Karpiowanie z córką.

/ 5 zdjęć


Początek lipca śmignął niezauważalnie i w miarę spokojnie bo moja córeczka spędzała czas z dziadkami nad polskim Bałtykiem więc pomimo odciążenia od obowiązków rodzicielskich, bo na stanie został tylko sześcio tygodniowy syn Wiktor nie miałem za wiele czasu na relaks nad wodą.
Udało się jedynie pojechać na karpia wieczorem w piątek jednak przed zmrokiem musiałem się zwinąć z błahej przyczyny braku latarek których akumulatory ładowałem wcześniej. Nie wytrzymałem w domu jednak długo i w sobotę o trzeciej w nocy byłem już na łowisku miałem czas do 8 więc szczęśliwy po rozłożeniu sprzętu kimnąłem sobie w aucie i przez to zmarnowałem dwa piękne odjazdy. Wyspany i szczęśliwy wróciłem do domu gdzie oczekiwaliśmy powrotu naszej Magdy jednak oczekiwanie przeciągnęło się do dwudziestej bo jak to na polskich trasach bywa można mieć mały poślizg. Z sobotniej nocki nitka ale nie zrażony planowałem wyskoczyć po kościele do wieczorka na rybę i się zrelaksować.

Jak zapytałem się córeczki czy ma ochotę z tatą udać się nad wodę otrzymałem wielkiego przytulasa i całusa.
I moja kochana córa pobiegła pakować plecak.
Bez stresu na ryby wyruszyliśmy o koło godziny trzynastej lekko pochmurne niebo łagodziło żar słońca i dawało odrobine wytchnienia od upału.
Po drodze nie mogliśmy ominąć sklepu gdzie zaopatrzyliśmy się w chrupki, paluszki, napoje i lody których moja córka jest największym znanym mi amatorem.



Na łowisku rozbiliśmy sprzęt i około drugiej godziny rozpoczęliśmy łowienie. Jeden zestaw z szybko pracującym pelletem postawiliśmy na głębszej wodzie a drugi z kulką kukurydzianą na płytkiej blisko zwisających gałęzi.

Po zarzuceniu zestawu spędziliśmy miło godzinę i w czasie wygłupów z córką zaliczyliśmy pierwsze branie niestety trzymając córkę na rękach nie byłem w stanie biec do wędki po uniesieniu kija do góry poczułem tylko szarpnięcie i luz na żyłce.

Z pocieszeniem przyszła Magda która powiedziała żebym się nie martwił bo na pewno jeszcze złowimy dzisiaj karpia.
Od jakiegoś czasu ulubiona czynnością córki na rybach jest zasypywanie siatek PVA pelletem i kulkami więc biorąc czynny udział córeczka stworzyła siateczkę w rozmiarze XXXL więc posłaliśmy ja w łowisko na zestawie i wróciliśmy do zabawy.



Zaliczyliśmy jeszcze jeden króciutki odjazd i bez efektów ponaglani telefonami od małżonki musieliśmy wracać do domu.
W celu podbudowania morale wstąpiliśmy do cukierni i poprawiliśmy sobie humory lodami włoskimi i ciachem z kremem oczywiście miało być tak aby mama nie widziała jednak włoskie lody zabarwiły języki na niebiesko więc w późniejszej porze dostałem wykład o szkodliwości karmienia dziecka słodyczami przed kolacją.
Zacieram już ręce przed kolejną wyprawom na ryby z córeczką tatusia bo jest naprawdę przyjemnie razem z dziećmi spędzać czas nad wodą i myślę że córka na dobre już bakcyla połknęła i w przyszłości będę miał towarzyszkę w moim wędkarskim hobby.

 


4.4
Oceń
(7 głosów)

 

Karpiowanie z córką. - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł