Zaloguj się do konta

Godni przeciwnicy

Jestem na tyle doświadczonym wędkarzem, że przygód z rybkami do opisu znalazło by się wiele, ale przeważnie inspiracją staje się przeczytany artykuł. W tym przypadku pobudził mnie Mirek @Zander51 i Jego "Szczupakowe Eldorado", ale do rzeczy:
Początek wyprawy prozaiczny, podobny do innych. Jeszcze przed wschodem znoszę sprzęt do łodzi, mocuję silnik, podpinam pod akumulator, kapok, podbierak, trzy wędziska do różnych gramatur przynęt, gum... nie określę ile i heja na wodę. Kolega nie mógł przyjechać, więc przyjdzie mi samemu wędkować cały dzionek na zaporówce w Poraju. Łowisko 500 hektarów, jest mi doskonale znane, decyzję o początku spinningowania podejmuję będąc już na wodzie w zależności od presji. Poranna flauta pozwoliła nacieszyć się przepięknym widokiem "tańca leszczy" o wschodzie słońca, którego bardzo często byłem świadkiem. Łopaty 2-3 kilogramowe majestatycznie wyłaniały się z wody koło mojej łodzi i bezszelestnie chowały w wodę. Był sierpień i środek tygodnia, łodzi nie było zbyt dużo na wodzie i mogłem swobodnie wybierać i obławiać swoje miejscówki.

Docelowe założenie było takie, aby znaleźć się w okolicy linii wysokiego napięcia, miałem rozeznanie iż koło południa tam się coś dzieje. Na opukiwanych kogutami i gumami miejscówkach nic godnego uwagi nie było, więc popłynąłem o 11-tej na tę docelową. Zakotwiczyłem dokładnie według zapamiętanych azymutów i wpadłem na "pomysła", aby przygotować kilka nowych kogutów. Półfabrykaty, czyli trzy wybrane piórka omotane nicią i potraktowane Cyjanopanem, korpus twistera "kaloryfer" i główka 10/12 gram miałem więc wystarczyło to połączyć - korpus twistera nanizałem na hak główki jigowej i wcisnąłem wzdłuż haka, pod gumkę - pióra. Kropelka kleju tworzyła spójną całość i w ciągu dwóch minut kogut gotowy do boju. Pamiętam, że na pierwszy ogień poszedł "białopióry" z seledynowym kaloryferem. Wyjął miarowego sandacza i po kilku kolejnych rzutach potężne kopnięcie i "stoping", Byłem pewien braku owadów w tym miejscu, więc adrenalina się uwolniła. Po kilku sekundach zejście w bok i do góry - teraz wiem z kim tańczę - tak się zachowuje tylko szczupak.

Szczytówka wędziska do wody skutecznie uniemożliwia wyskok ale nie zmusi do zatrzymania odjazdu w bok. Kołowrotek gra najpiękniejszą z melodii a wtóruje mu na wietrze naprężona do granic wytrzymałości żyłka. Analizuję położenie liny kotwicznej i staram się aby ryby tam nie puścić, udaje się, odjazdy są coraz krótsze, czuję, że słabnie, wreszcie Go widzę i kolana mi się ugięły - mój pierwszy trzycyfrowy. Lewą ręką podłożyłem podbierak i za pierwszym razem wszedł bez walki w matnię. Podbierak położyłem w poprzek na wiosłach łodzi, matnia ze szczupakiem w wodzie, a wędzisko (nie odpinałem koguta) odłożyłem wzdłuż wioseł na łodzi.
Nie muszę pisać, że nogi, ręce głowa... po prostu chwilowo odleciałem. Pierwsza myśl - muszę go zmierzyć, sięgam do torby po miarkę, szukam...i wyszedł tajny plan cwaniaczka, nie walczył przy końcu, bo szykował siły na niespodziankę. Jedno, drugie, trzecie potężne szarpnięcie. łomot o burtę, bryzgi wody i ...cisza. Trwało to może 5 sekund, a ja stałem z otwartą japą i oglądałem rozerwaną matnię podbieraka pustą metrowego szczupaka !

Po chwili dotarło do mnie jaką siłą dysponuje taka ryba i wtedy nogi mi ugięło drugi raz w tym dniu. Jak bym Go miał wtedy w rękach... lepiej nie myśleć. Kilka dni później ok. 200 metrów od tego miejsca miałem równie potężną rybę, prawdopodobnie sandacza. Byłem znów sam na łodzi (zdarza mi się to rzadko, ale wtedy mam na kiju duże ryby - Pierwszy sum), branie na długiej żyłce, tuż po rzucie. Zacięcie - tnę strasznie szybko i mocno przy skręconym na maxa hamulcu - i stop, chwila
zwątpienia i przecudowne zapulsowanie na blanku. Nie jakieś szarpanie nerwowego kelcika, tylko poważne, cykliczne, mocne szarpnięcia - byłem pewien dużej ryby. Po kilkunastu sekundach holu - szedł po dnie w moją stronę - byłem pewien, że to sandacz.
Opornie, ale jakoś szedł po dnie do okolic łodzi, ale do góry ani milimetra, naprężałem wędzisko ile fabryka dała i nic, tylko w bok, raz w lewo, raz w prawo. Przewidywałem, że taka zabawa może się skończyć zaplątaniem i wykrakałem. Przestał pulsować, ale opór był, tylko coś za bardzo statyczny, albo odpoczywa, albo... wiszę na linie kotwicznej ?
Niedaleko przepływała łódź z kolegami ze Śląska, krzyknąłem, podpłynęli. Opowiedziałem co zaszło, a oni pomogli mi wyjąć kotwicę. Niestety na linie był tylko kogut, a koledzy z pewnością nie uwierzyli w moje opowiadanie.
Trzycyfrowy pozostaje nadal w sferze marzeń i celów. Martwię się co będzie jak mi się przypadkiem uda Go złowić?

Opinie (39)

ZanderHunter

Zbyszku ale się rozmarzyłem czytając twój wpis...:) sezon na esoxy już tuż,tuż a pózniej...wiadomo...za artykuł leci *****...:) P:) [2012-04-15 10:11]

kostekmar

W większości przypadków bywa tak, że przy holu ryby życia, jesteśmy niestety sami i często przegrywamy walkę. Może to też jest jakiś sposób natury aby przetrwać. Pieknie się czytało i piąteczka. [2012-04-15 10:39]

Iras1975

Tak przez chwilę myślałem, że sobie żartujesz z tymi trzema cyframi. Szczupak ponad 100kg? Dopiero później czasie dotarło do mnie, że to cm.:) Kilkanaście lat temu wiosną na Lusowskim holowałem wielkiego okonia i zabrakło dosłownie kilka metrów żebym go zobaczył. Sądząc po ugięciu wędki i oporze to musiał mieć "parametry" zbliżone do rekordu Polski. Stałem w woderach na kamieniu i po spięciu musiałem wyjść na brzeg.:) Tego dnia zaliczyłem kilkanaście takich ok 0,3-1kg ale wracałem do domu rozbity.:( ***** [2012-04-15 14:58]

Roxola

Jednym słowem "wykolegował cię", zarówno jeden jak i drugi. I co z tego, że nie ma zdjęcia, czy widoku miny towarzysza na łodzi.... liczą się wspomnienia. A napisane są tak fajnie, że czytając sama miałam minę jakbym była z Tobą na łodzi i widziała tego olbrzyma.***** Pozdrawiam [2012-04-15 15:18]

robban

Czytajac o takich przezycia na wyprawach , to czasami nie chce sie wierzyc ze takie ryby sa w naszych wodach, albo byly. Kazdemu jest pisana ryba jego zycia , wiec przyjdzie jeszcze czas aby kazdy z nia sie zmierzyl i mial ja na lodzi badz brzegu. Jak to mowia ( ryba nie wyciagnieta ,to ryba nie zaliczona. ) :)) ***** [2012-04-15 17:48]

Zibi60

Oj są w naszych wodach ryby, widziałem hak jigowy Gamakatsu 16 gram po ataku sandacza - zagięty na kształt zęba - ciary mnie przeszły. Próbowałem to uczynić kleszczami, nie da rady !!! [2012-04-15 18:09]

Randal

Miło się czytało.*****. [2012-04-15 20:29]

Lopez

Opis przebogaty. Przygoda fantastyczna. Dla takich chwil warto żyć !!! P O W O D Z E N I A [2012-04-15 20:30]

ypman666

super wpis 5 [2012-04-16 10:37]

Tomekoo

Coś o tym wiem jak boli strata Ryby życia...i ja miałem spięte już dwie metrówki sandała jeden poszedł mi po długim holu na wklejce maxim killer do 25g na wobka 1 czerwca a drugi zimą zeszłego roku i liczę że mógł mieć 10-12kg wypiął się na powierzchni w pełni sił...dzień później na "otarcie" łez złowiłem główkę wcześniej 7,5kg... ***** za wpis super się czytało Zbigniewie!!:) [2012-04-16 12:01]

Artur z Ketrzyna

No Zbigniew, super opis. I niezłe przeżycie. Ps. wiem jak to się dzieje z ciałem człowieka, po wyciągnięciu życiówki. Dzięki że kolegę zabrałem na łódkę, to jeszcze chodzę po świecie. Tak mnie adrenalina zamroczyła i siadłem, ale za łódkę. Sam nie dał bym rady się wciągnąć do łódki. Super uczucie takie zamroczenie.... [2012-04-16 12:03]

mario1921

Witam, strasznie fajnie się czyta Pana artykuł.. Ja osobiście z łodzi na Poraju nie wracałem z sukcesami, ale na łódce byłem może 3-4razy o efektach wolę nie wspominać ( "Garbus" 27 cm :) ) Mam nadzieję że może w tym roku coś się trafi a nawet jeśli nie to i tak fajnie popływać , odpocząć .. Niestety na dzień dzisiejszy nie opłaciłem jeszcze karty, ale myślę że to tylko kwestia czasu.. Pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą :) [2012-04-16 12:26]

henryk58

Zbyszek super wpis ***** ta trzycyfrówka jest już blisko!!!! a ja mogę dzisiaj pomyśleć o życzeniu i zdmuchnąć na torcie świeczkę /ale nie powiem jakie / Pozdrowienia [2012-04-16 13:02]

przemas1

opis fajny ale mało fotek tak czy tak daję 5 [2012-04-16 13:34]

jacenty75

Witam, Też miewałem podobne "kłopoty" z cumą walcząc w pojedynke z dużymi sztukami. Pamiętam, że podczas ostatniej walki z sumem po zacięciu w jednym ręku trzymałem wedzisko a drugą reką oraz posiłkując się własną szczęką wyciągałem kotwice (ok. 8kg. z ok. 8m) zęby bolały mnie jeszcze długo po zakończonej (z sukcesem) walce. [2012-04-16 14:06]

stalk75

Fantastycznie się czytało! Od razu w pamięci stanął mi mój rekordowy szczupak (złapany, oczywiście, samotnie!) i wspomnienie tego uczucia, gdy po zacięciu i kontakcie wzrokowym z rybą zorientowałem się, że podbierak został przy namiocie:)) ***** Mam przeczucie, że w tym roku Kolega doczeka się tego trzycyfrowego!;-) [2012-04-16 14:52]

JaroDaw

:) [2012-04-16 15:01]

szogun1

Oczywiscie ***** za wpis [2012-04-16 17:22]

pw23

Zazdroszczę ja jeszcze takiej nie miałem,ale się staram. Super to opisałeś . [2012-04-16 17:26]

wirus7

Opis pierwsza klasa.W czerwcu wybieram sie na 5 dni w Bory Tucholskie, również na łodeczkę.mam nadzieję, że będę mógł przezywac takie przygody jak Ty opisałeś.Wówczas na pewno pojawi sie wpis na blogu.Może nie będzie tak kontrowersyjny, jak sobotni.. "rzeczny potwór",a będzie trzycyfrowy jak twój z opisu.pozdrawiam i 5 [2012-04-16 17:58]

camelot

5***** Za ten wypełniony po brzegi adrenaliną wpis ! - Jestem pewien, że Twoje 3cyfrowe marzenie jest już naprawdę blisko ! Pozdrawiam serdecznie ! [2012-04-16 20:40]

Zibi60

Tylko poradź Maćku co wtedy, jak już króliczek złapany ? [2012-04-16 20:55]

mleczus3

Świetny tekst ;) Zwykle dzieje się tak, że spotkanie z rekordowa rybą przychodzi w niespodziewanym momencie. Pełnia szczęścia, szczypta nerwów i trzęsące się ręce sprawiają, że popełniamy błędy, z których z biegiem czasu sami się śmiejemy. Musimy traktować je jednak jako naukę przed kolejnym spotkaniem z życiówką. Znam smak przegranej i wiem jakie uczucie towarzyszy wędkarzowi, który był tak blisko swoich marzeń. Podczas holu jednego z największych szczupaków, jakie miałem okazje łowić, po kilkuminutowej walce ryba wpłynęła pod łódź i zaplątała się w linkę od kotwicy. Gdy podniosłem kotwicę, na lince wisiała już tylko rozszarpana guma. Piąteczka za wpis, Pozdrawiam [2012-04-16 22:27]

Zander51

No brawo za kolejne wspomnienia Zbychu ! Taki wpis od rana a ja dopiero teraz go zauważam...Miło mi, że Cię trochę inspiruję do pisania, a i koledzy mają co poczytać, bo jest co ! Zauważyłeś podobnie jak ja, że gdybyśmy te nasze smoki wyjęli, to nie byłoby zapału, by tam wracać... Ja mam na koncie kilka bolesnych porażek i to całkiem niedawno ( najprawdopodobniej z sumami ), że na pewno wrócę na swoje śmieci. Może i znowu przegram, ale nadal będę miał imperatyw do wędkarstwa. Byle zdrowie wróciło...Pozdrawiam Cię serdecznie. Uczcie się młodzi koledzy jak należy przelewać na papier swoje wspomnienia... [2012-04-17 00:14]

Sebastian Kowalczyk

"Trzycyfrowy pozostaje nadal w sferze marzeń i celów. Martwię się co będzie jak mi się przypadkiem uda Go złowić ? " Pewnie zaczniesz polować na sumy. ;) ***** [2012-04-17 07:50]

Zibi60

Jest w artykule link do mojej potyczki z sumem - przyrzekłem sobie, że gdy będę miał na kiju suma, to natychmiast doprowadzam do jego urwania. Jedna głupia walka wystarczy. [2012-04-17 08:13]

krzychu64

Opis wspaniały, jak bym był na miejscu. Poraj niedaleko, ale tylko raz tam łowiłem, kumpel mnie namówił. Myślę, że częściej będę zaglądał. U mnie w kole większość preferuje wody Opolskie. Za opis przygody ***** i mam nadzieję że spotkamy się nad wodą. Nie dysponuję co prawda łódką, ale w życiu wszytko się może zdarzyć. [2012-04-17 10:44]

Zibi60

Jeszcze muzyka nas łączy Krzychu - mamy identyczny gust - z tym, że na łodzi słucham tylko przyrody. Zapraszam do Poraja, miejsce na łodzi gwarantowane. [2012-04-17 10:49]

marek-debicki

Tak łowią i piszą tylko prawdziwi mistrzowie i ludzie, dla których wędkarstwo to nie tylko fajne hobby ale coś więcej. Pasja, pasja i jeszcze raz pasja. Piękne opowiadanie, piękna przygoda. Pozdrawiam i *****pozostawiam. [2012-04-17 11:41]

Zibi60

Dzięki Marku, lejesz miód na moje serce, staram się jak mogę aby Ci dorównać. Dziękuję wszystkim za miłe przyjęcie artykułu. [2012-04-17 14:17]

pusiek99

Mogę powiedzieć, że dla mnie jako młodego wędkarza takie opowiadania jeszcze bardziej nakręcają pasję łowienia. A czy wyciągnąłeś ją? to nie ważne , nie ważne zdjęcia ważne są wspomnienia, w które nikt nie musi wierzyć. Ważne aby były Twoje i motywowały do kolejnej wyprawy nad wodę. Mnie wspomnienia motywują najbardziej :) oczywiście 5. [2012-04-18 07:16]

użytkownik

Co to komentować po prostu pięć. [2012-04-18 12:00]

JaroDaw

Zbyszku, jak już wyciągniesz, to umówisz się na randkę z jego babcią :) Tak naprawdę nie wiadomo co tam w Poraju jeszcze pływa. A swoją drogą, to się tak nie rządź moim miejscem na łódce :) Pozdrawiam [2012-04-18 15:24]

Zibi60

Jarek pamiętam, że byłeś... który to byłeś ? Patrz ten Alzheimer, muszę zajrzeć do notatek... a jest - Jarek 3 czerwiec. [2012-04-18 18:41]

edyta35

Witaj Zbyszku super opisana wyprawa i to, że miałeś prawie go w garści i na łodzi to jak na moje to miałeś go złowione, a to,że nie zdążyłeś zmierzyć no cóż miara w oku też jest dobra i satysfakcja zostaje i adrenalina. Wiem coś o tym, oczywiście piąteczka i pozdrawiam. [2012-04-18 21:38]

JaroDaw

Hahaha również sprawdziłem w kalendarzu inaczej być nie może :) MDD :p [2012-04-20 12:33]

użytkownik

super wpis 5 [2012-04-30 20:59]

marpocz

super wpis - ja ciągle czekam na pierwszego zandera nie mówiąc już o trzy cyfrówkach, ale kto nie próbuje ten nie złowi - więc od 1 czerwca nowe nadzieje! [2012-05-11 22:10]

kamil11269

oczywiście ***** [2012-11-02 09:08]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Śmingus na Gzelu

Po długotrwałym załamaniu pogody w końcu piękna pogoda, zero chmur, b…