Zaloguj się do konta

Jak to często ze spiningiem bywa

Budzik zadzwonił o 4.00... o tej porze wstają tylko koguty, i my - wędkarze. Pięcio minutowa drzemka pomaga w doprowadzeniu naszego umysłu do stanu używalności. Budzik dzwoni po raz drugi. Wstajemy. Patrzymy za okno w celu oszacowania pogody - lecz jak to zazwyczaj bywa - nic nie widzimy, lecz nasłuchujemy czy pada deszcz. Załóżmy ze nie. Ciuszki już naszykowane na fotelu, spodnie, koszulka, bluza, kurtka, kamizelka - i wtem przed oczyma pojawiają sie 'kalesony', chorobaaa, rozbieramy sie i od nowa. Gdy juz ubrani i prawie dobudzeni, dochodzimy do siebie, podążamy w kierunku kuchni aby postawić wodę na kawe i zrobić sobie jakieś kromeczki.

Otwieramy chlebak a tam... 3 piętki i to do tego z piątku... a mamy niedziele... I znów nie planowany podjazd pod piekarnie, i kolejne minuty opóźnienia na łowisku. Wsunąwszy piętki, popijając gorącą kawę, zaczyna do nas dochodzić fakt, iż właśnie wybieramy sie na ryby, i to może wlaśnie dziś uda nam sie spotkać z rybą życia. Zalewamy kawe w termosie, i podążamy czym prędzej do naszego 'wędkarskiego' haremu... są tam i delikatne jak skóra niemowlęcia wklejanki, sztywne niczym kije bejzbolowe, sandaczowe 'pałki', są też i paraboliczne wędeczki, które gną sie pięknie przy holu nawet najmniejszego pstrąga.

Podjąwszy decyzje, które z naszych cacuszek wziąść na dzisiejszą wyprawę, zaglądamy do torby z pudełkami. Jest ich kilka, a nawet kilkanaście...hmmm... ale gdzie są wolframy... szukamy po całej reszcie akcesoriów, aż w końcu znajdujemy jeden drut z ostatniego wędkowania, który od niechcenia włożyliśmy do kieszeni kamizelki. Jakie przynęty zabrać...hmmm aaa wezmę wszystie. I tak oto przygotowani i uzbrojeni po zęby podążamy czym prędzej do naszego wozu. Na szczęście balast w postaci wędki oraz torby nie zajmuje sporo miejsca więc bez problemu mieści sie w naszej - jakże leciwej - ale zarazem najwspanialszej na świecie bryki. Pogoda zapowiada sie obiecująco. Jak łatwo sie domyślić, rezygnujemy z wizyty w pikarni, bo przecież teraz każda minuta sie liczy, a już świta... jedziemy powoli, ponieważ jak na zlość jedna z żarówek w przednich reflektorach od mówiła współpracy, i jedziemy na czuja.

Zapalamy radyjko z ulubionymi przebojami, lecz niedługo sie nimi cieszymy gdyż większość drogi do lowiska biegnie przez pola i lasy, a tam fale jakoś dziwnie omijają nasz samochód:) Wkońcu docieramy, pełni optymizmu wychodzimy z samochodu, rozprostowując kości oceniamy sytuacje - pierwszy rzut oka na łowisko. Wypalamy papierosa. Kierujemy sie w kierunku bagażnika by zmienić nasze obuwie na wodery. Otwieramy a tam...echo.... $%^#%@#$% kilka słów z łaciny, obniża nieco nam ciśnienie które gwałtownie skoczyło. Damy rade, w myślach mówiąc ' już nie jednego siedemdziesiątaka wyciągnołem z brzegu...' .

Rozkladamy kijaszek, zakladamy naszego kilera i czym predzej podążamy na pomost od którego zamierzamy zacząć wędkowanie. Woda głęboka, dno gwaltownie opada na wysokości pomostu, więc zakladamy glęboko schodzącego woblera firmy 'x' który kosztowal nas tyle co 3 paczki papierosów... pierwszy rzut, i nic. Drugi – to samo, za trzecim - BUM!!! coś jest! po chwili w bezruchu stwierdzamy ze to zaczep... siegamy do torby po odczepiacz, a tam - nici... kolejne próby uwolnienia przynety kończą sie fiaskiem...muszę żucić to palenie - oznajmiamy, siegając po kolejnego papierosa... Idziemy dalej. Przedzierając sie przez chaszcza docieramy do miejscówki która już nieraz obdarowywała nas pięknymi zdobyczami. A tam, 3 namioty wielkości tych które rozkładane sa na festynach, las wędek, i zero miejsca na oddanie jakiegokolwiek rzutu. Karpiarze. Łyk kawy i Idziemy dalej.

Dochodzimy do miejsca, którego obłowić z brzegu, po prostu sie nie da. Jak to nie da, jak da??? Brzeg porośniety niską trawą z ostranżynami, wystające trzciny na około metr ponad powierzchnie wody, i wydeptana scieżka w nich, aby w woderach móc sie przedostać na otwartą wodę. W myślach mówimy sobie - 'jak mag gaiwer umial z puszki zrobić bombe, to ja i tutaj wyciągne szczupaka...' Jak nie trudno sie domyślić najtańsza blacha leci na otwartą wodę, nad trzcinami. Wpada do wody, a my czym prędzej ściagamy ją bez wiary w jakiekolwiek powodzenie, a wtem - BRANIE!!! I to jakie!!! ryba poprostu eksplodowała wraz z blachą na pół metra nad wodę. To ogromny szczupak!!! Nogi momentalnie zrobily nam sie miękkie, kolana sie ugieły a wszystko toczyło sie tak szybko.

Ryba zrobiła odjazd w lewo, później w prawo i zaparkowała w trzcinach przed nami około 4-5m... pełni desperacji ściągamy bez pomocy rąk buty i powoli wlazimy do wody pełnej trzcin. Niestety, przy okazji, dajemy rybie trochę luzu iii... #^$#%&&$## wiadomo o co chodzi... Ubieramy załamani nasze buty, mokre skarpety poleciały do opodal stojacego kosza,łyk kawy, i idziemy dalej... Dlaczego właśnie dziś, ile on mial, jakbym miał wodery byl by mój... i tak dochodzimy do miejsca w którym opodal stal zaparkowany nasz samochód. Otatnie rzuty rozpaczy i zbieramy manatki. Wtem - delikatne pukniecie, później drugie, tniemy na wyczucie - i coś siedzi! Hol raczej szybki i silowy, a naszym oczom ukazuje sie pięknie wybarwiony okoń. Nasze morale nieco wzrastają.

Kolejny rzut i kolejna ryba trzepocze sie na drugim końcu zestawu, i tak przez parę naście minut. Robimy kilka fotek, po czym cisza, ani na blaszke, ani na malego twisterka, na nic. Składamy więc wędkę, dopijamy resztę kawy wspominając ten jakże dramatyczny dla nas hol. Niby zawiedzeni,głodni, niewyspani, a zarazem mile zaskoczeni pienymi braniami garbusów wsiadamy do naszego samochodu, by móc w domu pomyśleć nad tym co zrobiliśmy żle a co tak naprawde w wędkarstwie jest najpiękniejsze. Bo nie ryby, nie kilogramy sie liczą, a godziny spędzone na obcowaniu z naturą ciągną nas w te urocze miejsca zwanymi potocznie ' wodami'.


Mam na dzięję ze przypadnie Wam do gustu ta krótka historyjka, iż myślę, że niemal każdy z nas przeżyl nie jednokrotnie takie sytuacje:) Przepraszam za ewentualne błędy - jak zresztą zawsze.
'Wodom' cześć!!!

Opinie (38)

szyna

trafiles w sama dziesiatke , tak to przewaznie bywa z naszymi wyprawami :) ***** pozdrawiam [2010-02-22 09:49]

kostekmar

Ciekawe. Nawet mnie wciągnęło. Tak to bywa z tymi przygotowaniami oraz z samym łowieniem. Należy popracować nad ortografią. Nie można robić tak karygodnych błędów: "żut", "pruba", "wyciągnołem". Powiem szczerze wstyd. Pozdrawiam. [2010-02-22 10:11]

zorro

Mariuszu, jak juz kilka razy podkreślalem jestem dysortografem i naprawde staram sie jak moge niwelować ilość błędów do minimum. Jedni potrafią pisać, inni tylko gadać. Nie mówie teraz broń Boże o Tobie. Bardzo dziękuje za wpis, a Pańską sugestie uznam za pouczenie;) Pozdrawiam Serdecznie Kamil [2010-02-22 10:21]

mateo17slawa

Kamil........i następny świetny artykuł ,,,oby tak dalej ,,pozdrawiam     i połamania KIJAAAAAAAAA.za artykuł ***** [2010-02-22 10:39]

Lodzianin18

Bardzo fajny artykuł:) [2010-02-22 11:05]

FanAtyk

Fajny artykuł - ja pominąłbym jednak długi wstęp (jak wygląda poranek wędkarza wie chyba każdy). Dobrze że ryby w miarę dopisały - w końcu wstawać o 4 żeby wrócić o kiju to trochę prze***ana sprawa :) pozdrawiam ***** [2010-02-22 11:08]

zorro

Przemku artykuł jest idealnie taki, jak go sobie wymyślilem, łącznie z początkiem, i myśle ze to on nadaje "smaczek". Napisz Artykół - relacje z wyprawy, bez wstępu - z miłą chęcia przeczytam:) Pozdrawiam Serdecznie

kamil

[2010-02-22 11:16]

Fleszu3

Bardzo fajne opowiadanko :) rusza wyobraźnie :) sam już bym pojechał na rybki...pozdrawiam i oczywiście daje ***** [2010-02-22 12:01]

tomaszgud

świetne opowiadanie az sobie wyobraziłem ze tez tam z wami jestem:)pozdro [2010-02-22 12:03]

wiechu1603

Bardzo fajnie opowiadanko, przedstawiające ile poświęceń my wędkarze jesteśmy wstanie ponieść żeby tylko spotkać się z naturą nad wodą o świcie. Poprostu to kochamy.

Oczywiście piątka. Pozdrawiam.

[2010-02-22 12:18]

ptokar

Fajnie opisana wyprawa! Jak się siedzi w domu i czeka aż rzeki i jeziora rozmarzną to takie opowiadanie szybko przenosi nas nad nasze łowiska. Czytając zacząłem wspominać zeszłoroczne wyprawy i już nie mogę doczekać się pierwszej z nich. * * * * *  Pozdrawiam!

[2010-02-22 12:39]

M@rek

WitamBardzo fajna, zabawna historyjka, często z życia wzięta. Ja jeszcze tak "udanej"  wyprawy nie miałem, ale pewno kiedyś to przeżyję. [2010-02-22 13:39]

użytkownik

Artykuł może byc,choc zbyt dużo Pecha jest w nim,no i ta piekarnia.W niedziele rano to raczej wszystkie piekarnie są zamknięte.....Daje ****. [2010-02-22 14:20]

karoltsu1

Niech piszą w swoich komentarzach co chcą,nic na to nie poradzisz.Ja tam z Toba bylem-i za to Cie oceniam.Masz 5*****.Bardzo dobrze. [2010-02-22 15:07]

szymbor

dobry artykuł :) jak go czytałem to się nawet roześmiałem :) bo przypomniała mi się przygoda jak pojechałem na spinning i tak byłem tym podjarany że ze wszystkiego zapomniałem zabrać kołowrotka :) też było pięknie nad wodą i jak przyszło mi montować zestaw to miałem nie miłą niespodziankę :P oczywiście były słowa typu #%$#%# :D [2010-02-22 15:33]

użytkownik

Tak jest zawsze.Wstajesz o 4.00 ana łowisku jesteś o4.50. Czas plynie szybko i niestety nie można go zatrzymać  [2010-02-22 16:07]

hubi

Witam fajnie opisane daję 5 i pozdrawiam. [2010-02-22 16:46]

Hunt eR

Za dużo pecha? Niektórzy wracają, a po samochodzie nawet śladu, albo jak kolega mi opowiadał "drzwi do połowy zagięte (zrolowane). Albo mandat w drodze powrotnej. Więc mogło być jeszcze gorzej... [2010-02-22 18:45]

gruby12345

ekstra artykol z kad ja znam ten poczatek opowiadania masakra a najlepsze z tego wszystkiego jest to ze przyjezdzamy nad jeziorko rozkladasz wedeczki wszystko ladnie pieknie i nagle kurwa zapomnialem przynet i co teraz pozdrawiam wszystkich i polamania kija rzycze [2010-02-22 19:32]

ponikwoda

fajnie się czytało daje piątkę i pozdrawiam

 

[2010-02-22 19:35]

moczykij1

Ciekawe pseudo,ale z uwagą przeczytałem opowieść- fajna- mówiąc krótko.W całej opowieści tylko jedno mi się nie podoba "PAPIEROSY" ohyda!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.Mimo wszystko pozdrawiam. [2010-02-22 19:53]

Waldi Fish

Ciekawa przygoda! Piszesz, że jesteś moderatorem Portalu wędkarskiego i studiujesz jednocześnie 2 kierunki, ale chyba nie polonistykę. Musisz włożyć trochę wysiłku, aby poprawić fatalną ortografię, bo młodzież czyta i nabiera złych nawyków. To nic trudnego, wystarczy skopiować tekst do jakiegoś edytora i poprawić przynajmniej błędy ortograficzne. Pozdrawiam! [2010-02-22 20:19]

marello

Bardzo dobry artykuł ! Jeden z ciekawszych jaki czytałem . [2010-02-22 21:21]

Darek1971

I o to właśnie chodzi w tym wędkarstwie. Zwłaszcza o te: @&%$(_&*&%# Bo właśnie to obrazuje (choć nie zawsze wyszukanie) nasze emocje, które nikt inny nie jest w stanie zrozumieć. Tak trzymać. PS. Też miałem parę razy te: &^%$%&^$#@! [2010-02-22 22:03]

fred40

ale beka, usmialem sie po pachy:))) skad ja to znam.pozdro i polamania:) [2010-02-22 22:14]

zorro

Szanowni koledzy:)

Bardzo cieszy mnie fakt iż tak wielu z was znajduje chwilkę na przeczytanie moich prac, i większości sie one podobają. Co do komentarzy - nie jestem z tych którzy sie obrażają za jakieś tam docinki - ja przyjmuję wszystko na klatę i staram sie dostosować i coś ulepszyć. Bo wiadomo ze Ludzi którzy piszą, jest zdecydowanie mniej niżeli tych - którzy krytykują...

Pozdrawiam wszystkich serdecznie

ps. studjuje eurologistyke i transport, oraz chemię,i tam liczy sie to co ma sie w głowie a nie to czy sie robi blędy:) A jak dla mnie dobry artykół musi być poparty dobrymi fotkami, i to sie bardziej liczy. Jeszcze raz za błędy przepraszam i obiecuje poprawę, może nie odrazu na 5 aaaleee....:)

mających trochę czasu zapraszam na  http://foto.rybieoko.pl/galerie-prywatne/mlodzik-tez-moze-galeria-kamila-lukasczyk

[2010-02-22 22:56]

1994michcio1994

piekny artykuł odemnie 5:D [2010-02-22 23:13]

darasdra

myślę że 5 bedzie naj bardziej wymowne na temat tego artykułu

POZDRAWIAM

[2010-02-22 23:41]

sm74

o 4 wstaja tylko koguty i my wedkarze :)

to jest tekst dnia dzisiejszego

pozdrawiam ha ha

[2010-02-23 08:25]

szon001

Dobrze opisany artykuł sam chętnie teraz bym pojechał na ryby ale nie ma teraz sezonu na spinning więc musze czekać. Pozdrawiam i zostawiam...5... [2010-02-23 14:57]

radzion

Artykuł na piąteczke.Moje wyprawy też zawsze obfitują w szereg niespodzianek.Posdrawiam. [2010-02-23 19:48]

Maja1701

Bardzo ładnie to ująłeś i opowiedziałeś. Gratuluję Ci języka bardzo opisowego i oddającego emocje jakie nam towarzyszą w każdej wyprawie nad wodę. Wszak jeździmy tam na ryby a nie po ryby. Kto po ryby to niech chodzi do sklepu rybnego. Jeszcze raz gratuluję i ovzywiście 5 zostawiam. [2010-02-23 20:33]

zuza

Miło się czyta takie opwiadania- tym bardziej że znaczna większośc  już czeka końca  zimy jak zbawienia pocieszając sie każdym coraz to cieplejszym dniem- oczywiście daje piatke ..... [2010-02-24 15:39]

Gibki

ARTYKUŁ SUPERRRRRRRRRRRRR/ [2010-02-25 14:25]

szczap

Daję piąteczkę.Bardzo pięknie i realistycznie opisana nasza szara wędkarska rzeczywistość. [2010-02-25 22:59]

staszek873

Opowiadanie bardzo fajnie napisane,tylko dlaczego piszesz w trzeciej osobie...wyście ,byście ,zrobiliście,starsi wędkarze skądś to znają.....masz jednak odemnie piątaka-pozdrawiam [2010-03-27 17:34]

zorro

WItam Stanisławie.

Czasami pisząc moje teksty, wracam do czasów przeszłych, i z nich zapożyczam forme pisania, zwracania sie do osób, itp. W tym tekście jest dużo zwrotów w 3 osobie, w innych znów sięgam wręcz do języka zaczerpniętego między innymi z Pana Tadeusza, czy innych utworów z tamtych czasów:) Jest to bowiem dla mnie zarazem "podróż w czasie",  jak i stylistycznie i skladniowo, o wiele bardziej podoba mi sie forma wypowiedzi z tego wlaśnie okresu:) Pozdrawiam Serdecznie

kamil 

[2010-04-05 22:04]

matrix6926

"I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,A com widział i słyszał, w księgi umieściłem."

fajnie fajnie ode mnie 5  

[2010-05-16 15:17]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Łowisko Tuszynek

ŁowiskoNa Łowisko Tuszynek wybraliśmy się w drugiej połowie lipca na k…