleya, i Matusiaka. Na reszte też były brania ale słabsze.
Patrząc od strony finansowej. sam wyjazd wyszedł nie dużo. Zaś w samej szwecji jest drogo.
I tu np: licencja na tydzień 300 koron, wypożyczenie łódki na 24h 50k, Rozbicie namiotu na terenie obejmującym licencje też 50k.
Wliczając paliwo licencje i jedzenie i małe zakupy w szwecji wyszło nas po 1500zł od osoby. Przy czym jechaliśmy ponad 1000km przez szwecje. Dodatkowo każdy na własną rękę wykupował sobie ubespieczenie np: jakby nas niedzwiedź zjadł.około 70zł, ale to jeszcze w polsce
Patrząc na ten wyjazd z mojej perspektywy to warto było wydać takie pieniądze. Takiego rybostanu jak tam to chyba w naszym kraju szybko się nie doczekamy.
Fakt są łowiska specjalne, no killowe. ale trzeba wydać duże pieniądze żeby tam połowić. Po powrocie cięzko się  było przestawić na nasze wody i małe rybki ;/ Na przyszły rok też planujemy się wybrać, tylko może już z wynajęciem jakiegoś domku :)
Pozdrawiam brać wędkarską i do zobaczenia na rybach :)
Dla chętnych krótka relacja filmowa :) https://www.youtube.com/watch?v=5KTflh4n8Ok

 


4.9
Oceń
(8 głosów)

 

Dzika Szwecja - relacja wędkarska - opinie i komentarze

halski021halski021
0
Opis wyprawy super , ale ,, polska" i ,,szwecja" ? (2016-09-20 09:05)
ryukon1975ryukon1975
+2
Dzika Szwecja przy Dzikiej Polsce jest niczym miś koala przy rozjuszonym diable tasmańskim. Ci Szwedzi by nie przeżyli godziny spinningu ze mną. Trzy lądowania w wysypisku śmieci, przecięta noga na jakimś szkle i szybki unik gdy przechodząc obok mostu prawie nie wszedłem w drogę rzuconej z niego butelce. A wszystko po klenia 21 cm.:) (2016-09-20 13:37)
bonek18bonek18
0
Mało z kim by przeżyli :) Szwedów mało łowi. A jak łowią to nie specjalnie :) Ryukon to już kaskaderskie łowienie :) (2016-09-20 15:58)
kabankaban
0
A ja mam podobnie jak Krzyś i też stwierdzam, że normalny zwykły Szwed mógłby czasami zaginąć bez wieści na naszych rzekach. Wracając do samego tekstu to palia jest cudowna i może kiedyś za parę lat spróbuję ją złowić:) (2016-09-20 17:08)
z@melaz@mela
0
Ciekawy opis wyprawy , kozsty też przystępne w porównaniu do ekskluzywnych biur turystyki wędkarskiej . Kiedyś pracowałem w Szwecji niedaleko Hjo , Tidaholn czyli pomiędzytymi 2 wielkimi jeziorami i tak myślę żeby wybrać się gdzieś w te o kolicę na ryby z kolegą także po męsku czyli biwak i nie marnotrawienie kasy o którą nie łatwo w "Polin " . Samochód z paką , ponton , silnik a reszta to co na noralnych wyjazdach i myślę że można połowić na prawie każdym jeziorze :) (2019-11-13 12:11)

skomentuj ten artykuł