Kapryśne sandacze.

/ 1 komentarzy

Witam, dawno dawno temu, przed powodzią tysiąclecia, gdy nie było jeszcze zalewu Topola ,a ja nie miałem jeszcze mięśnia piwnego . Wybaczcie żartobliwy ton ,to nie bajka ,a temat którym chcę was zainteresować, myślę że jest dość ciekawy. Wpierw chcę wam serdecznie podziękować za życzliwe komentarze (brak złośliwości , za moją gramatykę i styl,i wyrozumiałość że nie jestem polonistą)wędkarze po prostu wyrażają swoją opinie a to jest chyba najważniejsze. Przechodzę do meritum tematu-sandacz ryba piękna co tajemnicza, nawet ichtiologowie(tak czytałem)nie wszystko o tej rybie wiedzą.Kiedyś jeździłem na noc ekstra na sandacza, wy na pewno też jeździcie, cicho nad wodą ,zarzucona lub wywieziona przynęta, zgaszone światło, to cały rytuał i wiele bez rybnych nocy. Ale pozwólcie że opiszę dwa dziwne przykłady?

Pojechałem z kolegami na żwirownie(o potocznej nazwie-długa sandaczowa, już nie istniejąca, to obecnie zalew Topola),była to moja 3-4 wyprawa nocna na sandacza, którego jeszcze nawet nie wdziałem na żywo, nie mówiąc o złowieniu. Przynęta, duża zabita płoć 17-20cm rozpruty brzuch zmiażdżona głowa, duży hak ,zestaw bez obciążenia, druga wędka na ”sprężynę” ,dzisiejszy odpowiednik koszyczka na leszcza. Koledzy zajęli się 40% roztworem, ja młody żonkoś ,przekonałem ich że muszę być na czuwaniu i nie będę pił. Noc upalna lipcowa bezwietrzna ,cicha, naprawdę gorąca, po zachodzie słońca żałowałem przyjazdu (pomyślałem stracona noc)dlaczego, koledzy nie myśleli już o wędkowaniu ,stąpali po żwirowym podłożu jak słonie, głośne rozmowy , słychać ich było na drugim brzegu(zresztą rozmawiali przez żwirownie z innymi wędkarzami ,byłem wściekły)biała ryba odeszła ,ani brania.

Nagle styropian zamocowany na żyłce zaczął „sznurować -otwarty kabłąk oddawał żyłkę, przyciąłem siedzi ,pierwszy mój sandacz, wypity kolega próbował go podebrać i wpadł do wody(istne kino, ubaw po pachy, ale mnie nie było do śmiechu)kolegę i rybę udało się podebrać .Koledzy po północy położyli się na materacach głośno rozmawiając, ja zarzuciłem przynętę, mimo głośnej rozmowy a nawet śpiewu, po 15 minutach następne branie, które zepsułem (brak doświadczenia).Około 3 nad ranem koledzy chrapali a ja holowałem trzeciego sandacza, następnego niestety zerwałem.Tej nocy nigdy nie zapomnę, trzy sandacze po wyżej 60 cm i ani jednej białej ryby.

Następny przykład, zalew Topola, lipiec upał, samo południe, ponad 30 stopni w cieniu, a spławik czy bąbka ani drgnie. Miałem w siatce 4 płoteczki, złapane rano, które padły, przezbroiłem wędkę na szczupakówkę bez przekonania, zapinając martwą płoć. Rzut a po 20 minutach spławik znikł pod wodą, przyciąłem pusto przynęta zdjęta, założyłem następną plotkę–historia się powtórzyła. Trzecie branie wyczekałem w napięciu, zacięcie siedzi piękny sandacz, czwarta płoć, następny-w godzinę dwa sandacze w siatce. Wiem, że sandacz to nie przewidywalna ryba, mówi się” odpowiednia pogoda na sandacza lub sandaczowa noc”.Przesiedziałem wiele nocy na jez. Nyskim polując na niego, ale najwięcej złowiłem z marszu bez szczególnego przygotowania, tak samo ma się sprawa ze szczupakiem, Może znacie przyczyny takiego „dziwnego” żerowania, czekam na wasze opinie, jadąc nad wodę, nigdy nie wiemy, co i ile złowimy(czy coś się uda złowić), ale to właśnie urok wędkowania.
Pozdrawiam Wiesław Rykalski.


 


4
Oceń
(13 głosów)

 

Kapryśne sandacze. - opinie i komentarze

staszek873staszek873
0
Bardzo ciekawy opis nocnych zasiadek,ja też swego czasu miałem trunkowych kolegów ale to nie były wyprawy które bym miło wspominał,teraz łowię sandały tylko na spina i mam święty spokój...życzę wytrwałości w łowieniu tej tajemniczej i wybornej w smaku ryby...a może popróbujesz spina..?,pomogę,doradzę ponieważ od 7 lat łowię tylko tę rybę-pozdrawiam (2010-09-09 22:10)

skomentuj ten artykuł