Ecusima, Sufix i przymusowa kąpiel

/ 5 komentarzy / 5 zdjęć


Ach, wędkarstwo spinningowe... Po wędkarstwie muchowy druga najbardziej wyrafinowana metoda połowu ryb drapieżnych. Może watro byłoby spróbować? Czemu nie, więc szukamy sprzętu.

Wędka:

Schimano XFX AX 240H. Kijek ma już kilka ładnych lat. Trzyma się genialnie, poza odrapanym gdzieniegdzie lakierem i ubytkami gąbki spowodowanymi zaczepianiem przynęty. Wędka ma długość 2,4 metra i ciężar rzutowy równy 20-60 gramów. Niby ciężki spinn, ale zaskakująco czuła a jednocześnie wytrzymała co widać na zdjęciu z gałązką. Pośrednio przez tę wędkę używam gum na główkach większych niż 10 gramów. Kupiłem ją od kolegi po kiju, który kupił ją z kolei od swego kolegi. Tak więc jestem trzecim właścicielem i przez nas wszystkich wyłowiła już masę ryb. Pierwszy właściciel używał jej jako spinningu (zgodnie z przeznaczeniem), kolega używał jej jako spławikówki i żywcówki. Ja natomiast początkowo używałem jej jako spławikówki i gruntówki, potem karpiówki, teraz zgodnie z przeznaczeniem, używam jej jako spinningu. Wprzódy była w komplecie z targowym kołowrotkiem, w którym nie istniało pojęcie ustawienie sił hamulca, potem z kołowrotkiem bazarowym, ale przynajmniej działa hamulec a teraz jest...

Kołowrotek:

Ryobi Ecusima 4000Vi. Ach... Co za perfekcja w porównaniu do tamtych kołowrotków. Gładkość działania i piękno zasługuje na miejsce w galerii cudów. Po jednym wypadzie na ryby nie mogę powiedzieć wiele o wytrzymałości, ale chyba zostanę przy tej marce na dłużej. Mimo że już zaliczył kąpiel w wodzie (o czym będzie później), to nie zmieniła się charakterystyka pracy. Podobno po kilku chwilkach użytkowania jego praca zmienia się trochę, oczywiście na korzyść użytkownika. Nie sprawdziłem go podczas walki z rybą natomiast często musiałem wyciągać spore gałęzie, które płynęły w Wieprzu po nocnych ulewach. I tak po tych chwilkach użytkowania mogę stwierdzić, że kołowrotek świetnie współpracuje z linką, która zwie się...

Plecionka:

Sufix 832. No cóż, nie ukrywam, że wybrałem ją bo w moim sklepie nie przyszedł jeszcze towar po wielkich majowych zakupach. Wtedy to łowcy szczupaków i boleni wykupili wszystkie plecionki i została tylko ta jedyna, teraz już moja. Ma ona średnicę 0,15 mm (oczywiście jest przegrubiona) i wytrzymałość 20 lbs. Jak na razie nie straciła koloru (zaznaczam, że na razie tego nie zrobiła). Świetnie przekazuje to, co dzieje się z przynętą na szczytówkę wędziska. Pozwala wyrwać przynętę z każdej, niemalże, opresji. Jej pogromcą okazała się lipa... Tak, tak, lipa. Lekko koślawy rzut i guma wylądowała na gałęzi i, niestety, nie udało się jej uratować mimo szczerych chęci i prób ściągnięcia jej z drzewa wchodząc na nie.

A teraz opis dzisiejszego dnia :)

Nastawiłem budzik na 6.30, jednak wstając o zadanej godzinie zauważyłem, że ciągle pada, więc wróciłem do łóżka. Kolejna pobudka to godzina 8.45. Słońce z przejściowymi zachmurzeniami. Śniadanko, pakowanie i rowerkiem nad Wieprz i... Surprise! Woda wysoka, tzn. wyższa od normalnego poziomu o około pół metra i kolorem przypomina kawę z mlekiem lub tzw. bawarkę. Z ciężkim sercem decyduję się wracać do domu, jednak kątem oka zauważam atak drapieżnika w nowo powstałej zatoczce. Zostaję! Rozkładam się ze sprzętem, rzucam, rzucam i nic. Szlag by ich trafił! Zmieniam miejsce. Muszę wejść o wody, żeby odczepić przynętę z traw. Rzut i zaczepiam za drzewo. Szlag po raz kolejny! Wchodzę na drzewo, ale nic to nie daje bo przynęta wbita hakiem w grubą gałąź. Kołowrotek wraz z plecionką użytkowane są w bardzo rwącym i silnym nurcie podniesionego stanu rzeki.

Po raz kolejny zmieniam miejsce. Jest to wpływ wody z oczyszczalni ścieków, które tworzy coś na kształt rozlewiska i zapewnia troszeczkę czystej wody. Rzucam i jest! A nie, to tylko gałąź. I kolejna, i kolejna, i kolejna... Idę kilka metrów dalej i kołowrotek zaczepia mi się na krzaku wierzby. Robię krok do tylu i brzeg podmyty nurtem podniesionej wody obrywa się a ja ląduję w środku rozpędzonej masy wody. Tonę... Zanurzam się po samą głowę, szukam chociaż błysku światła, który wskazałby kierunek, w którym mam płynąć. Desperacko machają rękoma trafiam na wędkę, łapię ją i wynurzam się na powierzchnię. Momentalnie następuje hiperwentylacja, czyli szybki, płytki oddech wywołany strachem lub paniką. Kołowrotek ciągle zaczepiony więc podciągam się i wychodzę na brzeg po pozostałościach brzegu. Chcąc szybko odejść z tego miejsca wpadam w bobrzą dziurę, tym razem do szyi. Pod wpływem paniki wychodzę jeszcze szybciej niż wcześniej. Próbuję ustabilizować oddech, krzesiwem rozpalam ognisko i zmieniam bluzę na suchą a resztę ubioru wraz z butami i spodniami suszę na rozpiętym kiju wierzbowym. Dzwonię do przyjaciela. Targany emocjami wykonuję jeszcze kilka telefonów. Nie dłużej niż 10 minut po tym wszystkim widzę nadchodzącą burzę. No nie! Ubieram ciągle mokre ubrania, uspokajam się łykiem gorącej herbaty i ostatnim gryzem kanapki, sprzątam obozowisko i odjeżdżam z tego miejsca. Nie zamierzam wracać w to miejsce. Mimo że piękne, to w moim umyśle przepełnione jest negatywnymi emocjami, strachem i strasznymi wspomnieniami. Prawie straciłem tam życie!

W drodze do domu wstępuję do sklepu. Wzbudzam zainteresowanie klientów. Znajoma sklepowa pyta co się stało. Naprędce wymyślam coś do powiedzenia: "Wysokie trawy tu macie a po nocnych ulwach są ciągle mokre". Rozpocząłem tym rozmowę o braku zainteresowania władz, że nie dbają o rzekę i ludzi. To samo powiedziałem tacie, niech się nie martwi. Poza tym gdybym powiedział o tym zapewne nie wypuściłby mnie już nigdy na ryby. A ja już mam nauczkę i chyba pokocham moją wędkę, bo uratowała mi życie...

 


4.7
Oceń
(12 głosów)

 

Ecusima, Sufix i przymusowa kąpiel - opinie i komentarze

DaViDoSeKDaViDoSeK
0
Tak to jest, że czasami trzeba się skąpać. Tylko jak tu opisujesz, to był bardzo niebezpieczny przypadek. (2014-05-20 13:57)
użytkownik102837użytkownik102837
0
Trochę niebezpieczna sytuacja nikt nie wie jak mogło się to skończyć. Za wpis 5****. Pozdrawiam Boczny Trok (2014-05-20 17:06)
DajmenDajmen
0
Przyjemnie sie czyta, grunt żes wrócił caly i zdrów do domu, a co do wędki dł 240. i cw 20-60. a ty mowisz,ze doskonale na niej czuć to chyab nie miales w reku dobrego spinningu.:) fakt ze trzeba dac pare ladnych stowek ale za to przyjemnosc z lowienia...niesemawita. pozdrawiam:) (2014-05-20 21:17)
PanciOxDPanciOxD
0
Nie wędka a ZACZEP uratował Ci życie :D (2014-05-20 22:39)
Haryyy5Haryyy5
0
zdarza się :P ja kiedyś ześlizgnąłem się na bardzo stromym brzegu i leżałem podciągając się na wszelkich roślinkach żeby nie wlecieć do głębokiej w tym miejscu rzeki :P Ale tak to jest jak człowiek jest pazerny i próbuje przejść po ekstremalnie stromym brzegu, dostać się do zaczepu i odzyskać swoją przynętę :P (2015-12-09 10:43)

skomentuj ten artykuł