Kameralne zawody wędkarskie - 06.09.2014

/ 11 zdjęć


Piękny dzień wczoraj (06.09.2014 r.) mieliśmy - ja i pięciu innych uczestników kameralnych zawodów wędkarskich, gdy czciliśmy pamięć pierwszego prezesa naszego Koła GKO - płka Walentego Dacewicza. Przede wszystkim świeciło słońce, które mocno ogrzewało marzenia zajęcia miejsca na podium i widoczna była, duża aktywność rybek w wodzie. A tę mieliśmy nierówną. Ja wybrałem głębszą, bowiem nastawiłem się na leszcza. Długo urządzałem swoje stanowisko, bowiem miałem wysoki, zarośnięty i dlatego trudny brzeg. Z tego powodu nie zdążyłem wygruntować łowiska, a sędzia gwizdkiem już każe nęcić i za chwilę każe łowić. Więc będąc w niedoczasie wziąłem sprawy w swoje ręce dosłownie, przyspieszyłem i przez to zgubiłem ostrożność i zanim zarzuciłem po raz pierwszy - złamałem tyczkę Maver 371 + w 5 elemencie. Ten fakt zmienił bardzo wiele. Odpadło mi punktowe nęcenie. Zatem zrobiłem to ręką, mz właściwym sobie od lat rozrzutem. Trudno - lepiej jest mieć więcej niż mniej. I miałem - pole nęcenia o powierzchni 0,5 ara. Wyciągnąłem przygotowany na wypadek awarii stary kij nasadowy, którym zawsze macham jak batem i on to wytrzymuje. Jedynie zestawu nie musiałem zmieniać. Przygotowane 4m żyłki z haczykiem - druciakiem specjalnie na pinkusię było tak samo dobre na sprawny kij 9 metrów jak i na złamany 13 m. Znałem tę wodę, ale że od razu idealnie trafię z gruntem, to się nie spodziewałem. Na tym elemencie zawodów zyskałem. W użytą zanętę leszczową wierzyłem, bowiem sprawdziła mi się w tym roku na kilku wodach. Jestem wierny od lat firmie TRAPER i serii GOLG wspomaganej dodatkiem w postaci karmelu. Na 20 ryb złowiłem 16 leszczy, 3 krąpie i 1 płotkę. Wszystko podebrałem podbierakiem, mimo, że ledwie, ledwie nim dosięgałem do wody. Tak - siedziałem na wysokościach, bo taką wybrałem receptę na sukces. Urwałem tylko 3 ryby. Drugiej nie żałuję, bo branie było bardzo przypadkowe i nie było szans na powodzenie. Dwóch pozostałych też nie żałuję, bowiem w razie powodzenia byłoby to 1,2 do 1,5 kg więcej, co nie wystarczyłoby do pokonania Mistrza Krzysztofa. Pierwszy leszcz urwał się dlatego, że on i ja byliśmy obserwowani. Nie lubię jak ktoś sterczy nade mną w czasie mojej wędkarskiej roboty. Drugi leszcz urwał się dlatego, że był wyjątkowo agresywny. Chlapał się i wyskakiwał nad wodę, a urwał się wtedy, gdy już był spokojny. czort jakiś albo separatysta. po zakończeniu zawodów puchar przechodni im. płka Walentego Dacewicza pozostał w posiadaniu kol. Krzysztofa Małka, który obronił go w pięknym stylu wynikiem 7483 pkt. Ja - Roman Dryk - atakowałem, nawet wędkę złamałem, lecz wyholowałem jedynie na 5507 pkt. Trzecie miejsce wywalczył stary mistrz kol. Edward Gronowski z wynikiem 3395 pkt. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że czwarty był nasz weteran kol. Tomasz Małek z wynikiem 1800 pkt, piąty kol. Adam Mraz z wynikiem 350 pkt i szósty kol. Józef Wydmański z wynikiem 280 pkt. Wszyscy byli zadowoleni - ryby, bo wróciły do wody, a my i sędzia Marek Wiktor, bo nareszcie można było się napić wody i zjeść obiad.

 


4.5
Oceń
(8 głosów)

 

Kameralne zawody wędkarskie - 06.09.2014 - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł