Karpiowe początki cz.2

/ 2 komentarzy / 5 zdjęć


"Pierwszy sprzęt"
Jak już wspominałem w tym temacie kolorowo nie było ale czy to znaczy, że się poddawaliśmy i łowiliśmy na tą jedną karpiówkę, o której pisałem? Oczywiście, że nie. Drugi zestaw złożony był ze złamanego w części szczytowej mocnego feedera, do którego później wkleiłem twardą węglową szczytówkę. Efekt? Wędka tak twarda, że nawet rakieta nie była jej straszna. Kołowrotek to jakiś prosty stary Jaxon- byle był i nawijał żyłkę a hamulec pozwalał "jakoś" oddać rybie metry, o które zaciekle walczyła. Oczywiście żyłka na kołowrotkach miała pewnie około 5 lat ale czy to znaczyło, że rwała się jak włos ? Oczywiście, że nie. Nie zawodziła nawet gdy na kiju meldowały się naprawdę fajne ryby. Początkowo prym przy budowie zestawu wiodła rurka antysplontaniowa zabezpieczona stoperem aby była "w miarę" na sztywno. Przypony robiłem sam a haki kupowałem najtańsze- pamiętam, że trafiłem robinsony po 1zł za paczkę 10sztuk- ryby prawie w ogóle z nich nie spadały.
Noce spędzaliśmy pierw w namiocie turystycznym, takim kolorowym, z marketu, który przy mrzawce zaczyna cieknąć a z materacy powietrze schodziło w środku nocy. Śpiwory i sterta ubrań nie pozwalały nam marznąć. Materac pełnił jeszcze jedno zadanie- wywózka i nęcenie. Wypływaliśmy na nim, stawialiśmy bojkę z butelki i nęciliśmy. Wiadomo, kasy mieliśmy mało więc nęcenie było ubogie ale co ciekawe zawsze trzymało ryby cały czas łowienia. Pięciolitrowe wiaderko ugotowanej kukurydzy z grochem to wszystko co mielismy na jedną noc a czasem nawet na dwie.
"Pierwsze wyniki"
Początki były bardzo obiecujące i na dobre zaszczepiły we mnie pasję do szukania karpi. Łowiliśmy kolkanaście ryb w ciągu zasiadki. Czasem brań było więcej ale najlepszą ciekawostkę stanowiło, że gdy po pewnym czasie znaliśmy pory żerowania karpi tak dobrze, że stawaliśmy nad wędkami i wtedy następował odjazd. Mimo małych rozmiarów ryb, które przeważały w zbiorniku trafiały się egzemplarze przyzwoitych rozmiarów. Co noc, przeważnie o 3:00 trafiała nam się ryba przekraczająca 5kg- co było wtedy nie lada osiągnięciem i motywowało nas do dalszych zmagań.
"Zimny prysznic"
Wspominałem o bezpieczeństwie ? Niestety przekonaliśmy się, że w najmniej oczekiwanym momencie może zdarzyć się nieszczęście. Na biwak przyjechała rodzina kolegi oraz nasi znajomi. Po południu postanowiliśmy wyjść po drewno, a że najlepsze miejsce do zbierania było w pobliżu parkingu udaliśmy się tam we czterech. Wesoła gadka, śmiech aż tu nagle dwóch o wiele starszych, pijanych i nie wiadomo co jeszcze facetów postanowiło pokazać nam... w sumie nie wiem sam co. Zaatakowali nas od tyłu, oberwałem. Kolega uratował mnie bo pewnie nie skończyło by się jedynie na kilku siniakach. Po nocy spędzonej na komisarjacie powrót do namiotu był czasem na odpoczynek i odespanie nerwów ale to co wydarzyło się przed południem poprawiło wszystkim humory.
"Pierwsza dwucyfrówka"
Około 9rano budzi nas mama kolegi hasłem "coś wam pika od kilku minut" zerwałem się na równe nogi i słyszę odjazd z kołowrotka. Zanim ryba zorientowała się, że ją zaciąłem i dała się podciągać kolega zdążył napompować nasz pierwszy turystyczny ponton. Hol na pontonie trwał ponad 40minut a ryba przeciągnęła nas ponad 300m w zatokę. Z perspektywy czasu wiem, że miękka wędka, brak doświadczenia i hamulec ustawiony "jak na płotki" zapewniły aż tak długie emocje ale z drugiej strony to były początki a ten hol będę wspominał bardzo długo. Rybka ważyła 10kg.
"Kolejny rok, kolejne miejsce"
Rok później zaszły dalsze zmiany sprzętowe. Zestawy co raz bardziej przypominały używane obecnie a na dobre na zasiadkach zagościł ponton pozwalający nam wywozić zestawy nawet w nocy. W ten sposób pierwszy raz wybraliśmy miejsce oddalone o ok 100m od brzegu. W gruncie rzeczy nie było tam nic specjalnego a szczerze mówiąc wybraliśmy bardziej na oko niż kierując się ukształtowaniem dna. Sam nie wiem gdzie był fenomen tego miejsca ale trafiliśmy w dziesiątkę. Łowiliśmy ryby przeważnie ważące około 3/4 kg ale i tutaj mieliśmy swojego "konia". Ryba znów wzięła w godzinach okołopołudniowych ale nie dała aż tyle emocji. Hol do brzegu trwał maksymalnie 10minut. Długość ryby wynosiła 92cm a waga ? Sprężynowa waga pokazała 10kg... nikt nie zna prawdziwej masy choć osoby mające na koncie wiele dużych ryb szacowały wagę na ponad 12kg,
Jeśli ciekawi Was jak w kolejnych latach zmieniło się moje karpiarstwo oraz ukochany zbiornik śledźcie blog a niedługo ukaże się kolejna, ostatnia część z podsumowaniem dotyczącym zawartego we wstępie pierwszej części. Pozdrawiam i życzę wszystkim forumowiczom wszystkiego najlepszego w Nowym Roku ;)

 


4.6
Oceń
(7 głosów)

 

Karpiowe początki cz.2 - opinie i komentarze

erykomerykom
+4
Początki wędkarstwa-najlepsze co może być.Człowiek nie myślał o tym jaki ma sprzęt tylko o tym aby być nad wodą jak najwięcej czasu a zawsze coś się łowiło.Stare,twarde wędki i kilkuletnia żyłka nie stanowiły żadnego problemu.Nieraz za grosze coś się zakupiło i to wystarczyło do pełni szczęścia. (2018-01-01 09:36)
vaderfishingvaderfishing
0
Właśnie o to chodzi, o przekazanie początkującym tego, że nie od sprzętu powinno zaczynać się wyjazd na ryby. ;) (2018-01-06 19:33)

skomentuj ten artykuł