Jazie z rowu

/ 4 komentarzy / 2 zdjęć


Długo czekaliśmy na ten wyjazd. Kilka dni nad Bugiem, przyroda, wędki i żadnych zmartwień. Wybraliśmy świetne miejsce. Ostry zakręt Bugu z dużym zakolem z powolnym nurtem wstecznym i średnią głębokością 2-3m.
Nad wodą mimo iż miejsce wyglądało na prawdę świetnie tylko dwóch wędkarzy. Po krótkiej rozmowie dowiedzieliśmy się, że ryby brały ale z powodu bardzo wysokich temperatur przestały i ciężko nawet krąpia skusić.

Nie przestraszyły nas te słowa. Pełni nadziei rozstawiliśmy wędki i oczekiwaliśmy na pierwsze brania. Mijały godziny z wędki ani drgną. W nocy jedno branie ale ryba weszła w zawadę, siłowe próby wyciągnięcia jej skończyły się zerwanym zestawem. Poranek tak jak wieczór bez ryb.

Trzeba było szukać innych rozwiązań. W południe postanowiłem zrobić rekonesans po okolicy. Znalazłem miejsce gdzie woda z Bugu wlewa się wąskim ujściem do starorzecza a to z kolei jest połączone rowem z innym starorzeczem. Zwiedzałem okolicę idąc jak najbliżej wody. W pewnej chwili w rowie ujrzałem falę. Skradając się bliżej zauważyłem pływające i zbierające coś z powierzchni jazie, płocie, krąpie. W pobliżu przepływał okoń a na środku nieruchomo stał szczupaczek. Rów dosłownie był pełny najróżniejszych gatunków. Mocno zarośnięty i płytki na pół metra. Wydawało się, że przepłynie nim tylko bóbr albo łabędź ale w kilku czystych oczkach dokazywały ładne ryby. Poszedłem po spławikówkę, założyłem białego robaka i posłałem do wody. Spławik miałem wyważony tak, że po zarzuceniu zanurzał się w wodzie i po chwili wypływał tylko koniuszek antenki. Ale nie tym razem, tym razem nie wypłynął. Zaciąłem i jednym machnięciem kijem wylądowałem w ręce niewielką wzdręgę. Po kilku minutach miałem ich kilka a brania ustały. Zmieniłem miejsce i znów kilka wzdręg i pierwszy jaź blisko wymiaru. Pobawiłem się trochę, żeby powetować niepowodzenia z poprzedniego dnia.

Wieczór znów spędziliśmy nad Bugiem i znów z braniami słabo. Co prawda uwiesiły się jakieś krąpie, leszczyk i parę płoci ale wszystko to malizna. Stwierdziłem, że ranka nie zmarnuję nad rzeką tylko wziąłem spławikówkę i jeszcze przed wschodem słońca stałem nad rowem z puszką kukurydzy. Zarzucenie i spławik nie wypływa. Zacięcie i opór na kiju. Po chwili mam pierwszą sztukę - 30cm jazia. Zdjąłem rybę z haka i zarzuciłem w to samo miejsce. Branie natychmiastowe. Kolejny bliźniaczy jaź ląduje w moich rękach. W kilka minut wyjąłem kilkanaście jazi, płoć i wzdręgę i wszystkie między 25-30cm. Kiedy brania ustały poszedłem wzdłuż rowu do następnego oczka i sytuacja się powtórzyła tylko jazie ciut większe. Kolejne oczko i to samo.
Mocno zaskoczyła mnie taka sytuacja. Na rzece ryby nie biorą a w płytkim rowie dosłownie zabijają się o ziarnko kukurydzy. Przypomniało mi się wtedy jak za dzieciaka widziałem na wiosnę jak jazie wpływają do płytkich rowów. Przypomniało mi się jak ktoś pisał na jakimś forum, że wyciągał piękne jazie z rowu.

Moje do rekordowych nie należały ale zabawa świetna i wielka nauczka na przyszłość. Zawsze staram się pamiętać, że w wędkarstwie nie można podążać utartymi schematami. Ryby są nieprzewidywalne i zawsze czymś zaskoczą. Mimo to ciągle łapię się właśnie na tym, że ryby i ich zachowanie mnie zaskakują. Jeśli ktoś nie kombinuje nad wodą, nie zmienia miejsc, nie zmienia przynęt i technik to powroty o kiju nie będą rzadkie.

Sprzęt:
Kij Robinson Bolognese BX 6m
Kołowrotek Robinson Tracker 206
Żyłka Tanaka
Spławik Tim Skrzetuski
Przypon z żyłki Supercup 0,128
Hak Robinson Umi Tango 230 N Pro Tench rozmiar 6

 

 


4.6
Oceń
(15 głosów)

 

Jazie z rowu - opinie i komentarze

barrakuda81barrakuda81
0
Mnie teraz sprawdza się tylko mała woda.Właśnie takie płytkie, nietkniete presją wędkarską miejsca, cieki.Może okazów tu nie ma jest chęc współpracy, której nie wykazuja ryby z wielkiej rzeki.Taki jest obecnie wrzesień ale kiedys było inaczej...Można tylko wspominać a póki co trzeba sobie radzić!*****. (2018-09-09 17:03)
erykomerykom
0
No niestety tak jest że chodzimy w jedne i te same miejsca na rzece z myślą o dużej rybie a nieopodal na płytkim stawie albo dopływie jest istny raj dla ryb.Płytko,pełno mułu i roślinności i co najważniejsze to i ryby.Nieraz faktycznie lepiej połowić mniejsze rybki niż spedzić 2-3 dni nad rzeką z marnym skutkiem :) :***** (2018-09-09 18:55)
mateuszwosmateuszwos
0
Myślę, że podążanie utartymi szlakami dziś podyktowane jest faktem, że na pasję mamy mało czasu. Wolne popołudnie w sobotę staramy się wykorzystać do maksimum na łowienie ryb więc szukamy pewnych miejscówek, metod łowienia i przynęt. Niestety ten pośpiech zabija to co w wedkarstwie najpiękniejsze. Nie zauważamy wielu rzeczy, które mogą nas ucieszyć bardziej niż gruba ryba. Tęsknię za kolejnym kilkudniowym wyjazdem gdzie można znaleźć czas na dłubanie jazi z rowu czy szczupaków z grążelowego bajorka... (2018-09-09 21:45)
barrakuda81barrakuda81
0
Dokładnie.Rzeczywistośc nie daje nam możliwości aby puścić wodze kreatywności a szkoda.Ja swój mały raj znalazłem i chociaż nie jest taki jak np 20 lat temu to i dziś może dać wiele satysfakcji.Okazów może tu nie ma ale i tego bym nie wykluczał a jak tylko lada dzień, tydzień pojawią się tu okonie będzie wesoło i nie pozwola mi zatęsknic za wielka rzeką.Są jeszcze takie miejsca ale coraz ich mniej... (2018-09-10 09:47)

skomentuj ten artykuł