Echa IV Edycji Zawodów Spinningowych o Puchar Burmistrza Ursynowa

/ 9 komentarzy

Relację tę powinien napisać ktoś bardziej kumaty w wyczynowym połowie okoni na Jeziorze Zegrzyńskim, a nie taki popierdółka, jak ja. Czytający wynieśliby może jakieś korzyści, gdyby zrobił to Michał - Kapitan, Marcin Konszkow (zdolny uczeń trenera Piotra), Jacek Balik, Andrzej Stencel, a najlepiej, żeby opisał to ten, którego Bóg zesłał na Ziemię, aby zademonstrować rozciągliwość ludzkiej skóry i .... jak widać nie tylko. Żeby opisał to Mistrzu, to ten z pewnością odkryłby przed nami jakieś tajniki lub przynajmniej uchyliłby rąbka tajemnicy (śmieją się wszyscy, którzy Mistrza bliżej poznali) znaczy przelał na nas nieudaczników odrobinę swojego geniuszu. Sprawdza też (Bóg), za pomocą tego zawodnika naszą, znaczy pozostałych pięćdziesięciu (stanowiących tło dla niego) cierpliwość. Do cholery, ileż razy można być ogrywanym?
Panowie! Przepraszam, panie i panowie. Żadnej tajemnicy nie ma.
Czy aż tak wysublimowaną techniką dysponuje? Nie!
Czy nasz sprzęt odbiega od jego? Nie!
Czy stosuje jakieś nadzwyczajne przynęty? Też nie!
Czy ma więcej szczęścia, niż my? Tak, to urodzony farciarz!
Cały sekret, to znajomość aktualnych stanowisk ryb (znaczy okoni, które przemknęły przez oczka siatek stojących od poniedziałku do piątku) i nic więcej.
Co może zrobić zagorzały zwolennik metody z opadu (taki, jak ja), z normalnej wielkości przynętą, niemęczący narybku lub zwolennik połowu szczupaka (którego, tam nie ma)? Nic! Może sobie do bólu podżigować …
Może też zastosować znienawidzonego troka i próbować namierzyć coś na własną rękę. Miejsc, gdzie stoją okołowymiarowe okonie nie ma kilkunastu w sektorze, a co najwyżej kilka.
Mistrz jest mistrzem w wyciąganiu od ludzi interesujących go informacji i koleguje się tylko z tymi, którzy mogą mu być przydatni. Z tymi, co mają łódkę, wiedzę czy coś w podobie, z czego mógłby skorzystać. A spróbujcie użyczyć coś od niego, to was wyśmieje. Info przejęte przez niego wpada, jak kamień w wodę – już więcej nie wypłynie. Potrafi podpuścić, znaczy wysłać na maliny w zamian za szczerą wskazówkę. Zawsze powie, że to żadna nowość…
Parę lat temu startowałem w zawodach okręgowych i wylosowałem sektor w Serocku. Po zakończonej turze zebraliśmy się przed Ratuszem w oczekiwaniu na ogłoszenie wyników. Z nudów podszedłem do otoczonego wianuszkiem słuchaczy młodego wędkarza (syna utytułowanego spinningisty w naszym okręgu): ubrany w jakieś firmowe czapeczki, wyczynowe buty, moro i kamizelki z napisami świadczącymi, że jest jakimś tam członkiem kadry, czy coś takiego i posłuchałem, co tak ciekawego opowiada, że zebrał tylu słuchaczy? Zbliżyłem się do rozkraczonego, jak krowa do dojenia mistrza – juniora z wydętą dumnie klatą.
- Do dziewiątej jechałem na motoroila z jednym (??!!) brokatem, potem przełamałem go jeszcze jednym (chyba brokatem?), a od jedenastej pociągnąłem na denaturata i miałem 14,3, potem 14,9, to zasadziłem podrasowanego kameleona, bez brokatu i wyjechałem stykowego15,0 i jeszcze dwa po 15,1 i … I dalej nie wytrzymałem! Co ja tu ku.wa robię, to jest przecież jakieś poje.aństwo!
Poczekałem do rozdania nagród, by uhonorować zwycięzców (także i Mistrza – Juniora) i pojechałem do chałupy. Tylko dzięki temu, że pudło do troka leżało gdzieś głębiej, to ocalało i nie wy.ebałem go w lesie po drodze.
Następnego dnia oddałem to bratu i na kilka lat zapomniałem o paprochach. Zawody Okręgowe w spinningu odpuściłem sobie na dobre.
Drugi, dobry giguś, to nasz niedawny kolega kołowy Piotruś, cieniutki ale doinformowany spinningista. Jest potwierdzeniem drogi do geniuszu naszego Mistrza. Ten, też w pokrętny sposób zdobywa informacje i udając kolegę, czy wręcz przyjaciela, wyprowadza innych w pole. Nienawidzą się chłopcy, bo charakterami są bliźniaczo podobni.
- Stachu, chcesz zobaczyć na co dzisiaj brały, dostałem od Marabuta.
I wyciąga mi przed nos zaciśniętą piąstkę z jakąś tam gumką.
- Dzięki Piotrze, nie interesują mnie wasze kilery i tajne miejscówki. Nie interesuje mnie też wyczynowe łapanie okoni, bo jak wiesz, preferuję inną metodę połowu ryb drapieżnych – odpowiedziałem grzecznie, żeby się odczepił.
Żałuję teraz, że nie powiedziałem szczerze, żeby wsadził sobie w dupę, tę przypadkowo wyjętą z kieszeni gumeczkę.
- Nie sądzisz Piotrze, że nietaktem jest pokazywanie mi czegoś takiego po zawodach, to jak musztarda po obiadku – powiedziałem na odchodne.
Przy obiadku powiedziałem Kosie, że najlepszym (dla nas kolegów z koła) rozwiązaniem byłoby posadzenie ich obu na jednej łódce. Wielu by odetchnęło, bo staliby albo w przystani albo na plaży i zarzucaliby do wody gołe haczyki, żeby jeden nie odkrył tajemnicy drugiego.
Pięćdziesięciu dwóch zawodników, w tym nasza jedynaczka Justyna + (normalny!) junior, Jakub wystartowało w IV Edycji Zawodów Spinningowych o Puchar Burmistrza Ursynowa. Jest niedziela, 24 sierpnia 2014 roku. Wypływamy z gościnnej stanicy Koła w Legionowie, numer 13. Sędziuje nasz etatowy już, powszechnie lubiany i szanowany Sędzia Klasy Krajowej, Jerzy Jarosz.
Tura od 7.30 do 13.30, a sektor, to Zalew Zegrzyński od mostu do zapory.
Dzisiejszy świat schodzi na psy i nie będę się starał tematu estetyzować. Nastała moda na wypaczoną asertywność, która dotyka niestety już nie tylko pokolenia yuppies. Społeczeństwo staje się lekko zwichrowane: nic od siebie, a wszystko do siebie. Roszczeniowość w każdej dziedzinie życia i bezwzględny konsumpcjonizm sprawia, że rzadko spotykane szczere i normalne, ludzkie zachowania wprawiają nas w zakłopotanie i powodują podejrzliwość. Czy aby ten miły, usłużny gościu nas nie podpuszcza i nie próbuje nas wydymać?
Jest u nas w kole jeszcze całkiem spore grono kolegów, którzy jeżdżą na wspólne wypady aby pobyć nad wodą, powędkować, spotkać się ze znajomymi, wypić, pogadać i przede wszystkim wyresetować się.
Zdrowa rywalizacja w zawodach, niektórych z nas dopinguje do przełamywania nabytych, złych przyzwyczajeń, powoduje otwieranie się na nowe. Uważam, że to dobrze, bo instynkt, przysłowiowy nos i względnie opanowana technika połowu, to już na naszych przełowionych, bezrybnych wodach za mało. Nie ma nic złego w podwąchiwaniu zanęt, podglądaniu przynęt i zestawów. Uczymy się od skuteczniejszych.
Jest ranking, jest prestiżowe GPX i jest nagroda od Burmistrza z naszej dzielnicy.
Zakrada się do naszego koła zawodowstwo, niestety. I to takie w najgorszym wydaniu. Obsesja wygrywania u niektórych jest wręcz niewyobrażalnie silna, bo prawdopodobnie nie mają pozycji w domu i czują się przegrani w życiu. Ludzie ci robią wszystko i nie licząc się z nikim i z niczym chcą za wszelką cenę wygenerować sukces. Bezwzględny „trening”, szpiegowskie obserwacje i podsłuchy, to norma przed każdymi zawodami. Na szczęście robią to tylko nieliczni, a większość pozostała wierna idei szlachetnego współzawodnictwa.


Gienadija znają wszyscy i każdy potwierdzi, że to facet skromny, cichy i charakterny. Swego czasu byłem postrzegany, jako ten, co „przykleił się” do Gienia. Największy nasz kołowy zawodowiec (mierząc swoją miarą, zapewne) w naszych, z Gienadijem normalnych, koleżeńskich relacjach (wspólne wypady nad wodę podczas absencji zdrowotnych jego stałego partnera) widział próby wyssania gieńkowych tajemnic. Dla mnie godziny spędzone z tak doświadczonym i mądrym wędkarzem pozostały bezcennym doświadczeniem. Zachowałem najmilsze wspomnienia z naszych wspólnych wypraw. Fajnie było sobie pomilczeć godzinami, bo nie musieliśmy się na siłę zabawiać rozmową. Wyssany z pomysłów i tajemnic, pozbawiony swoich miejscówek (bo, oto nagle okazały się nie jego) Gienio, stał się niebezpiecznym rywalem dla swojego ucznia, więc zszedł mu charakternie z drogi i odpuścił kołową rywalizację. Porzucony przez wyedukowanego (bardzo skutecznie!) niewdzięcznika często nie ma z kim pojechać nad wodę i wymarzoną emeryturę spędza przeważnie w domu i struga dla Mistrza kolejne woblerki i zimowe żuczki - kilerki.
Jeżeli liczycie na barwne opisy i emocjonujące hole dużych ryb, to nie w tej bajce. Tę zdominowały wszechobecne paprochy i ich ofiary, czyli okołowymiarowe okonie. Przygotowane na imprezę puchary za największe drapieżniki zawodów wróciły do siedziby naszego koła, na Romera 4.
Jedną udało się wyrwać Marcinowi Konszkowowi za okonia, pięknego bo, aż 28 centymetrowej długości. Szesnastu pierwszych dostało nagrody, a sześciu dyplomy + puchary za pierwsze trzy miejsca.
- Kto wygrał, Kosa jak zwykle ? – zapytała mnie przez telefon żona (była).
- Miałeś chociaż jakiś kontakt ? - nauczona, że wracam przeważnie BEZ!
Nie przejmuj się Kosa, że wylałem na Ciebie trochę żółci. Wypłyniesz, jak zwykle, tak jak ja zwykle Cię oklaskuję. Nie mamy wyjścia i akceptujemy Mistrza Kosę z całym jego, zawodowca bagażem. Dumni z Ciebie jesteśmy, z Twoich osiągnięć i rekordów, a ja mogę się w pracy pochwalić, że znam osobiście takiego kozaka. Przełkniesz tę odrobinę (!?) goryczy, którą wylał z siebie sfrustrowany nieudacznik. Czy ktoś, kiedyś napisze na mój temat podobny hymn pochwalny?
- A który, w końcu byłeś? – pociągnęła boleśnie.
- Nie dokuczaj mi, proszę, bo jestem zmęczony …
Który mogłem być z trzema, jak AS z dziewięcioma okoniami był dopiero trzynasty?!
Rozkrok i rozterka nie służą połowom, bo trzeba się zdecydować i nie ma: troszkę tego + troszkę tamtego. Albo, panie na grubo, albo paprochowanie. Fee! Czemu, cholera nie lubię tej pięknej i skutecznej metody?
Zawsze to powtarzam, że trzeba być konsekwentnym i strategii się trzymać.
Michał – Kapitan niedaleko za liderem, potem wylądował Marek Krejdyner i wreszcie nasz kolejny gwiazdor – Piotruś, z przynętą od Marabuta.
Sponsorami byli: Nasz Kochany Burmistrz, Koło Macierzyste, Spinwal, no i oczywiście wedkuje.pl.
Dziękując sędziemu, organizatorom, sponsorom i wszystkim uczestnikom żegnam się i do zobaczenia na Ubliku. Ciekawe kogo będziemy tam oklaskiwali? Może Kosa nie dojedzie?
Gratuluję zwycięzcom, a szczególnie Kubie – Juniorowi, który ograł większość z nas. Może za jakiś czas dokopie i Kosie, to wtedy będę mógł spokojnie umrzeć.





 


4.3
Oceń
(16 głosów)

 

Echa IV Edycji Zawodów Spinningowych o Puchar Burmistrza Ursynowa - opinie i komentarze

on86wawaon86wawa
0
Witam ( sporo sie Pan napisał ) ja to nie wiele moge powiedzieć bo znam tylko JEDNĄ osobę , ale powiem w skrócie . Byłem przerażony będąc na tych zawodach ponieważ to były moje pierwsze zawody no i jak zobaczyłem ile ma każdy sprzętu ITP. a ja tylko jedna wędka + małe pudełko z różnymi przynętami taki mix ( wirówki 3szt. ,kopyta 2szt. i paczke paprochów kameleonów ) ( a na kopyta z główką Jigową łowić nie umiem ) no to jak rozpoczełem od mojej wiróweczki o jasnych kolorach a później przerobiłem na boczny trok no i sie naprawde zdziwiłem że , sie okazało że mam 6 miejsce :))) jak dla mnie na pierwsze zawody to raczej dobrze a za bardzo to nie miałem z kim gadać bo jak wspomniałem znłem tylko 1 osobę i to z innego koła ( ps. i pierwszy raz łowiłe na tej wodzie ) szkoda tylko że nie mam żadnego zdięcia Pozdrawiam (2014-08-30 23:23)
DzikuDziku
0
Kolego on86wawa gratuluje debiutu, a fotki z zawodów i rozdania nagród na razie są dostępne pod tym adresem: https://www.facebook.com/media/set/?set=a.321603314667002.1073741848.152826661544669&type=1 a niebawem pojawią się i na wedkuje.pl. Pozdrawiam, :) (2014-08-31 09:11)
StachuStachu
0
Marek, gratuluję debiutu! Pisząc ten tekst nie miałem wyników, ale byłem przekonany, że uzupełni je ktoś w komentarzu. Zdjątko zrobię Ci na następnej imprezie, bo aparat mam zawsze w torbie wędkarskiej. pozdrawiam A cisza tu, panie, jak po śmierci organisty... (2014-09-01 21:48)
DzikuDziku
0
Heh no cisza Stachu cisza, ale co mają pisać amatorzy wędkarstwa jak Ty celnie wszystko podsumowałeś ;) A zawodowcy.... No cóż, chyba nawet w komentarzach się nie udzielają, bo chronią swojej najtajniejszej tajności ;) (2014-09-01 23:24)
t12tomt12tom
0
No cóż, napisałem zgłoszenie do wedkuje.pl że powyższy tekst łamie regulamin, narusza zasady i jako publiczne pomówienie znajdzie swój finał przed sądem... I tak będzie. A wedkuje.pl wrzuca to na główną stronę... gratuluję. Napisałem również do prezesa mojego koła prośbę o zdjęcie ze strony tekstu, który zawiera nieprawdziwe informacje i pomówienia, oraz wskazanie osoby która autoryzuje materiały na oficjalnej stronie koła... nic. No cóż, będzie się w związku z tym działo. Na początek i za razem na koniec poniższa informacja, gdyż tutaj już nie będziemy ze sobą dalej pisać. Ustosunkuję się więc autorze do Twoich cienkich wypocin podając kilka faktów, ja którego określasz zawodowcem i tak nim gardzisz (choć swego czasu często rozmawiałeś, radziłeś się, słuchałeś, jeździłeś razem nad wodę)... Do sukcesów dochodzi się przez wyrzeczenia i ciężką pracę. Nie dają tego za darmo. Samym szczęściem też tego nie osiągniesz… niestety. W zawodach kołowych startuję coraz rzadziej, gdyż brakuje mi na to czasu. Jeśli chodzi o wędkarstwo, jak doskonale wiesz poświęciłem się morzu (zdobywając w tym roku Mistrzostwo Polski) Wygrałem tez w 2014, na poziomie koła zawody spinningowe - 2 razy - fakt. Na Zegrzu (na którym są rozgrywane) byłem w tym roku 8 razy (całe mnóstwo) w majówkę za szczupakiem (110cm wypuszczone- może tak cię boli kolejna fartowna i wypuszczona metrówka???) na sandaczach i 3 razy za okoniem (w tym z 3 - 2 dni to zawody...). Jak na zawodowca to całe mnóstwo, które gwarantuje świetne przygotowanie i pełną wiedzę dającą przewagę    nad biednym szaraczkiem na jakiego pozujesz... Co do dzielenia się wiedzą, pokazywania przynęt... Osobiście, nie tylko przy tobie, ale i innych osobach pokazywałem całe zawartości toreb, a potem słyszałem że nic nie widziałeś, lub co masz jeszcze tajnego (to od innej osoby- ręce opadają) No cóż, mając wszystko pokazane trudno coś zobaczyć. Po za tym, idąc dalej. Kto powiedział, że osoby które np. łowią ryby, posiadają wiedzę, są naukowcami, są w czymś specjalistami, mają wszystkim dookoła mówić i przekazywać swoją wiele lat zdobywaną wiedzę, umiejętności, miejsca, pracę? Kto lub co do tego zobowiązuje? Czy profesor na uczelni ma za darmo wykładać w przejściu podziemnym? Chłopie obudź się i nie oczekuj rzeczy nie możliwych. Co do konsumpcjonizmu o którym piszesz- Nie jest to prawda. Stachu obudź się i przypomnij sobie ile razy wyciągnięto do ciebie rękę nie oczekując niczego w zamian, nie mówiąc o wielu innych osobach. Jeśli ktoś prosi, to zazwyczaj dostaje. Dodam Ci, że wiele osób, również na tym portalu zwracało się z prośba o podpowiedzi i rady i o ile starczyło czasu, to je dostawali. Ciekawe co chciano w zamian   :. A co do wpisów dotyczących Gienka, mojego serdecznego kolegi (nazywasz go Gienadijem) krzywdzisz go chłopaku, bardzo. Ja już z tobą rozmawiać nie będę,, a sprawę dokończymy przed stosownymi organami, ponieważ czara się przelała. Nie chce mi się z tobą gadać… już nie tylko na takim poziomie. PS do jednej łódki możesz wsadzać zawodników, ale uczciwych, a nie przyłapanych na oszukiwaniu kolegów w czasie zawodów… Zmień miarę. Twój Mistrz. (2014-09-02 09:55)
StachuStachu
0
Master, więcej dystansu do siebie. Nie bądź taki nadęty. (...) Kosa, ja przecież mam taki styl. Jaja robię sobie też i z siebie. Odpuść sądy, bo jeszcze mi odwieszą i dołożą. Nie chcę iść na jesień do więzienia. Przecież zaraz zacznie się sezon na drapieżnika. Faktycznie jestem niewdzięcznikiem, bo nie zrewanżowałem się za tę beżową gumkę z seledynowym ogonkiem, którą dostałem od Ciebie na morzu do przetestowania. Ale sam przecież już się nie wyrabiałeś i zbrakłoby Ci napływów. Nie zwróciłem jej, bo się wzięła i urwała. Przepraszam, że nie nadążyłem z doładowywaniem akumulatora do elektryka, który pożyczałeś bardzo często (praktycznie, co tydzień), razem z echosondą. Głupio mi, że postawiłem Cię w dziwnej sytuacji, kiedy poprosiłem Cię, abyś dał spróbować popływać na silniku spalinowym, którego się pierwszy dorobiłeś. Śmiałeś się, że o mało nie zachłysnąłeś się własną śliną, tak Cię to rozbawiło. A, ja tylko chciałem sprawdzić Twoją wdzięczność/lojalność. Rękę i owszem wyciągałeś, ale po telefon do moich znajomych, których szybko przejąłeś: Zbychu "Smolinos" - marchwianka, z której korzystasz od paru już lat, bez żenady. Czy to nie on zawiózł Cię po pierwszą metrówkę (tę urodzinową), Marinero, czy inne "wartościowe" kontakty? Przepraszam, że nie wystawiłem Ci ich więcej, abyś mógł z nich skorzystać. Gienia (Twojego przyjaciela), przeproszę, jeżeli powie, że zdrobnienie, którym go określam uważa za niestosowne. Zawsze Ci szczerze pogratuluję, bo osiągnąłeś naprawdę dużo, ale nie sadź się tak... Żadnych mi tu tekstów nie zdejmuj. To moja rozrywka. Proszę! Ja Twoich nie ruszam. (2014-09-02 15:43)
StachuStachu
0
Zapomniałem podziękować za te dwa razy, o ja niewdzięczny, kiedy miałem zaszczyt robić u Ciebie za kotwicowego. Nie zdążyłem, cholera , nic podpatrzeć, bo jak tylko wyrównałem oddech i rozmasowałem ramiona, to trzeba było znowu wyciągać. Jak już stanęliśmy na te parę rzutów, to zawsze było - "rzucaj wokoło, ryby są wszędzie, ale nie tam, gdzie ja, bo się poplączemy". No i wdzięczny Ci jestem, że pozwalałem Ci się wygadać ... Rady (...) mi jakoś umknęły. (2014-09-02 16:48)
piotr28piotr28
0
Stachu miałem to przemilczeć twoje zachowanie ale ty kronikarz koła pisz zawsze prawdę i nie miej żalu do kogoś ze poszło ci łapanie .Zachowałeś się jak stary rozalony tetryk (2014-09-09 08:28)
StachuStachu
0
Piotrze, rozgryzłeś mnie .... No i kicha! (2014-09-09 22:50)

skomentuj ten artykuł