Internetowy fanatyzm wędkarza - sezon podlodowy 2017

/ 45 komentarzy / 3 zdjęć


Sezon podlodowy się dla mnie niestety skończył. Od kilku dni panuje na pomorzu spora odwilż, a ja nie posiadając zbytnio sprzętu asekuracyjnego, postanowiłem pomyśleć o swoim zdrowiu i dać sobie spokój (szczególnie, że w weekend nie udało mi się już wyrwać). Po jakimś etapie w naszych wędkarskich przygodach, następuję często okres zadumy, podsumowań, ale mnie dopadły przemyślenia ściśle niezwiązane z wędkarstwem podlodowym, a z etyką. Dzisiaj prawdopodobnie przerzedzę trochę grono moich czytelników, bo chcę napisać o moim podejściu do wypuszczania ryb.

Od kilku lat, jak zacząłem więcej czasu poświęcać wędkarstwu, a co za tym idzie zaglądać do internetu, zderzyłem się z rzeczywistością, która była mi obca. W momencie gdy ktoś wstawiał na fora zdjęcia ryb, które mogły sugerować, że rybom nie została zwrócona wolność, nazywany był z automatu mięsiarzem etc. Wędkarstwa, jak już wcześniej wspominałem, uczyłem się na Pojezierzu Brodnickim, gdzie mój wujek mieszkający na wsi, na rybach był po prostu codziennie. Chyba największy autorytet w łowieniu linów jakiego miałem okazję w życiu spotkać - niestety już teraz świętej pamięci. Na takiej przeciętnej polskiej wsi, wędkarze nie uprawiali wędkarstwa sportowego, a łowili ryby po prostu jako sposób pozyskiwania mięsa, używając taniego asortymentu. Nie wklejali do internetu zdjęć (bo go wgl nie używali), czasami w ręce wpadła im jakaś gazeta. Wręcz kryli przed innymi swoje łowiska, wyniki, dzieląc się wiedzą tylko z nielicznymi. Krótko można to skwitować słowami, że prawdziwy facet - wędkarz, powinien wiedzieć co zachować dla siebie, a czym się pochwalić.

Oczywiście tych ludzi otaczała aura wielkiej pasji, ale ryby się tam po prostu jadło. Chodziło się na nie jak na grzyby czy jagody do lasu, z wklejoną w to miłością do tego wspaniałego hobby i do przyrody. Ludzie tam mieszkający nie byli ludźmi, którzy mogli sobie pozwolić, żeby iść w niedziele do restauracji i mówiąc krótko byli po prostu biedni. Świeży ryby, ze zdrowych wód były czymś wspaniałym, pewnymi skarbami, które natura daje w prezencie. Dla mnie też było czymś ekstra, spróbowanie lina w śmietanie jako mieszczuch, który przyjeżdżał tam za dzieciaka na wakacje. Każdy może mi mówić co uważa, ale dla mnie to o czym teraz piszę jest prawdziwym wędkarstwem. Od takich ludzi się wywodzi. Nie od testerów na super łódkach w Skandynawii, nie wędkarzy uprawiających teraz modny street fishing w "teamowych" koszulkach.

Być może wędkarstwo, te prawdziwe w moim mniemaniu, jest mocno zakorzenione z czasami Polski Ludowej, a wchodząca gospodarka wolno rynkowa wiele rzeczy pozmieniała. Przede wszystkich gdy na rynku pojawiło się sporo wędkarskiego asortymentu, trzeba było zrobić do tego odpowiednie akcje marketingowe. Jak myślicie, kto będzie lepszym lepszym targetem dla producentów sprzętu ? Janusz z polskiej wsi na mazurach jedzący ryby, czy człowiek internetu żyjący zasadą złów i wypuść ? Oczywiście ten drugi. Warto pomyśleć o tym, że ta druga grupa wędkarzy może sobie pozwolić na to, aby ryby wypuszczać, pomijając nie tyle względy samej filozofii w wędkarstwie, a czyste względy ekonomiczne rodziny. Stąd dużo lepiej na sponsorowanych okładkach w gazetach i reklamach w internecie pokazywać fotografie ładnie ubranych wędkarzy z rybami przeznaczonymi do wypuszczenia. Drugą ważną kwestią, dla której wypuszczanie ryb będzie na rękę dla wędkarskich koncernów jest to, że ryby będą po prostu pokłute, a co za tym idzie bardziej chimeryczne i ostrożne, co napędza coraz to nowsze zaplecze sprzętowe. Zaryzykuję stwierdzenie, że chyba nawet bardziej niż zwiększenie ogólnej populacji ryb. Najbardziej śmieszą mnie znane persony z naszego światka wędkarskiego. Jakiś czas temu, w mediach widok dużej, uśmierconej ryby przeznaczonej do konsumpcji był czymś normalnym. Nawet najbardziej znani wędkarze, po prostu ryby zabierali do domu - nawet największe okazy. Włączcie sobie jakiś starszy program wędkarski, albo książkę z tych czasów. Nawet kiedyś zawody wędkarskie nie były organizowane na żywej rybie! Potem trzeba było zmienić całkowicie front i pokazywać jakim to się nie jest miłośnikiem przyrody. Śmieszy mnie to, że kiedyś postępowali tak, a nie inaczej, a potem zwracają uwagę i edukują innych. I nawet gdyby było to spowodowane nagłym olśnieniem, że sami przyczyniają się do wzrostu wędkarskich pustyń w Polsce, to niesmacznym jest ocenianie innych w ten sposób, gdy wczoraj robiło się co innego. Gdyby taki szanowny Pan redaktor przyznał się do błędu publicznie i powiedział, że sam robił tak, a nie inaczej, ale że obecny rybostan jest tragiczny i wskazanym jest to zmienić.. Ale nie, trzeba wytykać innych palcami, bo czasy się zmieniły i trzeba być dalej na topie.

Dlaczego o tym teraz piszę ? Może dlatego, że jak wstawiłem zdjęcie dwóch okoni leżących koło siebie na lodzie, spadła na mnie fala krytyki (nie mówię jak coś o tutejszym forum) ? Trudno powiedzieć, chociaż o tym co teraz pisze długo już myślałem i może podświadomie sprowokowałem takową sytuację. Wstawiłem zdjęcie i poszło. "Dobrze, że inne Ci spadły, bo będą dalej żyły", "cztery lata na forum nic Ciebie nie nauczyły ?". Zdałem sobie sprawę, że po prostu nie pasuję do takiego środowiska. Dla mnie tacy ludzie są skrajnie fanatyczni, a mówiąc po mojemu są chorzy. Jest to dla mnie patologia - co w języku naukowym oznacza jakieś zaburzenie od normalnego stanu rzeczy. Fanatyzm, ten skrajny, w którąkolwiek ze stron będzie dla mnie niedobry. Ale chyba większą odrazę wzbudza u mnie fanatyzm c&r, niż zabieranie wszystkich złowionych ryb - bardziej rozumiem po prostu człowieka, który potrzebuję białka, niż tego, który chcę przynależeć do elitarnej społeczności. Żeby uprecyzować, najbardziej irytują mnie internetowi modnisie, którzy szpanują przynależnością do internetowej, jakże czystej ideologii c&r. Atakują ludzi zabierających ryby, będąc ofiarami internetowego trendu, chcąc przy tym jak najbardziej zaznaczyć przynależność do elitarnej społeczności. Bardzo rozśmieszył mnie argument, że nie tyle chodzi im o to, że zabrałem dwa okonie, a to, że złamałem regulamin forum na, którym jestem od czterech lat i nic się od tego czasu nie nauczyłem! Właśnie najbardziej nie lubię takich jednostek działających w sposób charakterystyczny dla jakiejś społeczności, która jest dla nich niemal święta, a nie sugerujących się własnym sumieniem. Nie wiem tylko na ile Ci ludzie weryfikują co robią, a na ile są bezmyślnymi jednostkami. Jest to dla mnie na tyle abstrakcyjne, w negatywnym słowa znaczeniu, że trudno mi to już dogłębniej analizować. Warto wspomnieć jeszcze o ich podpisach pod zdjęciami, dodawanieu super filtrów przy obróbce i pokazywaniu, że łowiło się shimano stellą i wędką z pracowni, tym bardziej pokazując z jakim czystym szpanerstwem mamy do czynienia. Oczywiście nie chcę teraz wrzucać wszystkich do jednego wora, ponieważ w Polsce są też wędkarze posługującym się sprzętem z górnej półki i mających swój własny kodeks, ale często idzie to w parze z tym o czym wspomniałem.

Oprócz grupy osób, o której pisałem przed chwilą warto opowiedzieć trochę o innych wariacjach. Myślicie, że ludzie, którzy zwracają komuś uwagę, że się nie wypuściło ryby, robią to dla ogólnego dbania o ekosystem i przyrodę? Gówno prawda. W większości przejawia przez nich egocentryzm, że nie będą mieli okazji złowić już tej ryby, którą ktoś zabrał. Nie piszę już o ludziach, którzy robią to dlatego, żeby po prostu hejtować, z zazdrości, bo im samym nie idzie. Tak czy inaczej jest to dla mnie dużo bardziej zrozumiałe, bo Ci ludzie pokazują cechy społeczeństwa w dzisiejszych czasach (oczywiście te negatywne, ale przy tym jakby nie patrzeć naturalne). I właśnie ten cały internetowy trent, lansowany przez środki masowego przekazu, a do tego internet, który zapewnia w jakimś stopniu anonimowość, daje im dobre pole do popisu. Ale w odróżnieniu od modnisiów, takich ludzi rozumiem, bo każdy czasami potrzebuje jakiegoś ulotnienia problemów dnia codziennego.
Oczywiście, oprócz grup, które opisywałem, są prawdziwi wędkarze, którzy po prostu robią swoje, nie krytykując przy tym innych i tyle. Takich ludzi cenie najbardziej, tych którzy maja swój prywatny kodeks i nim się kierują w życiu. A jeżeli komuś naprawdę zależy na dobru ryb i podwodnego świata, cóż... jednostki, które w mądry sposób będą się tym zajmować na pewno się przydadzą.

Podsumowując mój tekst, uważam, że nigdy nie będziemy przyjaciółmi ryb, bo całe wędkarstwo samo w sobie nie jest etyczne. Jesteśmy tylko inteligentniejszymi ssakami, które sprawiają ból zwierzakom, wyciągając je z ich naturalnego środowiska, po to żeby zrobić im zdjęcie i pochwalić się kolegom jakimi to nie jesteśmy specjalistami w fachu. Mało wędkarzy potrafi na to spojrzeć z boku, ale dla człowieka niezwiązanego z nasza pasją, sprawianie bólu zwierzakom, nie po to aby pozyskać mięso jest czymś mocno niemoralnym. Nikt w takiej Afryce nie łowi ryb dla sportu. Ludzie biedniejsi, po prostu robią to żeby mieli co jeść.

Żeby nie było, sam nie jestem święty. Większość ryb wypuszczam, czasami zabieram. Jestem za tym, żeby jak już zdecydujemy się zabrać rybę wypuszczać ryby małe i okazy, a zabierać te średnie. W tym roku zabrałem dwa okonie i pięć płotek dla teściowej, jak ostatni raz w tym sezonie bylem na lodzie, wypuszczając przy tym kilkadziesiąt innych ryb. Czy jestem mięsiarzem ? Dla fanatyków pewnie tak. Pisałem ten tekst, żeby po prostu pokazać ludziom, żeby nie dali się zwariować, popadając w chore skrajności, a przy tym pokazać część siebie.

Serdeczności
B.

 


4.8
Oceń
(18 głosów)

 

Internetowy fanatyzm wędkarza - sezon podlodowy 2017 - opinie i komentarze

ryukon1975ryukon1975
+1
Tylko osoba znająca dobrze a nawet bardzo dobrze daną wodę wie czy może z niej brać ryby i jakie bez szkody dla jej rybostanu. Wszelkie bezmyślne słowa napisane z drugiego końca kraju przez kogoś kto nawet nie wie gdzie została ryba złowiona nie mają dla mnie najmniejszego znaczenia. Jeszcze są wody gdzie ta ryba jest. W momencie gdy PZW zakaże ich całkowicie brać przyzna się też że unicestwił życie w wodze na terenie naszego kraju. (2017-02-20 09:56)
użytkownik200880użytkownik200880
+1
Sporo racji w tym co piszesz, ja jednak patrze a to inaczej, skoro władze nie chcą nam pomóc w utrzymaniu rybnych wód, to musimy my sami o nie zadbać, a biorąc każdą rybe nie pomagamy. Mnie jednak zastanawia skąd brak ryb w jeziorach, w niektórych ani tam rybaków ani klusoli, a ryb niema mimo zarybien. (2017-02-20 11:02)
luxxxisluxxxis
0
Koncerny napędzają ideologię c&r gdyż chodzi im o to aby "pokłute ryby były bardziej chimeryczne" i chcąc je dorwać trzeba było dokupić wiadro gum??? Bart...Litości............................................Ta teoria podcieła mi nogi w krześle. Kwestia c&r to raczej wymóg chwili,próba ratunku tego co zostało w wodach,chęć pokazania że przeszło się na tryb "sportowiec",próba zrównania się na tym tle z resztą "świata" gdzie puszczanie ryb luzem jest na porządku dziennym...Bo czy wyobrażasz sobie szkopa,szweda,norwega,francuza--który siedzi na stołku w kuchni i skrobie jakieś lechony??? chyba nie,bo jemu najzwyczajniej w świecie nie chce się z tym pierd....ić,jego stać żeby iść do marketu i zaspokoić chęć na rybkę kupując np łośka czy węgorza...A polak? a polak skrobie bo nie kupi,bo szczwany i drugiemu nie da,bo to kosztuje,a jak on puści to Heń złowi i ukatrupi jak nic.......Polak musiał od trzech pokoleń kombinować,"zorgować",dorabiać bokami itd...Musiał to tak długo robić że w genach mu się zapisało i kolejnych trzech pokoleń trzeba aby to wybić.........................................Czy lubię takich fanatyków c&r--tak,jak krostę na f....cie,jak kamień w bucie,i jak urwanie najnowszej rapali...--to chora banda czubów która chcąc być "trendy" dałaby się nabić na jakieś murzyńskie maczugi,byle topowe były.OLAĆ ICH,ich działania dają skutek odwrotny do zamierzonego.Ja do swego c&R doszedłem sam,bo uznałem że warto,nie pomogły mi w tym trzykrotne bany na jerku,forsie i skowyt idiotów że potokowca fotografuję na plecaku a wypinam kombinerkami. (2017-02-20 11:19)
Jakub WośJakub Woś
0
Zgadzam się z wiekszością tego wpisu. Wszelkie objawy fanatyzmu zawsze będą negatywne w skutkach. Martwi mnie natomiast, że tych którzy przeginają w jedną stronę nazywasz z negatywnym wydźwiękiem modnisiami, szpanerami, bezmyślmymi jednostkami, ofiarami internetowego trendu. Natomiast tych przeginających w druga stronę nie dość że nie określisz w podobny sposób to nawet usprawiedliwiasz brakiem pieniędzy na białko. Pozostawię bez oceny bo wygląda mi to na wpis zaczepny. (2017-02-20 11:26)
okoniowy_bartusokoniowy_bartus
0
Dzięki lux za odpowiedź. Mi nie chodziło o to, że głównym czynnikiem propagowania c&r przez firmy jest jest to, żeby ryby były pokłute, tylko po prostu ten czynnik jest dla mnie też istotny choć nie najważniejszy. Bo jakby nie patrzeć ryby się uczą, jest coś takiego jak przebłyszczenie wody i to napędza rynek z przynętami. Gdyby ryb było od groma i brałyby na wszystko to ludzie nie kupowaliby tylu przynęt, szczególnie Ci co do najbogatszych nie należą. Ale mówię, że nie jest to aspekt najważniejszy, raczej jest nim to, że lepszym celem będą wędkarze etyczni, sportowi, dlatego pod nich ustawiany jest marketing, bo taki chłop z mazur co skrobie ryby, raczej wiele od nich nie kupi, raczej paczkę białych i alge 2 raz na miesiąc. Nie piszę, że to coś złego, to po prostu biznes i tyle. Możesz się ze mną nie zgadzać, ja tam Twoje zdanie szanuję i fajnie, że w cywilizowany sposób (a nie co jak niektórzy) o tym napisałeś. A co do ogólnego zabierania ryb, to wiesz, Ty możesz spojrzeć na mnie, na Krzysia i innych i w 90% procentach te ryby wypuszczamy, ale to jest internet, to jest jakiś % wędkarzy, większość wgl nie udziela się w internecie i oni zapewne te ryby sobie skrobią w wielu przypadkach. Zapewne też jest podobnie za granicą (chociaż nie wiem, nie łowię tam), ale wydaję mi się że jak przeglądamy internet to jakby nie patrzeć jest to jakaś mała część wędkarskiego społeczeństwa. Teraz ludzie wypuszczają ryby coraz częściej i bardzo dobrze. Ja też jestem za tym, żeby ryby puszczać, ale też nie można się zwariować i atakować kogoś jak raz na jakiś czas zabierze sobie rybę. I fajnie napsiałeś, że sam doszedłeś do wypuszczania ryb, a nie wyczytałeś to od tych modnisi z internetu ! Najważniejsze, żeby każdy miał swój prywatny kodeks, nie jakiś RAPR. I ja nie próbuję kogoś zachęcić żeby te ryby puszczali, czy jedli, tylko opisałem środowisko chorego fanatyzmu, który jest zły w obie strony. (2017-02-20 11:35)
grisza-78grisza-78
+3
Jak by nie patrzeć, idea C&R jest zawsze lepsza od idei Kill & Grill. Do C&R trzeba dorosnąć. Trzeba mieć swój własny pogląd. Ja nie wypuszczam ryb dlatego, że taka moda, że ktoś każe . Wypuszczam, bo sprawia mi to przyjemność. Odpływająca ryba, uchwycona kamerą, czy aparatem, jest czymś cudownym, czymś co zostaje w głowie na długo. Poza tym, zawsze jest szansa, żeby złowić tę rybę raz jeszcze. Kilka lat temu, w styczniu, w ciągu trzech tygodni złowiłem 3 razy tego samego pstrąga potokowego. Miał prawie 60 cm. Na jesień ( w okresie ochronnym pstrąga), pewien gość z wioski obok, złowił pstrąga o wadze około 3 kg. To był ten "mój". Został zjedzony. Smacznego. Nikt mi nie powie, że C&R jest złe. (2017-02-20 11:54)
okoniowy_bartusokoniowy_bartus
0
Kubo, gdybyśmy się zgadzali we wszystkim to by było nudno, a tak możemy sobie chociaż normalnie pogadać ; ) Tak jak pisałem skrajności w obie strony nie są czymś dobrym i koleś co zabiera wszystko co pływa jest dla mnie chory i jest dla mnie mięsiarzem, tak samo chory jest ktoś, kto będzie atakował że ktoś zabierze sobie dajmy na to sandaczyki (50-60cm) przez cały swój sezon. I przesadzasz, że ja kogoś usprawiedliwiam, bo nie usprawiedliwiam, tylko pisałem o tym, że wędkarstwo się wywodzi właśnie od łowienia ryb dla pozyskania białka i normalnym jest, że ludzie mniej zamożni sobie zabierają ryby. Jest to zgodne z prawem i moją moralnościa, tylko tak jak piszę, że w skrajnym przypadku jest to beznadziejne ; ) poza tym zobacz, samo wędkarstwo nie jest moralne samo w sobie, bo jak się jaramy tym, że hamulec gra, to ta ryba walczy o życie i jesteśmy egoistami, bo jakby nie patrzyć bawimy się kosztem żywych zwierzaków, pomijając to czy je będziemy skrobać czy nie. I piszę to, żeby pokazać komuś, kto atakuję że ktoś zabrał sobie rybę, że sam taki święty nie jest. Widzisz, teraz jest moda c&r, a mało osób potrafi sobie spojrzeć na to z boku w taki sposób jaki ja to przedstawiłem. i być może jest to zaczepne, ale moim zdaniem ciekawym jest przedstawienie innego punktu widzenia. Prosty przykład, rozmawiałem raz z dziewczyną i się mnie spytała czemu łowię ryby i je wypuszczam. Że to bez sensu, bo nawet jak je wypuszczę potem, to je męczę dla własnej frajdy, zeby chociaz się pochwalić kumplom w internecie. I dla niektórych bardziej moralnym jest, złowienie tej ryby po to, żeby ją zjeść po prostu, a nie dla zabawy. I na koniec dodam, że ja nie mówię, że powinno się te ryby zabierać, czy wypuszczać tylko nie można popadać w skrajności i tyle. (2017-02-20 11:56)
okoniowy_bartusokoniowy_bartus
0
sobie dajmy na to 4 sandaczyki* ( sprostowanie żeby nie było, że wszystkie) (2017-02-20 11:58)
okoniowy_bartusokoniowy_bartus
+1
I jeszcze jedna ciekawostka; i żeby nie było, nie mówię że sam tak nie robię i że jestem święty ! Rozmawiałem raz, z bardzo wykształconym starszym człowiekiem i powiedział mi ciekawą rzecz. Że jak robimy sobie zdjęcie z żywą rybą, z przynętą w pysku, to jest to niezgodne z prawem ! Bo uwieczniamy na fotografii zwierzaka, którego sobie męczymy, dajmy na to, na potrzeby artykułu na bloga. Ja nie mówię, żeby wszyscy teraz przestali tak robić, ale fajnym jest popatrzenie na to wszystko z innej perspektywy, a nie tylko trochę z klapkami na oczach, w potrzebie chwalenia się okazami w internecie. ; ) (2017-02-20 12:05)
Jakub WośJakub Woś
0
Widzisz zgadzamy sie co do kwestii tego, że skrajności są złe. Tylko Tobie widzę bliższa jest skrajność zjadania ryb bo uważasz ( i słusznie) że stąd wzięła sie potrzeba wędkarstwa. Ja natomiast jestem bliższy tym drugim. Nie popieram oczywiście zaślepionego wrzasku i wyzwisk na portalach. Jednak według mnie mniejsze zło czynią ci co wyrażą swoje niezadowolenie z powodu okonia na lodzie nawet sypiąc wyzwiskami niż ci co kilkuhektarowy zbiornik wytrzebia ze szczupaka w dwa sezony bo tego byłem świadkiem. Hejt na forum olewasz ciepłym moczem i jest po sprawie a sprawić by do pustego zbiornika wróciła populacja szczupaka, którego rozmiary dochodzą do metra nie jest już takie proste. (2017-02-20 12:30)
luxxxisluxxxis
0
GRISZA--mam udokumentowane trzykrotne złowienie tego samego potokowca w ciągu 7 dni-dwa razy ja,raz kolega,niepodważalnie ta sama ryba.............................................................................................Bartek---a cóż to znaczy--"dzięki za odpowiedż" ??? -powaliło cię?,nie czaję....Dlaczego mi dziękujesz a innym nie? przecież ja zawsze swoją paszczu wpycham gdzie popadnie...Słowo -"dzieki" oznacza jakaś dozę rezerwy--więc o co chodzi? zrobiłem coś komuś? (2017-02-20 12:30)
okoniowy_bartusokoniowy_bartus
0
Po prostu podobają mi się Twoje komentarze i podziękowałem, jak koledze, za odpowiedź. tylko tyle, bez żadnych podtekstów. Po prostu chciałem być miły ; ) (2017-02-20 12:43)
pstrag222pstrag222
-5
Mnie to tak naprawdę śmieszy całe te ideologie wypuszczania , zabierania. Ot obudzili się z ręką w nocniku. Ale najbardziej wkurzające , jest zawiść szczególnie tu na portalu . Zdjęcie ryby na forum i jesteś mięsiarzem bo user nie wie ile ryb odzyskało wolność. :) Jest to bardzo ciekawe zachowanie bo oczernia się ludzi, wyzywa , a w rzeczywistość prosto w oczy siedzą cicho bo boją się odezwać. Osobiście nie jestem i raczej nigdy nię będę no killem. Lubię jak to lux napisał skrobać lechona :) Ale zabieram te ryby jakie dominują w akwenie i nieststy ale potrafią zniszczyć zbiornik . Lub akurat mam na nią kaprys . :) A całe te wojenki , wyzwiska lepeij zostawić tym pseudo fanatykom internetowym. Bo niestety nie tędy droga. (2017-02-20 14:03)
kabankaban
+2
W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ludzie przychodzili na ryby i po ryby a było ich w moim regionie w ciul. Raz byłem z ojczulkiem(przełom lat 70 na 80) na wypadzie typowo "mięsiarskim"- kilka garści gotowanej pszenicy cztery świnki około 50 cm każda, pół godziny i do domu. Sprzęt to bambusówki z kołowrotkami o ruchomej szpuli, żyłka 0,20 i 0,15 na przyponie (Gorzowska bo innej nie było) i haki Mustada któr gdzieś ojczulek zdobył. Owszem białko rybie było uzupełnieniem dość ubogiej diety. Tak robiło wiele osób i mimo, że niby tyle zabrano ryb to cały czas było ich mnóstwo. Teraz w dobie technologii kilka telefonów, samochód też nie jest towarem deficytowym, echosonda i sprzęt z kosmicznymi technologiami robią swoje. Kiedyś zabierałem kilka pstrągów bo było ich dużo, a teraz owszem skuszę się na kilkanaście ryb w sezonie i są to tylko okonie jak dla mnie w rozmiarze między 22 a 30 cm. Innych ryb nie biorę bo mi nie smakują lub ich po prostu ich nie ma. A tak w ogóle uważam, że ryby nie są skłóte bądź chimeryczne, tylko ich jest zdecydowanie mniej niż kilka dekad temu. Pozdrawiam z 5* (2017-02-20 14:36)
pakul1206pakul1206
-6
Mi też tam do niekili daleko, chociaż skrobać lechonów nie lubię :) Raz w tygodniu jakąś świeżą rybkę zjem i tyle, mógłbym je jeść codziennie ale bez przegięć. Od jakiegoś czasu coraz bardziej podoba mi się widok odpływającej ryby, szczególnie tej dużej, jakoś tak cieszy oko :) Czy jestem etycznym wędkarzem ? myślę że tak bo jak już coś mam usmażyć to przykładam się do ciosu tak żeby pierdolnąć w łeb tylko raz, żeby się bidna nie męczyła :)) (2017-02-20 17:11)
luxxxisluxxxis
+1
Pakul-mój dziadek mawiał-"jeśli chcesz zjeść to zabij szybko,nie męcz". Automatycznie uruchamiał się,przechodził w tryb "bojowy" na widok ćwoka ładującego żywcem rybę do jakiejś reklamówy i w torbę... Świętym nie był ale nie pozwalał na to aby żywe stworzenie cierpiało choć milisekundę dłużej niż jest to konieczne......................................................................................................................................Bartek-ok,ostatnio jakiś przewrażliwiony jestem,teściowa mnie truje psychotropami? może grzybkiem? czort wie....Przepraszam. (2017-02-20 19:36)
pstrag222pstrag222
0
Mi też tam do niekili daleko, chociaż skrobać lechonów nie lubię :) Żona uwielbia wędzone leszcze , wiec cóż poradzić mam :)))) (2017-02-20 20:55)
AskanAskan
-4
Bartuś,kilka rzeczy opisałeś bardzo dobrze ale to że skłaniasz się do tego aby jak najwięcej ryby wypuszczać to mnie nie przekonuje.Na zbiorniku gdzie wędkuję najczęściej( mam tam łódkę ) Pogoria I,wyrobisko po piaskowni jest coraz bardziej nędznie.Rybostan jest skarłowaciały bo nie ma tam rzeki a dopływem jest mały potoczek,przepływa póżniej przez drugi zbiornik mniejszy ( Bagry )aż na Pogorię III,wszystko po kopalniach piasku.Zarybiają tylko zgodnie z operatami czyli kroczkiem w każdym gatunku i najgorszymi szkodnikami SUMEM 10kg.i Jaziem czasami 200kg na rok.Nie dopuszczaja PŁOCI ani LESZCZA i to jest powód karłowacenia.Na ostatnich zawodach podlodowych największa płotka miała 18 cm a okoń 25 cm a ja wędkując tam od bardzo dawna od ok. 10-ciu lat nie wyjąłem płoci większej niż 25 cm.Zbiornik który ma ok 70 ha. jest zaniedbany przez okręg Katowicki bo koło do którego należę,opiekun zbiornika nie ma nic do powiedzenia.Sprawę nagłaśniam od kilku lat i zawsze w kole mnie zbywają bo twierdzą że żadna hodowla nie bawi się w hodowanie płoci i leszcza bo im się nie opłaci.Tu jest pies pogrzebany,oddali stawy hodowlane cwaniakom i oni hodują nawet Starleta i inne cuda bo ludzie to kupią i jest na to moda.Ja biorę te płotki i leszczyki bo one i tak większe nie urosną a ci co mnie hejtują na aplikacji wędkarskiej jak było na rybach to zwykłe szczyle co nie dorastają mi do pięt.Wedkuję z kartą wedkarską od 69-ego roku,żeby zdać egzamin w tym czasie trzeba było mieć DWÓCH CZŁONKÓW POLECAJĄCYCH(wprowadzających) i byli to starsi wędkarze którzy obserwowali nas młodzieniaszków nad wodą jak się zachowujemy.W obecnych czasach po tych wpisach na aplikacji widać że tych debili nikt nie wychował.PZW postawiło na ilość a nie jakość a mnie w głowie siedzą jeszcze te egzaminy które musiałem zdać w kole w Zamościu gdzie mój ojciec był w zarządzie a ja nie chciałem przynieść mu wstydu.Stara gwardia nie może się poddać kilku smarkaczom co jeszcze gówno w życiu widzieli a wymądrzają się po ANGLIKAŃSKU.Pozdrawiam (2017-02-20 21:13)
AskanAskan
-3
Zapomniałem jeszcze napisać że uwielbiam wędkować z lodu a jest w tym roku na zbiornikach w pobliżu nawet po 40-ci cm grubości.Myślę że jeszcze 8 marca na babskie święto przyniosę jakieś rybki do domu,czasami na roztopie w marcu wyciągnąłem karpika lub dużego leszcza.Okonie staram się wypuszczać bo mało ich i nigdy nie ganiam jedynie za nimi ale jeżeli jakiś się powiesi jako przyłów to wezmę dla smaku.Pozdro (2017-02-20 21:23)
oldboyoldboy
+1
@Okoniowy Bartuś, Masz "piątkę" ode mnie. Ja też patrzę (jako "oldboy", wędkarz, który z konieczności miał przerwę w łowieniu) na tę "poprawność" wędkarską podobnie, jak i na tę "polityczną". W dawne czasy sam nie pouczany przez nikogo brałem zawsze tylko 3 do 5 wymiarowych ryb i...wracałem do domu. Gdy ryba nie brała, to siedziało się i cały dzień, a były i takie dni, że już po godzinie odkładałem wędkę, bo tych parę rybek było, i gapiłem się na przyrodę lub opalałem na słońcu. Do głowy by mi wtedy nie przyszło, aby następne ryby kaleczyć i wypuszczać po to tylko, aby z uporem maniaka bić rekordy. To dopiero jest szkodliwe zboczenie! Podobnie podchodzę do bezmyślnego wyciągania np. tysięcy uklejek na zawodach. Gdzie tu etyka??? Przecież to są ŻYWE ryby, więc po kiego diabła je dręczyć? One stanowią pokarm dla drapieżników, więc niech ich będzie jak najwięcej. Reasumując - nie odstąpię od tego mojego dawnego zwyczaju, bo uważam go za bardziej etyczny, niż tę okrutną modę "złap i wypuść" , która kompletnie nie uwzględnia ilości okaleczonych ryb. Sprzyja mi tu zresztą wyznaczony limit dzienny w aktualnym regulaminie. Taki sposób postępowania, jaki tu opisałem (a więc NIE KALECZENIE niepotrzebnie łowionych ryb, tylko ZANIECHANIE dalszego połowu), bardziej by się przyczynił do poprawy stanu ich zdrowia, niż ta obecna "moda" na pokaz. (2017-02-20 21:50)
pawelzpawelz
+1
oldboy - rozumiem, ze wg Twojej logiki, jadac np 300km na ryby mam po 5 min zwinac wedki i wracac do domu ?. Bo czasami zlowienie 2 lipieni czy 1 pstraga - a sa lowiska z takimi limitami zajmuje kilka minut jak staniesz nad dobra rynienka. Rozumiem ze wszystkie obecne lowiska NK powinny zostac zlikwidowane. Juz widzialem jak one wygladaly zanim ustalono tam NK. Wybacz, ale nie mam zamiaru wracac np do lowienia 29 cm lipieni bo kazdy wiekszy na np Sanie dostawal w leb. To bylo dopiero klucie ryb, bo kazda byla niemiarowa. Na 50 ryb 1-2 przekraczaly magiczne 31 cm (taki byl kiedys wymiar). Ty po prostu albo nie masz wyobrazni albo masz w dupie stan wod. Kozystasz z tego ze inni wypuszczaja a dla Ciebie i Twojej filozofii starczy. Ale gdyby kazdy postepowal jak Ty w wiekszosci wod nie byloby juz co lowic. I nie pitol, ze 1-2 ryby na dzien to nic. Jesli na jakims odcinku rzeki (np 5km) lowi dziennie 50 wedkarzy i kazdy zabierze 1 lipienia badz pstraga to po miesiacu zniknie z takiej rzeki 1000 wymiarowych ryb. Po roku bedzie tylko narybek. Nawet jesli zmniejszymy presje 5 krotnie to i tak po roku nic nie zostanie. (2017-02-21 08:54)
barrakuda81barrakuda81
+4
Z jednej strony jeśli złowisz rybę i zjesz w ramach tego co ci wolno i nic się nie dzieje.Z drugiej z "matematycznego" punktu widzenia zabierasz rybę - jest o jedną mniej.Jakiś wpływ na populację masz tylko jest kwestia skali tego wpływu.Pewnie że nie trzeba być ortodoksem.Kiedy na ryby jeżdżę sam wypuszczam wszystko - kiedyś sporadycznie zabrałem sandacza ze dwa razy na sezon.Mój wybór.Kiedy jeżdżę z ojcem on lubi zabrać rybę i cóż mi do tego?Każdy robi jak uważa i dobrze jeśli postępuje zgodnie z własnym sumieniem o ile działa w ramach prawa.Bartek wspomniał o egoizmie, egozcentryzmie i dobrze bo to prawda.Tylko każdy powinien to umieć uczciwie przyznać.Dlaczego wypuszczam ryby?Kocham je?....W pewnym sensie:-)Ale poważnie.Wypuszczam bo nie lubię zabijania zwierząt jeśli nie jest to podyktowane jakimś dobrem nadrzędnym.Przecież umiem to robić.Pamiętam jak łatwo uśmiercić okonia, szczupaka itp.Robiło się to kiedyś.Do czasu kiedy po raz pierwszy nie zadecydowałem że zwracam wolność żywej istocie zamiast zawieźć do domu i pochwalić się.To był przełom.Ale to moja historia - każdy ma swoją.Kiedy rybę wypuszczam to także dlatego że chcę aby wróciła i rozmnozyła się , może wzięła kiedyś raz jeszcze...czysty egoizm.A jak!:-)Tyle że jak ją znowu złowię to znowu wypuszczę i tak być może daj Boże bez końca.Chodzi o to żeby łowić i żeby było co łowić.Czy jestem do tego przekonany i wierzę że przez to będzie więcej ryb - nie bezkrytycznie bo nie widzę specjalnej poprawy ale chcę w to wierzyć i praktykuję.Moja sprawa.Tak mi sumienie podpowiada i chcę wracać z ryb bez skrupułów.Jeżeli ten mój przejaw egoizmu ma służyć temu że nad wodą wreszcie zaczniemy łowić to super.Jak dotąd z całym szacunkiem nie widzę rozsądnego argumentu przemawiającego za zabieraniem ryb.Nie widzę możliwości aby miało to jakikolwiek pozytywny wpływ dla wody a wypuszczanie przynajmniej "matematycznie" już coś daje.Czy na tyle żeby nagle zrobiło nam się w Polsce eldorado - zobaczymy.Trudno być optymistą i przyczyn bezrybia upatrywałbym w cichym zabójcy jakim jest chemizacja środowiska.Jednak robię jak robię i dobrze mi z tym.Każdy musi to przemyśleć sam i chociaż postępuję inaczej to rozumiem ludzi którzy biorą ryby do konsumpcji.W tym wszystkim chodzi zawsze i tylko o UMIAR I ROZSĄDEK.Tak by równowaga była zachowana.A tacy egoiści i dziwaki jak ja niech sobie robią swoje:-)Wodom cześć.*****. (2017-02-21 09:58)
pawelzpawelz
+1
Kol. barrakuda81. Bardzo madrze napisane. Od siebie dodam, ze ja zaczolem jakis czas temu wypuszczac ryby. Nie byla to natychmiastowa decyzja. Kiedys zabieralem wiekszosc ryb (okonie szczupaki i inne drapiezniki - na splawik przrestalem lowic jakies 30-35 lat temu. Po jakims czasie stwierdzilismy z kumplem, ze jak tak zabieramy te okonie to szybko skonczy nam sie lowienie na "naszej" rzece. I i umowa dzentelmenska - wszystkie okonie do wody. Potem przyszedl czas na szczupaka. Pamietam wymiar 40 cm. My najpierw podnieslismy sobie do 50 poczym zaprzestalismy zabierac je wogole. W koncu jak zaczolem lowic wylacznie na muche, stwirdzilem, ze tym co zlowie, sie nie najem a przynajmniej bede mial co lowic w przyszlosci. I tak wszystkie jelce, jazie klenie i inne "mulaki" wracaja do wody. Niestety jeszcze na poczatku lat 2000-ych w leb dostawalo kilka lipieni w roku na tatara. Ale jak zobaczylem co dzieje sie z lipieniem na naszych wodach i one zostakly objete amnestia. Od 10 lat zabieram jedynie teczaki w ilosci kilka szt / rok tylko z platnych lowisk. Czy ryb od tego przybywa. Nie sadze, ale ja mam czyste sumienie. Natomiast tam gdzie jest obligatoryjne NK ryb jest zdecydowanie wiecej niz na "zwyklych" odcinkach. I nikt mi nie wmowi ze jest inaczej. Wszystkie moje zaplanowane wyjazdy na ryby w gory (i nie tylko) planowane sa na wody NK. Jadac kilkaset km jade polowic ryby a nie ganiac za ostatnim pstragiem czy lipieniem. (2017-02-21 10:43)
panterasrcpanterasrc
+1
Łowiąc z pod lodu ryby przeznaczone do zabrania należy uśmiercić natychmiast po złowieniu i przechowywać w specjalnym pojemniku , ryby nie przeznaczone do zabrania należy wypuścić natychmiast po złowieniu . Nigdy nie pogodzę się z widokiem pokotu leżących na lodzie kilku , kilkunastu czy kilkudziesięciu ryb , rybek i rybeczek , które tracą życie nie po to żeby być zjedzone ale żeby wziąć udział pośmiertnie sesji fotograficznej , albo po prostu nie mogą być wypuszczone żeby nie wywołać zamieszania w miejscu połowu . (2017-02-21 11:52)
użytkownik200880użytkownik200880
+2
Dokładnie! Na każdej wodzie NK jest więcej ryb. Czy to jeziorko czy to rzeka. (2017-02-21 12:16)
pstrag222pstrag222
0
Polscy wędkarze jeszcze nie dorośli do łowisk NK , ale pomalutku coś powstaje. Ja osobiscie jestem zwolennikiem podziału , aby w każdym okregu były wody nk jak i wanny z rybami do zabierania. Wilk syty i owca cała (2017-02-21 14:44)
pawelzpawelz
+1
Dokladnie, kazdy okreg powinien obligatoryjnie utworzyc chociaz 10% powierzchni wod, wodami NK. Z dodatkowa oplata na ochrone. Nie w postaci skladki rocznej, ale dniowki. I wtedy kto chce idzie po obiad, a kto chce, to tylko polowic. Ide o zaklad ze lowiska NK szybko znalazlyby zwolennikow. Po prostu ludzie jeszcze nie wiedza i nie wierza ze na takich wodach jest duzo wiecej ryb. Pod warunkiem ze sa pilnowane. (2017-02-21 14:55)
użytkownik200880użytkownik200880
+1
Dokładnie, na każdej wodzie nk w okolicy są dziesiątki wędkarzy, coraz więcej ludzi widzi korzyści płynące z nk a ten kto ich nie widzi jest albo głupi, albo mało spostrzegawczy, ewentualnie łowi tak słabo że ani tu a ani tu nie potrafi nic złowić. Ja mam te szczęście ze w okolicy 25km mam 3 wody nk :) najgorsze ze część prymitywnych ludzi strara sie te nk znieść mimo ze 95% pozostałych wod jest normalne. (2017-02-21 15:11)
okoniowy_bartusokoniowy_bartus
+1
A tak na marginesie chłopaki, to najgorsze są dla mnie dwa elementy. Siatki (klusownicy i rybacy) oraz kormorany. To jest spustoszenie ! To są nieproporcjonalne liczby w porównaniu z tym, czy wędkarz zabierze jakieś ryby. Dodatkowo te ryby jeszcze muszą brać, a w taką siatkę czy dziób wpadną nawet jak nie żerują. Jak przyjeżdżam sobie na wakację na poj. Brodnickie, gdzie nie ma rybaków od kilku lat, to łowię eleganckie rybki z biegu ! Gdzie u mnie w okolicach Gdańska musiałbym się naprawdę napocić ! (2017-02-21 15:13)
panterasrcpanterasrc
0
Inicjatywa stworzenia łowiska NK może wyjść z kola wędkarskiego - u mnie już takie łowisko funkcjonuje i powstało raczej ,,bez bólowo '' (2017-02-21 15:16)
okoniowy_bartusokoniowy_bartus
+1
Dobrze, że już chodzi Ci durnie prądem nie walą w wodę na legalu. Wtedy nie dość, że same w sobie ryby dostawały prądem, to ikra która potem znosiły była często już martwa i nie było wylęgu. A jak węgorz miał wędrówkę na wiosnę, to wodę gnoje spuszczali i ta ikra złożona przez inne ryby wysychała ! (2017-02-21 15:22)
barrakuda81barrakuda81
+2
Bardzo dobry pomysł z łowiskami No Kill. Reflektowałbym na taką wodę w moim okręgu...Wtedy można by zweryfikować jaki faktycznie jest wpływ "nie zabijania" na rybność wody przy zachowaniu racjonalnej kontroli nad dana wodą. (2017-02-21 17:16)
użytkownik200880użytkownik200880
+1
Barrakuda81, naprawdę warto jechać na taką wodę, najlepiej na wody no kill które mają przynajmniej 3-4lata. I wszystkim niedowiarkom którzy no kill traktują jako zwykłą internetowom modą i wymysł młodzieży polecam się na taką wode wybrać i oczywiście trzymać sie regulaminu :) leszcze 60+ karpiki 10+ szczupaki okonie sandacze wyjaśnią każdemu po co ryby się wypuszcza :) (2017-02-21 17:50)
grisza-78grisza-78
+2
Jeśli masz Bartek problem z kormoranami, to już z tobą coś nie tak. Był tu kiedyś tekst na forum, czy jakiś wpis, że kormorany i wydry są największymi wrogami wędkarzy. KORMORANY I WYDRY żyły w naszych wodach, lub w ich okolicach, tysiące lat, zanim wymyślono wędkę. To ich naturalne środowisko, w które to wędkarz wkroczył, a nie na odwrót. (2017-02-21 20:12)
okoniowy_bartusokoniowy_bartus
+1
Myślę, że szukasz jakiejś dziury w tym co piszę, żeby mi włożyć szpileczkę.Oczywiście możesz mieć swoje zdanie, niezgodne z moim, ale nie pisz proszę, że ze mną jest coś nie tak, bo to chyba koleżeński portal i po co się prowokować ; ) Nie mam nic do kormoranów jako do żyjących stworzeń, ale jest tego o wiele za dużo i pisałem to w kontekście tego, że taki kormoran i jego kumple (jak występują gdzieś w nadmiarze), podobnie jak rybacy, zrobią większe spustoszenie niż wędkarze ; ) Zobacz taki ptak zżera codziennie ponad pół kilo ryby dziennie, a tego nad niektórymi zbiornika jest ich kilkaset, zobacz jak obsrane na biało są drzewa, gdzie te ptaki bytują. Stonka i inne szkodniki w zbożu, były już przed wędkarzem, tak można sobie odbijać piłkę bez końca. (2017-02-21 20:35)
grisza-78grisza-78
+2
Nie wbijam ci szpilki. Ja wypuszczam wszystkie ryby, bez wyjątku. Co chciałem powiedzieć, to powiedziałem. NO RELEASE NO GLORY. Tego się trzymam. Pozdrawiam serdecznie. Tych, którzy zabierają ryby - też. Nic mi do tego. (2017-02-21 21:12)
pakul1206pakul1206
0
Bartku ale kormorany jedzą ryby od tysięcy lat ale jakoś dziwnym trafem rybek zaczęło ubywać dopiero od jakiś 15-20 :) Apetyt im się zwiększył czy co ? A najlepsze jest to że tam gdzie są kormorany tam są ryby! :) to jest zwierzak i jak zabrakłoby mu pożywienia to wyniósł by się z danej wody szybciej od Ciebie :) (2017-02-21 21:44)
oldboyoldboy
0
@pawelz, Nie mam nic przeciwko łowiskom NK! Twój zarzut w stosunku do mnie uznaję więc za nietrafiony. Z tutejszej dyskusji wynika, że są różne podejścia - i niech tak zostanie! Ja mogę te łowiska omijać szerokim łukiem, ty możesz szerokim łukiem omijać te pozostałe. Dla mnie wystarczy złowić kilka wymiarowych ryb (na to zezwala przecież regulamin!!!). I wcale nie CODZIENNIE, jak mi zarzucasz. Codziennie łowić sobie mogą jacyś emeryci mieszkający tuż przy łowisku. Ja nie mam czasu wyjeżdżać częściej, niż raz na dwa tygodnie i złowiona rybka wzięta do domu jest tylko cenną okrasą przeżytej wędkarskiej przygody. W odróżnieniu od ciebie mnie nie "rajcują" rekordowe ilości ryb wyrwanych z wody. Każdy wyjazd traktuję jako relaks z kontemplacją przyrody włącznie, a nie "harówę" polegającą na tarmoszeniu z wody rekordowych ilości. Jeden więc lubi ogórki, inny - sąsiada córki :) Pomysł z dodatkowo płatnymi łowiskami NK bardzo mi się podoba. Bardzo się ucieszę, gdy ich miłośnicy pozostawią te pozostałe łowiska w świętym spokoju. (2017-02-21 22:54)
barrakuda81barrakuda81
+2
Presja wędkarska presją, kormorany swoje, wydry też ale myślę że przyczyna tkwić może gdzie indziej właśnie dlatego że nie jesteśmy w stanie jej dostrzec i zdiagnozować wędkarskim okiem.To tylko teoria ale obstawiałbym chemię.Wszystko jedno: nawozy, detergenty,ścieki i wszystko inne.Gdzieś się ten syf kumuluje a tego na pozór nie widać.Może to tykajaca bomba z opóźnionym zapłonem.Zawsze ludzie łowili, zabierali,często ponad miarę i zdrowy rozsądek, zawsze były kormorany ( choć faktem jest że mają teraz niewielu naturalnych wrogów ), zawsze były wydry, kłusownicy a nawet rybacy których u mnie na szczęście nie ma i...ryby były.Teraz jest jednak słabiej.Albo im mózgi urosły:-) albo jest ich mniej.Obstawiałbym chemię w środowisku wodnym.Spójrzcie ile syfu na codzień zużywamy i spuszczamy w kibel nawet nie zdając sobie sprawy co zawiera.Nie łudźmy się że da się to oczyścić w 100% bo to nieprawda.Może ktoś pamięta jakie swego czasu spustoszenie siało DDT wśród ptaków zaburzając płodność czy coś tam...Może być podobnie z rybami. (2017-02-22 07:52)
pawelzpawelz
+1
oldboy, z Twojego wpisu wynikalo cos innego. Jesli uwazasz za niestosowne lowienie dla samego lowienia, wiec wg Twojej teorii, isnienie lowisk w ktorych lowimy wylacznie dla przyjemnosci nie ma sensu a wrecz jest niehumanitarne. Ja nie zarzucam Ci ze lowisz i zjadasz iles tam ryb codziennie. Pisze tylko, ze gdyby wszyscy sie z Toba zgadzali to codziennie znikaloby z wody mnostwo ryb. Znacznie wiecej niz dana woda jest w stanie wyprodukowac. Niestety, ale takie mamy czasy, presje i durne przepisy. Kol. Grisza, jesli uwazasz ze kormorany to nie problem, jedz na jakas gorskja rzeke gdzie akurat te ptaki sie usadowily. Zobaczysz co potrafi zdzialac stadko 100 szt w ciagu tygodnia. Owszem, kormorany byly kiedys, ale lowiac od 40 kilku lat nie przypominam sobie takiej inwazji jak w ciagu powiedzmy ostatnich 5 lat. Nie majac zadnych naturalnych wrogow i latwy pokarm ( z naszej kasy) plegna sie na potege. Zostawmy wody w spokoju (przestanmy lowic, zarybiac i pilnowac) dla kormoranow i zobaczymy ile ich zostanie po kilku latach. Zniszczylismy do tego stopnia srodowisko i tak dalece w nie zaingerowalismy, ze niestety bez pewnych regulacji ze strony czlowieka istnienie tak jak przed 100-200 laty przyrody jest niemozliwe. Czy sie to komus podoba czy nie. (2017-02-22 08:27)
pawelzpawelz
+1
Barrakuda81, z tego co ja widze, i o czym pisalem wielokrotnie to w moim akurat rejonie powody sa trzy. 1) Presja, nie porownywalnie wieksza jak kiedys. I niech nikt mi nie pitoli ze tak nie jest. Widze ilu wedkarzy siedzi obecnie nad woda w srodku tygodnia a ilu kiedys. O weekendach nawet nie wspominam. 2) Degradacja wod i obnizenie poziomow wod gruntowych. Za dzieciaka jak biegalem nad woda pelno bylo roznej wielkosci oczek i stawikow wdluz calej Pilicy. I pelno bylo w nich roznych ryb. Obecnie slad po nich zaginal. Nikt nawet nie domysliby sie ze byly kiedys. Powstal zalew sulejowski ktory dzieki polityce PZW skutecznie ograniczyl naturalne tarlo ryb. Debile zeby ponoc pozbyc sie ploci i leszcza z zalewu zatrzymuja wode na czas tarla tych ryb a jak te sie wytra to puszczaja wode zeby ikra wyschla. To nie zart. Tak robia naprawde. Jak latwo sie domyslec, cale tarlo ponizej, jesli wogole do niego dochodzi przez to bujanie szlag trafia. 3) to nadmierne trzebienie ryb wlasnie wtedy kiedy bylo ich duzo. Nikt nie myslal o konsekwencjach. A to byla wlasnie bomba z opoznionym zaplonem. Walono ryby ile sie dalo przez co po jakims czasie przekroczono punkt graniczny gdzie ryby same z siebie nie byly w stanie sie odtworzyc. Przykladem niech bedzie jelec na Pilicy. Niegdys masa tego byla wszedzie. Obecnie to gatunek na wymarciu. Ale jak sie lowilo po 100-200 szt w lutym przed tarlem, to taki mamy efekt. Pamietam poczatek lat 2000 gdzie nastala moda u nas na jelca w lutym. W Inowlodzu nie mozna bylo dopchac sie do wody. Stali w gumiakach w wodzie po lydki bo ryba brala. (2017-02-22 08:51)
pawelzpawelz
0
PS. To nie poczatek lat 2000 a lata 1990-2000. Sorry, pamiec juz nie ta :) (2017-02-22 08:53)
ryukon1975ryukon1975
+1
Wiele osób niepotrzebnie szuka tu złotego środka czyli jednej choroby i jednego na nią lekarstwa. Na przykładzie rzeki na której łowię najczęściej i zdarzeń z ubiegłego roku. Bardzo noski stan wody i upały spowodowały kilkukrotne śnięcie ryb, wyzdychały tony ryb różnych gatunków i roczników. Nie były to pierwsze przypadki bo powtarza się to regularnie od kilku lat. Pojawia się pytanie czy to śniecie czy może zatrucia? Większy poziom wody sprzed dziesięciu i więcej lat pozwoliłby uniknąć przyduchy lub ograniczył skutki zatrucia. Niestety ale władze PZW nie są zainteresowane przyczynami w najmniejszym stopniu. Jaki pan taki kram PZW to najbardziej prawdopodobna przyczyna obecnego stanu rzeczy. PZW to My.:) Dodam że tych ryb które widziałem pod brzegami to bym nie zjadł do końca życia razem z rodziną i sąsiadami. (2017-02-22 09:09)
ryukon1975ryukon1975
+1
Odbiegłem trochę od tematu przechodząc z "Internetowego fanatyzmu.. " na spojrzenie bardziej praktyczne ale w dziwny sposób większość komentujących tak zrobiła. Temat chwytliwy i zawsze na czasie.:))) (2017-02-22 10:49)
oldboyoldboy
+1
@pawelz, Widzę, że musisz sobie kupić okulary. Ja - swoje, ty - swoje. Nie raczyłeś zauważyć, że NIE ŁOWIĘ CODZIENNIE!! Czy muszę się powtarzać? Ma rację ryukon1975 o truciu ryb. Ja bym dorzucił jeszcze problem tych "dziadków" z jednym kijkiem cierpliwie łowiących (właśnie codziennie!) po kilkanaście/kilkadziesiąt niewymiarowych rybek, którymi potem karmią swoje koty, bo przecież tego się nawet usmażyć nie da. Wniosek oczywisty - konieczne szybkie podniesienie kar i uświadomienie sądom (prawnikom), że kłusownictwo, to nie jest "mała szkodliwość społeczna", bo teraz na wsiach nie ma już takiej biedy, jak była zaraz po wojnie, aby patrzeć na kłusownictwo "przez palce". Trzeba by też skierować sporą część strumienia naszych składek na zatrudnienie większej ilości strażników i płacić im za efekty (ilość skasowanego sprzętu), a nie za "odfajkowane" godziny. (2017-02-22 18:47)

skomentuj ten artykuł