Ewolucja - od dzieciaka do wędkarza świadomego

/ 6 komentarzy / 4 zdjęć


Od czego tu zacząć? „Od początku” – ciśnie się na usta. Tylko, że te początki były tak daaawno. Już prawie nie pamiętam, ale dzięki opowieściom bliskich i kilku własnym wspomnieniom mam jakiś zarys moich początków z wodą i rybami.
Wychowywałam się na wsi gdzie z domu na plażę był rzut beretem. Kiedy tylko pogoda pozwalała ja już pluskałam się w wodzie. Podobno zanim nauczyłam się chodzić już umiałam pływać. „Kijanko! Wyłaź już bo się pomarszczysz jak suszona śliwka!!!” Hahaha. Taaak, ciężko było zmusić mnie do powrotu. Moje pierwsze przygody z „rybami” związane są z łapaniem ich w wiaderko do babek z piasku. Już wiecie dlaczego ryby dałam w cudzysłów - chodziło raczej o narybek. I tu właśnie widać pierwsze oznaki niewiedzy bijące od nieświadomego dzieciaka. Nikt nie wytłumaczył, że mogę tym rybkom zaszkodzić więc rozbryzgiwałam dalej wodę wiaderkiem na lewo i prawo ganiając niczemu winny narybek od trzcin do trzcin… Dziadek dzierżawił również wody lecz na małego kłusolka oko przymrużał...
.
A jak zaczęła się przygoda z kijem i haczykiem? Bardzo zabawnie, to muszę przyznać. Dziadek z Tatkiem, żeby uciec przed zrzędzeniem bab, zabierali mnie na ryby. Po czasie dopiero zrozumiałam, że byłam narzędziem wielkiej konspiracji. Sadzali mnie z sąsiadem na pomoście z „nowej generacji” ruską wędką z rynku i takiego samego pochodzenia kręciołkiem i kazali łowić, a sami gdzieś znikali. Nie ważna była wielkość ani ilość. Byle coś było. To łapałam im uklejki i okonki. Co w tym czasie robili, kto to wie. Piękne wspomnienia zostały, niestety byłam tak mała, że pamiętam bardzo niewiele.
.
Po przeprowadzce do miasta to się urwało. Tatko czasami zabierał mnie nad staw wujka. Po pewnym czasie na dobre wróciłam do hobby, ale wędkowałam na prywatnych stawach, stawkach, oczkach czy gliniankach. Ryb raczej nie zabierałam (bo ich nie jadam) ale tam działało to głównie tak, że mogłam połapać pod warunkiem, że rybki zabierał właściciel wody. Jeżeli było inaczej to zdarzało się, że połów zaniosłam babci ale najczęściej po prostu wypuszczałam. Wtedy nie zastanawiałam się nad fizjologią ryb, nad szybkością wzrostu czy długością życia. Chciałam - brałam, jak nie - to siup do wody. Wszystko się zmieniło bardzo szybko. Nie wystarczało mi to co miałam. Chciałam wyrobić sobie dokumenty i spróbować na prawdziwym jeziorze. Na tym, na którym wszystko się zaczęło.
.
Tak więc dokumenty stosowne wyrobiłam i co trzeba opłaciłam. Zaczęłam bardziej zgłębiać się we wszystko. Towarzysze wpajali zasady, że zezwolenie powinno mi się zwrócić. Początkowo więc jeszcze sporo ryb dostarczałam babci, która uwielbia pochrupać. Na szczęście na tym się nie skończyło.
.
Człowiek uczy się przez całe życie.
.
Czytając książki, czasopisma, przeglądając internetowe fora, rozmawiając ze znajomymi z Ochrony Środowiska i Rybactwa dowiedziałam się wielu interesujących rzeczy. I tak ewoluowałam zdobywając kolejny stopień wtajemniczenia. Zmieniłam swoje podejście. Kocham zwierzęta i ryby zaczęłam postrzegać inaczej. W moją świadomość uderzyły informacje chociażby o tym, że złapana przeze mnie ryba może być w moim wieku!!!! Przykład taki, że 20 centymetrowa płoć w zależności od warunków może mieć około 10 lat! To mnie zmiażdżyło! Pomyślmy jaka musiała być sprytna żeby przez tyle lat nie dać się pożreć, aż mi się udało ją przechytrzyć! To już wystarczająca nagroda, bo to nie była walka całkiem fair.
.
Teraz możecie mnie zlinczować ale przyznam się bez bicia, że nadal zdarzy mi się zabrać rybkę na specjalne życzenie babci. Pozostałość jakaś po człowieku pierwotnym we mnie tkwi, kiedy wracam znad wody z rybką, jak po udanym polowaniu – rosnę i babcia się cieszy ze świeżynki. Nie chodzi tu o zapchanie zamrażary zapasami aż trzeszczy.
.
Na tym jeszcze nie koniec mojej podróży w świat przyrody. Nie mogę powiedzieć, że jestem już na poziomie "Wędkarza Świadomego". Domyślam się, że niedługo moje podejście może jeszcze radykalnie się zmienić. Nie mogę więc w chwili obecnej ostatecznie stwierdzić w jakim etapie przepoczwarzania znalazła się kijanka… I co z niej wyrośnie, żabka wodna, żaba śmieszka a może szara ropucha...

 


5
Oceń
(20 głosów)

 

Ewolucja - od dzieciaka do wędkarza świadomego - opinie i komentarze

marciin 2424marciin 2424
0
Bardzo miły wpis i sensownie rozumiesz wędkarstwo dlatego zaliczył bym cię już teraz jako żabkę wodną:) A i jeszcze jedno proszę pozdrowić babcię:)***** (2014-03-27 19:38)
TomekooTomekoo
0
Ha ha , wpis świetny , ujęty spontanicznie i obrazowo jak dla mnie :-) Każdy musi do wszystkiego dorosnąć , jeśli nam nikt nie pokaże wiedzieć nie będziemy , no chyba że się doczyta ;-) Pozdrawiam 5* Wpis na prawdę baja ;-) (2014-03-27 19:50)
ferozaferoza
0
"Tylko, że te początki były tak daaawno." Szpulko! Wszystko znakomite; refleksje, wspomnień czar, stosunek do wędkowania, szacunek do natury, znakomity (jak zawsze!) "język" felietonu; tylko to jedno zacytowane z Twojego wpisu, na wstępie, zdanie! Protestuję! Tak niedawno! Niedawno! Niedawno! Oczywiście 5! Serdecznie pozdrawiam... (2014-03-29 10:27)
Szpulka28Szpulka28
0
:) zależy dla kogo. Mi się wydaje, że było to wieki temu. To już 20 lat :) Jak dla mnie to szmat czasu. Również pozdrawiam ;) (2014-03-29 19:50)
Zibi60Zibi60
0
Oj Szpuleczko - daaawno ! ?, to ile "a" ja musiałbym użyć ? Bardzo miło się czytało, myślę, że większość z nas przechodzi podobne metamorfozy. 5* (2014-03-30 04:33)
Lin1992Lin1992
0
Bardzo fajny wpis. Ja również widzę różnicę u siebie a od kąt zacząłem wędkować w tym roku minie jakieś 9 lat. Za wpis piątala zostawiam i pozdrawiam. ***** (2014-03-30 08:58)

skomentuj ten artykuł