Zaloguj się do konta

Jak chodzisz to wychodzisz

Biorąc pod uwagę to, że mogę jechać sam na łowisko, nastawiłem się psychicznie dość bojowo. Poza odległością (ponad 120km w jedną stronę) do pokonania jest jeszcze kwestia przyjemności jazdy. Oczywiście mam na myśli to, że jadąc we dwoje czy troje, można obgadać pewne tematy łowiska, przynęt i ostatnich wypraw. Jednak do samotności w podróży i na łowisku przez wiele lat zdążyłem się przyzwyczaić. A więc do rzeczy.

Dzwonię do kolegów i zapraszam na wyprawę. Wszyscy odmawiają. Chętnie pojadą, ale dwa dni później. Ja mam inne plany. Tym bardziej, że wyprawa sprzed tygodnia dała mi tylko, a może aż, dużo świerzego powietrza, doznań estetycznych i żadnego kontaktu z Pstrągiem – nawet wzrokowego. Moje, nowo „odkryte”, a zapomniane od lat rzeczki – jak pisałem we wcześniejszym artykule – zaczynają przynosić efekty. Najważniejszym doznaniem do tej wyprawy był ich urok. Teraz po wielu zimowych, rozpoznawczych miesiącach, przyszła pora na doznania „łowcy”.

Tak też wieczorem sprawdzam sprzęt (takie zboczenie, bo wiem, że nic nie przybył i nie ubyło, ale…) wędkarski, nastawiam budzik na godz.03.50 i… jak zwykle nie mogę zasnąć. Mam to, a sądzę, że większość z wędkarskiej braci od „zawsze”. Niby jadę, jak zwykle na rybki, na, które jeżdżę ponad 40lat, a emocje, jak za pierwszym razem. Rano wiadomo: pobudka – niewyspany, dalej mocna kawa – w termos też, sprzęt gotowy i wszystko, co potrzebne. Pakuję do auta i w drogę. Czas mija szybko, bo rano na drogach pustki. Jazda przez wioski i przysiółki dość ekstremalna, a to ze względu na wszechobecne dziury na drodze. Czasem mam wrażenie, że to nie asfalt jest dziurawy tylko na dziurach ktoś porozrzucał resztki asfaltu! Jednak dojeżdżam szczęśliwie do celu. Jeszcze raz kawa z termosu i żwawym krokiem zmierzam nad rzeczkę – ciurek.

I tu zaskoczenie. Wystarczył tydzień i jest 50-60cm mniej widy, co na takiej rzeczce nie zwiastuje niczego dobrego. Tym bardziej, że po drodze (na brzegach) znajduję pozostałości po miejscowych robaczkarzach. Kawałki kartoników, na których były nawinięte żyłki, widełki wbite w brzeg i opakowania po…robakach. Uff! Niby do tego widoku winienem się już dawno przyzwyczaić, ale za każdym razem to samo mną targa. Zastanawiam się krótko, co robić. Zazwyczaj chodzę w górę rzeki z obrotówką. Tym razem zmiana koncepcji (w konsekwencji okaże się trafna). Zawracam, wsiadam do auta i jadę w górę rzeczki, gdzie zwykłem kończyć wędkowanie. Most, rzeczka równie niska, środek wioski. Baczne czytanie rzeki i po raz pierwszy postanawiam iść w dół obławiając tylko woblerem. To dodatkowe wyzwanie, bo zawsze wobkiem tylko „macałem” miejsca gdzie nie było możliwości podania obrotówki. Schodzę w dół, obławiam w pobliżu drogi i mostu. Nic. Jeden, drugi i trzeci łuk, zwalisko, rynna (wszystko jak na dłoni, bo woda niska) i prostka jakieś 30m przede mną. Prostka i bełty. Pomyślałem, że tak blisko drogi i wioski to miejscowi robaczkarze się nie pojawiają. Przykładam się bardziej obławiając wszystkie bliskie podmycia, zakosy i warkocze przed wspomnianą prostką. Też żadnego kontaktu. Następnie dochodzę do wspomnianego wcześniej prostego odcinka (często omijane przez kolegów pstrągarzy) rzeczki. Rzut, ściągam powoli woblera – nic. Następny, tym razem długi, staram się wykonać jak najdłuższy, aby objąć cały ten odcinek. Podciągam lekko, bo uciąg wody jest mocny, następnie przytrzymuję, woblera w nurcie i po chwili ponownie kręcę korbką kołowrotka. Znów zwalniam i w tym momencie czuję lekki opór. Odruchowo zacinam. Już wiem, czuję Potoka. Trochę zabawy będzie, bo stoję na wysokim brzegu i nie chcę zbyt umęczyć ryby. Zsuwam się do wody. Po kilku minutach jest w moich rękach. No Bracie – mówię do Niego – „za te kropy i piękną walkę was kocham”. Jak zwykle, szybkie foty, miara 45cm żywej ryby i kropek. Dokładnie oględziny i…wraca w dobrej kondycji do wody. Na pożegnanie mówię; „obyś nie dał się złowić na robaka”.

Po opiciu kawą trofeum idę dalej już w doskonałym nastroju. Mijam kolejne zakręty rzeki i pozostałości po robaczkarzach, (czym głębiej w las tym więcej takich śladów) coraz bardziej przekonany o właściwie podjętej rano decyzji o zmianie kierunku mojego łowienia. Jednak już nie miałem żadnego kontaktu z Kropkiem. Postanawiam udać się na inny odcinek. Ale tam trwa akurat wyrąb drzew i hałas panuje niemiłosierny, co nie sprzyja łowieniu. Mam, co prawda wyjście Pstrążka takiego ok. 35cm, ale tylko powąchał woblera i tyle go widziałem.

Mimo wszystko wracam bardzo zadowolony z wyprawy. A to za sprawą pięknego, wypasionego Pstrąga, ale nie tylko. Sprawdziły się moje przypuszczenia, co do zasobów „zapomnianych” łowisk (pomijam fakt śladów miejscowych „wędkarzy”) i to, że warto ulec zimowym inspiracją odkrywania czegoś nowego oraz zmiany przynęty, bo siła przyzwyczajenia często jest silniejsze od zdrowego rozsądku i ślepa, a oczy i nie tylko warto mieć „otwarte”.

Pozdrawiam i zachęcam do zmian.

Opinie (21)

staszek873

Witam,-fajny ,profesjonalny opis,świetnie się czyta,pozazdrościć znajomosci tematu...no i ci robaczkarze-a niech ich...!!!oni są wszędzie.Pozdrawiam i życzę samych okazów w tegorocznym sezonie

[2010-04-19 18:08]

luciano

Bardzo fajny artykuł:) Połamania. [2010-04-19 20:51]

użytkownik

super, super, super ............. [2010-04-19 20:52]

minus

fajny opis, pięknie ubarwiony kropek, daję oczywiście ***** połamania [2010-04-19 21:08]

francuz71

Wspaniale opisane godzinami moge czytac takie opowiadania masz bracie talent do pisania,i jak zawsze do pozazdroszczenia fotki,mam nadzieje,ze kolega jeszcze niejeden artykuł napisze ,pozdrawiam

[2010-04-19 21:15]

witiakwicol1

Mieszkam w Beskidzie Żywieckim,typowe wody górskie ale takiego kropka tylko pogratulować.Ja poluje z muchówką więc jak mam szczęście to adrenalina na maksa .+++++ Pozdrawiam. [2010-04-19 21:28]

emilrx

5 zostawiam  i połamania kija życzę [2010-04-19 21:32]

wedkarz2309

o kurde, ciekawe, ciekawe!:)

Ale piękny, wypasiony pstrągal!:)

I te KROPY!:)

 

I co najważniejsze - odzyskał wolność!!!:)

 

Gratuluję!!!:)

[2010-04-19 22:37]

krzychu21

Super opowiadanko 5!!!!.I kropek piękny. [2010-04-19 22:38]

użytkownik

Wszystko co jest o Pstrągach nie umknie mojej uwadze, artykuł SUPERryba Przepiękna , i ta rzeka CUDO!!!!Pozdrawiam , oczywiście 5*****  [2010-04-19 22:46]

zorro

A więc:)

Na wstępie chce pogratulować wspaniałej wyprawy w przepiękne okolice (rzeczka cudowna).

Po drugie, cieszy fakt że tak wspaniała rybka została spowrotem wypuszczona do swojego domu.

Po trzecie, świetnie opisana wyprawa, okroszona bardzo fajnymi fotkami.

To wszystko zasługuje na duże 5:)

ps. może wkońcu i ja sie wybiore na pierwsze w życiu kropki...

odpowiedni sprzęt juz mam skompletowany, tylko ze miejscówek nieznam,

i to mnie jak narazie zniechęca. Lecz czytając  takie teksty... aż sie we mnie gotuje:D

Pozdrawiam Serdecznie

kamil

[2010-04-19 23:06]

użytkownik

Gratulacje i polamania kija ! [2010-04-20 08:09]

janglazik1947

Ale nie zdradziłeś rzeczki???Ok tajemnica wędkarza-moje gratulacje czasem warto zmienic przemarsz,by się przekonac,że idąc w odwrotnym kierunku też można połowic.Jeszcze gratulacje za wynik. [2010-04-20 09:13]

michal495

Gratulacje i połamania kija!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Artykuł jak najbardziaj na ***** z dużym plusem!

Pozdrawiam i życze jeszcze lepszych sukcesów.

[2010-04-20 16:54]

Fragles

No, no piękna ryba.Gratulacje!!!Ciekawy opis pstrągowej wyprawy. Opadająca woda w małych rzeczkach jest prawdziwą zmorą.Z niskiego stanu wody zadowoleni są tylko kłusole, których nigdzie nie brakuje.***** [2010-04-20 17:30]

Zbig28

Kurcze... mam to samo z zaśnięciem przed wyprawą. 

Czytając tekst miałem wrażenie, że to ja jestem nad tą rzeczką ( właśnie - jaką ? ), czuję jej nurt, widzę warkocze i podmycia.

Fajnie opisana przygoda i dołączone zdjęcia. Czekam na następne opowiadanie i pozdrawiam.

[2010-04-20 20:07]

użytkownik

super gratuluje 5 [2010-04-21 08:48]

Jaco78

Cześć Sławek. Ciężko jest zasnąć ,gdy głowa pełna marzeń:) Gratuluję pięknego kropa i fajnego opowiadania.....pozdrawiam serdecznie [2010-04-21 09:49]

piekar

Po przeczytaniu aż chce się jechać na kropka.Pewnie macie takie samo uczucie jak ja. [2010-04-21 18:47]

zdzich1

Super sprawa taka wyprawa,a na dodatek rzeczka zarybiona pstrągiem.Ja miałem mniej szczęścia wybierając się na podobną rzeczkę w moim katowickim okręgu.Po prostu bezrybie,bo to co przed paru laty zarybiono zostało wyłapane przez kłusowników i właściciela młyna wodnego.Rekompensatą była wspaniała przyroda i pogoda.Za artykuł oczywiście stawiam "5". [2010-04-21 21:02]

SiwyDym

Tak jak w tytule,jesli nie chodzisz i nie poznajesz nowych łowisk to cięzko o dobrego kropa.ode mnie 5 [2010-06-03 21:10]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Wyprawa na okonia

Dzisiaj rano obudziłem się o godzinie 9:30 postanowiłem jak najszybciej…