Jesienne szczupaki - ciąg dalszy

/ 14 komentarzy / 2 zdjęć


Listopad 2012. Ostatni tydzień miesiąca zaobfitował u mnie w kilka rybek. Udało mi się, nawet nieznacznie pobić skromny rekord szczupaka,ale o tym później.

Sobota. Około godziny 14 postanowiłem pojechać na jedno z łowisk w okolicy. Po dojechaniu na miejsce stwierdzam lustro na wodzie i kilku zapaleńców. Usadowiłem się na skraju trzcin, obok dwóch spinningistów. W gadce mało rozmowni i mało przyjemni. Przypisałem im od razu ksywkę 'Mruki'. Jak się później okazało, jeden z nich był synem mojego kolegi, ale nie zmieniło to nic w jego zachowaniu. Niestety, 'Mruk' to 'Mruk', udało się jedynie wyciągnąć, że niestety nic nie bierze. Jednak jaka była ich mina, gdy przy trzecim rzucie na wahadło uderzył mi duży szczupak. Hol trwał około dwóch minut. Niestety 3-4 metry przede mną, gdy wydawało mi się, że ryba już się poddała, szczupak wykonał szybki manewr poluzowania plecionki, dwa razy machnął łbem i się wypiął. Gorycz była wielka. Najgorsze, że nawet go nie widziałem w pełnej krasie. Oceniłem go na 70 do 75cm. Wówczas na twarzach 'Mruków' pojawił się uśmiech od ucha do ucha. Po prostu, taka 'polska mentalność'. Duma i szczęście, że komuś się nie udało, że nastało niepowodzenie. Bo jak ktoś może łowić ryby,kiedy ryby nie biorą!!! Nie ważne, przeboleje, a oni i tak będą mrukami ( tak sobie pomyślałem). Po tym holu udało mi sie złowić jednego kruciaka, około 40 cm.Powrót do domu i oczekiwanie na kolejny poranek.Przecież nie można odpuścić kolejnego wolnego dnia w szczycie sezonu szczupakowego.

Niedziela. 07:00 rano. Zameldowałem się z kolegą Gerda na łowisku, w miejscu, gdzie wczoraj skończyłem wędkowanie. Niestety okazało się, że wszystkie stanowiska po naszej stronie są zajęte przez 'żywcówki'. Byliśmy źli, ale co zrobić. Gerda mówi:
- Idziemy na druga stronę, na płyciznę.
- Ok,
odpowiedziałem,
- Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszlo.
Byliśmy zaopatrzeni w neopreny, ale wiadomo, po jakimś czasie i one nie pomagają, a łowienie z drugiej strony wiązało się z wejściem do wody i to dosyć daleko. Wczoraj tam łowił kolega ( jak się okazało na koniec sobotnich połowów ojciec 'Mruka') i złowił parę okoni i szczupaka, to może i dzisiaj coś będzie.
Po krótkim spacerze weszliśmy w głąb wody, około 40-50 metrów od brzegu. Woda sięgała lekko za pas.
Rozpoczęliśmy połów.Liczyliśmy na wiele. Dawno razem nie byliśmy na rybach, a wiadomo, we dwóch zawsze jest 'bajera'. Za chwilę dołączył do nas kolega Łysy ( przyp. smakowy) i kolega Maćka ( teraz to i mój kolega) Krzysiek, jak ktoś woli to Pan Krzysiek.
Hobby trwa w najlepsze. Mija pół godziny i jest, siedzi, u mnie ładny ( średni ) garbusek,około 30 cm. W momencie kiedy holowałem swojego okonia, Maćkowi też uderzył garbaty. Wielkość podobna. Za chwilę Krzysiek też mógł się pochwalić swoim pasiakiem. Kolejne parę minut i ciach, kolejny garbus. Po godzinie połowów, moją gumową przynętę zaatakował szczupak.Szybki hol i okazuje się 51cm szczupłego. Niedziela ogólnie nam dopisała. Krzysiek mógł pochwalić się pięcioma pasiakami w przedziale 25-35 cm, Gerda - okoń i dwa szczupaki ( jeden około 60cm), no i ja 3 garbusy i szczupak.
Niestety, weekend, jak to weekend, minął szybko.

Poniedziałek w pracy przeleciał. Okazało się, że we wtorek będę musiał wyskoczyć w krótką delegację. Pomyślałem, może uda się wrócic około 14:00, to skoczę pomachać kijem. Co za 'okrutne' zainteresowanie to wędkarstwo. Człowiek tylko czeka kiedy wyrwać się z domu i zasmakować kolejnej przygody. Nie wspomnę o spotykanych zimorodkach, czaplach i innych ptakach co rusz spotykanych nad wodą. Ach, smakuje to życie w tych momentach jakoś nadzwyczajnie. Co jakiś czas namawiam żonę do moich wypraw, ale coś nie może 'zabakcylić'. Trudno. Na razie będę jeździł sam.

Wtorek. No i się stało. Powrót z delegacji przed 14. Pojechałem w miejsce niedzielnego spotkania i już mi nie przeszkadzał doskwierający chłód wody. 'Machaj wędą, a wyniki będą' - powiedzenie łysego zostało mi we krwi. Jak się okazało, nad wodą spotykam kolegę Krzyśka. Spoko koleś. Znałem go od dwóch dni, a rozmowa się kleiła jak by znajomość trwała kilka lat. Zadumałem się wtedy: to jest przykład człowieka, który na pewno nie jest'Mrukiem' i naszło mnie wspomnienie z soboty:).
Rozpoczęliśmy łowienie na kopytka, nie duże 7-mio cm Dragony,Mikado i inne. W pewnej chwili, zaczął się koncert szczupaków na powierzchni wody. Raz z lewej , raz z prawej , raz naprzeciw nas. Odbywało się to w dosyć bliskiej odległości. Mówie do Krzycha:
- Krzyniu,łowimy gumami z jigiem po dnie w pogoni za okoniem, a na powierzchni biję zębaty. Musimy zmienić przynęty. Cholera, wobki zostawiłem w plecaku, a plecak na plecach, a woda po pas. Pewne utrudnienie.
- Nie zabrałem blach - rzekł mój kompan doli.
- Mam ich nadmiar, odpowiedziałem, ale Krzysztof okazał się łowcą, który korzysta tylko ze swojego arsenału.
- OK, jesli tylko się zdecydujesz, to daj znać,podrzucę - spuentowałem.
Kontynuuję:
-Wiesz, zauważyłem pewną regułę. Ciekawe czy się potwierdzi. Gdy jestem na tej wodzie i drapieżnik biję na powierzchni ( tzn.widać go ) to wtedy mam wyniki. Zawsze trafiam szczupaka.
W momencie kiedy rozmawiamy, około 20metrów ode mnie bije zębaty.
- Widziałeś?- pyta Krzychu.
- yhm, zaraz go poszukam-odpowiedziałem.
Na zachetę zakładam Obrotówkę Jaxona nr 3 w biało-czerwone paski. Barwy są już lekko zdezelowane, trochę jak stary Indianin tudzież Husar, ale pewnie wyrzucam w miejscu spławienia się ryby.
Raz - cisza,
Dwa... usłyszałem tylko od Krzyśka - Idealnie w miejsce!!!
Dwa obroty korbką mojego Shimano i jest....
- Coś się przyczepiło,mówię do kolegi spoglądając w jego stronę.
Walka była krótka i niestety jednostronna. Całe 57 cm.
Reguła się potwierdziła. Trochę mnie to podbudowało, bo nie ma to jak potwierdzenie własnej teorii.
Walczymy dalej. Co jakiś czas pokazuje się 'tygrys ' polskich wód na powierzchni, ale niestety za daleko.
Krzysztof gumami nic nie może zdziałać, a ja biczuję obrotówkami, na zmianę z wahadłem.
Jest około 15:30 gdy w zasięgu mojego wyrzutu pojawia się dosyć duży ruch na wodzie. Na końcu zestawu był Mepp's Aglia Long w rozmiarze 3, srebrny.Zamach, wyrzut, lot, opad i plusk.Przynęta spadła tuż za miejsce objawienia szczupłego.
Krzychu ponownie zapiał ( czułem że mi kibicuje ):
- Ponownie idealny rzut, co tym razem będzie?
Milczałem, patrząc na ruch na wodzie.Bywa, że można przeczuć, podejrzeć branie walczaka.
Było to dziwne doświadczenie.Kolejne z wielu, które nabiera się nad wodą ( wędkując ). W pewnym momencie poczułem niby luz,niby nie, lekkie przytrzymanie. Poderwałem swoją Daiwę i poczułem tępy opór. Zaczep???Nie!!! Poprawiłem i wtedy młynek zagrał niemalże ulubiona melodię Vivaldiego. Była to jesień z czterech pór roku. Tym razem walka nie była jednostronna. Ryba skierowała się do dna. Kołowrotek współpracował z dobrze ( tym razem ) ustawionym hamulcem. 3 metry do mnie, 1,5 ode mnie. Walczę i czuję wzrok kolegi. zdobycz zbliża się do mnie z każdą chwilą. Nagle słyszę:
- Pomóc Ci Piotrze, podebrać rybę???
- Nieee,dam rady.Co bym zrobił gdyby ciebie nie było!!! Trzeba nabierać doświadczeń.
Gdy szczupak pokazał się po raz pierwszy,pojawiło się westchnienie Krzynia:
- Ładny, około 70-tki, może więcej - rzekł Krzynio, gdy ryba przepłynęła w jego pobliżu.
Mówię:
- Mój rekord to dotychczas 64cm i fajnie było by go pobić. Łowię dopiero od ponad roku!!!
- No to chłopie masz nowy rekord.Na bank ma więcej niż Twoje 64cm.
Po kilku próbach własnoręcznego podebrania podbierakiem ryby, udało się i wylądował całkiem fajny okaz.Oczywiście w moim mniemaniu. Po zmierzeniu okazało się, że tygrysek ma całe 67 cm i ponad 2 kilogramy wagi. Szczęście się do mnie uśmiechnęło.Pokonałem go. Kolejne doświadczenie zostanie we krwi na kolejne walki. To był mój dzień. Pierwszy raz gdy udało złowić się dwa wymiarowe szczupaki. Krzysztof niestety odszedł bez brań.Trudno. Na pewno jeszcze się spotkamy.
I tak pobiłem swój rekord.Wciąż oczekuję swojej metrówki, po drodze zdobywając kolejne doświadczenia.

Czwartek. Dzień urlopu na sprawy prywatne. Nie omieszkam wykorzystać poranka do połowu szczupaków. Dzień mocno deszczowy. Mimo wszystko 'wredne' hobby nie pozwala mi na dłuższy odpoczynek. Tym razem bez zdobyczy, ale z dwoma fajnymi braniami z głębi na wahadłówkę.
Oj, życzę wszystkim takich przygód i doświadczeń.
Pozdrawiam całą brać wędkarską. 'Mruki' też pozdrawiam. Może się zmienią.
Wirus7

 


4.9
Oceń
(27 głosów)

 

Jesienne szczupaki - ciąg dalszy - opinie i komentarze

GERDAGERDA
0
Super opisane,a przede wszystkim gratuluję NEW RECORD!!! Zyczę dalszych rekordów i pozdro dla wszystkich łącznie z "Mrukami":) (2012-11-29 20:50)
hugomhhugomh
0
starasz się lapsie %) może razem się zgadamy,ja przyjadę;) (2012-11-29 21:07)
bzyku25bzyku25
0
Kurcze, jak kiedys napiszesz ksiazke to obiecuje , ze ją kupię :) Twoich opowieści nie da sie przeczytac kawałek i odejsc. To wciąga im więcej się czyta :> Tak 3maj. Pozdrowionka
(2012-11-29 23:08)
tomalegtomaleg
0
Dobrze ujęte Pozdro (2012-11-30 10:40)
troctroc
0
Tekst, pomimo swojej długości warty poświęconego czasu, pozdrawiam za *****.
(2012-11-30 13:08)
użytkownik27896użytkownik27896
0
Cześć na początku myślałem że będzie długo i nudno a tu ku miłemu zaskoczeniu wciągający i ciekawy tekst, czytało się bardzo przyjemnie. Oczywiście piąteczka i życzę kolejnych rekordów pozdrawiam Karol. (2012-11-30 18:04)
marek-debickimarek-debicki
0
Oj, życzę sobie takich przygód i doświadczeń, Oczywiście ja także. Pozdrawiam i *****pozostawiam. (2012-11-30 22:34)
smakowysmakowy
0
Gratuluję nowego rekordu i ciekawego wpisu:-) do zobaczenia nad wodą. Pozdro (2012-12-01 15:11)
Kacper RyxKacper Ryx
0
Fantastyczne wyniki gratuluje.Ja dzisiaj łapałem na Bugu bez brania. Tragedia (2012-12-01 18:44)
czapaczapa
0
Oby tak dalej bo metrówka coraz blizej :D (2012-12-02 00:14)
MateuszR86MateuszR86
0
Zgrabnie opisane, ładne zdobycze i godne naśladowania samozaparcie :) (2012-12-02 17:13)
grzeguniogrzegunio
0
Wirus7 dzięki za ciekawy opis. Ja też łowię od niedawna i cieszę się jak można nad wodą porozmawiać z innymi wędkarzami. Czasami odnoszę wrażenie, jakby niektórzy z nich obawiali się, że nowy przychodzący na łowisko to wróg i może im wszystkie ryby wyłowić. Mruk to mruk i nic tego zmieni, taki "zmruczały" charakter. Nie martw się tym i nie zwracaj uwagi na takich życzliwych. Najważniejsze, że przebywanie nad wodą sprawia Ci frajdę. I tej nieustającej frajdy życzę Ci serdecznie. (2012-12-02 18:09)
wirus7wirus7
0
Dzięki wszystkim za komentarze.pozdrawiam (2012-12-02 19:43)
ImatytaImatyta
0
Piękne okonki i szczupaczek :) (2012-12-10 15:26)

skomentuj ten artykuł