Zaloguj się do konta

Karp na szybko

Karp na szybko...
Kto czytał mój pierwszy wpis pomyśli może, że bat to moja jedyna wędka - otóż nie. Mam inne kije ale mój pierwszy bacik firmy Konger Spirado Ultra Pole 700 to wędka do której zawsze chętnie będę wracał, a dlaczego zapraszam do dalszej części...
Otóż rzecz się miała w ubiegłym roku (2012) wiosną, na początku kwietnia - o ile dobrze pamiętam był to wtorek 10-ty.
Od jakiegoś czasu dochodziły nas (mnie i kolegę Rafała, z którym najczęściej wędkuję) wieści, że coś zaczęło się dziać na pobliskich gliniankach w podwarszawskiej Zielonce. Od dłuższego czasu było już całkiem ciepło. Przejeżdżając opodal zainteresowanie wzbudzał widok olbrzymiej ilości samochodów.
Postanowiliśmy się przekonać na własnej skórze, co w wodzie “piszczy”?. Umówiliśmy się, że spotkamy się na miejscu. Wczesnym popołudniem, zaraz po pracy zapakowałem dwa feederki i bat i udałem się do oddalonej o około 11km Zielonki.
Pogoda piękna, słońce świeci, gdzie niegdzie chmurka na niebie, przyroda tętni życiem, wkoło już zdążyło się zazielenić tylko troszkę ten wiaterek...
Niestety sprawy troszkę się skomplikowały i miałem małe opóźnienie. Na szczęście Rafał był przed czasem i nawet udało mu się zająć możliwe miejsce. Tylu wędkarzy nad wodą, co w długi majowy weekend. Kija nie ma gdzie wcisnąć.
Myślę sobie nie będę wcale się rozkładał, mimo zachęceń kolegi i odstąpienia przez niego kawałka miejscówki. Wizja poprzerzucanych zestawów i poplątanych żyłek zniechęciła mnie kompletnie. “Postoję, popatrzę, dzisiaj będę dopingował.” W końcu przyjechaliśmy nie na karpiową, tygodniową zasiadkę, a na krótki rekonesans. To miały być trzy, może cztery godziny i powrót. Nie było sensu wchodzić innym w paradę.
Ale... pojawiła się i dla mnie perspektywa. Otóż zwolnił się jeden z pomostów zmontowanych podczas ostatniej zimy. Tu ciekawostka, wtedy to dowiedziałem się jakimż to sprytnym sposobem powstało tamtej zimy tyle pomostów na tymże stawie. Po serii długich i siarczystych mrozów, gdy tafla lodu miała grubo ponad 30cm grubości, tamtejsi wędkarze za pomocą świdra nawiercili otworów w odpowiednich miejscach i zwyczajnie wbili solidne pale na których powstały całkiem przyzwoite kładki. Znacznie łatwiej to zrobić zimą, na zmarźniętej tafli, niż z łodzi czy pontonu. Przy okazji ktoś pomyślał i wyciął po powierzchni lodu część trzcin i zarośli.
Tak więc, wracając do tematu, zwolnił się pomost. Co prawda nie miałem za bardzo możliwości technicznych aby rozstawiać tam zestawy gruntowe, ale wszystko przemawiało za tym, aby stanąć tam z batem. Mianowicie doskonały dostęp do wody, wiatr centralnie w plecy, słońce za plecami - super.
Uzbrojony w bat (żyłka 0,14, spławik 2g, przypon 0,12, hak nr 16) i puszkę kupnego ciasta truskawkowego w kieszeni udałem się na zwolniene wcześniej miejsce. Bez podbieraka, bez robaków, można powiedzieć, że nawet bez większych nadziej.
Kolega poratował mnie jedynie dwoma pinkami (nie mięliśmy drugiego pudełka), licząc może na jakąś płoteczkę.
Muszę przyznać, że kładka z gruntu niepozorna, ale bardzo stabilna. Całkiem pewnie się na niej czułem.
Wstawiłem zestaw do wody i czekam. Długość kija odpowiednia. Akurat miejsce w które wstawiam zestaw znajduje się około metr, półtora od krawędzi przyciętych pod taflą wody trzcin. Do kładki jedynie wąski przesmyk od strony wody. Niestety spore podmuchy wiatru tworzą na powierzchni wody już nie tyle morkę, a niewielką falę która skutecznie utrudnia mi rozpoznanie brań.
Bujnięcie spławika i automatyczne poderwanie wędki w górę, lecz to nie to. Puste zacięcie. Powrót do wody i dalsze oczekiwanie. Zestaw coraz bardziej odpływa, spławik się chowa pod wodę. Kolejne zacięcie i znowu nic. Tym razem z robaków pozostały już tylko strzępy. Jeden spadł całkiem a drugi w kiepskiej kondycji nędznie wyglądał więc zwracam mu wolność, choć w odmętach głębiny.
Zastanawiam się, czy ma to wogóle sens. Myśle, a co mi tam, przegruntuję zestaw zobaczymy co będzie. Tylko szkoda że hak pusty. Iść znowu po dwa robaki do Rafała? Niby nie daleko, pięćdziesiąc może siedemdziesiąt metrów. Ale zaraz, mam jeszcze ciasto, może by tak... czemu nie.
Zakładam na hak kulkę słusznych rozmiarów, będzie z 15mm tak aby ostrze delikatnie wystawało z tego ulepka i delikatnie aby nie spadło do wody.
Wiatr, fala, refleks słońca od zmierzwionej tafli , kołysanie się spławika... nie mam pewności więc czekam. Wiatr chwilami słabnie i znów wzmaga się. W pewnym momencie niby wiatr nie wieje a spławik tak jakoś dziwnie jakby się delikatnie kładł.
Próba zacięcia i... tu nie napiszę przez wzgląd na poszanowanie języka ojczystego, co sobie pomyślałem, ale podpowiem że chodzi o to co myśłi sobie każdy wędkarz, gdy trafi mu się zaczep.
Nic nawet nie drgnie. Próbuję w jedną stronę, nic. W drugą, nic. Drugie szarpnięcie, nic. Trzeba rwać! Trzecie już mocniejsze szarpnięcie i czuję w ręku drżenie kija. Nie muszę opisywać jakie to uczucie gdy sie poczuje właściwy rozmiar na haku.
Kij wygięty w pałąk. Krzyczę do kolegi: "Rafał, MAAAM." Radość niesamowita. Ryba delikatnym zygzakiem zaczyna odchodzi, ale nie gwałtownie. Bardzo spokojnie, na tyle na ile jej pozwalam odejść.
Kolega z pożyczonym podbierakiem zjawia się przy mnie biegiem. Uspokaja mnie, żeby się nie ekscytował za bardzo, aby tylko nie stracić tej ryby. "Darek spokojnie, nie ciągnij na siłę. Musimy ją zmęczyć! Mamy czas."
Świadomość wytrzymałości zestawu i opór jaki czuję na kiju zaczynają mnie przerażać. Ale cały czas panuję nad sytuacją. To ja jestem górą. Dam radę.
Trzeba tę rybę dociągnąć do kładki, brakuje nam pięć, może sześć metrów, a w koło pod wodą nisko przycięte trzciny. Jedynie ten wąski przesmyk szerokości około pół metra. Ale gdzie tam!!! Ryba jeszcze nie ujawniła swego oblicza. Od czasu do czasu widać jedynie wir na wodzie powstały w skutek coraz to dłuższej walki. W końcu już wiem na pewno, pokazał się. Piękny i nie mały karp lustrzeń. Coraz dłużej udaje mi się go utrzymać przy powierzchni. Jednak ryba walczy. Ja cofam się w tył kładki aby umożliwić koledze podebranie, ale karp chce wracać skąd przypłynął. Jest coraz bliżej, już prowadzę go w gardziel tego wąskiego przesmyku, on jednak odchodzi i znów muszę podejść bliżej. Nie mogę go stracić. Rafał na kolanach wyciąga się z podbierakiem, ale jeszcze za daleko.
Po około dwudziestu minutowej walce udaje mi się na tyle zmęczyć rybę, że posłusznie wpływa tam gdzie ją prowadzę.
Przejęty całym tym zdarzeniem nie zwracam uwagi na przystających wciąż nowych przechodniów i kolegów wędkarzy wędkujących opodal, którzy zafascynowani wyjmują z kieszeni telefony i robią zdjęcia. Opodal znajduje się park i ścieżki spacerowe więc ludzi nie brakuje. Słyszę jedynie okrzyki i doping.
Ryba jest coraz bliżej, i bliżej i w końcu udaje się zaprosić do podbieraka. Z brzegu słyszę okrzyki radości i brawa. Sam nie bardzo mogę uwierzyć, że dokonałem tego wyczynu.
Mój pierwszy w życiu karp, pierwszy na taką prostą wędkę. Pierwszy i taki duży.
Rybka została zważona i waga pokazała 2,48kg, długość 48cm. Dla mnie szok, niedowierzanie. Tylko dowód w ręku, na ręku.
Wymiana spostrzeżeń z kolegami którzy przybiegli do pomocy. Niesamowite zdziwienie po uwolnieniu ryby z haczyka i dostrzeżeniu jego rozmiaru.
Od momentu wejścia na pomost do "tego" brania minęło nie więcej nić piętnaście minut. Dalej to już walka i nieopisana radość.
Dlatego właśnie lubię ten bat i ostatnio coraz częściej sprawia mi dużo przyjemności.
Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam!
Dariusz S.

Opinie (23)

arturartur

Fajnie opisane . Życzę następnych udanych wypadów i mile spędzonego czasu nad wodą . Pozdrawiam . [2013-03-14 20:29]

MadmaxM4

spoko artykulik :) pozdr [2013-03-14 20:33]

karateka994

Super, życzę kolejnych takich wędkarskich wypraw. [2013-03-14 20:51]

ekciak

następnych udanych wypadów :D 5***** [2013-03-14 21:19]

Lin1992

Świetny wpis. Aż chciało się czytać:) [2013-03-14 21:26]

Koksik14

Ładna ryba, ale najważniejsza radość wędkarza :D ode mnie ***** [2013-03-14 22:26]

krisal

Aż się czuło te szarpnięcia...***** [2013-03-15 07:11]

jacekkk1

Fajny artykuł , piąteczka. Powodzenia [2013-03-15 09:00]

naruto1919

Dla takich chwil warto :) [2013-03-15 09:18]

pompips

Pięknie opisane ja również lubię łapać na bata ale karpia takiej wagi jeszcze nie udało mi się wyciągnąć. Walka musiała być niesamowita. Gratulować 5 [2013-03-15 13:26]

korczenskis

Extra opisane:) ***** [2013-03-15 16:27]

sjunge

Niesamowicie realistyczny opis walki z karpikiem, ... za chwilkę sezon,pod skórą czuć już ten dreszcz emocji szczególnie kiedy czyta się takie relacje. [2013-03-15 20:41]

Danekt89

fajnie fajnie juz mi sie marzy taka walka z karpikiem ale juz nie dlugo i zaczynamy sezon :) oby jak najwiecej takich przygod no i oczywiscie polamania :D ***** [2013-03-15 23:02]

lipa43

Piąteczka :D [2013-03-16 09:44]

artur20lks

Pierwszy karp- coś czego nie można opisać słowami ode mnie 5 ***** [2013-03-16 11:33]

użytkownik

Fajnie, Fajnie :) 5 ***** oczywiście, udanego sezonu 2013 życzę :) [2013-03-16 13:20]

stefan51

Super opisane,znam to uczucie kiedy zlowilem 1 karpika,5*****, [2013-03-16 21:43]

waldi05

Takie sytuacje zawsze cieszą i sprawiają,że chętnie wracamy nad wodę *****. [2013-03-17 07:09]

henryk-macedons

Tylko bić brawo . Kiedy mi sie to przydarzy [2013-03-18 13:30]

Waldi Fish

Ładnie opisana wędkarska przygoda. [2013-03-21 20:35]

pawellylo

Lowilam na tym stawie bylo fajnie zycze powodzenia i dalszych sukcesow . [2013-03-31 13:58]

karpiu12

Wyślij mi na Priv przepis na ciasto [2013-05-29 16:32]

Erni

To jest to! Pierwsza klasa. Gratuluje [2013-07-03 13:23]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej