Jeden dzień-dwa jeziora

/ 2 komentarzy / 3 zdjęć


Jadąc na kilka dni do Niemiec postanowiłem po drodze odwiedzić pojezierze legnickie i zobaczyć co tam w wodzie słychać. Po przestudiowaniu stron i wpisów w internecie postawiłem na jezioro Jaśkowickie. Dwadzieścia kilka hektarów pięknej czystej wody położone pomiędzy wsią a polami. Łowić w zasadzie można z każdej strony choć część jeziora odgradzają prywatne posesje. Nad wodą byłem o 7 rano. Pogoda nie była zbyt optymistyczna , silny wiatr oraz co chwilę padający deszcz bądź grad nie wróżyły mega osiągnięć. Powiem więcej- nie dawały nadziei na żadną rybę.


Przygotowałem zanętę zimową na płocie, dodałem troszkę zapachów mających zwabić również leszcze oraz wsypałem piknkę, białe i posiekane dendrobeny. Jeden zestaw to standardowa gruntówka z koszyczkiem , ze względy na wiatr zrezygnowałem z feedera. Druga wędka to spławik 2g, haczyk 12, przypon 0,14 żyłka główna 0,18. Na hak spławikówki zakładam pinkę a na grunt dendrobena i kukurydza. Zarzucam i czekam. Po 4 godzinach siedzenia udało mi się zmoknąć, zmarznąć i zniechęcić. Oprócz tego widziałem jeszcze buszujące drapieżniki i masę lecących żurawi. Postanowiłem się zwijać. W tym momencie napatoczył się jakiś miejscowy . Panie- mówi- tu już nie ma ryby, na sieci wszystko wyłapali. Jedynie w Kunicach jeszcze coś zostało.


Szybko myślę i postanawiam sprawdzić czy faktycznie w Kunicach coś jeszcze jest. Mam tam tylko kilka kilometrów a czasu jeszcze dużo. W Kunicach nad jeziorem kunickim wybieram miejscówkę w środku wioski. Tu jak by cieplej i miej wieje. jeszcze przed rozłozeniem sprzetu udało mi sie zobaczyć spławiające ryby co nastroiło mnie optymistycznie. Sprzęt taki sam z tym ze zmieniam gruntówkę na sztywniejszą bo postanawiam rzucać maksymalnie daleko. na hak dendrobena i rzut na dobre 60 m. Ustawiam na stojaku i rozkładam spławikówkę. Kilkanaście metrów obok siedzi dwóch panów którzy zdążyli mnie juz poinformować że szkoda mojej fatygi bo i tak nic nie bierze. W tym czasie sygnalizator zaczyna piszczeć a małpka od uderzenia w wędzisko spada z żyłki. Zacinam i pudło. Holuję zestaw na brzeg, dendrobena przykładnie objedzona zakładam znów na hak i rzut mniej więcej w tą samą okolicę. Spławikówka w wodzie na haku znów pinka. Sygnalizator znów daje znac, znów zacinam i znów pudło. Tym razem zmieniam hak z 10 na 8, powtarzam rytuał i odkładam wędkę. Obserwuję kolegów z boku , sprzętu cała masa, wart więcej niż moje auto. Próbują z gruntu i na bolonki 9 metrowe... U nich cisza a u mnie znów piszczy. Zacinam i tym razem jest. opór mały więc kolos to nie jest ale zawsze! Po chwili na brzegu mam płoć-23 cm. Jestem zadowolony, widze zazdrość w oczach sąsiadów. Na co łapiesz?-pytają. Siedzę nad jeziorem Kunickim jeszcze 4 godziny i w tym czasie wyciągam z gruntu 12 płoci, wszystkie powyżej 20 cm. Na spławiku mimo zmiany przynęty nie dzieje się nic ale i tak czuję ogromą satysfakcję. Na końcu wszystkie płocie wypuszczam z powrotem do jeziora. Od sąsiadów słyszę że jestem głupi....

 


5
Oceń
(13 głosów)

 

Jeden dzień-dwa jeziora - opinie i komentarze

użytkownik32263użytkownik32263
0
Cyt:"Od sąsiadów słyszę że jestem głupi...." chyba to sąsiedzi byli głupi... ;-) 5* (2015-03-08 20:45)
krzysztof-tomiakkrzysztof-tomiak
0
Popieram kolegę,to sąsiedzi mają fioła ale jak łatwo się domyśleć jest to zwykła zazdrość. Ps.ja na dwa wyjazdy w tym roku zero brań,więc zazdroszczę Ci jeszcze mocniej niż oni. Pozdrawiam i życzę połamania. (2015-03-09 20:36)

skomentuj ten artykuł