Efekt inspiracji blogiem kolegów

/ 12 komentarzy / 4 zdjęć


Od czego by zacząć, bo wątków będzie sporo, choć wszystko zaczęło się od mojego sobotniego powrotu z roboty i przeczytania artykułu Barrakudy81, więc może po kolei...


Mimo że jak mało kiedy skończyłem wcześniej  i z roboty byłem około południa to samopoczucie nakazywało - drzemka, a ryby dziś odpuść, ale nie byłbym sobą gdybym choć na chwilę nie zerknął co nowego na stronce no i poczytałem sobie artykuł i im bardziej czytałem to tym bardziej mijała mi ochota na sen no bo jak tu tracić dzień jak wyobraźnia szaleje, a mięśnie czują te charakterystyczne pobicia okoni. W głowie Haldex i nie ma wybacz, pierwsze co, to narychtowałem sprzęt, coś przekąsiłem i jednak postanowiłem chwilę się zdrzemnąć, po godzince pobudka i po mocnej kawce wyjazd. Na miejsce dotarłem przez pozostałości po haldexie, które jakby nie to, że zaczęły zarastać to można by nakręcić tam film z pobytu na księżycu (fota jednak tego nie oddała).


Zacząłem obławianie od "pompy", której wraz z pomostem od wiosny nie ma, a szkoda bo z niego można było obłowić pas trzcin równolegle do brzegu. W dłoni spin "made in jo model R6", kręcioł Dragon-a z żyłką 0,18, wolframem i na końcu
 srebrna aglia3. Niestety teraz do obłowienia mam tylko przecinkę, po nim długą na ok 15x5 metra, kilka machnięć i charakterystyczne brrr i mam pasiaczka ok 15cm. Mija z 10 minut i nic , zmiana na twistera i cisza.


Udałem się na brzeg północny. Pierwsza miejscówka zajęta, więc pozostała ostatnia, ale zaryzykowałem po drodze na "zakręcie" i znów na mepsika i z pierwszego strzału dostałem następnego okoniastego niewiele większego od blaszki, lecz niestety drugi rzut przyozdobił trzcinowisko w kolejny "kolczyk". Czas na "dwójkę", a tam dwójka dzieciaków na rowerach przy wodzie układa sobie ognisko, po mojej delikatnej uwadze przenoszą się na górkę parę metrów dalej, ja skupiam się na wodzie, ale co jakiś czas zerkam na nich i coraz mniej skupiam się na łowieniu, a bardziej na tym co kombinują i jak sobie doradzają.  Z jednej strony skojarzyło mi się to z czeską bajką SĄSIEDZI, a z drugiej zrobiło mi się ich żal i postanowiłem odpuścić chwilowo łowienie, a troszkę im pomóc.


W ich wydaniu wyglądało to mniej więcej tak: garść suchej słomy i kilka mokrych gałązek ukręconych z najmniej chyba palnego drzewa, po chyba dziesiątej próbie jeden stwierdził, że to drzewo chyba nie jest suche i po kilkuminutowej dyskusji doszli do wniosku że jak pozbawią gałązkę liści to będzie suche, bo przecież suche drzewo nie może mieć liści-wtedy postanowiłem wkroczyć...


Krótki instruktaż, podział zadań i prawie gotowe, a prawie bo wysłałem jeszcze jednego po troszkę kory brzozy. Nastąpił odpał, po minucie słychać delikatne trzaski i mogłem spokojnie dalej łowić. Tym razem niestety ostatnia trójeczka zawisła na wolframie i fruuu, kilka minut i mam kolejnego pasiaczka tym razem większego. Poprosiłem nowo poznanych towarzyszy o fotkę i łowię dalej, ale znów słyszę ożywioną dyskusje, której powodem była kompletnie czarna, pęknięta kiełbasa surowa w środku, ale czarę goryczy przelały kartofelki owninięte folią i rzucone centralnie na górę które po trzech minutach podobno miały być "gotowe", znów krótka lekcja i wszystko się udało.


Na koniec zostałem poczęstowany i serdecznie mi podziękowali, a właściwie to powinni podziękować Barrakudzie, bo jakby nie jego wpis to mnie by tam nie było, wuszt by się nie udał, nasi następcy nadal nie potrafili by rozpalić ognia i go wykorzystać, a ja nie zaliczyłbym trzech pasiastych !


  Barrakuda DZIĘKI ! :-)

 


4.8
Oceń
(24 głosów)

 

Efekt inspiracji blogiem kolegów - opinie i komentarze

RicoxRicox
+1
Artykuł moim zdaniem na pięć gwiazdek ;) i ta czarna kiełbasa rzuca się w oczy ;) (2015-09-14 18:31)
Piotr 100574Piotr 100574
+2
***** (2015-09-14 20:01)
barrakuda81barrakuda81
+1
Nie ma za co:-) To dobrze że wciąż potrafimy się wzajemnie motywować do wyjazdów nad wodę nawet wtedy gdy o rybkę coraz trudniej. Mnie by się przydała jakaś zachęta do wędkowania bo ostatnio nawet wędek nie dotykam...i trudno mi się przełamać a do tego zamiast upragnionych jesiennych chłodów zrobiło się ohydnie gorąco. Nad wodami martwica bo czego jak czego ale bieżących wieści znad łowisk pilnuję z uwagą. Taki klimat nie zachęca mnie do łowienia ale kto wie...Jednak jak się okazuje nad wodą po prostu warto bywać bo zawsze to bliżej natury i pozytywne emocje też mogą się przydarzyć.Fajny wpis . Pozdrawiam.*****. (2015-09-16 14:41)
Dos equis xxDos equis xx
-3
Jaki Ty przykład dajesz? Łamiesz regulamin. Stanowisko zaśmiecone. Papiery, paczki po fajkach... Jeszcze nie masz na dość poczucia wstydu żeby się tym chwalić na portalu (2015-09-17 23:10)
rysiek38rysiek38
-1
Tym razem złamałem zasadę i sam sobie wlepiłem piątala bo niejaki dwa x do kwadratu znów zabłysnął i przywalił jedynką oraz komentem godnym publicysty pewnego radia z Torunia,a tak na marginesie to wszystkie śmieci zostały zutylizowane i to nie tylko z tego stanowiska. P.S.Napisz coś w końcu swojego bo nawet nie ma co oceniać (2015-09-17 23:46)
Dos equis xxDos equis xx
+1
Stanowisko powinno być wysprzątane przed przystąpieniem do łowienia. A jak widać Ty łowisz w śmietniku i jeszcze się tym szczycisz. Wstaw sobie więcej piątek. Paczka po fajkach pusta to już nie podniesiesz. Bo po takie w których został fajek to już chętnie sięgasz. (2015-09-21 21:03)
rysiek38rysiek38
0
W nylon bojtlu na łowisku moczom sie hawerfloki a przy fojerce czeko wuszt i kartofle , co do hasioka to ok.kilometra od łowiska a nie na lowisku.p popełniłem błąd z wyborem cymbała bo to trza typować cymbała "kwadratowego" (2015-09-21 23:07)
rysiek38rysiek38
-1
Słowniczek: nylonboitel - woreczek foliowy hawerfloki - platki owsiane wuszt - kięłbasa kartofle - ziemniaki (to do XXXXXXXXXXXXXXX) bo reszta zakuma hasiok - wysypisko :-) (2015-09-21 23:24)
Dos equis xxDos equis xx
+1
Masz rację pisz w swoim języku bo polski sprawia Ci za dużo problemów. (2015-09-21 23:34)
rysiek38rysiek38
-1
Jak jesteś takim szpecem od języka to wytłumacz mi jedno ale z uzasadnieniem a mianowicie jak poprawnie napisać wyraz "kotłomontarz" bo na bramie było tak a na przepustce kotłomontaż (2015-09-24 21:06)
Dos equis xxDos equis xx
+1
Nie jestem "szpecem" ale wytłumaczę. Kotłomontaż to nazwa własna. W tym wypadku nazwa spółki. Mogą ją napisać jak chcą. (2015-09-24 21:19)
rysiek38rysiek38
-1
i tu pełna zgoda z tym że to nazwa wlasna ale chodzilo mi o zasadę pisowni z tego co pamiętam to np.montarz od montera a z kolei z francuskiego montage czyli ż i co jest priorytetem (2015-09-24 21:43)

skomentuj ten artykuł