Jak się łowiło w latach 70tych

/ 10 komentarzy

Witam wszystkich serdecznie ! Jako że jestem tu nowy , to się przedstawię . Nazywam się Patryk , mam 13 lat . Łowię na spławik , grunt i spinning . Jak już tu jestem to życzę wszystkim radosnych Świąt Wielkanocnych .
To jest mój pierwszy wpis . Opiszę dziś jak przygodę z wędkarstwem zaczynał mój tata , a działo to się w latach 70 .
Gdy mój tata miał 5 , morze 6 lat beztrosko bawił się z kolegami na łąkach , których na wsi nie brakowało . Przez te łąki przepływała mała rzeka . Hmmm... Sam nie wiem czy to mała rzeka , czy raczej spory rów ... No nieważne , tak czy siak , ryb ( co prawda małych ) tam nie brakowała ! Mój tata łowił tam ryby na starą pończochę , którą umocował na kawałku metalowego pręta . Radości było co nie miara ! Z cierpliwością siedział nad brzegiem , wpatrując się w kamienne dno i słuchając przeróżnych odgłosów : śpiewu ptaków , szumu wody , rechotania żab itp. I gdy w końcu udało mu się pochwycić małą ukleje , cierniczka czy kozę - z radością biegł do swojej mamy pochwalić się rekordowo wielką rybą . I choć to były rybki rzędu 10 centymetrów , radość po złowieniu takiego okazu przez 6latka jest niezmierna . I tak mijały kolejne tygodnie , miesiące , lata ...
Z kolei gdy już miał 10 lat , zaczął na poważnie . Ostrugał malutkim scyzorykiem - który dostał od dziadka - około 3 metrowy kij leszczyny . Chciał sobie zrobić najprostszego bata . Przywiązał do niego trochę mniej niż 3 metrowy odcinek starej dratwy . Jako spławik miało mu posłużyć gęsie pióro , którego - jak powszechnie wiadomo , na wsiach nie brakowało . Spławik pomalował jakąś starą farbą na kolor czerwony . Jako hak posłużyła mu odpowiednio wygięta szpilka . Za przynętę "robiły" robaki wykopane w oborniku . Nie miał wtedy pojęcia co znaczy np. przypon , wobler , hamulec w kołowrotku , łożyska itp. I z takim oto prymitywnym zestawem wybrał się nad rzeczkę . W pierwszych kilku dniach łowienia był szczęśliwy łowieniem malutkich rybek , jednak chciał zapolować na coś większego ... Miał szczęście ponieważ sąsiad był posiadaczem stawu o wymiarach ok.25mx25m.
Tam dopiero były łowy ! Sporawe , nawet 25 centymetrowe płocie , grubiutkie , błyszczące w słońcu złote karasie - to było coś . Jednak były też tam większe ryby , oj były . Co 10 branie kończyło się wygięciem szpilki , pęknięciem "żyłki" aż w końcu pęknięciem kija . Tata zrozumiał , że będzie musiał zdobyć lepszy sprzęt . W tamtych czasach nie było środków żeby coś kupić , więc musiał kombinować . Zaczął od wędki . Tym razem szczęście się do niego uśmiechnęło . Miał urodziny , więc dziadek podarował mu ruski teleskop . To był sprzęcior ! Od jego mamy z kolei dostał grubą , szarawą , najprawdziwszą żyłkę wędkarską . Jak powiedział mój tata : Radość nieopisana ! Spławik postanowił wystrugać z lipy , i pomalować lakierem do paznokci . Z kołowrotkiem były problemy , ponieważ tylko jego kolega posiadał jakiś tam stary kołowrotek - ale choć on sam nie łowił - kołowrotka sprzedać nie chciał ! W końcu zgodził się na zamianę . Ręcznie robiony łuk , ze strzałami na kołowrotek . Jeszcze hak . Wiadomo że były to ciężkie czasy . Na pólkach tylko ocet , więc z kąt tu u licha haczyk wędkarski wziąć . Babcia ( mama taty ) podsunęła mu pomysł żeby napisał list do chrzestnego , który wyjechał do Niemiec - żeby ten kupił mu tam haczyk , a gdy przyjedzie w odwiedziny przekaże mu go . Nie musiał czekać długo ponieważ chrzestny za miesiąc przyjechał i sprezentował mu 2 paczuszki haków - jedne małe , drugie znacznie większe . To były haki chyba firmy Mustad . Wszyscy zazdrościli takich haków ! Był to koniec wakacji . Przyszła pora na oficjalne testy nowego sprzętu . Tata poszedł z jego kolegą - Sylwkiem na ryby . Tym razem ich łowiskiem był tajemniczy staw w lesie - Kępie ( ja do tej pory łowię tam piękne karasie :-D ) .Przynętom i tym razem były dorodne gnojaki , można by powiedzieć rosówki . Zaczęło się łowienie . Pierwsze rzuty - pierwsze ryby ! Dorodne karasie , wzdręgi trafił się taż karp . O ile tata sięga pamięciom to wziął wtedy kilka największych karasi ze sobą do domu . I tak spędzili tam kilka godzin , łowiąc wspaniałe ryby . Zaczęło się powoli ściemniać ale tata postanowił ostatni raz zarzucić wędkę . Jak pomyślał , tak zrobił . Nagle usłyszał krzyk kolegi .
-Piotrek , szybko choć no tu !
Zdezorientowany szybko pobiegł do kolego który łowił ok.10 metrów dalej .
- Co jest ?! Co się stało ? - zapytał tata .
- Ty słuchaj znalazłem sidło ! Mówiąc to pokazał wnyki .
- Phi , też mi coś .. Pełno tu tego . Wracam do siebie zwinąć wędkę , a Ty się już zwijaj bo będziemy już wracać .
Po powrocie zauważył wędkę , a raczej kompletny jej brak ! Wiedział że to ryba wciągnęła wędkę . Zobaczył ją ruszającą się koło trzcin . Wskoczył na płyciznę chwycił wędkę i zaczęła się walka . Zauważył kontem oka , biegnącego z pomocą Sylwka . Wiedział że ryba porze uciec , i w nerwach przypomniał sobie słowa pewnego kolegi : Słuchaj jak będzie duża ryba , klikasz to żeby ryba mogła wyciągać żyłkę . Zrobił to , poczuł że ryba wyciąga żyłkę , jednak po chwili nadal się nie zmęczyła . Tata postawił na siłowy hol .Chłopakowi ciężko było zwijać żyłkę . I on i kolega myśleli że to karp , jednak po wyjęciu bestii - okazało się że to płoć . Ogromna płoć ! Wiadomo , w nerwach , w ogromnym szczęściu i nieopisanych emocjach wrzucili piękną rybę do siatki i wrócili do domu . Po zważeniu na wadze kuchennej okazało się że waga pokazała ... 2.30 kg , a miarka 55 centymetrów ! Tata był wniebowzięty , a dziadek niezmiernie dumny . Niestety w starej , bardzo starej książce o gatunkach ryb nie było norm rekordowych i tata nie wiedział że złowił rekordową plotkę , a raczej PŁOĆ . I tak została zjedzona i podobno była niedobra , ale za to karasie były przepyszne . Niestety zdjęcie nie zostało zrobione .

UWAGA : Tą historię opowiedział mi mój tata , dziadek ( czyli tata, taty :-D ) też to potwierdził , ale ja nie wiem czy to była rekordowa płoć ... Może to był jaź , może leszcz ... Chociaż wątpię bo się znali na rybach . Tak czy owak - proszę nie zabijcie mnie jak coś :-D .

 


4.8
Oceń
(30 głosów)

 

Jak się łowiło w latach 70tych - opinie i komentarze

marek-debickimarek-debicki
0
Czytało się miło wspomnienia. Pozdrawiam i *****pozostawiam. (2013-04-01 11:10)
bogdanblazejakbogdanblazejak
0
Bardzo miłe wspomnienia,tak zaczyna się przygoda z wędką. Należy się ***** Pozdrawiam. (2013-04-01 14:01)
użytkownik131131użytkownik131131
0
Ach mi tata opowiadał jak kiedyś łowili to też podobnie jak twój dziadek tylko bogatsi ludzie mieli wędkę z kołowrotkiem a tak na leszczaka cię ciągało więcej ryb niż teraz :) (2013-04-02 10:26)
amur2amur2
0
Wierzę że, ta płoć mogła tyle ważyć. Bo ja złowiłem w ubiegłym roku płoć o wadze 78 deko , przecież wtedy było więcej dużych ryb, co wiem z doświadczenia. (2013-04-02 14:51)
tryftatryfta
0
Jak na trzynastolatka to nieźle napisane,poza drobnymi błędami ort. to się super czytało. Tak dalej.... (2013-04-02 20:23)
halski021halski021
0
Pierwsza żyłka ze zmywaka.,kij sosnowy z czubkiem z jałowca, potem super wędka z leszczyny,spławik z korka z butelki po winie (potem z kory),haczyk na który dziś mój piętnastoletni wnuczek by nawet nie spojrzał - tak zaczynałem w 1968 przygodę z rybkami. (2013-04-02 22:31)
Szczupak878Szczupak878
0
Dziękuje za miłe komentarze ! Do tryfta Przepraszam za błędy , to pewnie było spowodowane dysekcją . (2013-04-03 15:42)
Lin1992Lin1992
0
Wpis fajny i super się go czytało. Ale słuchając i czytając opowiadania starszych wędkarzy można dojść do wniosku że kiedyś nie było sprzętu ale były ryby a teraz jest sprzęt ale ryb brak.Niestety. (2013-04-04 21:43)
dawko92dawko92
0
Fajna historia ;d (2013-04-05 22:54)
1998ad19981998ad1998
0
super opisane ja łowie od wakacji i pamietam jak karasie rozmiaru 10 cm to byly dla mnie ogromne ryby :D (2013-04-18 15:17)

skomentuj ten artykuł