Zaloguj się do konta

Niemieckie karpie ze żwirowni

[p]Zasiadki na wodach po byłych kopalniach piasku i żwiru tak zwanych żwirówek to chyba najpiękniejsze chwile spędzone nad wodą nie tylko na swój urok ale również ze względu na ryby je zamieszkujace – często zapomniane wśród pól,lasów jak i czasami niedostępnych dzikich terenów.Jedną z takich żwirówek odwiedziłem w tym roku w niemczech -zadbana bardzo często zarybiana pstrągiem z racji miejscowych wedkarzy którzy to zakochani w połowach właśnie tej smacznej ryby.Ale mnie wraz z zięciem interesowały nie pstrągi tylko karpie i amury zamieszkujace ten akwen.Od tygodnia obserwujemy wodę,przeprowadzamy wywiad z miejscowymi wedkarzami co do pogłowia karpi w tej wodzie ale nic konkretnego się nie dowiadujemy a z naszych obserwacji też wiele nie wynika.Piotr bo tak ma na imię mój zięciu mawia tylko że na pewno są tutaj karpie poniweaż z wiosny na południowej stronie żwirówki widział pojedyncze spławy karpiowej braci -woda z tamtej strony szybciej się nagrzewa ponieważ głębokość sięga tam około dwóch metrów z lekkim spadem w kierunku środka jest tam również mały cypelek na którym to siadają kaczki czyszcząc swoje piórka a woda wokół niego to całkiem już płycizna.Czyniac obserwacje dochodzimy do wniosku aby nasz karpiowy obóz rozłożyc po przeciwnej stronie tej płycizny i zestawy kłaść na spadzie w kierunku środka akwenu i tak też robimy.Piotr zaczyna karmic już parę dni wcześniej kukurydzą no i jak przystało na karpiarzy kulkami smak i zapach śmierdziuchy może to wszystko zadziała jesteśmy obydwoje dobrej myśli.Akwen dość trudny z powodu roślinności porastającej zarówno zanurzonej jak i pływajacej no ale dość już narzekań.Namiot nasz ustawiamy w pobliżu dużego dębu aby w razie zawieruchy lub bardzo modnych ostatnio orkanów nic nam na głowy nie spadło natomiast podpórki wraz z wędkami kierunek leżące łódki po przeciwnej stronie brzegu aby mieć punkt odniesienia w czasie rzutu bo tylko tak można kłaść zestawy i zakarmiać – całkowity zakaz pływania środkami pływającymi ale damy radę.Po paru godzinach krzątania się na brzegu zwiazane to jest z karmieniem,ustawianiem,poprawianiem wszystko gotowe na przyjęcie pierwszego karpia nawet mata karpiowa wisi na gałezi naszego wspaniałego dębu.Bardzo lubię tą błogą ciszę a szczególnie nocą gdzie tylko sowa przerywa spokój swoim hu hu lub wyskakujacy karp kótry rozbudza zmysły i z pluskiem wpada do wody.Trwa oczekiwanie i myśli czy wszystko zrobiliśmy tak jak trzeba aby nie popełnić najmniejszego chociaż błędu który miałby rzutować na póżniejsze nasze wyniki.Sprzęt przygotowany do perfekcji po prostu wszystko przygotowane na ostatni guzik.Siadamy w wygodnych fotelach i snujac opowieści jak to kiedyś było ciszę przerywa dźwięk sygnalizatora Piotra ryba ciągnie w kierunku zielska parę metrów od moich zestawów,Piotr odpowiednio ustawiając hamulec w kołowrotku nie pozwala jej wejść w moje żyłki no i tak z wygiętym kijem ryba coraz bliżej brzegu biorę podbierak i zięciu wprowadza rybę bezpiecznie do podbieraka.Następnie ważenie,waga wskazuje 8 kg niezły karpik jak na pierwsze godziny wędkowania no trzeba zrobić jakieś fotki aby wszystko uwiarygodnic no i Piotr wypuszcza odważniaka do swojego królestwa ma on przy wypuszczaniu większą radość jak podczas łowienia ale jak zawsze mawiam to już trzeba mieć w genach z tym to trzeba się urodzić – karp po chwili namysłu znika w ciemnej toni żwirówki.Wykonujemy rzut z zestawem w to samo miejsce i dokarmiamy procą wystrzeliwując parę kulek jak i gotowanej kukurydzy zadipowanej wanilią.Oczekując na następne brania dochodzimy do wniosku że jednak są w tej wodzie karpie,po południu gdy tafla wody przestaje się marszczyć ponieważ jak zwykle to bywa przestaje wiać wiatr oczom naszym ukazują się jakieś cienie na wodzie spojrzeliśmy na siebie i ten sam wniosek to amury podeszły pod samą powierzchnię wody.Było to niezłe stadko około 8 sztuk ale jeden ten najwiekszy jak Piotr powiedział przywodzca stada miał chyba około półtora metra piękny widok zięciu to nawet obserwował je z gałęzi naszego dębu ale jak szybko się pojawiły tak szybko zniknęły ponieważ znów zaczął wiać południowy wiaterek.Dochodzimy do wspólnego wniosku to tu również trzeba się wybrać kiedyś na amury -i to są właśnie uroki takich żwirówek niewiadomo co,gdzie,kiedy?Łowimy jeszcze parę karpi największy 9 kg i powoli nasza zasiadka dobiega końca czyli karpie są no i te amury to nam nie daje spokoju musimy tu wrócić.Powoli pakujemy nasze sprzęty w międzyczasie przychodzi prezes koła i rozmawiamy co to nałapaliśmy pokazujemy zdjęcia i mówimy o amurach -prezes uśmiechając się mówi jak dbamy tak mamy i to jest chyba trafione w dziesiątkę bo u nas w kraju też jak dbamy tak mamy.Następna opowieść to już amury ze żwirówki -połamania kija.[/p]

Opinie (4)

rysiek38

No to jednym słowem pełen sukces ,sam opis łowiska nastrajał optymistycznie ja w tym roku "wyczaiłem" dziki podobny stawik z tym że tam królem jest lin a właściwie linisko [2013-12-25 13:05]

fajanet

A w jakiej dokładnie miejscowości jest ta żwirownia??? [2013-12-28 15:36]

piotrcarp

Na nastepny sezon tez sie tam ustawimy i mysle ze dobierzemy sie do tych wiekszych:) [2013-12-28 18:52]

halski021

,,Jak dbamy - tak mamy" .W Polsce też jest wiele dobrych wód , ale ci co o to dbają , nie chwalą się tym na głos , bo następuje najazd ,,SZARAŃCZY" i zostaje PUSTYNIA.Skąd ja to znam? Kilkanaście lat temu ,a może dziesiąt , zgłoszono z naszej okolicy KARPIA ponad 30 kg w WW.Najazd pseudo wędkarzy zamienił jezioro w pustynię.O jakim jeziorze piszę , wiedzą wędkarze z mojej okolicy. [2014-01-27 21:27]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Rok 2013

[p]Rok 2013Pierwszy kalendarzowy rok naszej działalnosci dobiega końca. Z…