Zaloguj się do konta

Jedno odprowadzenie

Trochę napalony ostatnim spinningowym wypadem, dodatkowo zmotywowany sprzyjającą prognozą pogody, przybywam w sobotni poranek ponownie na stanicę nad naszym jeziorem. Cztery rybki w kalendarzu brań, zapowiadany wiatr południowy i temperatura około siedmiu stopni, wydawało się, że lepiej być już nie może. Jednak jak niejednokrotnie już się okazywało i tym razem w praktyce, wszystkie prognozy zawiodły.
Przywitał nas wschodni wiatr i zimna mgła przemieszczająca się nisko nad pofalowana powierzchnią jeziora. Surowe warunki atmosferyczne spowodowały, że cieszyliśmy się, iż posiadaliśmy przy sobie ciepłe czapki i rękawiczki oraz solidny termos z herbatą. Wschodnia zatoka jest jak uśpiona dlatego ruszamy na miejscówkę w rejonie plaży, gdzie tydzień temu widzieliśmy drobnicę przemieszczającą się w przybrzeżnym pasie na głębokości półtorej metra. Tym razem spotykamy totalną ciszę. Po krótkiej przerwie, ruszamy pod zachodni brzeg na okoniową miejscówkę. Podczas dopływu na chwilę nawet ukazuje się słoneczko, ale tylko na chwilę, gdyż szybko zostaje przysłonięte pasem niskich chmur i narastającej mgły. Trzy godziny, trzy miejscówki i wracamy pokonani, ale z płucami pełnymi rześkiego powietrza i ogorzałymi twarzami.
Wieczorem już w domu zastanawiam się, co robić w niedzielę, po odwiezieniu małżonki do pracy. Przecież nie wrócę do łóżka. Wykonuję więc szybki telefon do Ryszarda i w ten sposób niedzielę rano ponownie jesteśmy nad jeziorem. Ja na to mówię „hobby”, lecz moja żona ma na to zgoła inne i niekoniecznie cenzuralne określenie, aczkolwiek jest całkiem ułożoną kobietą.
Cel mamy jeden, szukamy okoni. Po dotarciu w wybrany rejon, odkładam wiosła wzdłuż ławki i na lekkim ślizgu katamaranu lustrujemy przybrzeżne pasy roślinności w poszukiwaniu drobnicy i żerujących okoni. Na pierwszym napływie ani żywej duszy, więc przemieszczamy się na kolejną miejscówkę. Mieliśmy wędkarskiego nosa. Pluskająca się drobnica i pojedyncze jej rozpryski, o to nam chodziło. Przez nasze myśli przebiegają tylko jedne marzenia. Potężne garbusy, dużo garbusów i jeszcze raz garbusy. Zielone, pięknie wybarwione, z tak charakterystycznymi poprzecznymi pręgami i jeszcze piękniejszą podniesioną płetwą grzbietową. Po prostu nasze myśli nie dopuszczają innej alternatywy jak niezliczone ilości brań, tego pięknego drapieżnika.
Przez pierwszą godzinę, podczas której między czasie, wykonujemy dwa przemieszczenia za spławiającą się drobnicą, różnymi przynętami wykonujemy niezliczone ilości rzutów. Z każdą upływającą minutą wędkowania zaczynamy się zastanawiać, co jest nie tak? Dlaczego nie mamy brań? W pewnej chwili Ryszard zakłada grubaśnego, czerwonego twistera z białym ogonem. Ja wykonuję rzuty pod trzciny, a Kolega posyła przynętę wzdłuż stoku. W pewnej chwili z monotonii, potęgowanej setkami rzutów wyrywa mnie okrzyk Ryszarda. Kurcze pieczone, ale wielki! Szybki rzut wzrokiem w lewo, a tuż za przynętą, zaraz przy pływaku katamaranu podążają najpierw wielkie oczy, a później pasiasty grzbiet drapieżnika. Prawie jednocześnie podniesionym głosem wołamy „ale sztuka” i w tym momencie prawie czterdziestka znika pod katamaranem, zanurzając się w przezroczystą, chłodną otchłań jeziora.
W tym momencie nie będę opisywał, co jeszcze wyczynialiśmy i ile przynęt zmieniliśmy, aby ten okazały pasiak, chociaż przybliżył się do naszej łodzi. Ta sytuacja jednak spowodowała, że pełni nadziei powrócimy tu jeszcze nie jeden raz.

Opinie (15)

Wonski79

No przynajmniej kontakt wzrokowy był. Ja w dniu wczorajszym 4 godziny biczowałem Wkrę swoimi jak i kupnymi przynętami i jedynie co zobaczyłem i usłyszałem to spory plusk wody jakieś 5 metrów ode mnie przy samym brzegu. W pierwszym momencie pomyślałem że to bóbr, bo sporo ich nad Wkrą ale na tak płytkiej wodzie raczej wypatrzył bym go. Musiał być ładny klocuszek.***** Pozdrawiam [2012-11-19 10:22]

piotr-strzalkow

4 kalendarzowe rybki w weekend okazały się jednym wyjętym szczupłym 35cm i jednym krótkim braniem. To w sobotę, niedziela to zupełny brak zainteresowania ze strony ryb. Zarówno bombka z żywcem i trupkiem jak i spławikowe oraz spinningowe próby kolegów spełzły na niczym. Dorobiłem się tylko przeziębienia, ale to przez brak dobrych butów. Trzeba szybko się kurować i jak najszybciej wracać na łowisko ;) [2012-11-19 10:26]

Lin1992

Czytając Twoje wpisy Panie Marku aż chce się złapać za wędke i pognać nad wodę...ale nie zawsze się da. Za wpis standardowo już pięć gwiazdek. [2012-11-19 10:52]

troc

Tym razem nikt nie powie, że nie widzieliśmy ryby...Pozdrawiam za *****. [2012-11-19 16:27]

ZanderHunter

SUPER! opowiadanko... a rybki będą czy nie będą to już nie ważne...lubię takie klimaty...:) P:) [2012-11-19 17:26]

marekp

Przecież złapać to nie wszystko,tak jak z króliczkiem.***** [2012-11-19 20:25]

skito48

Podobną sytuację miałem przez kilka ostatnich dni,okonie odprowadzały moje przynęty pod same nogi nie atakując ich,pomimo to że często je zmieniałem,jednego razu było ich chyba pięć sztuk.***** [2012-11-19 21:25]

egzekutor

czasem tak bywa ja miałem kilka razy tak, że gdy wyciągalem przynete szczupak wyskoczyl i nie trafil gul do potęgi za wpis 5 [2012-11-19 22:58]

sitkowskimarcin

"4 rybki" i w moim przypadku nie miały większego znaczenia, niestety Wisła w Warszawie pozostaje bezlitosna ;) Bardzo fajny reportaż, oczywiście 5 gwiazdek- miejmy nadzieję, że przekuje się to na "5 rybek na kiju". Pozdrawiam [2012-11-20 16:58]

kamil11269

***** [2012-11-21 14:29]

robin14hh

też byłem, pogoda ok troche wieje pusto na wodzie ale brań nie było. Górka - nic, płytka zatoka - nic, z pod trzcin chociaż malucha - nic, zatoka ok 5m - nic. Zapach ogniska i widok trzymał mnie przy nadzieji oby do wiosny [2012-11-22 12:41]

Przemo-77

Cytat: "Ja na to mówię „hobby”, lecz moja żona ma na to zgoła inne i niekoniecznie cenzuralne określenie, aczkolwiek jest całkiem ułożoną kobietą." Déjà vu (fr. już widziane) – odczucie, że przeżywana obecnie sytuacja wydarzyła się już kiedyś, w jakiejś nieokreślonej przeszłości, połączone z pewnością, że to niemożliwe. 5***** [2012-11-23 06:40]

marek-debicki

Nawet spodobał mi się ten opis czasu. [2012-11-23 09:59]

marek-debicki

Kolego "dacdog"! Bardzo dziękuję za zabranie głosu i pouczającą wypowiedź. [2012-11-27 21:47]

użytkownik

***** [2013-05-09 09:31]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Łowisko Tuszynek

ŁowiskoNa Łowisko Tuszynek wybraliśmy się w drugiej połowie lipca na k…

Żarłoczny okoń

Żarłoczny okoń W dniu dzisiejszym wybrałem się nad swoje ulubione jezi…