Zaloguj się do konta

Fly Fishing - trudny start

W połowie maja będąc nad Skawą i upajając się łowieniem ryb metodą bolońską ,spostrzegłem wędkarza łowiącego ryby metodą muchową .To co zobaczyłem rozwaliło mnie w ' blokach'. Gość miał efekty a Ja ,Ja po prostu siedziałem na jednego klenia którego udało mi się wyciągnąć facet z muchą wyciągał 4sztuki .Po około godzinie podszedł do mnie i powiedział że dopiero uczy się tej metody .Nie wiedząc nawet o tym zasiał mi ziarno muszkarstwa do krwiobiegu.Drugi etap kulminacyjny nastąpił jednak na jednej z pstrągowych rzeczek gdzie spotkałem dwóch muszkarzy .Ja urodzony ze spinem w ręku w porównaniu z ich efektami czułem się jak bym dopiero uczył się łowić ryby .Miałem możliwość wykonywania rzutów jako pierwszy i mimo prowadzenia przynęty po trzy , cztery razy nie miałem nawet wyjścia czy pobicia .Wędkarze muchowi zaś wyciągali z tych miejscówek pstrągi niejednokrotnie nawet po dwa z jednego miejsca.Efekty które zobaczyłem zafascynowały mnie do tego stopnia że na drugi dzień pojechałem do sklepu wędkarskiego po sprzęt muchowy.Sprzedawca poinstruował Mnie bym na początku (koło domu) na sucho porzucał sobie samym sznurem w celu treningu .Jednak trening 'na sucho' na mnie nie podziałał to znaczy wstyd przed sąsiadami zrobił swoje i zrezygnowałem szybciej niż zacząłem

PIERWSZA WYPRAWA - tego się nie zapomina te pierwsze rzuty i koszty z nimi związane :)

Machając muchówką na lewo i prawo posyłałem w wodę niezliczone ilości nadbrzeżnych traw chwastów a nawet pokrzyw wszystko trwało około 1,5 godziny i skończyło się brakiem much .
Z uwagi na to że ostał mi się jeno sznur :) postanowiłem dalej nim rzucać .Najlepsze miało jednak dopiero nastąpić gdyż jak jak już 'łowiłem ' samym sznurem i mimo tego targałem wszystkie nadbrzeżne chwasty stałem się obiektem kontroli PSR .Panowie którzy mnie kontrolowali pewnie odebrali mnie za jakiegoś maniakalno-zdesperowanego ortodoksa wędkarstwa muchowego walczącego nad wodą do ostatniego metra sznura .Widząc moje biczowanie zieleni aż dziw bierze że nie dostałem kary za jej niszczenie :)
Jeden z kontrolujących rzucił tylko tekst żebym w lipcu zatrudnił się z tą muchówką na polu u chłopa przy żniwach to niejednego bizona w koszeniu wyprzedzę .
Zaparcie się na ta metodę z mojej strony robiło jednak swoje .Następna wizyta w sklepie zakup much i znów jestem nad wodą .Rzuty które robiłem nie były odległe no może 5-7metrów mało precyzyjne, chaotyczne ale przynajmniej nie robiłem już za żniwiarza .Na efekty tez długo nie czekałem na 3,5 godziny wędkarskich wymachów złapałem na Wiśle
3 karasie (jeden miał nawet 25cm)
12okoni (10-17cm) i 4kleniki (10-12cm) .Po trzech godzinach ręka mi uschła i to był koniec.
Jadąc do domu byłem z siebie zadowolony choć przy każdej zmianie biegu wręcz wrzeszczałem z bólu .Tak zakończył się pierwszy etap mojej przygody z muchą .
Pozdrawiam wszystkich.


Opinie (5)

robertxxx62

Witam ! Początki zawsze są ciekawe :) Później jest co wspominać :) Pozdrawiam !  *****5 [2012-01-19 16:53]

tomalek21

brawo za wytrwałość, szkoda tylko ża nic nie złowiłeś na sam sznur bo ponoć mozna,no i oczywiście było by smieszniej. [2012-01-20 08:24]

egzekutor

ja czasami wracając z ryb czuje się jakbym dostał wpier....łopatą a zona pyta czy wypocząlem. bardzo fajny wpis kolego [2012-01-20 14:25]

Skibek20

Podoba mi się ten artykuł. Sam dopiero zaczynam z tą metodą zarażony od mojego ojca. O sobie bardziej bym powiedzial 'ogrodnik' bo przystrzyglem mase drzewek w okolicy mojej rzeczki. :D Ale nie poddaje sie, mam nadzieje, że w ten sezon cokolwiek złapie na muchę ;)  [2012-01-26 22:23]

użytkownik

Super napisane, przypominają mi się początki jak właśnie po zakupie pierwszego sprzętu pojechałem do rodziców i na sucho uczyłem się wymachiwać śmiesznie musiało to wyglądać z perspektywy ludzi patrzących z okien bloku :)) Piąteczka dla Ciebie. Pozdrawiam! [2012-03-10 13:21]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Czekał na mnie

Gdyby nie szczęśliwy finał, zaliczyłbym ten dzień do najgorszych wędk…